Dziesięć tez na temat religii i społeczeństwa

Jeśli tylko prawo Boże i naturalne otoczone jest właściwym poszanowaniem i należycie wypełniane, natychmiast znikają wszelkie problemy polityczne, ekonomiczne i społeczne, które także w naszych czasach trapią społeczeństwa. Tymczasem wystarczy proste przestrzeganie Dekalogu, aby zapewnić potrzebne dobro ludziom, a narodom pokój. Odrzucenie tych podstawowych zasad jest jedną z głównych przyczyn kryzysu, w jakim ludzkość obecnie się znajduje.

Fot. VICONA



Fragment książki Roberto de Mattei "Dyktatura relatywizmu".


Jestem głęboko przekonany, że wielka debata tocząca się we współczesnym świecie nie jest ze swej natury polityczna czy ekonomiczna, ale dotyczy kwestii kulturalnych i moralnych, a w swej najgłębszej istocie także religijnych. Dotyka ona bowiem konfliktu między dwiema wizjami świata: tą, która wierzy w istnienie wartości niezmiennych, wpisanych przez Boga w naturę człowieka, oraz tą, która utrzymuje, że nic nie jest stabilne oraz trwałe, lecz wszystko jest względne i zależy od czasów, miejsc i okoliczności.


Jeśli przyjmie się, że nie istnieją wartości absolutne i prawa obiektywne, życie ludzkie zostaje tym samym zredukowane do spazmatycznego poszukiwania przyjemności w egoistycznej satysfakcji, wypływającej z instynktów i potrzeb subiektywnych, niesłusznie uważanych za nowe prawa. Chęć władzy żywiona przez jednostki i grupy staje się jedynym prawem społeczeństwa, stąd Benedykt XVI twierdzi: „Dyktatura relatywizmu [...] niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki".


Uzyskanie przez jednostkę wolności absolutnej i nieskrępowanej żadnym prawem zmienia się nieuchronnie w żelazną dyktaturę, gorszą od każdej innej tyranii w historii. Jest to zatem, jak pisał już w dziewiętnastym stuleciu Donoso Cortés, przewidując, jakie będą konsekwencje utraty wartości religijnych, „legalizacja despotyzmu, największego i najbardziej absolutnego, jaki kiedykolwiek istniał w dziejach ludzkości".


Aby skutecznie przeciwstawić się dyktaturze relatywizmu, niezbędne jest odkrycie na nowo, czym jest prawo Boże i naturalne, które stanowi prawdziwy fundament cywilizacji chrześcijańskiej, w swej ostatecznej formie ucieleśnionej w Europie doby średniowiecza, skąd rozprzestrzeniła się na cały świat. Chrześcijańskie korzenie społeczności ludzkiej są w tym aspekcie nie tylko doświadczeniem historycznym, ale także duchowym, ponieważ mają charakter konstytutywny dla zbiorowości, tak jak dla duszy tchnienie w nią życia przez Łaskę. W obu zaś przypadkach źródło, z którego bierze swój początek istnienie, stanowi Jezus Chrystus, „kamień węgielny" społeczeństwa i historii (Ap 4,11). (...)


Żyjemy w społeczeństwie hołdującym swoistemu antydekalogowi, w którym dozwolone jest wszystko poza publicznym deklarowaniem wierności zasadom porządku naturalnego i chrześcijańskiego. Jest to zarazem ostatni moment, aby przeciwstawić się dyktaturze relatywizmu. (...)


I. Kościół i społeczeństwo tworzą jedność na podobieństwo ciała i duszy.


W roku 1946 papież Pius XII określił powyższą prawdę w słowach: „Dla społeczności ludzkiej Kościół jest podstawową siłą witalną". Konsekwentne nawoływanie ze strony Jana Pawła II i Benedykta XVI do odkrycia na nowo chrześcijańskich korzeni Europy nie jest niczym innym, jak wezwaniem do przyznania należnego miejsca temu, co jest jej prawdziwym duchem. Korzenie te są bowiem tym, czym dusza dla ciała: przyczyną jego powstania i motorem rozwoju. Każde drzewo, którego korzenie chorują, usycha. Współczesne społeczeństwo, pozbawione dopływu życiodajnej limfy, której źródło stanowi Kościół, bezwarunkowo skazane jest na upadek. Nie może być bowiem innych skutków odrzucenia Tego, który jest założycielem i prawdziwą siłą Kościoła – Jezusa Chrystusa, który określił siebie jako jedyną „Drogę, Prawdę i Życie” (por. J 14,6).


II. Misja Kościoła ma charakter nadprzyrodzony, ale jej efekty widać w wymiarze ziemskim i społecznym.


Zadaniem Kościoła jest niesienie Dobrej Nowiny nie tylko jednostkom, ale także całym narodom zamieszkującym naszą planetę (Mt 28,19).


Ewangelizacja to działanie odnoszące się do ludzkiego wnętrza; to zaangażowanie serca jednostki powtarza się następnie w postawie całego społeczeństwa, które stanowi personifikację ciała Chrystusa ze wszystkimi jego członkami. „Historia formowania się narodów Europy przebiega równolegle z procesem ich chrystianizacji; w ten sposób ich granice pokrywały się z zasięgiem dzieła ewangelizacji” (Jan Paweł II, przemówienie w Santiago de Compostella, 9 listopada 1982 roku). Czerpiąc z dorobku Grecji i Rzymu, to chrześcijaństwo „stworzyło Europę i pozostaje podstawą tego, co słusznie można nazwać Europą" (Benedykt XVI, wykład na Uniwersytecie w Ratyzbonie, 12 września 20006 roku).


III. Chrystianizując społeczeństwo, Kościół jednocześnie je cywilizuje.


Chrystianizacja zawsze idzie w parze z misją cywilizacyjną, ponieważ ,,cywilizacja świata jest cywilizacją chrześcijańską; jest ona tym prawdziwsza, tym trwalsza, tym obfitsza w cenne owoce, im bardziej jest czysto chrześcijańska". Proces krzewienia wiary wśród ludzi bierze się z dążenia do ustanowienia społecznego panowania Jezusa Chrystusa, którego królestwo nie jest wprawdzie z tego świata (J 18,36), ale rozciąga swoje władztwo także na niego i tu też się poczyna jego budowa. Samemu bowiem Chrystusowi ,,dana jest wszelka władza w niebie i na ziemi" (Mt 28,18). „Nie ma tu żadnej różnicy między jednostkami, rodzinami czy państwami, ponieważ ludzie złączeni w społeczeństwie nie mniej podlegają władzy Chrystusa, jak jednostki. Zaiste On jest źródłem zbawienia dla pojedynczych ludzi, jak i dla ogółu [...] On sam jest sprawcą pomyślności i prawdziwej szczęśliwości tak dla pojedynczych obywateli, jak i dla państw" (Pius XI, Encyklika Quas primas, 11 czerwca 1905 roku).


IV. Przeciwieństwem chrystianizacji jest sekularyzacja społeczeństwa.


Odrzucenie Chrystusa jest charakterystyczną cechą „systemów zła" XX wieku, czyli komunizmu i nazizmu, ale w jednakowym stopniu dotyczy także współczesnych anty-ewangelizatorów, „zakorzenionych w dziejach filozofii europejskiej”. Są oni duchowymi spadkobiercami immanentyzmu, Oświecenia, a wreszcie Kartezjańskiego cogito.


W swoim wykładzie na uniwersytecie w Ratyzbonie jako przyczynę wkroczenia wielu ludzi na taką właśnie drogę intelektualną Benedykt XVI wskazał rozbicie harmonii między rozumem a wiarą – harmonii, która charakteryzowała myśl augustiańską, tomistyczną i średniowieczną. Plinio Corrêa de Oliveira ze swej strony wyodrębnił trzy etapy, w jakich ten historyczny proces przebiegał, określając je jako ,, trzy rewolucje"; są to: protestantyzm, rewolucja francuska i komunizm.


V. Gdyby Kościół nie chrystianizował świata, ten zeświecczyłby Kościół.


W latach następujących po II Soborze Watykańskim wielu chrześcijan zaczęło fakt postępującej sekularyzacji społeczeństwa, zwłaszcza pod wpływem marksizmu, uznawać za coś pozytywnego. Jeśli jednak chrześcijaństwo ukorzy się przed sekularyzacją, w konsekwencji zatraci swój ponadnaturalny charakter. Królestwo Chrystusa, poddane królestwom ziemskim, nigdy nie wypełni misji, do jakiej zostało powołane.


Tak zwana „teologia wyzwolenia", która „staje na pozycji mesjanizmu doczesnego, będącego jednym z najbardziej radykalnych przejawów sekularyzacji Królestwa Bożego i jego wchłonięcia przez immanentny charakter ludzkiej historii” (Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja Libertatis Nuntius, 6 sierpnia 1984), jest właśnie wyrazistym przykładem próby wprowadzenia w życie wspomnianej koncepcji społeczeństwa.


