Rodzina jak malowana




Ona: żona, matka, malarka. On: mąż, ojciec, głowa rodziny. Jest też dziecko, ich skarb. Gosia, Darek i Justynka Waszkiewicz. Zwykła rodzina: dwa plus jeden. A jednak niezwykła. Pod wieloma względami mieli w życiu trudniej, nie tylko przez niepełnosprawność, którą mają oboje rodziców, ale także przez świat, który patrzy na takich jak oni z pewnym dystansem. Ale pomimo przeciwności, znajdując oparcie w Bogu, pokonali swoje ograniczenia i nie tylko tworzą szczęśliwą rodzinę, ale są także świadectwem dla innym, zdrowych i chorych, którzy nie mają takiej siły, aby zmagać się ze swoimi codziennymi trudami. Gosia Jest po dziecięcym porażeniu mózgowym. W wyniku choroby nastąpił całkowity niedowład kończyn górnych i uszkodzenie mowy. Na swojej stronie internetowej tak pisze o sobie: „Odkąd sięgam pamięcią zawsze posługiwałam się stopami, w dużym stopniu to one zastąpiły mi ręce. Stopą prasuję, przyszywam guziki, odkurzam, piorę, piszę, posługuję się komputerem. Stopą również maluję”. Jest samoukiem. Dzięki malarstwu na nowo nabrała chęci do życia i sił do walki z przeciwnościami losu. Dzięki swojej pracy mogła pomagać innym. Ma za sobą kilka wystaw indywidualnych i zbiorowych. Bierze też udział w wielu akcjach dobroczynnych, przekazując swoje prace na rzecz osób potrzebujących pomocy. Od 1999 roku należy do Ogólnoświatowego Stowarzyszenia Artystów Malujących Ustami i Nogami, którego została stypendystką. Razem z mężem jest też zapraszana do szkół, domów dziecka, kościołów aby dawać swoje świadectwo. W przeszłości jednak bardzo długo była zbuntowana wobec Pana Boga. Zadawała Mu wciąż jedno pytanie: dlaczego jako jedyna spośród swoich czterech sióstr jest niepełnosprawna? Po latach zrozumiała, że Bóg ma dla niej plan: chce, aby niosła innym nadzieję i pokazywała, że mimo niepełnosprawności można w życiu dużo osiągnąć i nie poddać się. Bo nie trzeba mieć sprawnych rąk, tylko sprawne serce. Można znaleźć szczęście, mimo cierpienia jakie nas doświadcza, ale pod warunkiem, że Bóg jest obecny w życiu człowieka. Dzisiaj jest szczęśliwa, gdyż spełniły się jej marzenia o swojej drugiej połówce, o kimś, kto pokocha ją taką jaka jest. Ma więc swój dom, ma Darka- kochanego męża i ma Justynkę-śliczną córeczkę. Jednak gdy zaszła w ciążę, lekarze pukali się w czoło z powątpiewaniem, jak da sobie radę. Ona jednak udowodniła, że potrafi dobrze zająć się córką, nie tylko dając jej swoją miłość, ale i praktyczną opiekę; karmiąc ją, przewijając, bawiąc się, a wszystko to robiąc stopami. Dzisiaj ufa, że Pan Bóg wiedział co robi dając jej niepełnosprawność. Ona uczyniła ją silniejszą. Ale jak mówi, jej cierpienie jest niczym przy cierpieniu Pana Jezusa. Codziennie z Nim rozmawia. Prosi, żeby pomógł jej wychować Justynkę na dobrego człowieka. Mówi: "Dzisiaj patrząc z perspektywy czasu na swoje życie, sądzę że jak na kogoś, kto ukończył tylko szkołę podstawową, to i tak dużo osiągnęłam i mam naprawdę wielkie ŁASKI od BOGA. Kosztowało mnie to naprawdę sporo wysiłku.” Darek Wychowywał się w rodzinie, która nie potrafiła przekazać mu wzorców wiary, dlatego jako młody chłopak nie miał relacji z Panem Bogiem. Choroba alkoholowa taty i inne życiowe zakręty spowodowały, że trafił do domu dziecka, w którym też on sam nie należał do najbardziej zdyscyplinowanych wychowanków… Wiara przyszła później. Modlił się o żonę prosząc: „Boże, daj mi żonę, może być chora, ale niech będzie.” Na początku, gdy poznał Gosię, nie rozumiał co mówi, ale zaintrygowała go, był ciekawy jak maluje. Dzisiaj nie wyobraża sobie bez Gosi życia, nie przeszkadza mu jej niepełnosprawność. Sam również w mniejszym stopniu jest niepełnosprawny: ma słaby wzrok i niedowład lewej stopy, przez co kuleje. Mówi ze smutkiem, że ludzie patrzą dziś tylko na urodę, na piękno zewnętrzne, a nie na duszę... Justynka To prawdziwy dar od Boga. Jest zdrowym, żywym i bardzo pogodnym dzieckiem. Ale tuż po narodzeniu jej życie było zagrożone, ponieważ wskutek niewłaściwie dobranej dawki znieczulenia podanej matce, serce dziecka przestało bić. Oboje bardzo się o nią modlili. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a wkrótce okazało się też komu zawdzięczają ocalenie dziecka: zmarłej przed narodzeniem Justynki matce chrzestnej Gosi, które we śnie wyznała Darkowi, że wstawiła się za dziecko u samego Pana Boga… Rodzina Ludzie pytają, jak dają sobie radę? Wątpią, że są w stanie funkcjonować jak normalna rodzina i żałują Darka, że musi opiekować się żoną, jak dużym dzieckiem. Gdy im ze spokojem opowiada o tym, co Gosia potrafi w domu zrobić stopami, nie mogą wyjść z podziwu. Oboje widzą jak Pan Bóg cały czas prowadzi ich rodzinę, jak pomaga. Wierzą, że podczas spotkań, na których dają publicznie swoje świadectwo, to Duch Święty podpowiada im co mówić. Zamiast układać specjalne przemówienie, po prostu modlą się przed każdym wystąpieniem i odpowiednie słowa zawsze przychodzą. Na spotkaniach często ludzie płaczą i dziękują za nadzieję, które ono im dało. Wiarę, którą żyją starają się przekazać córce (za kilka lat planują także posłać ją do katolickiej szkoły), wychodząc z założenia, że najważniejsze to kochać Pana Boga, bo z tej miłości wypływa wszystko inne, jak szacunek do rodziców i innych ludzi. Ważne, aby budować swoje życie na solidnym fundamencie jakim jest Bóg. Wierzą i doświadczają także w praktyce tego, że dobro które dają innym, wraca do nich, bo miłość to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli...

Fot. VICONA / CC BY-NC-ND 4.0

Tekst: Dorota Porzucek

39 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg