Ksiądz i kobieta




To ksiądz ‒ mężczyzna pełniący ważną funkcję religijną i społeczną, do której latami przygotowywał się w seminarium, winien jako pierwszy czuć się odpowiedzialny za to, co dzieje się w jego relacjach z kobietami. Kobiety, spragnione męskiego oparcia i poczucia bezpieczeństwa, rzucają się nieraz z pełnym, ale nieco może bezkrytycznym zaufaniem w relacje z księżmi. Ich minimalne nieraz zainteresowanie, życzliwość, męską serdeczność i emocjonalne ciepło odczytują fałszywie przez pryzmat własnych potrzeb. W chwili zauroczenia gotowe są zrobić dla księdza wszystko i to w sposób dość naiwny.



W Kościele większość praktykujących wiernych to kobiety. Nie należy jednak na tej podstawie wyciągać pochopnych wniosków, że są one bardziej pobożne. Dojście do takiej konkluzji jedynie w oparciu o zewnętrzne praktyki religijne byłoby niesprawiedliwe dla mężczyzn.


Faktem jest natomiast, że kobiety posiadają inną wrażliwość religijną niż mężczyźni, dzięki której w sposób bardziej zaangażowany korzystają z proponowanego wszystkim duszpasterstwa. Chętniej też włączają się w różnego rodzaju inicjatywy kościelne o charakterze wspólnotowym i charytatywnym. Mężczyzna zapytany, czy chodzi co niedzielę do kościoła, odpowie, że nie jest fanatykiem. Wielu mężczyzn, choć uważa się za religijnych, nie czuje potrzeby regularnego praktykowania wiary. Trzeba jednak być bardzo ostrożnym, by - powołując się na te fakty - nie odsądzać mężczyzn od czci. Wiary nie mierzy się przecież jedynie zewnętrznymi praktykami religijnymi.


Do tej odmiennej wrażliwości religijnej kobiet i mężczyzn trzeba odnosić się z szacunkiem. Jest ona bowiem związana - jak się zdaje - nie tyle z samą "naturą" mężczyzny czy też kobiety, ile bardziej z kulturą i tradycją. Wystarczy porównać religijność mężczyzn i kobiet w największych religiach, by się o tym przekonać. W judaizmie i islamie to przede wszystkim mężczyźni praktykują religię, a kobiety jedynie - jakby z męskiej "łaski" - mogą im towarzyszyć w wydzielonych dla nich miejscach.


Kobiety w Kościele


Lekceważenie przez księży uczestnictwa kobiet w codziennym życiu Kościoła byłoby samobójczym golem. Gdyby w naszych kościołach na codziennej liturgii zabrakło kobiet, księża sprawowaliby ją w samotności. W wielu rodzinach to właśnie kobiety, jako strażniczki domowego ogniska, podtrzymują płomyk wiary i przekazują go kolejnym pokoleniom. Jeżeli nie czynią tego wobec własnych dzieci, ponieważ na wzór mężczyzn prowadzą aktywne życie zawodowe, zaniedbanie to usiłują nieraz naprawiać wobec wnuków.


W czasach komunistycznych prześladowań to właśnie babcie przekazywały wnukom wartości religijne: opowiadały im o Bogu, uczyły katechizmu, modlitwy. Tak było w sowieckiej Rosji i wielu krajach komunistycznych. I dzisiaj trzeba zachęcać babcie, by przekazywały wiarę swoim wnukom. Babcie, kobiety dojrzałe, które nabyły doświadczenia, mają większy dystans do życia, lepiej wiedzą, co jest naprawdę ważne. Właśnie dlatego doceniają wartość wiary, modlitwy i życia duchowego. Miłość do wnuków każe im podzielić się tą życiową mądrością.


Poznanie samego siebie


Dobre, dojrzałe relacje księdza z kobietami wymagają przede wszystkim przejrzystości moralnej. Kapłan o czystym sercu wie, że kobiety, z którymi ma do czynienia, są mu powierzone jako owieczki, które z nakazu Jezusa ma paść w duchu troski i miłości. W powikłanych nieraz relacjach księży z kobietami, w których bywa wiele emocjonalnych ran zadanych sobie wzajemnie, jest zawsze gdzieś nieprzejrzysta moralnie postawa księdza, który usiłuje zagarnąć i przywłaszczyć sobie coś, co do niego nie należy. To miłość do Chrystusa staje się najpewniejszą gwarancją, że ksiądz nie nadużyje zaufania kobiet, które powierzają się jego pieczy.


Wielu mężczyzn wikła się w dwuznaczne relacje z kobietami, ponieważ nie znają siebie samych, naiwnie odczytują swoje potrzeby emocjonalne i nie chcą uznać własnych słabości. Kiedy mężczyzna kieruje się chorą męską dumą, nie jest w stanie zobaczyć własnej kruchości emocjonalnej i moralnej. Kobiety, które często posiadają o wiele głębszą intuicję od mężczyzn, zwykle łatwo wyczuwają ich słabe strony i dostrajają się do nich. Może właśnie dlatego niektórzy księża są wręcz bezradni wobec kobiet: zarówno wobec ofiarowanych im uczuć i kobiecego poświęcenia, jak też ich pretensji i żalów spontanicznie przez nie wyrażanych, gdy czują się zawiedzione w swych oczekiwaniach.


Im głębiej kobieta została w życiu skrzywdzona, im bardziej w przeszłości nadużyto jej zaufania, tym łatwiej wyczuwa emocjonalne męskie głody i zagubienia. Dobre poznanie siebie i swojej wrażliwości emocjonalnej pozwala mężczyźnie nabrać zdrowego dystansu do postaw i zachowań kobiet, z którymi ma na co dzień do czynienia. Tylko w ten sposób będzie mógł rozeznać, jak winien w danych sytuacjach się zachować. To ksiądz - mężczyzna pełniący ważną funkcję religijną i społeczną, do której latami przygotowywał się w seminarium, winien jako pierwszy czuć się odpowiedzialny za to, co dzieje się w jego relacjach z kobietami.

Kobiety, spragnione męskiego oparcia i poczucia bezpieczeństwa, rzucają się nieraz z pełnym, ale nieco może bezkrytycznym zaufaniem w relacje z księżmi. Ich minimalne nieraz zainteresowanie, życzliwość, męską serdeczność i emocjonalne ciepło odczytują fałszywie przez pryzmat własnych potrzeb. W chwili zauroczenia gotowe są zrobić dla księdza wszystko i to w sposób dość naiwny. W takiej sytuacji ksiądz musi przyjąć zasadę oddzielania swoich osobistych potrzeb i pragnień od pełnionej przez siebie funkcji duszpasterskiej.


Kiedy ksiądz ma do czynienia z kobietami mało świadomymi swych kobiecych pragnień i oczekiwań, staje przed trudnym zadaniem. Musi bowiem wykazać się niezwykłą umiejętnością, wręcz sztuką, by zachować się wobec nich z kulturą i życzliwością, ale jednocześnie z dystansem i wewnętrzną wolnością. Księża, którzy boją się własnej męskości, a co za tym idzie także relacji z kobietami, w takich sytuacjach zachowują się często w sposób nierówny: raz przybierają maskę sztywności i surowością, innym razem zewnętrznej serdeczności.


Jednak także kobiety, szczególnie te o skomplikowanej emocjonalności, zachowują się nierówno, a niekiedy wręcz prowokacyjnie i zalotnie. Oscylują między emocjonalnym nagradzaniem i karaniem mężczyzn, przyjmowaniem ich i odrzuceniem. Nieświadomy siebie i emocjonalnie bezradny mężczyzna - ksiądz łatwo popełnia wówczas błędy. Ważne, by w takim emocjonalnym zmieszaniu nie podejmował istotnych decyzji sam, ale szukał wsparcia w dialogu z osobą zaufaną: z przyjacielem, kierownikiem duchowym, a gdy sytuacja jest skomplikowana, w rozmowie z dobrym terapeutą. W emocjonalnej męsko-damskiej matni księdza i kobiety, tworzonej nieraz całymi latami, może dobrze rozeznać się tylko ktoś doświadczony.


Wielkim błędem popełnianym przez wielu księży jest łączenie posługi duszpasterskiej wobec kobiet z prywatnymi sprawami. Naiwni księża często nie zdają sobie sprawy, że w relacjach męsko-damskich nic nie jest "za darmo". Wcześniej czy później, zwykle jednak wcześniej, trzeba za wszystko zapłacić. Po krótkim okresie zakochania i miłosnej euforii nierzadko dochodzi do ostrego konfliktu i wzajemnego oskarżania się właśnie dlatego, że każda ze stron wystawia własny rachunek.


Aby ksiądz nie był bezradny wobec zachowań kobiecych, winien więc poznać nie tylko samego siebie, ale także odmienność kobiecej psychiki. Musi zrozumieć jej potrzeby, pragnienia, wrażliwość emocjonalną i sposoby reagowania. Wielu kleryków i księży, przez całe lata przebywając w męskim gronie, traci wyczucie wobec dziewczyn i młodych kobiet. Traktują je podobnie jak swoich seminaryjnych kolegów: zmniejszają naturalny dystans emocjonalny, pozwalają sobie na lekkie żarty, uwagi z podtekstami czy niestosowne komplementy. W poznaniu odnoszenia się księdza do kobiet pomocna może okazać się dla niego uważna obserwacja swoich relacji z rodzonymi siostrami, szkolnymi koleżankami, a zwłaszcza z własną matką. To ona przecież jest pierwszą kobietą w życiu każdego mężczyzny. Relacje z nią stają się prototypem wszystkich późniejszych relacji mężczyzny z kobietami.


Szacunek księdza wobec kobiet


Księża winni zachowywać się wobec kobiet z największym szacunkiem. Wyraża się on w uznaniu ich autonomii, wolności oraz kobiecych potrzeb i pragnień. Im bardziej zraniona jest kobieta, z którą ksiądz ma do czynienia, z tym większym szacunkiem winien się on do niej odnosić. Kobiety poniżane przez ojców alkoholików, braci, mężów czy kochanków oczekują od księży przede wszystkim szacunku dla ich bólu oraz współczucia w ich poniżeniu.


Bardzo często księża jako duszpasterze są bezradni wobec bezmiaru ich bólu, zagubienia psychicznego i moralnego oraz życiowych powikłań, ale wbrew temu mogą im zawsze okazać szacunek, współczucie i ludzką serdeczność. Jednak obiecywanie kobietom w ich trudnej sytuacji egzystencjalnej stałego oparcia emocjonalnego i psychicznego może przerastać możliwości księdza. Każdy ksiądz w takiej sytuacji musi sam dokonać rozeznania i podjąć decyzję. Z pewnością nie ma tu jednego rozwiązania dla wszystkich. Każdemu człowiekowi, który zgłasza się z prośbą o pomoc, kapłan winien dać świadectwo Bożego miłosierdzia i nadziei. Księża, którzy pragną pomagać swoim parafianom w sposób głębszy i bardziej zaangażowany, winni organizować na terenie swych parafii poradnie, do których mogliby odesłać osoby potrzebujące głębszego wparcia emocjonalnego i psychologicznego.


Nie krzywdzić kobiet


Każdy ksiądz winien nosić w sobie głębokie pragnienie, by żadnej kobiety w swoim życiu nie skrzywdzić. A co robić, kiedy kapłan uwikłał się jednak w relację z kobietą? Przede wszystkim należy szukać pomocy w dialogu ze spowiednikiem, kierownikiem duchowym, a w sytuacji poważnej z przełożonym. Lękowe ukrywanie uwikłania z kobietą zwykle pogłębia go i komplikuje. Dobrze oddaje to opowiadanie o relacji króla Dawida z Batszebą. Grzech maskowany, zakrywany kłamstwami staje się źródłem kolejnych upadków. Szczerość w takich chwilach bywa trudna, ale dzięki niej ksiądz buduje trwałą zaporę, stawia tamę rozlanym wodom lęku, wstydu i poczucia winy.


Szczerość wobec przełożonego przywraca księdzu trzeźwe myślenie o swojej odpowiedzialności jako mężczyzny i jako księdza. Ksiądz uwikłany w niedojrzałe, krzywdzące relacje z kobietą nie idzie do przełożonego, by ten rozwiązał problem, ale by pomógł mu w znalezieniu uczciwego i sprawiedliwego wyjścia. Kościół, diecezja, zakon nie mogą być dla księdza zakrystią, do której schowa się przed odpowiedzialnością za nieuczciwe i krzywdzące zachowania wobec kobiety.


Ksiądz, który skrzywdził kobietę, musi naprawić wyrządzoną krzywdę w takim zakresie, w jakim to możliwe. Może się to wyrazić w pokornym przeproszeniu za wyrządzoną krzywdę oraz daniu czytelnego świadectwa własnego nawrócenia: "Byłem nieuczciwy wobec Pana Boga i wobec ciebie".


Wiązać kobiety z Kościołem, a nie z sobą


Cóż księża w parafiach, instytucjach charytatywnych i tylu tylu innych dziełach zrobiliby sami bez kobiet? Doprawdy niewiele. Kościół docenia współpracę z kobietami. Winna być ona jednak oparta na zdrowych i sprawiedliwych zasadach. Oto kilka uwag o współpracy księży z kobietami.


Po pierwsze, ksiądz nie powinien prowadzić kobiet ku sobie, ale ku Bogu i wiązać je z Kościołem, a nie z sobą. W razie zmiany na pełnionej przez niego funkcji, zaangażowane we współpracę z nim kobiety będą kontynuowały pracę. Współpracując z kobietami, księża winni nieustannie podkreślać, że pracują oni wspólnie dla ludzi, dla Kościoła, dla Pana Boga. Próby dawania "gratyfikacji emocjonalnej" kobietom przez księdza, z którym współpracują, jest handlowaniem fałszywą monetą. Gdyby kobieta chciała coś robić w parafii jedynie ze względu na uczuciowy związek z księdzem, należałoby takiej współpracy odmówić. Wcześniej czy później współpraca ta stanie się źródłem konfliktu. Po pewnym czasie kobiety te czują się zwykle wykorzystywane, a wtedy wystawiają księdzu wysoki rachunek. Bywa to nierzadko źródło konfliktu w parafii.


Po drugie, zasady współpracy księży z kobietami muszą być jasne. Trzeba klarownie pytać, na jakich zasadach się angażują we współpracę z księdzem. Sprawy wynagrodzenia za pracę kobiet nie należy opierać na niesprecyzowanych ogólnikach typu: "Jakoś to później mi ksiądz wynagrodzi". Musi być jasne, jakie są oczekiwania w tym względzie. Jeżeli zatrudniane przez nas kobiety nie mają z czego żyć, za ich pracę należy się im godziwa zapłata. Powiedzmy wprost: to nieuczciwe, gdy ksiądz żyje ponad stan, a jednocześnie nie płaci lub też płaci bardzo mało kobietom pracującym w instytucjach kościelnych, nieraz tylko dlatego, że nie mają one odwagi upomnieć się o godziwe wynagrodzenie. Ludzką krzywdą w Kościele nie zbuduje się niczego dobrego. Zapłata musi być uczciwie uzgodniona. Wobec kobiet, które angażują się dobrowolnie jako wolontariuszki, konieczne jest wyrażanie wdzięczności. Dziękujemy jednak nie tylko we własnym imieniu, ale także w imieniu tych, którzy korzystają z ich zaangażowania i pracy.


Księża nie powinni raczej korzystać - lub z największą ostrożnością - z ofiarności kobiet w załatwianiu swoich osobistych spraw i problemów. Może to rodzić oczekiwania emocjonalne, których ksiądz nie będzie w stanie spełnić. Kiedy pewne kobiety deklarują wielką chęć pomagania księdzu, należy gruntownie rozeznać motywacje, dla których to robią. Tylko kobiety dojrzałe uczuciowo, samodzielne, mające życiowe oparcie we własnej rodzinie, małżeństwie, wspólnocie kościelnej, są w stanie rezygnować z gratyfikacji emocjonalnej, materialnej i każdej innej.


Księża z najwyższym uznaniem winni odnosić się do kobiet, które włączają się w parafialną modlitwę: przez żywy różaniec, adorację Najświętszego Sakramentu, okolicznościowe nabożeństwa. Proboszczowie winni zauważać i doceniać starsze panie, które nieraz codziennie przychodzą na Msze święte, chwalić je, podtrzymywać na duchu, dyskretnie wskazywać parafianom jako przykład. To one podtrzymują nieraz płomień żywej modlitwy w parafii. To dzięki nim parafia nie jest jedynie komórką kościelnej struktury, ale żywą misyjną wspólnotą, mistycznym Ciałem Chrystusa.




Źródło: "Życie Duchowe" 37/2011, ks. Józef Augustyn SJ "Ksiądz w relacji do kobiet".

Fot. VICONA