Takie chrześcijaństwo, pozbawione pierwiastka nadprzyrodzonego, stałoby się nie tylko jedną z wielu partii politycznych, ale również potężnym czynnikiem dezintegrującym społeczeństwo.


VI. Między chrześcijaństwem a sekularyzmem istnieje antagonizm nie do pokonania.


Sprzeczność, o której mowa, ma swoje źródło w chrześcijańskiej koncepcji dziejów. Kościół, podobnie jak sam jego założyciel, pozostaje ,,znakiem sprzeciwu" (Łk 2,34) i nie może pogodzić się z czymś, co nazywamy „duchem tego świata". Jedną z przyczyn osłabienia katolicyzmu w drugiej połowie XX wieku jest właśnie zatracenie tej wizji chrześcijaństwa walczącego. Wiąże się to również z upadkiem zdrowej teologii historii.


Począwszy od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, powszechnym stało się mniemanie, że przyczynę pojawienia się antyklerykalizmu i laicyzmu w XVIII wieku i ich rozwoju w następnym stuleciu stanowiła postawa samego Kościoła, który doprowadził do tego wzrostu, potępiając świat i okopując się przed nim. Skutkiem przyjęcia tego twierdzenia był fakt, że wielu katolików zmieniło swoje nastawienie do współczesnej rzeczywistości, podejmując z nią z gruntu fałszywy, bo nie mogący przynieść niczego dobrego, dialog. Jakie są tego efekty, doskonale widać choćby po tym, że proces dechrystianizacji w ogóle nie uległ zahamowaniu. Wrogość wobec religii osiągnęła natomiast takie rozmiary, że w całkiem usprawiedliwiony sposób można dziś mówić o wszechobecnej „chrystofobii”, a także o zjawisku, które dało tytuł niniejszej książce – „dyktaturze relatywizmu".


Wyznawcy doktryny „antychrystianizmu" dążą do tego, aby całkowicie wyeliminować wszelkie ślady obecności religii chrześcijańskiej w życiu publicznym. Stosują w tym celu najzwyklejszy terror psychologiczny z jednej i represje sądowe z drugiej strony, co może oznaczać tylko jedno – że jest to preludium do nowej epoki prześladowań uczniów Chrystusa.


VII. Chrześcijaństwo jest religią, którą człowiek wybiera w wyniku wewnętrznej decyzji; nie może być narzucane siłą.


Mimo iż religia to sprawa ludzkiego serca i sumienia, w swoich zewnętrznych przejawach jest ona zdolna do dogłębnego przeobrażania społeczeństwa, jego zwyczajów i mentalności, tak jak to miało miejsce w przypadku narodów niegdyś pogańskich czy wręcz barbarzyńskich. W początkach ery chrześcijańskiej pierwsi uczniowie Jezusa Chrystusa nie głosili nowej wiary, korzystając z ochrony rzymskich legionistów; wręcz przeciwnie: czynili to jako wyzwanie rzucone potędze ówczesnego mocarstwa, dysponując wyłącznie świadectwem swego słowa, a nierzadko także męczeństwa. Mimo tak niesprzyjających warunków, dotarli ze swoim przesłaniem aż do najodleglejszych zakątków Imperium.


Pomiędzy V a X wiekiem, a zatem w czasach ostatecznego kształtowania się Europy chrześcijańskiej, światło Ewangelii dotarło do ludów zamieszkujących Wyspy Brytyjskie, do Germanów, Słowian, a nawet do krain tak odległych jak Etiopia, Armenia, Persja czy Indie. Misjonarze chrześcijańscy przez wszystkie te lata, o czym warto pamiętać, dysponowali jedynie bronią w postaci własnego słowa i przykładu; to inne religie i kulty narzucano wówczas, a i dziś próbuje się narzucać, za pomocą siły.


VIII. Chrześcijanie mają obowiązek obrony cywilizacji wyrosłej z ducha Ewangelii.


O ile proces chrystianizacji ludów ma ze swej natury charakter pokojowy, o tyle chrześcijanie mają prawo i zarazem obowiązek obrony cywilizacji zbudowanej na filozofii z jednej oraz zasadach ewangelicznych z drugiej strony. Średniowieczna Christianitas pozostawała w stanie permanentnej (dodajmy: sprawiedliwej) wojny z barbarzyńcami, którzy próbowali zalać Europę od wschodu i północy, a także z muzułmanami, którzy chcieli dokonać tego samego na południu. Gdyby żadna ze stron ówczesnych konfliktów nie naruszała granic strony przeciwnej, a zarazem gdyby chrześcijanom zapewniono możliwość prowadzenia swobodnej działalności ewangelizacyjnej, a miejsca święte związane z życiem i działalnością Chrystusa cieszyły się należytą ochroną, nigdy nie doszłoby do osławionych wypraw krzyżowych.


Krucjaty nie posiadały charakteru ściśle „misyjnego": były one odpowiedzią na potrzebę obrony wiary znajdującej się w śmiertelnym zagrożeniu, nie miały zaś jej po prostu rozprzestrzeniać. „Każdy, kto wierzy w Chrystusa – pisze święty Tomasz – toczy wojnę z niewiernymi nie po to, aby ich zmusić do wierzenia, ale po to, aby odwieść ich od przeszkadzania innym w praktykowaniu tej wiary". W tym sensie duch, który ożywiał krucjaty, powinien stale towarzyszyć także współczesnym chrześcijanom, stać się jednym z codziennych drogowskazów ich życia.


IX. U podstaw każdego społeczeństwa winno leżeć poszanowanie dla prawa naturalnego.


Obowiązek państwa stanowi zajmowanie się sprawami i dobrami doczesnymi i w tym właściwym dla siebie zakresie jest ono suwerenne. Kościół ze swej strony ma jednak prawo domagać się, aby w tym wszystkim przestrzegano praw natury, których on sam jest strażnikiem i które powinny tworzyć podstawę każdej społeczności. Istnieje bowiem niezmienna natura ludzka, podległa regułom, które są wpisane w każde serce i które można poznać i ogarnąć rozumem. Prawo natury jest zatem „uniwersalne w swoich przepisach, a jego władza rozciąga się na wszystkich ludzi" (KKK, par. 1956).


Oto na czym powinny opierać się relacje pomiędzy wiarą i rozumem, porządkiem doczesnym i duchowym, czyli wiecznym. Jeśli tylko prawo Boże i naturalne otoczone jest właściwym poszanowaniem i należycie wypełniane, natychmiast znikają wszelkie problemy polityczne, ekonomiczne i społeczne, które także w naszych czasach trapią społeczeństwa. Tymczasem wystarczy proste przestrzeganie Dekalogu, aby zapewnić potrzebne dobro ludziom, a narodom pokój. Odrzucenie tych podstawowych zasad jest jedną z głównych przyczyn kryzysu, w jakim ludzkość obecnie się znajduje.


X. „Odnowienie wszystkiego w Chrystusie" (Ef 1,10) to cel, do którego powinien dążyć każdy chrześcijanin.


Słowa „odnowić w Chrystusie" oznaczają „nie tylko to, co należy do boskiej misji Kościoła, którą jest prowadzenie dusz ku Bogu, ale także to, co już wcześniej określiliśmy jako z tego zadania wypływające, mianowicie całość chrześcijańskiej cywilizacji wraz ze wszystkimi elementami, jakie się na nią składają” (Św. Pius X, Encyklika Il fermo proposito z 11 czerwca 1905 roku).


Dzieła restauracji i odnowy nie można prowadzić bez współpracy z Bożą łaską. Objawienie Boże nie jest samo z siebie niezbędne do utworzenia społeczeństwa, jednak Bóg po to je przekazał, aby Jego wyznawcy nie zadowalali się porządkiem, który za swoją podstawę ma tylko prawa wypływające z natury, ale przyjęli na siebie obowiązek nawrócenia całego świata na religię chrześcijańską.


Królestwo Jezusa Chrystusa nie jest mrzonką czy niemożliwą do spełnienia aspiracją, a wręcz przeciwnie: to jedyna w pełni normalna i akceptowalna forma organizacji życia społecznego. Objawiając się w Fatimie, Maryja wezwała do takiego właśnie przekształcania świata, obiecując zarazem, że w ostatecznym rozrachunku wizja ta, wspomagana przez siły nadprzyrodzone, zwycięży:


„W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje".




Źródło: Dyktatura relatywizmu, Roberto de Mattei , Wydawnictwo PROHIBITA, Warszawa 2009

Fot. VICONA / CC BY-NC-ND 4.0

0 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg