Fragmenty książki „Mocarz Chrystusa. Rekolekcje zawierzenia ze Świętym Andrzejem Bobolą”, stanowiącej zaproszenie do przeżycia 33-dniowych rekolekcji ze świętym Andrzejem Bobolą. Ich autorzy – Marek Zaremba i Benon Wylegała – kładą szczególny nacisk na potrzebę odbudowy kultury sakramentalnej oraz miłości eucharystycznej, widząc w nich jedyne źródło odnowy duchowej i jedności narodu.
Marek Zaremba: Święty Andrzej Bobola otrzymał łaskę głębokiego zjednoczenia z Jezusem w Jego chwalebnych tajemnicach Ciała i Krwi. Żył ołtarzem i dla ołtarza. Jego adoracja Sakramentu Miłości była wypełniona głęboką czcią, pokorą, ofiarnością i poświęceniem do ostatniej kropli krwi. Całe jego kapłańskie życie musiało być głębią eucharystycznej więzi z Jezusem, ponieważ ostatecznie sam złożył się na ofiarę jak Chrystus w chwalebnym męczeństwie. Teraz, kiedy wraz z Bogiem administruje miłosierdziem, przychodzi nam przypomnieć, że naszą największą bronią i tarczą jest Eucharystia. Odnowa kultury sakramentalnej oraz budowanie jedności są palącą potrzebą szczególnie dla polskiego narodu, który dzięki temu może odzyskać duchową siłę. To przesłanie świętego męczennika jest zaproszeniem dla nas wszystkich do świętego życia.
Na przestrzeni dziejów Bóg wybierał ludzi, którzy doznawszy w sposób szczególny głębi Jego miłości eucharystycznej, świadczyli o niej wobec współbraci. Jednym z takich ludzi jest św. Bobola. Miłość eucharystyczna, którą Jezus wlewa do naszej duszy, staje się tryskającym źródłem niegasnącej, wiecznie żywej miłości Boga. Trudno szukać jednak eucharystycznej miłości Jezusa, kiedy inni szukają Go opieszale lub przestali się Bogiem interesować. Jeszcze trudniej szukać Boga prawdziwego, kiedy wokół mnoży się tylu innych współczesnych „bogów” – kiedy większość skupia się na tym, co w Kościele jest wyłącznie słabe i grzeszne, zamiast odkrywać to, co piękne i święte!
Nasze pokolenie definiuje przyszłość Kościoła. Nie jego losy, ponieważ mamy obietnicę Jezusa: „Będę z wami przez wszystkie dni, do skończenia świata” (por. Mt 28, 20), co więcej – bramy piekielne nie przemogą Kościoła (por. Mt 16, 18). To jest pewne! Kościół traci jednak coraz więcej blasku, ponieważ za bardzo skupiamy się na jego brakach zamiast na zasobach. Kodem towarzyskim staje się coraz częściej narzekanie na instytucjonalne braki i błędy czy grzeszność kleru, a demony z radością ukazują nam to przez szkło powiększające. Owa litania niewdzięczności względem Kościoła, ciągłe narzekanie, wewnętrzne podziały oraz obojętność eucharystyczna to główne powody jego osłabienia. Jednak lubię powtarzać, że Kościół Chrystusowy to nie jest Ikea, gdzie działa jakiś zorganizowany system połączeń, aplikacji, uśmiechniętych od ucha do ucha sprzedawców, gdzie ludzie w ekscytacji oglądają meble, zjedzą hot doga, popiją kawą, a potem wrócą do domu na wygodny tapczan. Kościół to nie salon meblowy czy galeria sztuki, to „szpital polowy”, gdzie ratuje się ludzkie dusze, i to podczas ciągłej duchowej walki. Ponadto, Kościół to sacrum, które stale potrzebuje boskiego odświeżenia swych zasobów – potrzebuje jak nigdy dotąd odnowy kultury sakramentalnej. Świadomość utraty czystości i piękna skłania zawsze do odnowy fundamentu, szczególnie jego warstwy eucharystycznej – źródła i szczytu Kościoła. Tylko tam, gdzie czuje się ożywczą świeżość rzeczy zawsze nowych, dotąd jeszcze w pełni niezbadanych i niepojętych, rodzi się prawdziwa wiara i radość obdarowania. Bóg oddał za mnie życie i stał się moim pokarmem! Jeżeli ta myśl mnie nie porusza, to nic mnie w Kościele już prawdopodobnie nie obudzi. Takie przekonanie z żywą wiarą było fascynacją św. Boboli, który wiedział, że miłość Chrystusa jest szalona. Sam stał się ostatecznie Bożym szaleńcem, mocarzem Chrystusa! Stał się wręcz jak żywa Hostia pełna miłości ofiarnej, gotowy na wszystko.
Głód Boga, o którym przypomina nam Bobola, jest zaproszeniem do nadprzyrodzonego smakowania Jego miłości, jest wejściem w głąb tajemnicy, która stale poszerza nasze serca. Te rekolekcje właśnie są drogą do takiego zdumienia i zachwytu oraz gorliwej modlitwy za cały Kościół. Możemy malować tysiące pięknych obrazów naszych świętych patronów i wywieszać je na ścianach kościołów oraz organizować „katoeventy”, aby poskakać przy miłych dźwiękach, ale to nie wystarczy w walce duchowej. Nasza siła tkwi w zranionym Sercu Jezusa, żywym i ukrytym pod osłoną Chleba Życia. Przykład św. Boboli stanowi dla nas zachętę do formacji apostolstwa, gdzie nasza misja zasilana jest nieustannie wiecznie nowym winem eucharystycznej Miłości, której nie możemy wlewać do bukłaków naszej niechęci, lenistwa czy narzekania.
Dlaczego Polska jest narodem wewnętrznie skłóconym i podzielonym? Zgubiliśmy wzajemną miłość, a to jest jeden z głównych powodów naszych podziałów!
Staliśmy się niewolnikami ciekawości, posiadamy w naszych ospałych, oziębłych i często obojętnych na potrzeby bliźniego sercach rozwinięte wewnętrzne oddziały śledcze – widzimy z całą ostrością zło u innych ludzi, zamiast zobaczyć je najpierw w sobie. Czasem wręcz zachowujemy się jak sztuczna inteligencja – na wszystko natychmiast mamy gotowe odpowiedzi. Wszędzie są eksperci od wszystkiego i od niczego. Nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Przyspawani do ekranów, dryfujemy bez celu po wirtualnej przestrzeni średnio trzy godzinny dziennie. To więcej niż miesiąc w roku! Anonimowa odwaga w mediach społecznościowych to współczesna odmiana pogardy, z nienawiścią traktującej ludzi o inny poglądach. Potrzebujemy zatem boskiego okulisty, potrzebujemy nadprzyrodzonych szkieł kontaktowych, przez które zaczniemy spoglądać na siebie miłosiernym spojrzeniem. Dlatego Polsce potrzebni są apostołowie modlitwy, miłosierdzia i jedności. Potrzebni są ludzie, którzy podobnie jak św. Bobola przez całe życie dążą do świętości. Człowiek staje się tym, czego pragnie.
Życie św. Andrzeja Boboli może być obecnie dla nas wielce pouczające, mamy bowiem przed sobą̨ osobę, która wkracza i oferuje nam pomoc w tych trudnych, wręcz dramatycznych czasach. Święty Bobola przypomina nam, że Bóg nie odszedł w ciemność, że nie jest Mu obojętny los Kościoła, Polski, naszych rodzin i przyszłych pokoleń. Przeciwnie, ten święty przychodzi nam przypomnieć, że Bóg jest źródłem niegasnącej radości i pociechy. Jest nieustannie brzemienny w miłosierdzie. Bóg uczy, że nie jesteśmy dziećmi przypadku ani dziećmi przymusu. Musimy każdego dnia decydować o naszym losie – modlić się, jakby wszystko zależało od Boga, ale działać tak, jakby wszystko zależało od nas. Nasze przeznaczenie nie jest zapisane w gwiazdach, nie jest też loterią. W tej drodze potrzebujemy duchowej siły i pociechy, której niewyczerpanym źródłem jest Bóg. Dlatego te rekolekcje to konkretna formacja naszych serc. To szczególny czas rozmowy o naszych rodzinach, o braku przebaczenia, o miejscach pustynnych w naszych sercach, gdzie może już nie ma życia. Wielu ludzi ma problemy z pracą, z relacjami, trudności w wychowaniu dzieci czy kłopoty ze zdrowiem. Andrzej Bobola to święty nauczyciel życia po Bożej myśli. Potrzebujemy, aby wyszedł jak najszybciej z cienia i świecił nam przykładem życia w drodze naszej codzienności. Dla mnie to wyjątkowy święty, który nigdy mnie nie zawiódł, kiedy zwracałem się w potrzebach, czasem w sprawach wręcz po ludzku beznadziejnych. Niektóre łaski, które wyprosił u Boga, przewyższały moje oczekiwania! Nie zdążyłem dokończyć modlitwy, a już doświadczałem niemalże cudu. Chociaż na rozwiązanie wielu trudnych spraw powierzonych Bogu przez jego wstawiennictwo jeszcze cierpliwie czekam. Tym bardziej cieszę się, że mogę być współautorem tych rekolekcji – w skromny sposób odwdzięczyć się św. Andrzejowi Boboli. (…)
Aby żyć zawierzeniem i miłością Bożą, nie wystarczy odmawiać codziennie i nawykowo modlitwy, posłuchać w internecie ulubionych rekolekcji, odmówić sobie w Wielkim Poście kawy, zamienić w piątek schabowego na pstrąga czy podziwiać na półce podświetlane ikony. Musimy stawać wobec wyzwań w porę i nie w porę. Mamy być świętymi w codzienności jak Andrzej Bobola – w domu, w pracy, szczególnie tam, gdzie obecnie najtrudniej się o Bogu rozmawia. Rekolekcje „Mocarz Chrystusa” to również – a może przede wszystkim – badanie naszego serca i mierzenie temperatury miłości sakramentalnej. Świat jest coraz bardziej zimny i obojętny na miłość eucharystyczną. Miłość Chrystusa jest bezdomna. Jaką miłością eucharystyczną płonie twoje serce? W tych rekolekcjach podążamy śladami cudów św. Boboli, ale pomyśl przez chwilę, ile ominęło cię w życiu cudów eucharystycznych, kiedy nie uczestniczyłeś we Mszy Świętej, co więcej – pomyśl o tych cudach, które Jezus maluje już dziś przed tobą. On stale cię zaprasza na ucztę Miłości, ale czy ich doświadczasz? O tym musisz zdecydować sam.
Spoglądajmy podczas rekolekcji i przez całe życie z ufnością na Serce Jezusa ukryte w Sakramencie Miłości. Nie zwracajmy uwagi na tych, którzy uciekają z Kościoła, którzy ulegają rozproszeniom, którzy nie dostrzegają Jego piękna. Spokojnie czekajmy na Niego, aż zstąpi na nas ze swego tronu Miłości. Ufajmy wszechmocy Tego, który położył fundamenty Kościoła. Kochajmy Go nieustannie w Eucharystii, wynagradzajmy słowami św. Faustyny: „O Jezu mój, będę Cię pocieszać za wszystkie niewdzięczności, bluźnierstwa, oziębłość, nienawiść bezbożnych i świętokradztwa” (Dz. 80). On zajmie się całą resztą – zamieni nieład w porządek, podziały w jedność, wprowadzi harmonię w nasze życie rodzinne i społeczne. Otwórzmy się na Niego, oddajmy Mu naszą wolność, nasz czas, naszą wolę i nasze serca. Tak żył Bobola, to stanowiło jego niegasnącą siłę i apostolską misję. Im bardziej się otworzymy, tym więcej nam się Jezus udzieli – do niczego nie przymuszając. Pocieszajmy Go i módlmy się szczególnie za kapłanów trzymających sakramentalne skarby w dłoniach. Weźmy pod uwagę, ilu ludzi Go zdradza, i zapewniajmy Jezusa o naszej wierności. Kochajmy Go „straconym” czasem dla Niego podczas adoracji. Jezus nie potrzebuje naszych górnolotnych myśli. On jest głodny nas samych, chce nas mieć w sobie, bo jesteśmy Jego Mistycznym Ciałem. Idźmy zatem do Niego z radością, bo jest On naszym nieskończonym bogactwem. Wynagradzajmy za wstawiennictwem św. Boboli za grzechy synów i córek marnotrawnych. To doskonała intencja na czas tych trzydziestu trzech dni, aby przyjmować Komunię Świętą wynagradzającą. Taki „eucharystyczny maraton” przeżyłem ze św. Bobolą. Ufam, że to jest niewyczerpane źródło nawrócenia wielu naszych współbraci, którzy obecnie błądzą bez celu. Każdy, kto chce dotrzeć do Ojca, musi spotkać Jego Syna. Jeżeli pragniesz Go zobaczyć – wpatruj się w Jego Eucharystyczne Oblicze. Wpatruj się w Jezusa jak św. Bobola przez Niepokalane Serce Matki Boga. Tak osiągniesz upragniony cel życia – świętość! Po takim życiu ujrzymy, podobnie jak św. Bobola, piękną twarz Jezusa. (…)
Wspaniale odmalował postać św. Andrzeja Boboli Jan Dobraczyński w pięknej powieści Mocarz. Autor przedstawia jego szczególne rysy apostolskie, które były dla mnie inspiracją do napisania tej publikacji, szczególnie wpłynęły na jej tytuł – Mocarz Chrystusa. Dobraczyński ukazuje nam Bobolę, który przez długie lata pracy nad sobą, a także pilne wczytywanie się w słowa swego duchowego ojca, św. Ignacego Loyoli, nauczył się, że na drodze do świętości należy unikać pośpiechu. Bóg sam będzie budował naszą świętość, stwarzając ku temu okoliczności każdego dnia, a jedyny pośpiech, który jest miły Bogu, to pośpiech miłości! U Dobraczyńskiego, który ukazuje portret emocjonalno- duchowy Boboli, przeczytamy:
Chwiejny, poddany byle podmuchom kwiat duszy ludzkiej stula swój kielich w obliczu błyskawicy, ale otwiera go na dobroczynne światło słońca. Łaskę więc trzeba wlewać jak blask słoneczny: wolno, dzień za dniem poprzez szpary cierpień, do głębi ludzkiego serca sięgające rysy. Bo praca – nieraz myślał Andrzej – wtedy tylko przynosi owoc, kiedy się ją dopełnia wbrew naszym słabościom, a więc i wbrew naszej niecierpliwości. Trwanie – oto nasz los i droga zwycięstwa. Nasz triumf jest tylko triumfem żebraka, kołaczącego uporczywie do drzwi i wypraszającego wreszcie natręctwem jałmużnę. Bo cóż potrafimy sami?
Benon Wylegała: Nie sposób kochać czystą miłością i odkryć w sercach niepohamowany pośpiech miłości eucharystycznej – aby pocieszać Jezusa – bez głębokiej kontemplacji tego, co On dla nas wycierpiał. To powinno nas prowadzić do szczerej pokuty, przyznania się do naszych zniewoleń, przywiązań, próżnych doznań i do oderwania od grzechu. Takie doświadczenie jest często bardzo bolesne, ale miłość można oczyścić wyłącznie poprzez łzy, które budzą w naszych sercach głód Boga i odrywają nas od obsesji na punkcie własnych doznań. Dotyczy to również emocjonalnych doznań religijnych, które zagrażają kulturze sakramentalnej, osłabianej przez mnożące się formy religijności zewnętrznych nieuwzględniające Eucharystii. Zapominamy o czułości naszej wiary w służbie najuboższym, w zamian szukając wyłącznie duchowych uniesień. Święty Bobola uczy nas, że nauczymy się prawdziwie kochać, kiedy zrozumiemy, że słuchanie i smakowanie naszego Pana oraz oddawanie Mu czci przed Najświętszym Sakramentem jest cenniejsze niż godziny spędzone na słuchaniu muzyki uwielbienia. (…)
Marek Zaremba: Polska nie podniesie się bez odczytania bobolowego charyzmatu i bez obudzenia go w sercach wielu Polaków. Podobnie jak za sprawą jezuitów kult Boboli szybko się rozwinął po jego beatyfikacji, tak obecnie w kulturze cyfrowej możemy ukształtować formacyjny apostolski ruch charyzmatyczny oparty na nabożeństwie do św. Boboli, który budzi w Kościele Duch Święty. Jeżeli spodziewamy się kolejnego cudu nad Wisłą, konieczny jest do spełnienia jeden podstawowy warunek, o którym wielokrotnie mówi nasz Pan: Polska musi być eucharystyczna!
Bobolowy charyzmat, czyli osobiste zawierzenie się Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, miłość wynagradzająca i zadośćuczynienie połączone z pokutą oraz życie w nieustannym pośpiechu braterskiej miłości są najkrótszą drogą do odzyskania duchowej kondycji w Polsce oraz spełnienia się obietnicy Jezusa, o której już mówiliśmy: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (Dz. 1732).
Ta iskra jest więc szansą, aby mocarze Chrystusa stali się kamieniem węgielnym do odbudowania ze św. Bobolą naszej Ojczyzny na miarę marzeń naszego Pana, który nigdy nie podsyła planów, które mogą się nie udać. Wystarczy żyć w pośpiechu miłości, a On zajmie się całą resztą!
(…) św. Bobola przychodzi nam z pomocą. Jego droga od choleryka do kleryka, od przeciętnego do świętego to droga, w której nie dokonałoby się nic bez eucharystycznej więzi z Jezusem. Wiemy również, że w jego życiu duchowym nastąpił przełom, kiedy Bobola usłyszał, że pomimo zdobytej wiedzy teologicznej, ze względu na swój zbyt gwałtowny temperament, nie nadaje się do zakonu. Co wówczas robi Bobola? Prosi współbraci tylko o jedno: „Wy idźcie spać, a ja będę adorował Najświętszy Sakrament”. Chwilę później następuje przełom i Bobola zostaje przyjęty do jezuitów! Mamy więc gotową receptę od Boskiego Lekarza, który w zamian za „stracony” z Nim czas leczy wszystkie nasze choroby.
Benon Wylegała: Zatem nie mamy się skupiać tylko na tym, aby przeczytać modlitwy lub ich posłuchać czy je odmówić. Warto postarać się o głęboko zakorzenioną refleksję na temat naszego życia wewnętrznego, na temat naszego ogrodu miłości, w którym przyjmujemy naszego Pana. Podobnie jak Wielki Post to nie jest urlop od kawy czy słodyczy, ale od grzechu, rekolekcje są drogą do świętości i czystości serca. Koniec z głową pochyloną nad ekranem telefonu i skakaniem po sieci bez celu godzinami. Koniec z obsesją na punkcie własnych doznań. Czas wyruszyć w głąb siebie, zatroszczyć się o naszą relację eucharystyczną. „Mocarz Chrystusa” to rekolekcje, które zakładają modlitwę w konkretnej intencji, ale przede wszystkim spełniają marzenia Ojca Niebieskiego: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 19, 2). (…)
Kościół budził w Boboli radość obdarowania. To, co złe, trudne, bolesne w życiu Kościoła, stało się dla niego powodem do jeszcze głębszego wynagradzania Boskiemu Sercu. Jego życie stało się jak Eucharystia. Wpatrując się w eucharystyczne gesty miłości Jezusa, stosował je w codzienności. Odkrył, że jego serce stale zatopione w Sakramencie Miłości przechowuje drogocenny skarb – niebo w sercu! Ten skarb nie jest tylko dla mnie. Eucharystia zaczyna się prawdziwie po wyjściu ze świątyni. To weryfikacja, czy prawdziwie kocham i przebaczam, czy potępiam i widzę grzech moich współbraci przez szkła powiększające. Miłuję czy stawiam wyroki ludzkim sercom. Czy jestem wolny od wszelkich uprzedzeń? Jestem dobrym samarytaninem czy zimnym lewitą? (…)
Nie spoglądajmy obsesyjnie na zmysłowy świat, skoro nasza dusza powinna dojrzewać do świętości w Chrystusie. Nie lękajmy się opuszczenia przez ludzi, skoro Jezus tęskni za mną i za tobą w każdej chwili życia. Nabierajmy otuchy, kryjąc się w Jego ranach, i wzbudzajmy nieustannie wdzięczność oraz uwielbienie za ten Boski Skarb, który zostawił w Sakramencie Miłości. Po co czekać do śmierci, aby zobaczyć piękną twarz Jezusa, skoro możemy przez wiarę wpatrywać się w Niego podczas adoracji? Badajmy zatem podczas rekolekcji nasze serca, czy znamy wartość naszego odkupienia, i prośmy nieustannie o nieskończony apetyt na Jego Miłość – Miłość eucharystyczną. To darmowy bilet do nieba! Bilet, za który Bóg zapłacił nieskończoną cenę. Bobola jest już na miejscu, ale nasz czas się jeszcze nie zatrzymał, zatem do dzieła! Wracajmy do Domu naszego Ojca z pośpiechem miłości. Głośmy bliskość Boga uczynkami miłości…
Źródło: „Mocarz Chrystusa. Rekolekcje zawierzenia ze Świętym Andrzejem Bobolą”, Benon Wylegała, Marek Zaremba, Wydawnictwo Esprit, 2026
Fot. Obraz św. Andrzeja Boboli autorstwa Andrzeja Boja Wojtowicza namalowany na podstawie jego relikwii.
