Medjugorie - kawałek Nieba na ziemi

Medjugorie jest bardzo bliskie mojemu sercu. To ziemia naznaczona obecnością Maryi – Tej, która zawsze prowadzi do Jezusa – i rzeczywiście, zawsze wyraźnie czuję tam tę Jej obecność, a także wielki pokój serca i jakby zanurzenie się w rzeczywistości niebiańskiej – pragnienie Nieba. W Medjugorie modlitwa różańcowa w ogóle mi się nie dłuży i potwierdza to też wiele osób. Ponadto odczuwam tam przynaglenie pozostawienia drugorzędnych spraw poza sobą, uporządkowania swojego życia, spowiedzi i przebaczenia moim winowajcom. Czasem pojawiają się łzy lub inne niespodziewane okoliczności, spotkania z ludźmi, które wiem, że nie były przypadkowe. Przychodzi zrozumienie, aby nie narzekać na żadne niedogodności, jak spiekota czy zmęczenie, ale ofiarować to Bogu. I także moją chorobę COVID-19, z którą wróciłam w tym roku z Medjugorie, też ofiarowałam Bogu... I ludzkie gadanie – również ("po coś tam jechała?"), a czasem i przeklinanie mnie za to...


Zdjęcia zrobiłam podczas dwóch moich pobytów w Medjugorie: w maju 2017 i w marcu 2021 roku. Uzupełniam je o fragmenty wywiadu z Vicką, zaczerpniętego z książki: "Historia Vicki. Najbardziej wyczerpujący wywiad udzielony przez Vickę, najstarszą z sześciorga wizjonerów z Medjugorie”.


PLAN MATKI BOŻEJ


Matka Boża powiedziała kiedyś, że to będą ostatnie takie objawienia na ziemi. Czy możesz to wyjaśnić?

VICKA: Tak. Rzeczywiście powiedziała, że to ostatni raz, kiedy pojawia się w taki sposób, i że więcej nie przyjdzie pod taką postacią. Nie wytłumaczyła, co to dokładnie znaczy. Przekazuję jedynie słowa Najświętszej Panienki, tak jak je usłyszałam.


Czy to prawda, że Matka Boża powiedziała, że jest to czas szczególnej łaski?

VICKA: To prawda, tak powiedziała. Wezwała nas też, abyśmy dobrze wykorzystali ten czas, kiedy jest wśród nas. Powiedziała, że daje nam tyle dobrego, lecz przez naszą wewnętrzną ślepotę nie dostrzegamy Jej darów i pozwalamy, by nas omijały. Musimy zacząć żyć prawdziwie w tym szczególnym okresie, ponieważ któregoś dnia będziemy żałowali tego, co nas ominęło.


Co możesz powiedzieć o tajemnicach?

VICKA: Otrzymałam dziewięć tajemnic. Wcześniej mówiłam tylko o trzeciej tajemnicy (o trwałym znaku). Mogę jedynie powiedzieć, że siódma tajemnica została pomniejszona o połowę dzięki naszym modlitwom i ofiarom. Najświętsza Panienka wzywa, byśmy się więcej modlili, żeby można było zmienić pozostałe tajemnice. Więcej nie mogę powiedzieć.



Najświętsza Panienka poprzez objawienia w Medjugorie pokazała swój wielki plan zbawienia świata i zbawienia dusz. Proszę, opowiedz o tym planie.

VICKA: To, że od tylu lat jest obecna tu, w Medjugorie, jest najlepszym dowodem Jej planu zbawienia świata. I tak powinniśmy o tym myśleć.

Najświętsza Panienka próbuje ocalić świat, lecz my zwykle odmawiamy wzięcia na siebie części odpowiedzialności za realizację tego planu. Najczęściej odsuwamy od siebie tę odpowiedzialność i zrzucamy ją na innych. Musimy jednak zapytać, kto odpowiada za świat, o którym tu mówimy.

Najświętsza Panienka twierdzi, że świat to nie są ściany. Świat to nie pola i lasy, Świat to my. Musimy zacząć pracować nad sobą, zmieniać się i ludzi wokół nas. W ten sposób możemy odmienić świat. Matka Boża powiedziała, że powinniśmy zacząć od nas samych i naszych rodzin. Od tego trzeba zacząć, inaczej nic się nie zmieni. Na początek musimy się modlić za siebie. Modlić się o łaskę, by nasze serca się odmieniły. Potem musimy włączyć całą resztę, Wszystko jednak zaczyna się od modlitwy.


Szatan atakuje wielki plan Najświętszej Panienki. Proszę, opowiedz o tym.

VICKA: Matka Boża rzeczywiście powiedziała kiedyś, że Szatan jest silny i ma wielką władzę. Chce nam przeszkadzać we wszystkim, co robimy. On naprawdę ciężko pracuje, mobilizując wszystkie swoje siły, aby przeszkodzić w realizacji planu Matki Bożej. On wie, że Boży plan jest poza jego zasięgiem, ponieważ miłość Pana jest bardzo silna, lecz mimo to nie ustaje w staraniach. Nigdy nie widziałam Szatana, lecz mogę opowiedzieć o doświadczeniu innej widzącej — Mirjany. Pewnego razu, gdy Mirjana mieszkała jeszcze w Sarajewie, Szatan ukazał się jej pod postacią przystojnego mężczyzny. Gdy przyszedł, Mirjana akurat się modliła. Mężczyzna zaczął ją wypytywać, dlaczego jest taka posłuszna Najświętszej Panience? Przecież Ona tylko każe jej robić różne rzeczy, podczas gdy on może dać jej i jej bliskim wszystko, co tylko zechce. Gdy Mirjana usłyszała jego głos, poderwała się i uciekła.

Podczas któregoś z późniejszych objawień Matka Boża powiedziała: „Widzisz, Mirjano, Szatan nie zawsze ukazuje się nam jako ktoś brzydki i straszny. Czasem pojawia się pod postacią kogoś miłego i atrakcyjnego. Próbuje przyciągnąć do siebie jak najwięcej osób”.

Mirjana powiedziała mi potem, że gdy Szatan do niej przyszedł, nie mogła mu spojrzeć w oczy, ponieważ wciąż nimi przewracał i strzelał na boki.


ROZMAWIAJĄC Z NAJŚWIĘTSZĄ PANIENKĄ


Czy możesz rozmawiać z Matką Bożą, o sprawach ziemskich, takich jak problemy innych ludzi albo trudności, z którymi ty sama się zmagasz?

VICKA: Przede wszystkim chcę wyłączyć siebie z tej rozmowy. Nigdy nie omawiam z Nią własnych problemów i nigdy się Jej nie skarżę. Ona z kolei mówi mi, co mogę opowiedzieć ludziom, którzy przyjeżdżają tu z całego świata.

Ludzie oczywiście przyjeżdżają z własnymi pytaniami i problemami. Bardzo niewielu pyta o coś tylko z ciekawości. Wiele osób ma naprawdę poważne kłopoty i przyjeżdża tu, by znaleźć ukojenie i prosić o łaskę i uzdrowienie. Najczęściej mówię im, że powierzam ich problemy, kłopoty duszy i ich życie Najświętszej Panience, i obiecuję się za nich modlić z całego serca. Bardzo ważne jest jednak i to, aby ludzie otwarli przede mną swoje serca i połączyli się ze mną w modlitwie podczas objawienia. Przypomniała mi się jedna szczególna historia, którą chciałabym opowiedzieć. Jest to historia włoskiego małżeństwa, które miało syna, jedynaka. Chłopak miał wypadek na motorze i był w śpiączce. Rodzice byli bardzo zamożni, lecz zaniedbali swoje życie modlitewne. Niedaleko nich mieszkała kobieta, która często przyjeżdżała do Medjugorie. Któregoś dnia spotkała ona na ulicy matkę chłopca. Kobieta była zapłakana i zrozpaczona. Powiedziała, że ich życie się rozpadło i nie mają już czego się uchwycić. Sąsiadka zaproponowała, aby kobieta pojechała do Medjugorie. Wyjaśniła jej, że jest tam Matka Boża. Że to nasza Matka i na pewno coś zaradzi.

Matka chłopca powiedziała, że nigdy szczególnie nie ciągnęło jej do Medjugorie. Przyznała wprawdzie, że słyszała o tym miejscu, ale nigdy nie przyszło jej do głowy, by się tam wybrać. Powiedziała, że planowali zawieźć syna do szpitala w Stanach, gdzie wszystko było już przygotowane. Lekarze nie mieli jednak pewności, czy chłopak przeżyje podróż. Oboje z mężem wiązali z tym wyjazdem ogromne nadzieje, lecz teraz wyglądało na to, że nic z tego. Ostatecznie rodzice postanowili udać się do Medjugorie.

Ich sąsiadka mnie znała i zapytała, czy nie poświęciłabym im kilku minut, ponieważ są naprawdę zrozpaczeni. „Mamy tylko jedno pragnienie — powiedział ojciec — aby pani poprosiła o uzdrowienie naszego syna. Jestem gotów oddać wszystko, proszę jedynie zapytać Matkę Bożą, ile potrzeba pieniędzy, a zapłacę. Nie chciałam z nim dyskutować. Zapewniłam go, że będę się modlić za jego syna i z całego serca polecać go opiece Najświętszej Panienki.

Następnego dnia znów do mnie przyszli. Przekazałam im wiadomość, którą otrzymałam dla nich od Matki Bożej: „Nie chcę ich pieniędzy. Chcę ich modlitwy. Proszę, aby zbliżyli się do mnie i mojego Syna". Następnego ranka o 10.15 ich syn wybudził się ze śpiączki i zaczął chodzić.

Teraz regularnie odwiedzają Medjugorie, by się tutaj modlić. Bóg chciał im pokazać, że mógł bez trudu uzdrowić ich syna już wcześniej, lecz zależało Mu, aby się do Niego zbliżyli. Teraz najważniejsza jest dla nich modlitwa, a wszystko inne zeszło na dalszy plan. Matka Boża powiedziała: „Nie chcę waszych pieniędzy, chcę, byście mi oddali swoje serca i swoje życie”.


To piękna historia. Dziękuję, że ją opowiedziałaś.

Być może komuś pomoże.


KRÓLOWA POKOJU


Matka Boża w jednym ze swych pierwszych orędzi powiedziała: „Przyszłam, aby przypomnieć światu, że Bóg istnieje”.

VICKA: Dokładnie. Na początku Matka Boża prosiła i przekonywała nas, że musimy się zacząć modlić do Boga oraz prosić o pokój. Zastanawialiśmy się, dlaczego tak dużo o tym mówi, skoro już wcześniej całymi rodzinami dużo się modliliśmy. Odmawialiśmy różaniec. Ona jednak prosiła, byśmy modlili się właśnie o pokój. Próbowała nam to tłumaczyć, mówiąc, że musimy się zacząć modlić i stawiać Boga na pierwszy miejscu w naszym życiu rodzinnym i osobistym. Myśleliśmy, że chodzi Jej o trwające wówczas walki w Iraku i Iranie (pierwsza wojna iracka) oraz o wszystkie wojny, jakie toczyły się wtedy na całym świecie. Aż w końcu któregoś dnia powiedziała: „Drogie dzieci, musicie się modlić i pościć. Post i modlitwa mogą nawet powstrzymywać wojny”. Powtarzała to tak często i z taką mocą, a mimo to wciąż nie rozumieliśmy, co ma na myśli.

I wtedy wybuchła wojna w Chorwacji, Bośni i Hercegowinie. Myślę, że niewiele wtedy pomogliśmy Najświętszej Panience.


Najświętsza Panienka pragnęła, aby tu, w Medjugorie, nazywać Ją Królową Pokoju. Pierwsze modlitwy, o jakie poprosiła, były modlitwami o pokój ‒ codziennie po siedem razy Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu. W jednym ze swoich wczesnych orędzi powiedziała raz jeszcze: „Nie wystarczy chcieć pokoju, musimy zaprowadzić pokój”.

VICKA: Matka Boża powiedziała dosłownie: „Jestem Królową Pokoju”. Stale powtarza, że musimy zacząć codziennie odmawiać co najmniej siedem razy Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu w intencji pokoju. I nie wystarczy sama modlitwa. Musimy budować pokój w naszych sercach, ale możemy to robić jedynie poprzez modlitwę. Matka Boża radzi, abyśmy ‒ zanim zaczniemy się modlić i budować ‒ wyrzucili z naszych serc wszystko, co przynależy do świata ciemności i grzechu, wyzbyli się złych intencji i myśli. Dopiero z czystymi sercami możemy zacząć budować pokój modlitwą.



Po części odpowiedziałaś już na moje następne pytanie. „Modlitwa serca, której uczymy się tu, w Maryjnej szkole modlitwy, jest wyrazem naszej miłości do Boga, który sam jest miłością. Czy jesteśmy w stanie znaleźć miłość w swoim sercu, stać się dziećmi miłości i modlić się z miłością, jeśli nie znajdziemy w sobie przebaczenia, akceptacji i pokoju?

VICKA: Skoro mówimy o przebaczeniu, powinnam wspomnieć o tym, co powiedziała Matka Boża: „Musimy najpierw wybaczyć sobie samym. Gdy będziemy potrafili wybaczać sobie, będziemy w stanie wybaczać również innym. Dopóki sobie nie wybaczymy, będziemy krążyć w miejscu i nic się w nas nie zmieni". Gdy Matka Boża mówi, że mamy się modlić, powinniśmy osiągnąć stadium, w którym modlitwa stanie się radością i my tę radość poczujemy. Dopóki czujemy się zranieni i niezdolni do wybaczania, ta radość nie ma wstępu do naszej duszy. Dla Najświętszej Panienki i naszego Pana nie ma grzechów niewybaczalnych. Musimy być wobec siebie otwarci. Musimy być gotowi wybaczać sobie samym. Gdy to zrobimy, wszystko stanie się prostsze.

Najświętsza Panienka powiedziała jeszcze: „Modlitwy serca nie można się nauczyć ani jej zbadać. Modlitwą serca się żyje i doskonali ją każdego dnia".

Ludzie często traktują modlitwę jak zwykłe powtarzanie słów, bez zastanawiania się nad ich sensem. Po takiej modlitwie czują się gorzej niż przed nią. Czasem się przez to zniechęcają i porzucają modlitwę, mówiąc: „zmówiłem dziś pięć różańców albo zrobiłem to czy tamto, a mimo to wciąż czuję się pusty w środku”. Tymczasem lepiej zmówić jeden raz Ojcze nasz, lecz wkładając w to serce i wyrażając modlitwą swoją miłość. Wszystko zależy od tego, co jest dla kogo dobre i co sprawia, że człowiek lepiej się czuje.


MODLITWA


Odpowiedz, proszę, na dwa pytania, które najczęściej zadają pielgrzymi: Jak się modlić? Co zrobić, gdy modlitwa przychodzi z trudem?

VICKA: Najlepsze, co mogę doradzić, to aby przed przystąpieniem do modlitwy postarać się odsunąć od siebie wszystkie myśli, które nas niepokoją, zarówno te błahe, jak i te ważne. Przede wszystkim należy sobie postanowić, że będziemy się modlić. Ludzie czasem mówią, że chcą się pomodlić, ale muszą jeszcze zrobić to i tamto, i co chwila spoglądają na zegarek. Tymczasem trzeba się zdecydować na poświęcenie pięciu czy dziesięciu minut na modlitwę. Niech to będzie czas wyłącznie dla Boga. Uznajmy, że nie ma wtedy nic ważniejszego.

Zaczynając każdy dzień w ten sposób, odkryjemy, że potem wszystko staje się prostsze. Najważniejsze, by mieć w sobie czyste, silne pragnienie modlitwy.


Nie słyszałem wcześniej określenia: czyste pragnienie. To rzeczywiście piękne.

VICKA: Matka Boża powiedziała jeszcze, że modlitwa i dobre uczynki są ze sobą powiązane. Jeśli ktoś chce odwiedzać chorych albo potrzebujących i robi to po to, by drugiemu człowiekowi ulżyć w niedoli, to jest to również forma modlitwy.


Matka Boża powiedziała kiedyś: „Dajcie sobie czas na modlitwę, a wszystko inne zostanie zrobione”.

VICKA: To prawda. Jeśli zaczynasz dzień od modlitwy, to potem wszystkie obowiązki same układają się tak, jak powinny. Tymczasem najczęściej robimy wszystko na opak. Przeważnie wykonujemy różne zadania, wypełniamy obowiązki, a dopiero gdy coś idzie nie tak, przypominamy sobie o Bogu i zaczynamy się modlić. Zwykle pamiętamy o Nim, gdy mamy problemy, a powinno być odwrotnie. Musimy przystępować do działania z Bożą pomocą, a wtedy wszystko będzie dobrze.


CIERPIENIE I CHOROBA


Czy zechciałabyś powiedzieć coś ludziom, którzy chorują?

VICKA: Matka Boża mówi, że gdy Bóg zsyła nam cierpienie, przeszkodę albo chorobę, to powinniśmy to przyjąć jako dar od Niego. Bóg wie, dlaczego zsyła nam określone dary, i nie odbierze ich tak po prostu. Dlatego wzywa, abyśmy byli cierpliwi.

Gdy spada na nas coś takiego, próbujemy się tego pozbyć, często zanim jeszcze w pełni to otrzymamy. Pytamy Boga: Dlaczego ja? Dlaczego nie ktoś inny? Matka Boża mówi, że musimy zrozumieć, dlaczego nas to spotyka — że ten dar jest przeznaczony właśnie dla nas i że powinniśmy za niego podziękować.

Musimy być otwarci i powiedzieć Bogu: „Dziękuję Ci, Panie, za ten dar i jestem gotów przyjąć także wszystko inne, co dla mnie przygotowałeś. Proszę jedynie, byś dał mi siłę, abym zdołał ponieść ten krzyż z miłością”. Matka Boża powiedziała, że nie jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić, jak ważne i potężne jest nasze cierpienie w oczach Boga.


Matka Boża wezwała nas, abyśmy „połączyli krzyż naszego życia z krzyżem Jezusa, Jej Syna, z wielką miłością i radością". Sama dajesz doskonały przykład takiego zjednoczenia. W 1984 roku, podczas jednego z objawień, Matka Boża zaskoczyła cię, gdy zapytała, czy przyjmiesz na siebie cierpienie według Jej intencji. Dała ci miesiąc na przemodlenie Jej wezwania. W tym czasie Matka Boża przestała ci się ukazywać. Opowiesz o tym?

VICKA: Nie byłam zaskoczona. Byłam raczej zdumiona, że Matka Boża wzywa, bym coś dla Niej zrobiła. Nie sądziłam, że mogę cokolwiek dla Niej zrobić. To przecież Ona tak wiele robiła dla mnie.

To, że przez miesiąc nie mogłam oglądać Najświętszej Panienki, samo w sobie było dla mnie ogromnym poświęceniem. Najwyraźniej był to czas do namysłu, modlitwy i przyjęcia tego wezwania jako łaski. Myślałam sobie: Boże, co takiego mogę zrobić dla Matki Najświętszej. Wiedziałam, że nie potrzebuję całego miesiąca. Byłam gotowa zgodzić się od razu, bez względu na to, co Matka Boża dla mnie zaplanowała. Z utęsknieniem czekałam, aż ten miesiąc się skończy, abym mogła Jej oświadczyć, że z radością zrobię wszystko, co chce. Dla mnie było to coś wspaniałego, że ja, taka niepozorna, mogę coś zrobić dla Matki Bożej. Poczułam się ważna, bo Najświętsza Panienka wezwała mnie, bym coś dla Niej zrobiła.

Podczas kolejnego objawienia powiedziałam Matce Bożej: „Najdroższa Pani, Ty wiesz, ile mogę zrobić. Dla Ciebie zrobię wszystko. Wykorzystaj mnie najlepiej, jak potrafisz". I tak to się zaczęło.


To wtedy spadło na ciebie straszne cierpienie w postaci guza w mózgu, z którym zmagałaś się przez cztery lata?

VICKA: Tak, wtedy zaczął się problem z moją głową. Gdy ból się nasilał, coraz częściej zapadałam w śpiączkę. Rodzina ogromnie się o mnie martwiła, bo nie chciałam iść do szpitala. Aż któregoś wieczora Jakov (widzący) zapytał podczas objawienia Najświętszą Panienkę, co powinniśmy zrobić. I Ona odparła, że powinnam pójść do szpitala. W szpitalu w Zagrzebiu wykonano wszystkie badania, włącznie z tomografią. Okazało się, że w tylnej części mózgu znajduje się guz. Lekarze nie byli jednak w stanie nic z nim zrobić.


Pamiętam, że gdy przyjechałem do Medjugorie po raz pierwszy, w 1986 roku, potwornie cierpiałaś z powodu guza. To był naprawdę poruszający widok: ci wszyscy pielgrzymi zgromadzeni pod twoim domem i odmawiający różaniec od świtu do nocy. A ty po wybudzeniu się ze śpiączki wychodziłaś do nas i pozdrawiałaś z tym twoim rozbrajającym uśmiechem. Byłaś wtedy jeszcze zupełnie młodą dziewczyną, a dzielnie modliłaś się z nami i opowiadałaś o swoich spotkaniach z Matką Świętą. I potem wracałaś do łóżka. Zostałaś uwolniona od guza we wrześniu 1987 roku. Szkoda, że tak niewiele osób wie, że do dziś doświadczasz wielkiego fizycznego cierpienia pod najróżniejszymi postaciami.

VICKA: Być może wydaje ci się, że dużo cierpię i mam mnóstwo problemów. Ja natomiast twierdzę, że nic mi nie dolega. Nawet kiedy czuję się źle, przyjmuję to z wielką miłością. Nie myślę o tym, a jedynie cieszę się, że Bóg zesłał mi taką łaskę. Nigdy nie mówię: „Boże, dlaczego? Nie zniosę tego dłużej. Już wystarczy, proszę, uwolnij mnie od cierpienia". Nawet gdy choroba jest długa, a na nią nakłada się jeszcze coś innego, zawsze mówię: „Dziękuję Ci za to, Panie”. To dla mnie wielka radość cierpieć dla naszego Pana i Matki Bożej.


Czy całe twoje cierpienie fizyczne ma bezpośredni związek z cierpieniem, na którego przemodlenie Matka Boża dała ci w 1984 roku miesiąc? Wydaje się, że istnieje jakiś głębszy, mistyczny wymiar tego, do czego Najświętsza Panienka cię wówczas wezwała.

VICKA: To dwie różne sprawy. Nie chcę mówić zbyt wiele o cierpieniu mistycznym, ponieważ Matka Boża nie chciała, bym robiła szum wokół tego, do czego mnie wezwała. Chciała, abym coś dla Niej zrobiła, a ja z miłością się zgodziłam. Być może kiedyś, w przyszłości, jeśli Najświętsza Panienka będzie tego chciała albo zajdzie konieczność, bym o tym opowiedziała, zrobię to.


NIEBO, CZYŚCIEC, PIEKŁO


Proszę, opowiedz o tym, jak Najświętsza Panienka pokazała ci niebo, czyściec i piekło. VICKA: Byłam wtedy z Jakovem w jego domu (Jakov to najmłodszy z widzących). Matka Boża przyszła do nas niespodziewanie i poprosiła, żebyśmy z Nią poszli, bo chce nam pokazać niebo, czyściec i piekło. Jakov miał wtedy zaledwie dziesięć lat i pomyślał, że gdy pójdziemy do nieba, to już nie wrócimy. Dlatego odparł: „Najświętsza Matko, może zabierzesz do domu tylko Vickę — ona ma braci i siostry, a ja jestem jedynym dzieckiem moich rodziców". Ja z kolei zastanawiałam się, ile dni będziemy podróżowali i czy będziemy przekraczać granice nieba i ziemi. Najświętsza Panienka nic nie powiedziała tylko wzięła mnie za prawą, a Jakova za lewą rękę i zabrała nas ze sobą. Zobaczyliśmy, jak sufit rozstępuje się tylko na tyle, abyśmy mogli się przez niego przedostać, i w mgnieniu oka znaleźliśmy się w niebie. Niebo to ogromna, niezmierzona przestrzeń. Istnieje tam szczególny rodzaj życia, który na ziemi zupełnie nie występuje. Widzieliśmy ludzi w różowych, żółtych i szarych szatach. Spacerowali, modlili się i śpiewali, a wokół krążyli aniołowie. Widzieliśmy niewielkie grupki modlących się i śpiewających, lecz nie rozumieliśmy ani słowa. Musieli mówić w innym, niebiańskim języku. W sercach czuliśmy nieopisaną radość. Najświętsza Panienka poprosiła, abyśmy dobrze się przyjrzeli radości wypełniającej tych, którzy są w niebie. To zupełnie wyjątkowa radość, której nie sposób doświadczyć na ziemi. Opisuję to zwykłym, ludzkim językiem, ale to wszystko jest zdecydowanie piękniejsze. Czy czułaś obecność Boga, gdy byłaś w niebie? Realną bliskość Stwórcy? VICKA: Gdy wchodzi się do nieba, bardzo silnie odczuwa się oddzielenie od życia ziemskiego i moment wkroczenia w zupełnie inne, nowe życie. Doświadcza się jakby unoszenia w powietrzu i wyraźnie czuje się moment przekroczenia tej granicy.


Czy Matka Boża zabrała was również do czyśćca? Mogliśmy zobaczyć czyściec. Nie przeszliśmy jednak przez niego, tylko przed nim staliśmy. Czyściec to wielka przestrzeń. Nie widzieliśmy ludzi ani twarzy. Było bardzo ciemno i mgliście i tylko czuliśmy obecność ludzi udręczonych i cierpiących. Czyściec to miejsce, w którym dusze są oczyszczane przed przejściem do nieba. Matka Boża powiedziała, że są im potrzebne nasze modlitwy, że musimy się za nie modlić, by je stamtąd wydostać. Często słyszałem o ogromnym cierpieniu dusz czyśćcowych, które są w pełni świadome Boga, lecz nie są w stanie Go zobaczyć, wejść w krąg Jego światłości. VICKA: Właśnie dlatego Matka Boża wzywa, abyśmy my pozostawali w tym świetle i modlili się za tamte dusze, by jak najszybciej mogły się stamtąd wydostać. Matka Najświętsza mówi, że musimy się za nie modlić jak najwięcej, by przyśpieszyć ich przejście z mroku do światłości nieba. A co widzieliście w piekle? VICKA: Piekło również jest niezmierzoną przestrzenią. Widzieliśmy ogień, diabły i ludzi o odrażającym wyglądzie. Wszyscy byli udręczeni i przeklinali Boga. Mieli rogi i ogony i naprawdę wyglądali jak diabły. Zauważyłam kobietę o długich, jasnych włosach, która wchodziła w morze płomieni, i widziałam, jak próbuje walczyć z ogniem. Diabły rzucały się na nią ze wszystkich stron. Jej wygląd stawał się coraz bardziej groteskowy. To było potworne. Niech nas Bóg ma w swej opiece.


SPOWIEDŹ


Dla nas, katolików, ważne jest, aby dobrze się spowiadać. Za pośrednictwem kapłana Jezus wybacza nam grzechy, lecz bywa, że my sobie nie wybaczamy.

VICKA: Ważne jest, aby przed przystąpieniem do spowiedzi pomodlić się o łaskę, by nasza spowiedź była szczera, i o pokój duszy. Kapłan udziela nam błogosławieństwa i rozgrzeszenia w sakramencie pokuty. Jeśli jednak w naszych sercach nie ma pokoju, tylko się oszukujemy. Kapłan nie może wiedzieć, co mamy w sercach. Gdy spowiadamy się z pokojem w duszy, spowiadamy się dobrze.

PIĘĆ FILARÓW WIARY Matka Najświętsza nazywa nas wszystkich „swoimi drogimi dziećmi”. To, do czego nas wzywa, zostało wyrażone w Medjugorie jako pięć filarów wiary: modlitwa, post, spowiedź, Eucharystia i Pismo Święte. VICKA: Każde słowo Matki Bożej jest dla nas ważne, lecz owe pięć filarów to słowa najważniejsze. Najświętsza Panienka mówi, że jeśli włączymy je do naszego życia rodzinnego, to z ich pomocą będziemy mogli realizować pozostałe orędzia, które do nas kieruje.


UZNANIE OBJAWIEŃ


Wiem, że spotkałaś się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Na przestrzeni lat wielokrotnie bardzo dobrze i ciepło wyrażał się o Medjugorie. Gdy raz zapytano go o to miejsce, powiedział: „Wierzę, wierzę, wierzę”.

VICKA: (…) Ojciec Święty udzielił swego błogosławieństwa zarówno ojcu Jozowi, jak i mnie. Zachęcał nas, byśmy nadal głosili przesłanie Matki Bożej i złożył pod błogosławieństwem swój podpis. Błogosławieństwa zostały nam dostarczone w tym samym czasie. (…) Wiadomość od Ojca Świętego brzmiała: „Dziękuję ci i niech Matka Święta nie przestaje ci błogosławić. Dziękuję ci za opiekę nad Jej orędziem.” (…)


Kardynał Ratzinger, jeszcze zanim został papieżem Benedyktem XVI, powołał komisję badającą objawienia w Medjugorie. Stwierdził, że wydarzenia te należy badać na dwóch poziomach.

Oto one: pierwszy: fakty − szóstka widzących, drugi: owoce objawień w Medjugorie.

Nie ma wątpliwości, że owoce płynące z objawień Matki Bożej w Medjugorie są zdumiewające dla Kościoła i całego świata. Miliony nawróconych. Tysiące nowych grup modlitewnych, rodzin różańcowych itp., które założono w najróżniejszych miejscach na świecie. (…) Tyle modlitw, tyle nawróceń, jest to niewątpliwie wielka odnowa całego Kościoła.

VICKA: Zgadzam się ze wszystkim, co powiedziałeś.


To wielka szkoda, że Kościół nie jest w stanie przyśpieszyć procesu oficjalnego uznania objawień.

VICKA: Ja tak nie uważam. Wydaje mi się, że Matka Boża wie o wszystkim i ma specjalny plan. Nie powinniśmy się spieszyć, ponieważ wszystko, co się dzieje, i losy każdego z nas toczą się właśnie według Jej planu. Często mamy ochotę coś przyspieszać, brakuje nam cierpliwości. Tymczasem Matka Boża mówi: „Nie martwcie się o to, czy Kościół uzna objawienia. Waszym zadaniem jest pracować nad sobą. Przyjmować moje orędzia i według nich żyć, ja zaś zajmę się objawieniami i uznaniem Kościoła".



Źródło: „Historia Vicki. Najbardziej wyczerpujący wywiad udzielony przez Vickę, najstarszą z sześciorga wizjonerów z Medjugorie”. wyd. św. Stanisława BM, Kraków 2015

Fot. VICONA

Ostatnie posty