Zaufać Miłości. Nie zatrzymuj się na swoich brakach ale ufaj w niezmierzoną dobroć Bożą

Gdyby przydarzyło ci się popełnić jakąkolwiek niedoskonałość, nigdy się nie smuć, ale przyjdź, złóż ją od razu w moim Sercu, a potem umocnij swoje postanowienie odnośnie do cnoty przeciwnej, ale z wielkim spokojem. W ten sposób każdy twój brak będzie krokiem naprzód.

Fot. pixabay


Fragment książki: Orędzie miłości Serca Jezusa do świata. Duchowa droga s. Konsolaty Betrone



Zaufanie jest kwiatem chrześcijańskiej nadziei, jako że nie tylko pozwala nam dążyć z radosnym duchem do niebieskiej Ojczyzny, ale także każe nam szybko i bez ociągania się kroczyć drogą świętości. Dlatego miłość i zaufanie są dwoma skrzydłami, na których dusza wznosi się do najbardziej odważnych lotów i unosi się zwycięska ponad wszystkimi szczytami. Jeśli zamiera zaufanie, to także miłość słabnie, a dusza posuwa się wolno. Największą przeszkodą dla Bożego działania w duszy jest, obok poszukiwania siebie samego, nieufność.


Najczęściej brak zaufania Bogu spowodowany jest zbytnim zaufaniem do siebie samego. Dusza, doświadczając własnej niemocy w czynieniu dobra, smuci się zbytnio, dając miejsce niepokojowi. Powinno zaś być na odwrót. Czyż nie ze względu na swoją słabość małe dziecko ma prawo do matczynej opieki? To samo dokonuje się w dziedzinie duchowej. Właśnie nasza skrajna słabość daje nam prawo do liczenia na moc Bożą. Nasze niezliczone nędze przywołują czułość Serca Jezusowego. W walce o świętość jest czymś bardzo ważnym z każdego naszego braku, bardziej czy mniej dobrowolnego, czynić jakby punkt oparcia, aby doskonalej okazać zaufanie. Miłość, która nie ufa, nie jest już miłością, ale lękiem; każde zaś utrapienie spowodowane nieufnością nie czci, ale rani Serce Boże.


Oto dlaczego zdanie: Czcij Boga, twoim zaufaniem, Bóg Ojciec lub Jezus powtarzał siostrze Konsolacie wiele razy. Pewnego dnia (17 września 1935 r.) Konsolata rozmawiała z Jezusem: „Jezu, to, że mówisz do mojej biednej duszy, że raczysz ją pouczać, powinno stanowić największą radość mojego serca, tymczasem jestem zmuszona pozostać jakby obojętna, bo moja nędza jest tak wielka, nie ma we mnie niczego, co mogłoby przyciągać twoje spojrzenie. Ponieważ to rozumiem, czasem rodzi się we mnie wątpliwość: a może ulegam wielkiemu złudzeniu? (...) Jezu, przebacz mi; tak, wierzę, że Ty jesteś dobrocią nieskończoną!”. Jezus zaś odpowiedział jej: Widzisz, Konsolato, twoje nędze mają swoje granice, ale moja miłość nie ma granic.


Kilka dni potem siostra Konsolata wyznała (19 września 1935 r.): „Jezu, wierzę, że kochasz niepokalane i białe lilie; ale że kochasz mnie... tego nie mogę zrozumieć!". Jezus na to odpowiedział jej: Jeśli pomyślisz, że nie przyszedłem do sprawiedliwych, ale do grzeszników (por. Mt 9,13), zrozumiesz to od razu, Konsolato!


„Pewnego wieczoru – pisze – byłam bardzo strapiona i przed tabernakulum powiedziałam: «O, Jezu, zawsze jestem taka sama, obiecuję, a potem...» – Ja również jestem taki sam, nigdy się nie zmieniam! Powiedział mi to takim tonem, że mój smutek przemienił się w radość: jeśli On nie smucił się, dlaczego ja się mam smucić?”.


Jezus nie pozwalał jej zatrzymywać się na swoich brakach (2 listopada 1935 r.):


Gdyby przydarzyło ci się popełnić jakąkolwiek niedoskonałość, nigdy się nie smuć, ale przyjdź, złóż ją od razu w moim Sercu, a potem umocnij swoje postanowienie odnośnie do cnoty przeciwnej, ale z wielkim spokojem. W ten sposób każdy twój brak będzie krokiem naprzód.

„Z wielkim spokojem”: wróg jest przebiegły i kieruje się pewną taktyką; jest zadowolony, gdy uda mu się wsączyć w duszę truciznę nieufności, reszta zaś przyjdzie sama z siebie. Najpierw zauważa się zamieszanie, które jest zgubne dla duszy. Jezus tłumaczy siostrze Konsolacie (2 sierpnia 1936 r.). Jeśli dusza zachowuje spokój, wtedy jest panią samej siebie; jeśli jednak niepokoi się, wtedy łatwo jej upaść.


Zauważywszy, że Jezus pozwala na wszystko w jej duszy, z wyjątkiem niepokoju, pewnego dnia zapytała Go o przyczynę tego. Dobry Jezus pouczył ją: spokojna dusza jest jak świeże źródło czystej i przejrzystej wody, do której On może, kiedy chce, zbliżyć się i zaspokoić pragnienie; gdy jednak ogarnia ją niepokój, to ta dusza staje się jak woda zmącona kijem i unosząca szlam, dlatego Jezus nie może już zaspokoić nią swego pragnienia.


Jezus nie tylko nie może zaspokoić swego pragnienia, ale demon, który właśnie łowi w zmąconej wodzie, znajduje w tym stanie ducha odpowiednie warunki do swoich złośliwych machinacji. Dlatego Jezus ostrzegał (24 września 1936 r.): Nie pozwól nigdy, nigdy, ale to nigdy, aby opanował cię niepokój, ponieważ jeśli niepokoisz się, demon jest zadowolony i zwycięstwo będzie jego.


To potrójne „nigdy” potwierdzało posłuszeństwo, którego od niej zażądał ojciec duchowny, jako że w swoim wielkim pragnieniu doskonałości miała pewne skłonności do skrupułów. Jezus zaś wyraźnie przypominał jej: Przypomnij sobie, że posłuszeństwo nie pozwala ci nigdy, nigdy, nigdy nie dopuścić niepokoju; dla ciebie jest to najważniejsze.


Tak więc nigdy nie wątpić, aby się nigdy nie niepokoić. Prawie zawsze po niepokoju przychodzi zniechęcenie, a kto się zniechęca, już nie walczy, czyli nie idzie naprzód; wprost przeciwnie, cofa się. Niczego nie zdobywa, a traci wiele. Traci czas. „Zrozumiałam – pisze siostra Konsolata – że głupi jest alpinista, który wchodząc na szczyt, z powodu jakiegoś małego potknięcia, zatrzymuje się zniechęcony, nie mając już odwagi zwrócić wzroku ku upragnionemu szczytowi. Natomiast mądry jest ten, który od razu powstaje i ufny podejmuje wspinaczkę, niczym niezniechęcony, postanawiając nie tracić czasu, gotowy do powstawania z każdego nowego potknięcia się”. Nigdy nie będzie wystarczająco zgłębiona przez ludzi dobrej woli następująca lekcja, udzielona przez Jezusa siostrze Konsolacie (7 listopada 1935 r.):


Powiedz mi, Konsolato, która dusza jest doskonalsza? Ta, która wobec Jezusa zawsze uskarża się, ponieważ jest niedoskonała, ponieważ popełnia ciągle grzechy i jest niewierna postanowieniom, czy też dusza, która ciągle się uśmiecha do Jezusa, czyni, co może, aby Go kochać, lecz – aby nie tracić czasu – nie przejmuje się niedoskonałościami, których nie chce? Ona troszczy się tylko o to, by kochać Jezusa. Powiedz mi, która z tych dwóch dusz wydaje ci się bardziej doskonała?
Mnie bardziej podoba się ta druga. Tak więc czyń to, co możesz, by mnie kochać, a kiedy spostrzeżesz, że byłaś niewierna, obdarz mnie miłością najżarliwszą, a potem podejmij swoją pieśń miłości.
Jezus nie jest tyranem, i jeśli za miłość przebacza przewinienia, to – powiedz mi – jakby mógł pamiętać kiedyś niepotrzebną myśl, na której niechcący się zatrzymałaś? Mówienie do Mnie i powtarzanie: „Popatrz, Jezu, co zrobiłam, jak byłam Ci niewierna itd.”, to są użalania, to jest strata czasu. I przeciwnie, żarliwy akt miłości ku Bogu, podczas gdy ubogaca twoją duszę, raduje moją, zrozumiałaś? (...) A niedoskonałości, których nie chcesz, nie zasługują nawet na jedno twoje spojrzenie.

Trzeba więc dążyć do doskonałości, miłując Jezusa, czynić wszelkie wysiłki, by zmniejszyć ich liczbę i nie chcieć ich. Jednak gdy zdarzy się je nam popełnić, nie należy się zniechęcać, ale trzeba zawsze ufać w niezmierzoną dobroć Serca Jezusowego, który nie pozbawi tej duszy swojej miłości, swych łask, swojej czułości. Pozostawił On przez siostrę Konsolatę dla dusz następujące cenne przypomnienie (15 grudnia 1935 r.):


Uwierz, że nie będziesz mi mniej droga także wtedy, gdy twoja słabość doprowadzi cię do niewierności twoim postanowieniom, jeśli chodzi o milczenie itd. Widzisz, Konsolato, moje Serce bardziej podbijają wasze nędze niż cnoty. Kto wyszedł ze świątyni usprawiedliwiony? Celnik (por. Łk 18,10). Dzieje się tak dlatego, że wobec duszy pokornej i skruszonej moje Serce nie potrafi się powstrzymać. ...Taki jestem!
Pamiętaj zawsze, że kocham cię i będę kochał do szaleństwa w każdym momencie oraz z powodu jakiejkolwiek twojej słabości, której nie chcesz, a jednak popełniasz.
Dlatego też nigdy, nigdy, nigdy nie miej najmniejszej wątpliwości, że z powodu jakiejś jednej twojej niewierności Ja miałbym odstąpić od moich obietnic. Nigdy – zgoda? W przeciwnym razie zraniłabyś, Konsolato, wnętrze mego Serca. Pamiętaj, że tylko Jezus potrafi zrozumieć waszą słabość, On jedynie zna całą ludzką kruchość. Konsolato, tej winy, polegającej na powątpiewaniu, że z powodu twoich niewierności Ja nie wypełnię moich obietnic, ty nie popełnisz nigdy, nigdy, nigdy. Obiecujesz mi to, prawda? Nie uczynisz mi tej zniewagi, ponieważ sprawiłabyś mi zbyt wielki ból!

Nie należy uważać, że te przesłania odnoszą się tylko do dusz oddanych życiu doskonalszemu, do których należała siostra Konsolata, która wolałaby raczej umrzeć niż otwarcie dopuścić się jakiejś niewierności. Jezus poprzez Konsolatę zamierzał mówić do wszystkich dusz, także do tych, które znajdując się na początku swojej odnowy duchowej, odczuwają jeszcze trud walki; do tych, które uczyniwszy pewne postępy na drodze doskonałości, sądząc, że są już nietykalne, wobec gwałtowniejszego i niespodziewanego ataku wroga, dopuszczonego przez Boga, doświadczają jeszcze ludzkiej słabości. Czas więc zebrać siły duszy w najwyższym akcie zaufania do Serca Jezusowego. Do tych wszystkich dusz skierowane są słowa umocnienia, jakie Jezus wypowiedział do siostry Konsolaty:


Widzisz, Konsolato, wróg uczyni wszystko, by zachwiać bezgranicznym zaufaniem, jakie masz do Mnie. Ty zaś nigdy nie zapominaj, że Ja jestem i lubię być wyłącznie dobrym i miłosiernym.
Zrozum, Konsolato, moje Serce; zrozum moją miłość i nigdy, nawet na chwilę, nigdy nie pozwól, aby nieprzyjaciel wszedł do twojej duszy z jakąś myślą nieufną! Zawsze uważaj mnie za dobrego, zawsze wierz, że jestem dla ciebie mamą. Naśladuj więc dzieci, które szybko biegną do mamy, by zabandażowała nawet lekko skaleczony palec. Ty czyń zawsze tak samo i pamiętaj, że Ja zawsze przekreślę i naprawię twoje niewierności, tak jak mama zawsze bandażuje skaleczony, rzeczywiście czy w wyobraźni, palec.
A jeśli to dziecko miałoby zranione rękę czy głowę, nie palec, powiedz mi, czy mogłabyś opisać czułość i delikatność, uczucie, z jakim ta mama otaczałaby je i pielęgnowała? Otóż Ja tak samo postąpiłbym z twoją duszą, gdyby upadła, nawet gdybym milczał, zrozumiałaś, Konsolato?
Tak więc nigdy, nigdy, nigdy ani cienia nieufności. Nieufność rani wnętrze mego Serca i sprawia mi ból.

Jezus obiecywał jej jednak, aby ją pocieszyć, że nie pozwoli jej nigdy popełnić grzechów ciężkich:


Nie, moja droga, nie pozwolę, abyś skaleczyła sobie głowę czy ramię. Poza tym wiedz, że to, co mówię do ciebie, któregoś dnia będzie służyło innym duszom; dlatego każę ci pisać.

Te Boże pouczenia są skierowane do wszystkich dusz, ponieważ nikt nie może uważać, że nie popełni grzechu czy niedoskonałości: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8). Także siostra Konsolata – powtarzamy to niestrudzenie – miała swoje braki i ich nie ukrywała, ale (...) jakby z upodobaniem i naciskiem ukazywała je, nawet z pewną przesadą. Na ogół były to braki zewnętrzne, jak nagłe zniecierpliwienia, wynikające prawie zawsze z gorliwości w obserwancji zakonnej. Stawiamy pytanie: jaki ciężar winy mogły mieć wobec Boga te akty osoby o usposobieniu gwałtownym, reagującej szybko, mającej naturę porywczą, tak że nazywano ją „piorunem i burzą"? W duszy, która być może tego samego dnia walczyła już dziesięć lub dwadzieścia razy, aż do heroizmu, z nieuporządkowanymi popędami natury i która po takich zniecierpliwieniach od razu wyrażała skruchę, chętnie upokarzała się przed Bogiem i stworzeniami ze szczerym postanowieniem poprawy?


Należy poza tym przypomnieć, że często takie zewnętrzne braki są jakby zasłoną, którą Bóg posługuje się, aby ukryć przed oczyma drugich swoje dary i działania w duszy. Tak było z siostrą Konsolatą, której Jezus – odpowiadając na jej wyraźną prośbę pozostawania we wspólnocie niezauważaną – obiecywał: Tak, uczynię cię niczym poprzez ból i upokorzenie! Chodzi o takie upokorzenie, że będzie wydawać się osobą mającą wady. I to nie tylko będzie wydawać się niedoskonała w oczach innych, co się może liczyć lub nie, ale także we własnych oczach, co jest prawdziwym upokorzeniem.


Znamy te prawdy, ale w praktyce o nich zapominamy. Zapominamy o nich, jeśli chodzi o nas, niepokojąc się, kłopocząc, zniechęcając, gdy zdarzy się nam popełnić jakąś niedoskonałość. Zapominamy o nich zwłaszcza w odniesieniu do bliźnich, sprzeciwiając się każdemu możliwemu stwierdzeniu świętości kogoś drugiego, jeśli tylko zauważymy w nim cień jakiejś niedoskonałości.


Należy zauważyć, że dużo łatwiej jest dostrzec braki w duszach wspaniałomyślnych, gorliwych, o silnej woli, które pędzą wprost ku świętości, niż w duszach, które liczą się z każdym krokiem i z drżeniem koncentrują się tylko na tym, żeby nie upaść. Święci nie byli bojaźliwi ani drobiazgowi, ale odważni w realizacji swych zamiarów. Nie mówimy, że byli zarozumiali, ale odważni. Nie gubili się w błahostkach, ale dążyli do tego, co istotne. „Ci, którzy nigdy nie walczą – mówi św. Jan Chryzostom – nigdy nie są ranni; kto z odwagą atakuje nieprzyjaciela, często jest ranny”.


Refleksja ta nie jest bezużyteczna, ponieważ jest bardzo ważne, aby dusze i kierownicy dusz nie zaniedbywali tego, co istotne, dla spraw drugorzędnych. Tymczasem oto jak Jezus, kontynuując swoje bardziej niż matczyne pouczenie, dodawał odwagi siostrze Konsolacie:


Chciałabyś, abym obiecał, że nie pozwolę ci nigdy upaść, ale że będziesz zawsze wierna, zawsze doskonała? Nie, Konsolato, nie chcę cię łudzić, dlatego mówię ci, że popełnisz błędy, niedoskonałości i niewierności; one posłużą ci do postępu, ponieważ skłonią cię do wielu aktów pokory.

Łatwo jest duszy utrzymać się w zaufaniu, gdy cieszy się łaskami Bożymi. Nie można jednak tego samego powiedzieć, gdy kroczy ona w ciemnościach ducha. Dlatego Jezus, przygotowując siostrę Konsolatę także do tej ewentualności, umacniał ją w ten sposób (27 listopada 1935 r.):

Tak, Konsolato, dziś niebo twojej duszy jest piękne jak niebo nad tobą. Widzisz? Jest zaróżowione i lazurowe. Ale wkrótce na to piękne niebo miłości i zaufania najdą gęste chmury ciemności. (...)
Odwagi, Konsolato! Będą to dni owocnej próby, kiedy będziesz mogła okazać Bogu czynami twoją miłość i zaufanie do Niego! Och, ufaj, ufaj zawsze Jezusowi! Gdybyś wiedziała, jak bardzo się tym raduję!
Dawaj Mi zawsze tę pociechę, że ufasz Mi, także pośród ciemności śmierci; dawaj Mi zawsze radość, niezależnie od ciemności, w jakich się znajdujesz, mówiąc: „Jezu, ufam Tobie, wierzę w Twoją miłość do mnie i zawierzam Tobie!”.

Tak w rzeczywistości postępowała siostra Konsolata, zachowując niezachwianą ufność, a nawet coraz bardziej ją pogłębiając. Od 14 sierpnia 1934 roku, od wigilii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, składała na ręce Matki Niebieskiej napisany własną krwią następujący ślub zaufania: „Mamusiu, w Twoje ręce składam mój ślub, który czynię dobremu Bogu, że zawsze będę ufać w Jego dobroć, w Jego miłosierdzie, w jakimkolwiek stanie znajdzie się moja dusza, i zawsze będę wierzyć w to, co mi obiecał. O słodka Mamusiu, z Twoją pomocą chcę oczekiwać, ufać i wierzyć, że otrzymam to wszystko od Wszechmogącego i dobrego Boga. Mój Boże, kocham Cię i ufam Tobie!”.


Zwroty: „Mój Boże, ufam Tobie!” lub „Jezu, ufam Tobie!” w pismach siostry Konsolaty powtarzają się często. Są jakby pieczęcią każdego jej postanowienia, każdego podniesienia się po jakiejś niewierności, każdego zrywu ku doskonałości. Czy należy się dziwić, że Serce Jezusa pozwoliło się zdobyć dzięki tak wielkiemu zaufaniu? Dary Boże, wspaniałe obietnice, uczynione przez Niego siostrze Konsolacie, wszystko to jest owocem, a równocześnie nagrodą, za tę jej ufną miłość. Siostra Konsolata uwierzyła, ale uwierzyła wiarą, która nie tylko przenosi albo raczej obraca w proch góry własnych niedoskonałości, ale poddaje wszechmoc samego Boga na służbę stworzeniu. Jezus potwierdził to:


(6 sierpnia 1935 r.): Czy wiesz, co Mnie przyciąga do twojej duszy? Jest to bezgraniczne zaufanie, jakie masz do Mnie.
(20 października 1935 r.): Zaufanie ślepe, dziecięce, bez granic, niezmierne, które masz do Mnie, tak bardzo mi się podoba. Dlatego pochylam się nad tobą z taką miłością i taką czułością.

Dzięki temu zaufaniu będzie w niej czynił rzeczy przedziwne (8 października 1935 r.):


Ja uczynię w Konsolacie rzeczy przedziwne, ponieważ twoje zaufanie do Mnie nie napotyka na przeszkody. Ty wierzysz Jezusowi, Jego miłosiernemu Sercu. Otóż wszystko jest możliwe dla wierzącego! (por. Mk 9,22).

Ze względu na to zaufanie zaprowadzi ją na szczyty świętości (8 listopada 1935 r.):

Gdybyś polegała na sobie samej lub szukała oparcia wyłącznie w jakimś stworzeniu, aby osiągnąć szczyt, posuwałabyś się z szybkością ślimaka. Ty jednak ufasz jedynie Jezusowi, oparłaś się na Wszechmocnym, dlatego Ja dokonam cudów, wzniesiemy się wysoko.

Ze względu na to zaufanie Jezus wleje w jej duszę bogactwa swego Boskiego Serca:


Konsolato, nie stawiaj granic twemu zaufaniu do Mnie, a Ja nie będę stawiał granic moim łaskom dla ciebie.

Właśnie ze względu na zaufanie uczyni On siostrę Konsolatę nie tylko apostołką w świecie, ale także apostołką apostołów. Tę obietnicę złożył jej po raz pierwszy 22 października 1935 roku: Konsolato, uczynię cię apostołką apostołów. Później, 10 grudnia 1935 roku, potwierdził to i wyjaśniał:


Ten Bóg, któremu spodobało się uczynić z tej małej duszy, dzięki jej wielkiemu zaufaniu wobec Niego, apostołkę apostołów, potrafi także obdarować tę duszę równie wielką wspaniałomyślnością, która pozwoli jej przezwyciężyć wszelkie próby i doprowadzić zwycięską na upragniony szczyt.

3 listopada 1935 roku skierował do niej słowa pociechy co do czekających ją prób:


Konsolato, nie bój się niczego. Nikt nie będzie w stanie zatrzymać cię w tym zawrotnym pędzie ku celowi; nikt, ponieważ Ja jestem w tobie, a ty jedynie ślepo i całkowicie ufasz twojemu Jezusowi. Rozkoszuję się tym. Zobaczysz, co potrafię zrobić z Konsolaty.
Nie bój się niczego i nikogo. Masz Boga z sobą, który myśli za ciebie, który cię strzeże jak źrenicę swoich oczu. Przyrzekam ci, że w pełni odpowiesz na plany, jakie Jezus ma względem Ciebie. „Kto wierzy we Mnie, rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza” (por. J 7,38).
Och, ufaj, ufaj zawsze Jezusowi! Gdybyś wiedziała, jak bardzo tym się rozkoszuję! Daj mi tę radość, że ufasz Mi także pośród ciemności śmierci.
Nie bój się nigdy niczego, ufaj Jezusowi całkowicie, jedynie i zawsze Jemu. Także wtedy, gdy ogarną twoją duszę ciemności, wówczas jeszcze mocniej powtarzaj: „Jezu, nie widzę Cię, nie czuję Cię, ale ufam Tobie!”. Postępuj w ten sposób w każdej próbie.
Twoje zaufanie do Mnie jest wielkie, Konsolato.
Pozwól, by w dniach próby stało się heroiczne!

Ono było heroiczne. Podczas rekolekcji w 1942 roku, kiedy już wchodziła na swoją kalwarię, w dzienniku zapisała słowa, które warto przytoczyć:


„Duszo moja, czy możesz powiedzieć w obliczu Boga, że po dzień dzisiejszy zawsze walczyłaś? Czy osiągnęłaś wymaganą doskonałość? Czy dochowałaś wierności podjętym zobowiązaniom? (...) Mój Boże, jaki wstyd, jaka nikczemność! (...) O Jezu, nie chcę się ani poniżać, ani zniechęcać, lecz chcę od tej chwili, z Twoją pomocą, powstawać, walczyć, wytrwać w walce, abym i ja mogła w chwili śmierci ze św. Pawłem powiedzieć: W dobrych zawodach wystąpiłam, bieg ukończyłam, wiary ustrzegłam (2 Tm 4,7)”.


„Wiem, że czeka mnie ciągła walka, wyczerpująca, mocna, codzienna, aby mnie obudzić ze snu: walka myśli, by zachować rozum, język i serce nieskalanymi. Wiem, że czeka mnie największy wysiłek, aby nieustannie okazywać Ci miłość, aby widzieć Cię we wszystkich, aby mówić «tak» na każde Twoje żądanie. Wiem także, że nienawiść szatańska wykorzysta wszelkie sytuacje, aby mi przeszkodzić i zatrzymać w miłosnym wznoszeniu się do Ciebie”.


„Dlatego rozpoczyna się decydująca bitwa przeciw mnie samej, przeciw stworzeniom, przeciw wrogowi. Jezu, nie chcę wejść do nieba ani minutę wcześniej niż Ty to ustaliłeś, ale także ani minutę później z własnej winy. Jeśli Ty jesteś we mnie, któż będzie przeciw mnie?” (por. Rz 8,31).


„Jezu, chcę od tej chwili aż do śmierci nie dopuścić ani jednej myśli zniechęcenia czy zwątpienia. Jezu, chcę, gdy się tylko zbudzę, zaczynać od aktu miłości ku Tobie i kontynuować go, mimo wszelkich nieprzyjacielskich ataków, aż do chwili, gdy wieczorem zasnę. Jezu, zawsze z Twoją pomocą, chcę Cię we wszystkich widzieć, mówić do Ciebie, służyć Ci. Jezu, chcę odpowiadać «tak» na każde Twoje bezpośrednie lub pośrednie żądanie, każdą ofiarą, każdym aktem miłosierdzia, i wszystko wypełniać z miłością i uśmiechem. Jezu, chcę przeżywać każdą chwilę i tę także, trwając w miłości, w całkowitym oddaniu się Twojej Boskiej woli, dla Ciebie i dla dusz! Jezu, chcę dzięki Twojej łasce pozostawać w pokoju i zawsze uśmiechać się, zawsze, niezależnie od stanu mojej duszy”.


„Jezu, dzięki Twojej pomocy nie cofam się. A więc, mając obowiązek postępowania do przodu, dlaczego mam się ociągać? Po co sprawiać, by wróg śmiał się z powodu naszego zatrzymywania się w drodze, z powodu naszych zniechęceń i zwątpień? (...) Nie, już nigdy więcej! Chcę z Twoją pomocą iść naprzód. I kiedy upadnę na mojej drodze, chcę, ufając Tobie – od razu powstawać, nawet gdyby to było tysięczny raz, i w ostatnim momencie dnia energicznie podejmować moją pieśń, jak gdyby nic się nie stało. Dobry Jezu, błogosław i zachowaj tę Twoją wolę we mnie!"


Ileż dobrej woli, ileż wspaniałomyślności i ile zaufania w tej małej duszy! Zaufania, które ona, przekonana wewnętrznie o swojej nicości, doświadczając codziennie własnej słabości, opierała na Bożej miłości, wszechmocy, na wierności Serca Jezusowego. Napisała: „Pewnego ranka, w dniu skupienia [sądzę, że było to latem 1931 roku], nie mogąc razem ze współsiostrami z nowicjatu nawiedzić Jezusa w Najświętszym Sakramencie, udałam się sama przed tabernakulum. Otwarłam książkę na dzień skupienia i przeczytałam: «Wierzę, że jesteś wszechmogący!». To zdanie poruszyło mnie. Zamknęłam książkę i zostałam w pełni oświecona światłem Bożym. Wszechmoc Boża! Zrozumiałam, że mimo wszystkich moich skrajnych słabości i nędzy, Bóg może uczynić mnie świętą. Razem z tym światłem poczułam nową mocną nadzieję: zaufanie do Boga! Jeśli jest wszechmogący, jeśli może wszystko, może także zrealizować moje niezmierne pragnienia! I od tej chwili uwierzyłam, że wszystko się stanie. O, Jezu, jeśli tej nocy Twoje słabe stworzenie ze zdecydowaną wolą może Ci powiedzieć: «Jestem gotowa na wszystko», to komu to zawdzięczam, jeśli nie wszechmocy Bożej, która zdziałała cud przemiany, która moją wrodzoną słabość zastąpiła Twoją Boską mocą?".


Siostra Konsolata mówi o pragnieniach niezmiernych. To, jakie one były i jakie były odpowiadające im Boże obietnice, można zobaczyć w jej życiu. Ona osiągnęła szczyt ufności, zachowując w sercu, mimo wszystko, bardzo mocną wiarę, zarówno jeśli chodzi o realizację swoich ogromnych pragnień miłości, cierpienia i dusz, jak też odpowiednich Bożych obietnic.


(...)


Wyprzedzając to, co zostanie sformułowane na następnych stronicach tej książki, na podstawie tego, co dotychczas powiedziano, można stwierdzić, że miłość, życie miłości, rzeczywiście prowadzi duszę do heroizmu we wszystkich cnotach, pozwalając jej przezwyciężyć słabości ludzkiej natury.




Źródło: Orędzie miłości Serca Jezusa do świata. Duchowa droga s. Konsolaty Betrone, o. Lorenzo Sales, Wydawnictwo Księży Sercanów, Kraków 2019

Fot. pixabay

178 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg