Twój (face)Bóg, czyli komu udostępniasz swoje życie?

Czasem, gdy Pan Jezus przychodzi do nas z jakąś szczególną łaską, z radości mamy ochotę natychmiast opowiedzieć o tym wszystkim dookoła. Nie jest to dobre z dwóch względów. Po pierwsze łatwo wtedy ulec subtelnej pysze chwalenia się swoją zażyłością z Nim, po drugie, są takie doświadczenia w życiu duchowym, które powinny pozostać tylko między duszą a Bogiem. Zbyt szybkie dopuszczanie osób trzecich do tajemnic naszego serca, które Bóg chciałby dzielić tylko z nami, a tym bardziej próżna paplanina o tym, może spowodować, że Pan Bóg się wycofa, czując się jakby zdradzonym.

Podobnie, niedobrze jest, gdy zbyt lekkomyślnie udostępniamy swoje zdjęcia, swoje przeżycia, swoje znajomości w mediach społecznościowych. Sprzedajemy, a właściwie oddajemy innym siebie za darmo – często przypadkowym osobom – a kryje się za tym nieuświadomione nierzadko pragnienie zauważenia nas, docenienia, pochwalenia, podbudowania swojej wartości. Tymczasem wszystko to możemy mieć w o wiele doskonalszy sposób w Bogu, jeśli tylko Jemu, a nie fejsbukowi, będziemy udostępniać swoje codzienne życie, takie jakim ono teraz jest, bez nakładek i filtrów, z chwili na chwilę, to wszystko co akurat robimy, ludzi, z którymi jesteśmy. Kto inny lepiej niż Pan Bóg zbierze te codzienne okruchy – radości i łzy, sukcesy i porażki – aby przemienić, wyprostować, oczyścić, docenić, pocieszyć... A przede wszystkim, aby utkać z tego szatę na naszą wieczność.

Nie udostępniam bardzo wielu prywatnych zdjęć (choć w granicach rozsądku, niekiedy to czynię), ale tym razem zrobiłam wyjątek. Pokazuję przez dziurkę od klucza fragment mojego życia w instagramowo-fejsbukowej konwencji, ale z pełną świadomością tego, że forma ta nie pokazuje całej, obiektywnej prawdy o mnie, a nawet może tę prawdę bardzo fałszować. Zdjęcia są mniej lub bardziej przypadkowe – bardziej starannie dobrany zestaw mógłby pokazać zupełnie coś innego: inny mój, właściwie dowolnie wykreowany wizerunek… Wiadomo, jak łatwo można tym grać, oszukując innych, ale przede wszystkim siebie.

Całą mnie prawdziwą chcę natomiast oddać Jemu – oraz te wszystkie przeszłe chwile i ludzi, którzy byli i są dla mnie darem na mojej drodze – i mam nadzieję odtąd dzielić z Nim, bardziej niż z kimkolwiek innym, całą moją zwykłą codzienność, bez niepotrzebnego upiększania siebie i swojej rzeczywistości i bez szukania potwierdzenia swojej wartości w oczach innych.

Fot. archiwum prywatne




0 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg