Odpowiedzieć na powołanie do świętości

Jan Paweł II wyraźnie daje do zrozumienia, że ta głębia jedności nie jest przeznaczona dla kilku niezwykłych ludzi („mistyków”), ale jest powołaniem, które każdy chrześcijanin otrzymuje od samego Chrystusa. (…) I wreszcie ważne jest, by uświadomić sobie, że istnieje tylko jeden wybór: albo przejść całkowitą przemianę i wejść do Nieba, albo być na wieki oddzielonym od Boga w piekle. (...) Świętość nie jest „opcją”. W Niebie są tylko święci; przemiana nie jest „opcją” przeznaczoną dla tych, których coś takiego interesuje, lecz jest niezbędna dla wszystkich, którzy chcą spędzić wieczność z Bogiem.

Fot. polona.pl

Jezus podsumował swoje nauczanie zdumiewającym i jednoznacznym wezwaniem wygłoszonym do swoich uczniów: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5, 48). Doskonali w czystości serca, doskonali we współczuciu i miłości, doskonali w posłuszeństwie, doskonali w zgodzie z wolą Ojca, doskonali w świętości – kiedy słyszymy te słowa, zrozumiałe jest, że możemy poczuć pokusę zniechęcenia, myśląc, że doskonałość jest dla nas niemożliwa. I faktycznie, jeśli zostalibyśmy pozostawieni samym sobie, z pewnością tak by się stało – a więc byłoby to niemożliwe, podobnie jak dla bogaczy niemożliwe byłoby wejście do nieba, a dla mężczyzny i kobiety wytrwanie w wierności przez całe życie małżeńskie. Ale z Bogiem wszystko jest możliwe – nawet nasza przemiana. (…)

Jan Paweł II podkreśla, że to wezwanie do pełni świętości jest czymś podstawowym w byciu chrześcijaninem.


„Zadać katechumenowi pytanie: „Czy chcesz przyjąć chrzest?” znaczy zapytać go zarazem: „Czy chcesz zostać świętym?”. Znaczy postawić na jego drodze radykalizm Kazania na Górze: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). (...) Dzisiaj trzeba na nowo z przekonaniem zalecać wszystkim dążenie do tej „wysokiej miary” zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Całe życie kościelnej wspólnoty i chrześcijańskich rodzin winno zmierzać w tym kierunku (NMI 31).

Nim dalej zagłębimy się w badaniu podróży duchowej, rzućmy najpierw okiem na to, co tak naprawdę oznacza „świętość”. W Liście do Efezjan czytamy: „W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4). Bycie świętym to nie sprawa tego, jak wiele razy pomodlimy się na różańcu albo jak mocno zaangażujemy się w działalność chrześcijańską, ale przemiana naszego serca w serce miłości. To kwestia wypełnienia wielkiego przykazania, które podsumowuje całość prawa i proroków: miłowania Boga i bliźniego z całego serca. Albo – jak wyraziła to św. Teresa z Avila – świętość to kwestia doprowadzenia naszej woli do jedności z wolą Boga.


Św. Teresa z Lisieux wyraża to bardzo podobnie: „Doskonałość polega na tym, by czynić Jego wolę, by być tym, czym On nas chce mieć...", by być kimś, kto „w niczym nie stawia oporu Jego łasce”. Jak powiedziała pod sam koniec swojego życia: „Nie pragnę bardziej śmierci niż życia; gdyby mi Pan pozwolił wybierać, nie wybrałabym niczego; chcę tylko tego, czego On chce; kocham to, co On czyni!”.


(…) Jan Paweł II wzywa parafie do tego, by w trzecim tysiącleciu stały się szkołami modlitwy i miejscami, w których stosuje się „pedagogikę świętości”.


Drodzy Bracia i Siostry, nasze chrześcijańskie wspólnoty winny zatem stawać się prawdziwymi „szkołami” modlitwy, w której spotkanie z Jezusem nie polega jedynie na błaganiu Go o pomoc, ale wyraża się też przez dziękczynienie, uwielbienie, adorację, kontemplację, słuchanie, żarliwość uczuć aż po prawdziwe „urzeczenie” serca. (...) Byłoby jednak błędem sądzić, że zwyczajni chrześcijanie mogą się zadowolić modlitwą powierzchowną, która nie jest w stanie wypełnić ich życia (NMI 33).

Jan Paweł II podaje kilka powodów, dla których to zwrócenie się ku świętości życia i głębi w modlitwie jest ważne. Oprócz tego, że jest ono po prostu nieodłączną częścią nowiny ewangelicznej, papież wskazuje, że dająca człowiekowi oparcie kultura „świata chrześcijańskiego” praktycznie zanikła i że życie chrześcijańskie należy dzisiaj przeżywać głęboko – w przeciwnym razie przeżywanie go nie będzie w ogóle możliwe. Podkreśla on także, że pośród światowego procesu sekularyzacji wciąż istnieje głód sensu i duchowości, który czasami zostaje zaspokojony skierowaniem się ku religiom niechrześcijańskim. Szczególnie istotną sprawą obecnie jest to, by wyznawcy chrześcijaństwa odpowiedzieli na ten głód, a także fakt, że „mamy obowiązek ukazywać, na jaką głębię może nas doprowadzić więź z Nim” (NMI 33).


Dostrzegając, jakim wyzwaniem jest to powołanie, Jan Paweł II daje jasno do zrozumienia, że będzie trudno na nie właściwie odpowiedzieć bez skorzystania z mądrości tradycji mistycznej Kościoła – tego zbioru pism i świadectw życia koncentrującego się na modlitwie i etapach wzrastania w życiu duchowym. Mówi nam o tym, dlaczego tradycja mistyczna jest ważna i czego możemy od niej oczekiwać.


Wielka tradycja mistyczna (...) ukazuje (...), że modlitwa może się rozwijać niczym prawdziwy dialog miłości i doprowadzić do tego, że człowiek zostanie całkowicie owładnięty przez Boskiego Umiłowanego, że będzie wrażliwy na wszelkie poruszenia Ducha i z dziecięcą ufnością zawierzy się sercu Ojca (NMI 33).

Słowa, których używa tutaj Jan Paweł II, są naprawdę niezwykłe. (...) Jak możliwa jest ta niezwykła głębia jedności z Trójcą Swiętą? Odpowiedź na to pytanie podsuwa nam tradycja mistyczna (...). Jan Paweł II wyraźnie daje do zrozumienia, że ta głębia jedności nie jest przeznaczona dla kilku niezwykłych ludzi („mistyków”), ale jest powołaniem, które każdy chrześcijanin otrzymuje od samego Chrystusa. „Zazna wówczas we własnym życiu obietnicy Chrystusa: «Kto (...) Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie» (J 14, 21)” (NMI 33).


Następnie Jan Paweł II streszcza część głównego zasobu mądrości, jakiej naucza tradycja mistyczna na temat podróży duchowej (...).


Jest to droga wspomagana nieustannie przez łaskę, która jednak wymaga zdecydowanego wysiłku duchowego i wiedzie nieraz przez bolesne doświadczenie oczyszczenia („noc ciemna"), ale na różne możliwe sposoby doprowadza do niewyrażalnej radości, przeżywanej przez mistyków jako „unia oblubieńcza". Czyż można tu nie wspomnieć, pośród wielu wspaniałych świadectw, doktryny św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila? (NMI 33)

Jan Paweł II przedstawia cztery podstawowe zasady istotne dla właściwego zrozumienia podróży duchowej.


1. Jedność z Bogiem o takiej głębi jest całkowicie nieosiągalna z pomocą naszych własnych wysiłków; jest ona darem, który może dać tylko Bóg; jesteśmy w zupełności zależni od Jego łaski, jeśli chodzi o postęp w naszym życiu duchowym. Jednak wiemy także, że Bóg pragnie dać tę łaskę i doprowadzić nas do głębokiej jedności z Nim. Bez Niego nie możemy nic uczynić, ale z Nim wszystko jest możliwe (por. J 14,4-6; Łk. 18,27; Flp 4,13). Bez Boga pomyślne ukończenie podróży jest niemożliwe, ale z Nim – w pewnym sensie – już jesteśmy u jej kresu. Jest On naprawdę Drogą i celem podróży, a nasze życie już teraz jest ukryte w Chrystusie, w Bogu (Kol 3,3).


2. Jednocześnie niezbędny jest nasz wysiłek. Nasze starania same nie wystarczą, by doprowadzić do takiej jedności, jednak są konieczne. Święci mówią o nakłonieniu siebie do zjednoczenia. Wysiłki, które podejmujemy, pomagają nakłonić nas samych do przyjmowania darów Boga. Jeśli faktycznie coś cenimy, to musimy być gotowi skupić się na czynieniu tych rzeczy, które pomogą nam osiągnąć cel. A jednak bez Bożej łaski nie możemy nawet wiedzieć, co jest dla nas możliwe czy też pragnąć tego albo nabrać sił, by podjąć trud dążenia we właściwym kierunku. To łaska Boża umożliwia nam podjęcie niezbędnego „zdecydowanego wysiłku duchowego”. „Wtedy będziecie szukali Pana, Boga waszego, i znajdziecie Go, jeżeli będziecie do Niego dążyli z całego serca i z całej duszy” (Pwt 4,29).


3. Jak mówi nam Ewangelia, ważne jest, by ocenić, czego nam potrzeba nim podejmiemy się jakiegoś zadania (nim zaczniemy budować wieżę albo przystąpimy do bitwy w czasie wojny), jeśli zależy nam na doprowadzeniu tego do pomyślnego końca. Sporo musi się w nas zmienić, byśmy stali się zdolni do głębokiej jedności z Bogiem. Rany, zarówno grzechu pierworodnego, jak i naszych osobistych grzechów są głębokie i musimy je wyleczyć i przemienić w procesie, który z konieczności zawiera bolesne chwile. Św. Jan od Krzyża nazywa ten ból oczyszczenia „nocą ciemną”. Ważne jest, by nie być zaskoczonym bolesnymi momentami naszej przemiany, ale by wiedzieć, że są konieczną i błogosławioną częścią całego procesu. „Przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego" (Dz 14,22).


4. I w końcu musimy wiedzieć, że cały ten wysiłek i ból są tego warte! Nieskończenie warte! Ból podróży okaże się z perspektywy czasu lekki w porównaniu do bezmiaru chwały, do jakiej jesteśmy prowadzeni (por. 2 Kor 4,16-18). Głęboka jedność („unia oblubieńcza", „duchowe zaślubiny” albo „zjednoczenie przemieniające") jest możliwa nawet w tym życiu. Teresa z Avila mówi nam, że nie ma powodu, dla którego ktoś, kto osiągnie podstawową stałość w przeżywaniu katolickiego życia (trzecie „mieszkanie” w jej systemie klasyfikacyjnym), nie mógłby przejść całej drogi do „duchowych zaślubin" („mieszkanie" siódme) – w tym życiu.


(…) Teraz musimy zdać sobie sprawę ze znaczenia „ponownego odkrycia" powszechnego powołania do świętości i określić naszą własną odpowiedź na to powołanie.


Wszyscy prawdopodobnie w jakiś sposób uświadamiamy sobie, że jesteśmy powołani do świętości, jednak być może odpowiedź na to powołanie przychodzi nam z trudem. Czując jego wyzwanie, a na dodatek dostrzegając przeszkody, łatwo jest usprawiedliwiać własną opieszałość lub pójście na kompromisy oraz unikać całkowitej i natychmiastowej odpowiedzi.

Nie jest na przykład czymś niezwykłym wskazywanie na kogoś innego, kto wydaje się być w lepszej sytuacji, by całym sercem odpowiedzieć na wezwanie do świętości. Ci z nas, którzy są świeckimi katolikami, przyglądają się swojemu aktywnemu życiu oraz ospałemu sercu i zakładają, że księża i zakonnice znajdują się w lepszym położeniu, by odpowiedzieć na to powołanie. W końcu – moglibyśmy sobie pomyśleć – za to im płacimy! Mówimy sobie, że kiedy nasze dzieci dorosną albo kiedy dostaniemy lepszą pracę, a może kiedy wstąpimy w związek małżeński, albo..., że właśnie wówczas znajdziemy się w lepszej sytuacji, by dać odpowiedź na to powołanie.


Niestety, bycie księdzem albo zakonnicą nie wyklucza pokusy oddalenia odpowiedzi na to wezwanie. Wraz ze spadkiem liczby powołań zrozumiałe jest, że księża i zakonnice mogą poczuć się przytłoczeni obowiązkami i wieść tak aktywne życie, iż zdawać im się może, że to zakony klauzurowe mają naprawdę idealne warunki, by całym sercem odpowiedzieć na powołanie do świętości.


Ale nawet w zakonach klauzurowych możliwe jest usprawiedliwianie się i przerzucanie odpowiedzialności na inne osoby. Cóż bowiem począć z opieką nad gośćmi, nadzorowaniem renowacji budynków, uczestnictwem w konferencjach zakonnych czy też robieniem sera, chleba lub dżemu? W tej sytuacji można przypuszczać, że to pustelnik jest tym, który potrafi całym sercem odpowiedzieć na to powołanie!


Ale nawet bycie pustelnikiem nie gwarantuje takiej odpowiedzi. W końcu pustelnicy muszą wypracować własną regułę życia, uczestniczyć w spotkaniach ze zwierzchnikami by ją przeanalizować, muszą się upewnić, że ubezpieczenie zdrowotne gwarantuje im właściwą ochronę, muszą radzić sobie z wewnętrznymi i zewnętrznymi rozproszeniami i pokusami, a być może nawet pisać artykuły do biuletynu dla pustelników!


To, co faktycznie powstrzymuje nas od całkowitej odpowiedzi na wołanie Jezusa, wezwania II Soboru Watykańskiego czy wielokrotnych namów Ducha Świętego, to tak naprawdę nie zewnętrzne okoliczności naszego życia, ale wewnętrzna ospałość i opieszałość naszego serca. Musimy sobie jasno powiedzieć, że nigdy nie będzie lepszego momentu czy lepszych okoliczności niż teraz, by dać całkowitą odpowiedź na powołanie do świętości. Kto wie, jak długo pożyjemy na tej ziemi? Nie wiemy, jak długo przyjdzie nam żyć ani co przyniesie przyszłość. To właśnie teraz jest odpowiedni czas. Właśnie te rzeczy, które uważamy za przeszkody, są dokładnie tymi środkami, które Bóg daje nam, by nas skłonić do większego polegania na Nim.


A czasami tym, co powstrzymuje nas od całkowitej odpowiedzi w naszych obecnych okolicznościach, jest przekonanie, że nie musimy już teraz, natychmiast, zbytnio się nad tym skupiać, ponieważ i tak prędzej czy później konieczne oczyszczenie dokona się w czyśćcu. Istnieje kilka problemów związanych z takim sposobem myślenia.


Rzeczywistość pokazuje, że czasami nie osiągamy celu, do którego zmierzaliśmy i dobrze jest mieć wyjście awaryjne. Jeśli naszym celem jest osiągnięcie Nieba w chwili śmierci i faktycznie umrzemy w przyjaźni z Chrystusem, ale nie dokonała się w nas na tyle wystarczająca przemiana, byśmy byli gotowi na ujrzenie Boga, to czyściec jest cudownym błogosławieństwem. Ale jeśli naszym celem jest czyściec i spudłujemy, to wówczas w istocie nie ma dobrego wyjścia awaryjnego. Źródłem całego naszego nieszczęścia i nędzy jest grzech oraz jego skutki, a im szybciej oczyszczenie z grzechu i jego skutków nastąpi w naszym życiu, tym będziemy szczęśliwsi i tym lepiej będziemy potrafili kochać innych. Tylko wówczas będziemy w stanie dotrzeć do celu, jaki Bóg przeznaczył dla nas. Naprawdę, w tym przypadku lepiej wcześniej niż później.


I wreszcie ważne jest, by uświadomić sobie, że istnieje tylko jeden wybór: albo przejść całkowitą przemianę i wejść do Nieba, albo być na wieki oddzielonym od Boga w piekle. Istnieją tylko dwa ostateczne miejsca przeznaczenia i jeśli chcemy wejść do Nieba, to musimy być gotowi na ujrzenie Boga. Świętość nie jest „opcją”. W Niebie są tylko święci; przemiana nie jest „opcją” przeznaczoną dla tych, których coś takiego interesuje, lecz jest niezbędna dla wszystkich, którzy chcą spędzić wieczność z Bogiem.


Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana (Hbr 12,14).

Ostatecznym celem, dla którego zostaliśmy stworzeni, ostatecznym celem naszego odkupienia jest to, byśmy mogli być w pełni zjednoczeni z Bogiem w każdym aspekcie naszej istoty. Istniejmy dla jedności; zostaliśmy stworzeni dla jedności; zostaliśmy odkupieni dla wiecznej jedności. Im szybciej zostaniemy przemienieni, tym szczęśliwsi i bardziej „spełnieni” będziemy. Jedyną drogą do spełnienia wszystkich naszych pragnień jest podjęcie i ukończenie podróży do Boga.


W Starym Testamencie było oczywiste, że zobaczenie Boga w naszym nieprzemienionym ludzkim stanie oznacza w rzeczywistości unicestwienie:


I rzekł Mojżesz: „Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę". Pan odpowiedział: „Ja ukażę ci mój majestat i ogłoszę przed tobą imię Pana, gdyż Ja wyświadczam łaskę, komu chcę i miłosierdzie, komu Mi się podoba". I znowu rzekł: „Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu” (Wj 33,18-20).

Tylko Jezus ogląda oblicze Ojca i poprzez Jezusa możemy zostać przygotowani, by brać udział w Jego spoglądaniu wprost na Ojca. To przez naszą jedność z Jezusem – naszą kontemplację Jego „oblicza" – stopniowo zostajemy przemienieni i stajemy się gotowi na wizję uszczęśliwiającą, co oznacza dużo więcej niż to, co powszechnie rozumiemy jako „widzenie”. Jest to w istocie uczestnictwo w ekstatycznym poznawaniu i kochaniu Trójcy Świętej, uczestnictwo w samej Miłości.


Kiedy papież Jan Paweł II rozważał, co jest najważniejszym dziedzictwem jubileuszowego roku 2000, które powinno trwać w nowym milenium, powiedział co następuje: „Gdybyśmy jednak mieli wyrazić najzwięźlej samą istotę wielkiego dziedzictwa Jubileuszu, nie wahałbym się stwierdzić, że jest nią kontemplacja oblicza Chrystusa” (NMI 15). Bernard z Clairvaux poszerza nasze spojrzenie na to, co znaczy kontemplować oblicze Chrystusa, wskazując, że „patrzymy na Syna w Ojcu i na Ojca w Synu”. Bernard także gorąco zachęca nas do podjęcia podróży:


Przyjdźcie zatem, idźcie za Nim, szukajcie Go; nie pozwólcie, by ten nieprzystępny blask i chwała powstrzymały was przed szukaniem Go albo spowodowały w was utratę nadziei znalezienia Go. „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23). „Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim” (Rz 10,8). Uwierzcie, a znajdziecie Go. Uwierzenie jest znalezieniem. Wierni wiedzą, że Chrystus mieszka w ich sercach przez wiarę (Ef 3,17). Cóż może być bliżej? Dlatego szukajcie Go z ufnością, szukajcie Go wiernie. Dobry jest Pan (...) dla duszy, która Go szuka” (m 3,25). Szukajcie Go w swoich modlitwach, szukajcie Go w swoich działaniach, znajdźcie Go w wierze.

(...)


W ciągu stuleci podejmowano różne próby klasyfikacji stopni wzrastania duchowego. Dominującą klasyfikacją, wykorzystywaną przez doktorów Kościoła (...) jak również wielu innych pisarzy, jest trzyczęściowy podział na etap oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia. Inną ważną próbę określenia faz wzrastania podjęła św. Teresa z Avila, która podzieliła podróż na siedem „mieszkań” – czyli też swoiście rozumianych etapów.


Etap albo droga oczyszczenia obejmuje początkowe fazy życia duchowego, takie jak nawrócenie, odwrócenie się od grzechu, sprawienie, że własne życie wiedziemy w zgodzie z prawem moralnym, zapoczątkowanie nawyku modlitwy i praktyk pobożnościowych oraz utrzymywanie względnie trwałego życia w Kościele. U św. Teresy kwestie związane z drogą oczyszczania dotyczą trzech pierwszych mieszkań.


Etap oświecenia to faza stałego wzrastania. Charakteryzuje się on głębszą modlitwą, wzrastaniem w cnotach, pogłębianiem miłości bliźniego, większą stałością moralną, pełniejszym poddaniem się władzy Chrystusa, silniejszym oderwaniem się od wszystkiego, co nie jest Bogiem i narastającym pragnieniem pełnego zjednoczenia. Etapowi temu towarzyszą różne rodzaje udręk i oczyszczeń, a czasami wielkie pocieszenia i błogosławieństwa, do których zalicza się to, co powszechnie określane jest mianem „fenomenów mistycznych”. Czwarte, piąte i szóste mieszkanie św. Teresy obejmują właśnie zagadnienia związane z tym etapem.


Etap zjednoczenia jest fazą głębokiego, codziennego zjednoczenia z Bogiem, charakteryzującego się ogromną radością, bezgraniczną pokorą, wolnością od lęku przed cierpieniem lub wystawieniem na udręki, mocnym pragnieniem służenia Bogu i apostolską owocnością. Doświadczenie Bożej obecności jest tu niemal nieustanne; doświadcza się dogłębnego zrozumienia spraw Bożych, a chociaż nie obywa się bez cierpienia, to cierpienie staje się teraz przede wszystkim łaską współudziału w odkupieńczym cierpieniu Chrystusa, a nie bólami oczyszczenia. To głębokie zjednoczenie z Bogiem jest czasem określane jako „duchowe zaślubiny", czasem jako „zjednoczenie przemieniające”. Św. Teresa opisuje etap zjednoczenia w mieszkaniu siódmym.




Opracowanie: Dorota Porzucek / CC BY-NC-ND 4.0

Źródło: Spełnienie wszystkich pragnień, Ralph Martin, wyd. AA, Kraków 2013 Fot. polona.pl

0 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg