Praktykuj Godzinę Świętą, aby odzyskać utraconą gorliwość


Niniejszy fragment książki: „O siłach zła” to zbiór nauk rekolekcyjnych abp. Fultona Sheena z początku lat siedemdziesiątych, skierowanych głównie do księży. Ponieważ spotkania miały charakter otwarty, arcybiskup przemawia tu również do sióstr zakonnych i osób świeckich.


Dopadło nas duchowe lenistwo

Zastanówmy się nad sobą. Niech każdy z was odpowie sobie na pytanie, ile czasu każdego dnia poświęca na modlitwę. W Anglii przeprowadzono na ten temat ankietę wśród protestanckich duchownych i księży katolickich. Okazało się, że modlą się średnio przez sześć i pół minuty dziennie. (…)

Jedną z głównych przyczyn duchowej przeciętności współczesnego Kościoła jest nasz sposób myślenia. Gratulujemy sami sobie: „Poznałem teologię, otrzymałem święcenia!”. I w samozadowoleniu popadamy w rutynę. Otóż nie! Nikt nie jest dziś taki sam, jaki był rok temu. Albo jesteśmy lepsi, albo gorsi. A jeśli się nie zmieniliśmy, to znaczy, że jesteśmy gorsi – bo zostaliśmy stworzeni po to, aby się rozwijać. (…)

W każdym człowieku istnieje zła skłonność, z którą powinniśmy walczyć. Koniec końców życie jest wypadkową wszystkich czynników i sił stawiających opór śmierci. Łatwo jest zaniedbać ćwiczenia fizyczne i troskę o ciało, ale równie łatwo jest zaniechać starań o rozwój ducha.

(…) Nie tracimy duszy wyłącznie przez złe uczynki. Często gubimy ją przez grzech zaniechania, za który zostaniemy osądzeni: „Nie uczyniliście! Nie uczyniliście! Nie uczyniliście!” (zob. Mt 25, 45). Ten, kto posiada jeden talent, jest bardziej narażony na jego utratę niż ten, kto ma ich dziesięć. W ewangelicznej przypowieści człowiek, który miał jeden talent, zakopał go, bo powiedział sobie: „I tak nie będzie z niego pożytku” (zob. Mt 25, 18).

(…) W obecnych czasach wielu ludzi już śpi. Co ciekawe – sami tego nie wiedzą (a może nie chcą się do tego przyznać). Nie zdają sobie sprawy, że za chwilę odejdą na dobre.

Dlaczego nasz duch słabnie i oddalamy się od Miłości? Nie da się ustalić dokładnej daty, w której ksiądz odchodzi z Kościoła. Możemy bowiem tylko zobaczyć, kiedy odchodzi ciałem. A przecież ważniejsze jest, kiedy odszedł duchem. Najpierw odchodzi umysł, ciało podąża za nim. Kiedy został złamany duch danego człowieka? Już dawno temu. Święty Jan pisze o tym w swoim liście: „Odstąpili od nas, bo od początku nie byli z nami” (zob. 1 J 2, 19).

Jak wielu księży spośród tych, którzy odeszli z Kościoła, kiedyś do niego powróci? Ile sióstr, które odrzuciły znaki konsekracji, ponownie przyjmie kościelną dyscyplinę? (…)

Staczamy się po równi pochyłej. Jak pisał Wergiliusz: Facilis descensus Averno – „Droga do piekła jest śliska”. Nikt przecież nie postanawia, że zostanie ignorantem – zostaje nim po prostu dlatego, że nie czyta. Nikt też nie postanawia świadomie, że nie będzie święty – dzieje się tak dlatego, że człowiek nie troszczy się o nawiązywanie jedności z Bogiem. Ogarnęła nas apatia. Postawa bierności w zasadzie charakteryzuje całą współczesną kulturę. „Niektórzy padają od kuli, inni giną w płomieniach, lecz większość odchodzi powoli – w zabawie i grach bez znaczenia”. W końcu, u schyłku życia, odkrywamy, że nie nosimy w sobie wielkiej miłości. Pozostaje nam jedynie przyzwyczajenie, wspomnienie – niczym data w kalendarzu.

Jedną z charakterystycznych cech czasów, w których żyjemy, jest zjawisko, które można określić mianem „deeucharystyzacji”, czyli osłabienie miłości do Eucharystii. Zostało ono zapoczątkowane przez teologów, którzy opacznie zrozumieli postanowienia Soboru Watykańskiego II i zaczęli negować istnienie Sakramentu Obecności, a nawet podawali w wątpliwość wartość ofiary. Kościół cierpi więc na tę samą chorobę, która dotyka cały świat. Święty Paweł nazywa ją „nieczułością” (zob. Ef 4, 19). Zdaniem socjologów życie rodzinne i relacje międzyludzkie uległy znacznemu pogorszeniu z powodu braku wzajemnej wrażliwości i delikatności. Być może duchowa ociężałość epoki cielesności sprawiła, że coraz rzadziej doceniamy wartość drobnych uprzejmości i codzienną życzliwość. Niewiele jest autentycznej czułości w relacjach między mężem i żoną oraz między rodzicami i dziećmi. Najwyższym wyrazem uczuć wobec bliskich jest dbanie o zapewnienie bytu rodzinie. Zanika natomiast umiejętność okazywania sobie uczuć. Dotyczy to również sfery duchowej. Dlatego my, księża, nie jesteśmy już dobrymi kochankami Boga. Brakuje nam wrażliwości i umiejętności odwzajemnienia uczuć. W małżeństwie zdarza się, że po powrocie do domu mąż w ogóle nie odzywa się do żony. Analogicznie w kościele zdarza się, że kapłan podchodzi do ołtarza, żeby odprawić mszę, i ani słowem nie odzywa się do Jezusa. Skoro potrafimy uchylić kapelusza w geście pozdrowienia skierowanym do kobiety mijanej na ulicy, dlaczego nie umiemy okazać naszych uczuć, kiedy przechodzimy obok Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie?

Polecam dla Ciebie

Musimy podjąć konkretne działania, aby jakoś zaradzić temu brakowi miłości. Trzeba jednak pamiętać, że istnieją rzeczy niewystarczające. Na przykład liturgia nie wystarcza do osiągnięcia pełni życia duchowego. Zdarza się wręcz, że rekompensuje brak osobistej pobożności: „Odprawiam mszę, więc spełniam swoje obowiązki”. To jednak za mało. (…) Liturgia to przestrzeń wspólnego spotkania ludzi zjednoczonych w wierze i miłości, natomiast po liturgii jest czas na pobożność osobistą. Musimy powrócić do istoty kapłaństwa, aby wokół niej rozwijać nasze życie duchowe. A co jest istotą życia kapłana? Sobór Watykański stwierdza wyraźnie: „Całe życie duchowe kapłana skupia się w Eucharystii, która jest samym Chrystusem”.

Jakie kroki zamierzamy zatem podjąć? Uczestniczycie w rekolekcjach, słuchacie konferencji, czytacie książki, a jednak się nie zmieniacie. No to zacznijmy się zmieniać. Zalecam wam jedną, bardzo konkretną, a zarazem wyjątkową metodę, która ma tę zmianę umożliwić. Zalecenie to kieruję do kapłanów, sióstr zakonnych, a w pewnym stopniu także do świeckich: każdego dnia – bez wyjątku – odprawiajcie nabożeństwo Godziny Świętej przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Nie w piętnastominutowych odcinkach – ale pełną, ciągłą godzinę. W przypadku księży nie należy wliczać w tę godzinę odprawiania Mszy Świętej. Siostry zakonne i ludzie świeccy mogą wliczać czas mszy do Godziny Świętej, ale kapłani nie. Kapłan może rozpocząć swoją Godzinę Świętą przed mszą i kontynuować ją po niej, ponieważ Eucharystia nie oznacza przerwania nabożeństwa Godziny Świętej.

Ludziom świeckim zalecam, aby spędzali na modlitwie piętnaście minut każdego dnia. Nie muszą modlić się przed Najświętszym Sakramentem. Mogą odprawić to nabożeństwo w domu, czytając Ewangelię, ale w ciszy i skupieniu. Komu obowiązki na to pozwalają, niech poświęci na modlitwę całą godzinę – wiele osób świeckich tak właśnie robi. Księży i siostry zakonne obowiązuje pełna godzina zegarowa.

Istnieją trzy powody, dla których warto poświęcić godzinę na modlitwę. Trzeci z nich jest najważniejszy.

Pierwszy powód: utrzymanie ciągłości modlitwy

Żyjemy w świecie pełnym pośpiechu i napięcia. W świecie, którego cechą charakterystyczną jest brak ciągłości, w którym co godzinę otrzymujemy nowe informacje. Od chwili rozszczepienia atomu życie człowieka również ulega rozpadowi. W rezultacie coraz trudniej jest nam się modlić. Telewizja pokazuje ciąg niepowiązanych ze sobą logicznie psychodelicznych obrazów, a brak logiki niekorzystnie wpływa na zdolność myślenia. Nie potrafimy się skupić. Natłok obrazów i informacji sprawia, że tracimy kontrolę nad własnym życiem. Nigdy wcześniej ludzki umysł nie był poddany takiemu ogromowi rozproszeń. Dlatego w chwili, gdy stajemy przed Jezusem, przynosimy ze sobą zasłyszane „newsy”, codzienne problemy, drobne nawyki i chwilowe emocje. Kiedyś było łatwiej, bo nie byliśmy tak zabiegani, ale dziś świat jest jak ośmiornica, która oplata nas ze wszystkich stron. Dlatego nie jest możliwe, by znaleźć się w Bożej obecności w ciągu pięciu czy dziesięciu minut. Na modlitwę potrzebujemy całej godziny. Już samo oderwanie się od świata zajmuje przynajmniej piętnaście, dwadzieścia minut. Ziemski pył okrywa nas jak płaszcz, który najpierw musimy odrzucić, aby następnie zanurzyć się w głąb. Dlatego właśnie, drodzy bracia i siostry, nabożeństwo Godziny Świętej powinno się odprawiać w sposób ciągły. W naszych czasach aż tyle czasu potrzeba, by zrzucić z siebie płaszcz świata (…)


Świat siłą wdziera się do naszych głów. Wiadomości, wiadomości, wiadomości! Wiadomości co godzinę! Nie mamy na to żadnego wpływu. A co gorsza – często przez natłok informacji tracimy zdolność reagowania na rzeczy, na które rzeczywiście moglibyśmy mieć wpływ. (…)

Nie będziemy jednak w stanie codziennie praktykować Godziny Świętej, jeśli nie będziemy mieli przy sobie Pisma Świętego lub jakichś komentarzy do Biblii. Taka modlitwa szybko nas znuży. Przecież kiedy siadamy do stołu, aby się posilić, musi na tym stole znajdować się coś do jedzenia. Nasze osobiste modlitwy nie mają – że się tak wyrażę – wystarczająco biblijnego charakteru. Kiedy praktykujecie Godzinę Świętą, czytajcie więc Pismo Święte do chwili, aż coś was poruszy, a wtedy zacznijcie rozważać w myślach, w jaki sposób ten fragment odnosi się do waszej duszy oraz do świata.

Znajdźcie jakiś dobry komentarz do Pisma Świętego. Najlepiej taki, którego autor dobrze zna Słowo Boże i nie skupia się wyłącznie na roztrząsaniu kwestii, czy istniał Proto-, czy może Deuteroizajasz, a ostatecznie okazuje się, że nie jest pewien, czy w ogóle istniał jakikolwiek Izajasz. Otworzyłem kiedyś dwutomowe opracowanie Ewangelii według św. Jana. Przy każdym fragmencie znajdowało się czterdzieści przypisów odsyłających do różnych książek. Czyste metrum – zero poezji. Czyta się to opracowanie jak współczesne poradniki wyjaśniające, jak zrobić to czy tamto. Nie ma w nim ducha. Nie ma w nim Chrystusa. Gdyby wyrwać strony z niejednego współczesnego podręcznika do teologii, okazałoby się, że wypływa z nich tylko atrament, bo nie ma w nich ani jednej kropli krwi.

Wielu autorów jednak rozumie istotę kapłaństwa i ofiary Chrystusa. Ich dzieła mogą być prawdziwą inspiracją dla każdego z nas, a ponieważ jesteśmy bardzo zapracowani, potrzebujemy kogoś, kto przedstawi nam dobrą interpretację Pisma Świętego.

Moi drodzy kapłani, jeśli poświęcicie cztery, pięć dni w tygodniu na rozważania fragmentu Ewangelii, który ma być czytany w nadchodzącą niedzielę, wtedy w chwili, gdy staniecie na ambonie, poczujecie, że przepełnia was miłość i Duch. Otrzymacie moc głoszenia!

Taki jest zatem pierwszy powód, dla którego warto praktykować Godzinę Świętą. Każdy z nas potrzebuje czasu na nieprzerwaną modlitwę.

Drugi powód: modlitwa wstawiennicza

Drugim powodem, dla którego warto praktykować Godzinę Świętą, jest możliwość odmawiania modlitwy wstawienniczej. My wszyscy – zarówno osoby duchowne, jak i świeckie – jesteśmy jako członkowie Kościoła zjednoczeni z Chrystusem – Kapłanem i Ofiarą. Ponieważ dźwigamy na swoich barkach ciężar świata, musimy wstawiać się za światem i za grzesznikami. Jeśli kapłan sam się nie modli, to jedną z najokrutniejszych rzeczy, jakie może powiedzieć osobie, która zwraca się do niego po słowa otuchy, jest polecenie: „Módl się”. Zastanówcie się, jak wiele osób prosi was o modlitwę. Wierzcie mi – to ogromna odpowiedzialność, dlatego naprawdę musimy się za nich modlić. Nie zawsze jesteśmy w stanie wymieniać ich z imienia w czasie modlitwy, ale w czasie Godziny Świętej z pewnością możemy się wstawiać za naszymi współbraćmi w kapłaństwie, za osoby konsekrowane, za cały Kościół. Każdy duszpasterz ma w parafii ludzi chorych; rodziny, które opuściły Kościół; młodych mężczyzn, którzy zaczynają brać narkotyki; młode dziewczyny, które uciekają w niemoralne życie. Niesie ich wszystkich na swoich barkach. Los dzieci w wieku szkolnym spoczywa na barkach sióstr zakonnych. Ludzie świeccy noszą brzemiona swoich bliskich i tak dalej. Ich wszystkich trzeba objąć modlitwą wstawienniczą. Jak powiedział John Donne: „Żaden człowiek nie jest samotną wyspą”. Święty Paweł napisał natomiast: „Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie j nikt nie umiera dla siebie” (Rz 14, 7). Możemy wstawiać się jedni za drugimi. Człowiekowi choremu można przetoczyć krew zdrowego człowieka. Jeśli ktoś ma poparzoną twarz, lekarze przeszczepiają skórę z innego miejsca ciała. Skoro możliwe jest przetaczanie krwi, możliwe jest również „przetaczanie” modlitwy. Skoro da się przeszczepić skórę, można też przeszczepić ofiarę. Dlatego musimy codziennie poświęcić około godziny na modlitwę za tych, którzy zostali nam powierzeni.

(…) Modlitwa wstawiennicza jest w Kościele zaniedbywana. W czasach, gdy tak bardzo troszczymy się o sprawy społeczne, zapomnieliśmy, że możemy wywierać duchowy wpływ na siebie nawzajem. Dzieje się tak między innymi dlatego, że relacje międzyludzkie zbyt często ograniczają się do sfery polityki i socjologii, a zbyt rzadko dotykają sfery duchowej. (…)

Gdybyśmy traktowali wstawiennictwo poważnie, spędzalibyśmy godzinę w obecności Najświętszego Sakramentu. Uwierzcie mi – modlitwa przed Najświętszym Sakramentem ma ogromną moc oddziaływania. A mówię tu tylko o wpływie na innych ludzi, nie wspominając o tym, w jaki sposób oddziałuje na nas samych.

Modlitwa wstawiennicza to zadośćuczynienie. Oto kolejne słowo, którego dziś już nie używamy. Używamy za to innego, które wiele ułatwia. Mam na myśli słowo „posługa”. Czymże właściwie jest posługa? Posługa społeczna? Posługa liturgiczna? Może jednak misja, którą mamy do wypełnienia, ma głębsze znaczenie? Może nie tylko pełnimy posługę, lecz również niesiemy zbawienie i udzielamy pojednania? (…)


Praktykowanie Godziny Świętej ma kluczowe znaczenie dla czynienia zadość i wstawiania się za innymi. Wystarczyłoby dziesięciu sprawiedliwych, aby ocalić Sodomę i Gomorę (zob. Rdz 18, 16-33). Każda dusza we wszechświecie ma swoją cenę – można ją „wykupić” przez Eucharystyczne wstawiennictwo. Kiedy kapłani zakładają ornaty do mszy, osiemset milionów Chińczyków trzyma się ich szat. Wszyscy komuniści świata łapią za końce ich stuł. Wstawiamy się za naszymi parafianami, dotkniętymi różnymi chorobami, którzy prosili nas o modlitwę.

Gdybyśmy w czasie Godziny Świętej modlili się za naszych braci, którzy odchodzą lub już odeszli z Kościoła, może niektórzy z nich wróciliby do niego. Gdyby w zakonach przywrócono zwyczaj praktykowania Godziny Świętej, nie byłoby tak wielu sióstr zakonnych, które pragną utożsamić się ze światem. Łotrzy okazują skruchę, Magdaleny mają wyrzuty sumienia, a Piotrowie, którzy zapierają się Pana, zostają świętymi. Taka jest moc tej Godziny. I to jest drugi powód jej praktykowania.

Trzeci powód: Pan o to prosił

Trzeci, a zarazem najważniejszy powód, dla którego warto odprawiać nabożeństwo Godziny Świętej, jest taki, że prosił o nią nasz Pan, Jezus Chrystus! Tego powodu po prostu nie da się pominąć. Była to jedyna prośba, jaką do nas skierował. Tamtej nocy w Ogrodzie Oliwnym sądził, że ma przy sobie trzech ludzi, na których może polegać: Piotra, Jakuba i Jana. Liczył na Jakuba ze względu na jego niezłomność. Liczył na Jana ze względu na jego miłość. Liczył na Piotra ze względu na jego lojalność. Podczas modlitwy Jezus zaczyna wylewać krwawy pot. Trzykrotnie wychodzi z ogrodu, aby poprosić uczniów o towarzyszenie Mu w modlitwie, i trzykrotnie zastaje ich śpiących. W bólu złamanego serca mówi: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26, 40). Jednej godziny! Wraca do ogrodu i bierze na siebie wszystkie grzechy świata. Kto wie, czy w całej swej męce właśnie w tamtej chwili nie doświadczał najdotkliwszego cierpienia.

Ponieważ jesteśmy winni, nie rozumiemy w pełni, czym jest wina. Rozumiemy ból – ale nie winę, której prawdziwe znaczenie może pojąć tylko niewinność. Jezus był bez grzechu, a kiedy stał się ofiarą, wszystkie grzechy świata zostały Mu przypisane. Powódź grzechu zalała Go ze wszystkich stron – z północy, z południa, ze wschodu i z zachodu. Był tam Kain, purpurowy od krwi swego brata. Były tam obrzydliwości Sodomy i Gomory. Była wulgarność pogan, gorsza nawet od wulgarności Izraelitów. Były tam grzechy starych, którzy już dawno powinni przestać grzeszyć. Grzechy młodych, dla których Serce Chrystusa zostało przebite. Grzechy miasta popełniane w jego ciężkiej atmosferze. Grzechy wsi. Grzechy zbyt straszne, by o nich wymówić. Grzechy zbyt okropne, by je nazwać. Grzech, grzech, grzech! Taki ogrom grzechów, że w końcu z Jego ciała zaczęła wypływać krew, tworząc na korzeniach drzewa oliwnego pierwsze czerwone paciorki różańca odkupienia. (…)

W nadchodzących latach aktywność satanistyczna będzie miała coraz bardziej jawny charakter. Byłem w pewnym kościele w Kalifornii, gdzie na wszystkich ścianach wypisano słowo „szatan”. W jednej z diecezji, w których prowadziłem rekolekcje, w ciągu tygodnia spalono zasłonę tabernakulum w trzech różnych kościołach. My, księża, nie zawsze mamy głęboką wiarę w Eucharystię, ale diabły w nią wierzą. Zapewne dlatego rośnie liczba włamań do tabernakulów na terenie Stanów Zjednoczonych. W pewnej diecezji doszło do kradzieży Najświętszego Sakramentu z dwóch wiejskich kościółków oddalonych od siebie o dziesięć kilometrów. Pewna młoda kobieta wyznała mi, że złożyła w ofierze własne dziecko w akcie wdzięczności za to, że udało jej się zdobyć Hostię. Czy jednej godziny nie możemy czuwać przy Nim? Diabeł ma wiarę, a czy my ją mamy? To jest Jego godzina.

Ludzie, którzy naprawdę upodabniają się do Chrystusa, najpełniej rozumieją rzeczywistość zła. Ten, kto wie, jak smakuje czysta woda, brzydzi się wodą skażoną. Dopiero wtedy, gdy poznajemy Chrystusa naprawdę, zaczynamy dostrzegać głębię zła. Zło nie istnieje samo z siebie – może istnieć tylko w odniesieniu do dobra, więc na nim pasożytuje. Im bardziej jesteśmy podobni do Chrystusa, tym wyraźniej widzimy zło obecne w świecie i zło, które może wkraść się do Kościoła. Jak długo jeszcze potrwa konflikt z siłami zła? Tego nie wiemy. Ale wiemy, że coraz bardziej się nasila i koncentruje się wokół Eucharystii. A to z kolei przekonuje nas o konieczności praktykowania Godziny Świętej.

(…) Pamiętajmy, że nas może ogarnąć duchowe lenistwo, ale szatan się jemu nie podda. Pismo Święte mówi wyraźnie: szatan wierzy. Szatan wierzy w Boga, w boskość Chrystusa, w Eucharystię, w Kościół, a jednak wierząc, chce zniszczyć. Właśnie dlatego odprawiamy nabożeństwo Świętej Godziny.

(…) Celem praktykowania Godziny Świętej jest więc walka ze złem obecnym w świecie oraz zadośćuczynienie za skutki działania szatana. Nabożeństwo to nie ma charakteru arbitralnego. Nie jest to tylko jedna z wielu praktyk religijnych. Jest to wezwanie wynikające z Pisma Świętego. Czasy, w które wkraczamy, będą czasami markiza de Sade i bohaterów Dostojewskiego. Nie będzie łatwo. Jezus liczy na nielicznych.

Odprawiajcie nabożeństwo Godziny Świętej, aby walczyć z diabłem.  Ale nie róbcie tego o własnych siłach. Sięgajcie po głęboką lekturę duchową, nie tylko po pobożne książki o chrześcijańskich cnotach. Nie ma sensu medytować nad abstrakcyjnymi pojęciami, takimi jak wiara, nadzieja czy miłość. Kochać można tylko osobę. Nikt przecież nie zakochuje się w twierdzeniu geometrycznym czy w sylogizmie. W jaki sposób człowiek nabywa cnoty? Poprzez miłość do Chrystusa. Istota życia duchowego zasadza się w stwierdzeniu, że nabędziemy cnoty wtedy, gdy pokochamy naszego Pana. Wtedy też przestaniemy z ambon mówić o polityce, socjologii i innych błahych sprawach tego świata. Wtedy zaczniemy głosić Chrystusa i Jego ukrzyżowanie, a w ludziach dokona się prawdziwa przemiana.

Nie opuśćcie ani jednego dnia

Czy trudno jest praktykować Godzinę Świętą? Raczej nie. Wyjątkiem są okresy urlopu, czyli dni, w których nie ma nic do zrobienia. Wtedy bywa naprawdę ciężko. Gdy jesteśmy bardzo zajęci, godzina nie sprawia problemu, bo wiemy, że musimy ją „zmieścić” w planie dnia. Czasami oznacza to, że trzeba wstać godzinę wcześniej. I co z tego? Czy to nam szkodzi? Przeciwnie – to element naszego uczestnictwa w ofierze, i to jest wspaniałe! Mamy wreszcie okazję, żeby coś ofiarować Jezusowi. Bo co tak naprawdę Mu dajemy? Czy potrafimy pełnić rolę ofiary równie dobrze, jak pełnimy funkcję kapłana?

Czasami byłem tak zmęczony, że musiałem chodzić po kościele przez godzinę, aby nie zasnąć. W ciągu całego roku jest najwyżej pięć takich dni, w których udaje mi się zasnąć w ciągu dnia. Jeden z nich pamiętam bardzo dobrze. Byłem właśnie w drodze z Belgii do Lourdes. W Paryżu miałem dwie godziny na to, aby odprawić Godzinę Świętą. O drugiej poszedłem do kościoła pod wezwaniem św. Rocha. Byłem zmęczony, usiadłem i obudziłem się punktualnie o trzeciej. Zapytałem naszego Pana: „Czy można uznać, że odprawiłem świętą godzinę?”. Miałem wrażenie, że Jego anioł odpowiedział: „No cóż, w ten sposób apostołowie spędzili pierwszą świętą godzinę, więc ją przyjmiemy”. Najważniejsze, żeby nie pominąć żadnego dnia. Żadnego – niezależnie od trudności. Odprawiam Godzinę Świętą codziennie od pięćdziesięciu czterech lat, więc wiem, że da się to zrobić.
Nie twierdzę, że wszystkie te godziny będą idealne. Przeciwnie – wielokrotnie będą to nabożeństwa dalekie od doskonałości. Jednak nawet w takich sytuacjach możemy być jak psy leżące przed drzwiami Pana. Gdy On zawoła, będziemy na miejscu.

Jest wielu księży, którzy są znacznie inteligentniejsi ode mnie, i wielu, którzy są tak samo inteligentni jak ja. Ja jednak mam moc tysiąc razy większą od mocy któregokolwiek z was! Staję przed ludźmi, zaczynam mówić, a oni mnie słuchają! Czy jest to moja własna moc? Bynajmniej! Święty Paweł pisze: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał?” (1 Kor 4, 7). Skąd wziąłem tę moc? Z pięćdziesięciu czterech lat nieustannej, codziennej adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Każdy może ją zdobyć, bo jest dostępna dla wszystkich. Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan. Gdy to zrobimy, otrzymamy moc, a Pan będzie z nami – Jego Duch będzie z nami. Lepiej zrozumiemy ludzkie problemy, łatwiej będzie nam udzielać pociechy i czynić zadośćuczynienie za grzechy świata.

Gdy pokochamy naprawdę, staniemy się wrażliwi i wyczuleni na drugą osobę. A wtedy, gdy będziemy przychodzić do Jezusa, usłyszymy, co On do nas mówi. Będziemy się do Niego upodabniać i będziemy promienieli jak Mojżesz, gdy przebywał z Bogiem. Również św. Paweł pisze o tym, że człowiek, który przebywa w Bożej obecności, coraz bardziej jaśnieje Jego blaskiem. „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu” (2 Kor 3, 18). Jesteśmy przemieniani na Jego podobieństwo. Takie jest działanie Eucharystii.

Żyjemy w czasach diabła – najwyższy czas podejść poważnie do praktykowania Godziny Świętej.

Polecam dla Ciebie

Kto powinien praktykować Godzinę Świętą?

Biskupi, następcy apostołów! Podejmijcie zobowiązanie do odprawiania nabożeństwa Godziny Świętej, abyście w czasach apatii mieli odwagę usłuchać polecenia, jakie nasz Pan, Jezus Chrystus, skierował do Pawła: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście” (Dz 18, 9–10).

Kapłani! Kapłani, którzy nie tylko składają ofiarę, ale na podobieństwo Chrystusa sami się nią stają. Odprawiajcie codziennie Godzinę Świętą, aby martwe popioły psychologii i socjologii sypiące się z naszych ambon zostały przemienione w ogień, którego źródłem jest Eucharystia. Wtedy ludzie zobaczą, że jesteśmy zakochani w Miłości, która przewyższa każdą miłość, i w Pięknie, przy którym każde piękno blednie.

Siostry! Przyrzeknijcie Panu codzienną Godzinę Świętą, abyście – jak Maryja – były symbolem Matki Kościoła, rodząc dzieci w Chrystusie nie tylko przez nauczanie najmłodszych wiary, ale także przez to, że gdziekolwiek jesteście, stajecie się widzialnymi znakami niewyzwolenia od Chrystusa, lecz raczej zniewolenia, które pozwala „zwyciężać w Chrystusie” (zob. 2 Kor 2, 14-17).

Pracownicy socjalni! Miłośnicy ubogich i bogatych! Obiecajcie Bogu codzienną Godzinę Świętą. Kiedy zaczniecie dostrzegać niewidzialnego Chrystusa ukrytego za widzialnym znakiem chleba, wkrótce zaczniecie również dostrzegać w ubogich i nagich niewidzialnego Chrystusa, którego oni reprezentują. Właśnie taka wizja sprawiła, że Matka Teresa stała się światową „przodowniczką” w okazywaniu miłości nędzarzom.

Małżonkowie! Ofiarujcie Panu codzienną Godzinę Świętą jako zadośćuczynienie i wynagrodzenie za dokonywane co trzydzieści sekund aborcje, abyście mogli głosić Ameryce, że miłość i życie nierozerwalnie łączą się w małżeństwie, a nasz Bóg nie jest Panem śmierci, lecz życia.

Młodzi! Praktykujcie Godzinę Świętą, aby odpokutować za błędne utożsamianie podniecenia i dreszczyku cielesnego z ofiarniczą miłością krzyża. Pokochajcie Piotra naszych czasów i Kościół Piotrowy, którego nie przemogą nawet bramy piekielne (zob. Mt 16, 18).

Wszyscy wierni! Odprawiajcie Godzinę Świętą, a przekonacie się, że gdy po spotkaniu z Bożą Obecnością powrócicie do świata, ludzie powiedzą o każdym z was to, co służąca powiedziała o Piotrze: „Byłeś z Chrystusem” (zob. Mt 26, 69). (…)

Nie znałem nigdy księdza, zakonnika czy zakonnicy, którzy codziennie odprawiali nabożeństwo Godziny Świętej, a odeszli z Kościoła. Nigdy nie będzie takiego przypadku, ponieważ osoby praktykujące Godzinę Świętą żyją w bliskości Jezusa, a On nie pozwoli im odejść. Przez życie można przejść jedną z tysiąca dróg, ale na końcu każdej z nich staniemy przed dwoma obliczami: przed miłosiernym obliczem Chrystusa i przed okrutnym obliczem szatana. A wtedy jedno z nich, patrząc na nas, powie „To moje”. My już się wypowiedzieliśmy – należymy do Chrystusa”.

Niech Bóg wam błogosławi!


Źródło: „O siłach zła”, rozdział: „Walka z siłami diabelskimi podczas Godziny Świętej”, abp Fulton Sheen, oprac. ks. Dave Tomaszycki, wyd. Esprit