Dokładnie rok po beatyfikacji męczennika za wiarę, ks. Stanisława Streicha, która miała miejsce 24 maja 2025 r. przed bazyliką archikatedralną w Poznaniu (moje zdjęcia można zobaczyć tutaj), uczestniczyłam w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego 24 maja 2026 r, w uroczystej Mszy św. z okazji pierwszej rocznicy tego wydarzenia. Uroczystość odbyła się w Sanktuarium bł. Stanisława Streicha przy kościele pw. św. Jana Bosko w Luboniu, którego ks. Streich był budowniczym i pierwszym proboszczem.
Przy sanktuarium miałam okazję zobaczyć przejmującą wystawę IPN pt. „Męczennik za wiarę”. Szczególnie poruszyła mnie tablica zatytułowana „Pamięć uratowana”. Oto jej główna treść:
„Czas mijał, proboszczowie parafii w Luboniu się zmieniali, dom parafialny i plebania wymagały remontu. Ze strychu i piwnicy wynoszono stare, zakurzone przedmioty; niektóre wyrzucano na śmieci albo palono. Stanisław Malepszak, któremu zbrodnia mocno zapadła w pamięć i serce, przeczuwał, że wśród rupieci mogą znajdować się rzeczy ks. Streicha. Z pomocą kościelnego wyszperał i wyniósł do swego domu prawdziwe skarby, ratując je być może przed płomieniami: sutannę z dziurami po pociskach, przestrzelony ewangeliarz, którym ksiądz zasłaniał się przed kulami, ornat, w którym odprawiał ostatnią Mszę św., stułę ze śladami krwi i albę, którą ksiądz miał na sobie kiedy zmierzał ku ambonie, bieliznę liturgiczną, którą posługiwał się ks. Stanisław oraz szarfy z jego pogrzebu. Malepszak trzymał te pamiątki w swoim gabinecie, nikomu o nich nie mówiąc i czekając na właściwy moment, by je ujawnić. Taki moment przyszedł w 2017 r., kiedy rozpoczął się proces beatyfikacyjny męczennika za wiarę. Wtedy Stanisław Malepszak oddał relikwie parafii.”
Gdy czytałam te słowa i potem kolejne tablice, wydarzyło się coś niesamowitego. Obok mnie pewien pan z pasją opowiadał spotkanemu małżeństwu historię ks. Streicha. Zaciekawiona, zaczęłam słuchać, a po chwili dołączyłam do rozmowy. Okazało się, że był to pan Juliusz Malepszak – syn Stanisława, który uratował te bezcenne pamiątki!
Plac wokół sanktuarium zdążył już opustoszeć, a my wciąż staliśmy zasłuchani w opowieści o dawnym Luboniu i bohaterstwie jego ojca. Na koniec pan Juliusz zaproponował mi coś niezwykłego – otworzył dla mnie Izbę Pamięci. Tam, w ciszy, mogłam z bliska zobaczyć szaty liturgiczne ks. Streicha i inne rzeczy, które używał do sprawowania Mszy oraz przestrzelony Ewangeliarz. To właśnie w tej księdze zachowała się zakładka na fragmencie Ewangelii wg św. Mateusza, który ks. Stanisław miał przeczytać przed kazaniem: „Oto Syn człowieczy idzie do Jerozolimy i tam będzie wydany w ręce zbójców”. Na tej samej stronie do dziś widnieje ślad po kuli.
Ta podróż do Lubonia była podyktowana jedynie chęcią uczczenia rocznicy, a stała się dla mnie osobistym dotknięciem żywej historii. Spotkanie z panem Juliuszem to jeden z tych „Bożych przypadków”, które nadają sens mojej pracy twórczej i podróżom fotograficznym. Jestem głęboko wdzięczna za to niezwykłe spotkanie, które przypomniało mi, że pamięć nie umiera, dopóki znajdują się ludzie gotowi jej strzec.
Fot. VICONA / CC BY-NC-ND 4.0
