Walka z grzechem – duchowość dla świeckich




Gdy zaczynamy podróż duchową, walka z grzechem może się okazać szczególnie ciężka. Niewiedza na temat tego, co jest dobre, a co złe musi ustąpić miejsca prawdziwemu zrozumieniu. Nawrócenie musi się pogłębić. Głęboko zakorzenione przyzwyczajenia trzeba wystawić na światło i moc łaski.


(…) każda dusza bez wyjątku, jakkolwiek głęboko byłaby unurzana w mule grzechu i nieuporządkowanym życiu, jest powołana nie tylko do tego, by zacząć podróż ku zjednoczeniu z Bogiem, ale by ją ukończyć pomyślnie, dostąpiwszy duchowych zaślubin. (…)


Duchowość dla świeckich: „życie pobożne"


Do czasów św. Franciszka Salezego księża, zakonnice oraz mnisi pisali niemal wszystkie możliwe rodzaje książek poświęcone życiu duchowemu. Mimo, że prace te zawierały wiele rzeczy użytecznych i dla ludzi świeckich, a ich autorzy często faktycznie podejmowali próby odniesienia opisywanych spraw do życia świeckiego, tym niemniej skupiały się one szczególnie na życiu zakonnym. Św. Franciszek postanowił napisać książkę przeznaczoną przede wszystkim dla ludzi żyjących w „świecie”. W roku 1609 opublikował Filoteę, czyli drogę do życia pobożnego, która to książka od tamtej pory jest wciąż wznawiana.


Św. Franciszek jasno przedstawia swój cel:


Ci, którzy dotychczas pisali o pobożności, prawie wszyscy mieli na celu nauczanie osób od świata bardzo oddalonych; przynajmniej zaś nauczali tego rodzaju pobożności, która prowadzi do zupełnego odosobnienia od świata.
Ja tymczasem mam zamiar mówić do ludzi żyjących po wsiach, po miastach czy w końcu po dworach; do ludzi, którzy z racji swojej pozycji powinni prowadzić na zewnątrz zwyczajne życie (...)

Co św. Franciszek rozumie przez pobożność? W rzeczywistości, gdy mówi o życiu „pobożnym", to ma na myśli życie gorliwe, życie w poświęceniu, życie uporządkowane we wzrastaniu w świętości. Zastanówmy się nad jego definicjami.


Najpierw stara się on pokazać, czym nie jest prawdziwa pobożność. Martwi się tym, że powszechne rozumienie pobożnego życia zawiera wiele zniekształceń, a nawet propaguje fałszywą duchowość.


(...) każdy maluje pobożność na podobieństwo własnych skłonności i urojeń. Ten, oddany postom, sądzi, że jest pobożny, chociaż w zanadrzu, trzyma gniew i zawiść – nie śmie zwilżyć języka nawet kroplą wody, a nie waha się przez oszczerstwo i obmowę nurzać go we krwi bliźniego. Tamten ma się za pobożnego, dlatego że codziennie odmawia ustami mnóstwo pacierzy, a przecież te same usta wydaje na łup zuchwałym, gniewnym i krzywdzącym słowom, wymierzonym przeciw swoim domownikom i sąsiadom.

Dalej św. Franciszek opisuje innych, dających pieniądze biednym, ale nie mających zrozumienia i przebaczenia dla swoich wrogów. Albo takich, co mogą przebaczać swoim wrogom, ale jednocześnie nie płacą długów, chyba że zmusi ich do tego sąd. Chodzi mu o to, że „pobożność” czy też świętość nie zawiera się przede wszystkim w zewnętrznych praktykach pobożności, ale w sercu przemienionym przez miłość i prawość.


Podobnie św. Bernard świadom był tego, że zewnętrzne praktyki pobożności mogą ukrywać wewnętrzny nieporządek, nawet w życiu zakonnym:


Czasami słyszymy takich, którzy poświęcili się życiu zakonnemu i noszą habit zakonny, jak bezwstydnie pysznią się przywołując swoje minione występki: stoczone pojedynki, swoją przebiegłość w debatach literackich lub inne rodzaje popisów próżności. (...) Niektórzy przywołują minione przywary, jakby chcieli wyrazić swój smutek i skruchę za nie, ale ich myśli rozkoszują się tajemną przyjemnością, jaką czerpią (...) z tego, jak – nawet po przyjęciu świętego habitu -- sprytnie przechytrzyli swojego bliźniego, jak oszukali brata w interesach (1 Tes 4,6), jak brawurowo wzięli odwet na tych, którzy ich obrazili lub robili im wyrzuty, oddając „złem za zło, złorzeczeniem za złorzeczenie” (1 P 3,9).

Św. Franciszek Salezy twierdzi, że prawdziwa pobożność musi obejmować każdy obszar naszego życia. Prawdziwa pobożność nie jest tylko kwestią duchowych praktyk, ale oddania całego naszego życia pod panowanie Chrystusa. Św. Franciszek jest znany ze swojego hasła: „Żyj, żyj, o Jezu!". Rozumie on przez to zaproszenie Jezusa do tego, by panował i żył „w sercach naszych teraz i na wieki wieków".


Jak się przekonamy później, Pismo Święte oraz wszyscy nasi autorzy jasno mówią, że prawdziwa duchowość, albo inaczej pobożność, charakteryzuje się zarówno miłością Boga, jak i miłością naszego bliźniego. Te dwie rzeczy nie mogą być oddzielone bez poważnego zafałszowania.


(...) dla św. Franciszka wieść pobożne życie oznacza osiągnąć taki punkt w naszej miłości Boga i bliźniego, żeby żarliwie („pilnie, często i z ochotą") pragnąć wypełniania Jego woli na wszystkie możliwe sposoby, w jakie jest nam ona przekazywana: przez obowiązki naszego stanu życia, przez obiektywne nauczanie Słowa Bożego, przez możliwości i okazje, które się przed nami otwierają, przez odpowiedzi na wewnętrzne natchnienia.


Św. Franciszek zdaje sobie dobrze sprawę z tego, że osiągnięcie tego poziomu pobożności nie jest małą rzeczą i w związku z tym podaje wskazówki, jak robić postępy w podróży duchowej, by dotrzeć do tego punktu.


Jak czytamy w psalmie:


Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu? Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu, który nie skłonił swej duszy ku marnościom i nie przysięgał fałszywie (Ps 24,3-4).

Pierwsze oczyszczenie: grzech śmiertelny


Oczywiście odwrócenie się od ciężkiego grzechu jest jedną z pierwszych rzeczy, jakie muszą się wydarzyć w prawdziwym nawróceniu. Jak pisze św. Franciszek:


Jaki jest stosunek twojego serca do grzechu śmiertelnego? Czy masz stałe postanowienie, by nigdy, w żadnym razie i za nic w świecie go nie popełnić? (...) To postanowienie jest podstawą życia duchowego.

Św. Franciszek zaleca, by osoba w takiej sytuacji – wracając do Pana, odwróciwszy się od życia, w którym grzeszyła śmiertelnie – rozważyła możliwość dokonania „spowiedzi generalnej”. To wiąże się z umówieniem się z zaufanym spowiednikiem i dokonaniem przeglądu całego swojego życia – w ten sposób inicjuje się nowy początek. Św. Franciszek przyznaje, że nie jest to absolutnie konieczne, ale sam mocno to doradza.


Zauważa, że w dokonaniu rzeczywistej przemiany w naszym życiu bardzo ważna może być praktyka regularnego przystępowania do sakramentu pojednania. Podkreśla jednak, że aby sakrament okazał się naprawdę skuteczny, ważne jest przygotowanie się na zbliżającą się spowiedź i szczerość oraz poważne potraktowanie pragnienia odwrócenia się od grzechu.


Bo ludzie ci często albo się do spowiedzi w ogóle nie przygotowują, albo byle jak, albo nie wzbudzają w sobie dostatecznego żalu, albo nawet idą do niej z tajemnym zamiarem powrotu do grzechu, nie chcąc unikać do grzechu okazji, ani się podjąć skutecznych środków naprawy życia.

Św. Franciszek zaleca spowiedź co tydzień, chociaż inni pisarze duchowi polecają inną częstotliwość przystępowania do tego sakramentu, na przykład co miesiąc. Nawet jeśli nie mamy grzechu śmiertelnego do wyznania, to św. Franciszek zwraca nam uwagę na dobrodziejstwo płynące z wyznania grzechów lekkich – mimo że nie mamy takiego obowiązku – gdyż koncentruje to na nich naszą uwagę i pozwala pracować nad nimi z większą bacznością, jak również odnieść korzyść z łaski danej nam w sakramencie. Podkreśla on, że naprawdę musimy żałować za nasze grzechy, by zmniejszyć prawdopodobieństwo pojawienia się ich na nowo.


Ci, co się z grzechów powszednich spowiadają tylko ze zwyczaju i dla otrząśnięcia się z nich, a nie myślą wcale, żeby się z nich poprawić, będą dźwigać ich ciężar przez całe życie i utracą przez to mnóstwo łask Bożych i korzyści duchowych. (...) Bo spowiadanie się z jakiegokolwiek grzechu, bądź śmiertelnego, bądź powszedniego, bez chęci pozbycia się tego grzechu, jest nadużyciem. Spowiedź bowiem na to jest właśnie ustanowiona, byśmy się grzechów pozbywali.

Zaleca nam także, byśmy byli tak konkretni, jak to tylko możliwe w naszej spowiedzi i nie wyznawali ogólników. Na przykład zachęca nas, byśmy nie spowiadali się w ogólnikowych słowach – że nie kochaliśmy wystarczająco Boga lub naszego bliźniego albo nie modliliśmy się dość pobożnie, gdyż „wszyscy ludzie, ba, nawet wszyscy Święci Pańscy, gdyby się spowiadali, mogliby to samo o sobie powiedzieć".


Drugie oczyszczenie: przywiązanie do grzechu


Jednym ze szczególnie pomocnych spostrzeżeń św. Franciszka Salezego jest jego nauczanie o przywiązaniu do grzechu. Wskazuje on, że często możemy odwracać się od grzechów ciężkich w naszym życiu i ogromnie się starać, by ich nie popełniać, ale jednocześnie wciąż żywić przywiązanie do takich grzechów, co bardzo opóźnia nasz duchowy postęp i skłania nas do przyszłych upadków.


Daje przykład Izraelitów: chociaż faktycznie opuścili Egipt, to wielu z nich wciąż nie mogło się z nim rozstać w uczuciach. A to samo dotyczy wielu z nas. W rzeczywistości porzucamy grzech, ale niechętnie, i oglądamy się za nim z czułością, jak żona Lota, kiedy obejrzała się na skazaną na zagładę Sodomę. Św. Franciszek podaje zabawny, ale wymowny przykład lekarza, który dla celów leczniczych zabrania pacjentom jedzenia melonów, gdyż może to grozić śmiercią. Pacjenci zatem powstrzymują się przed ich jedzeniem, „ale się o ten zakaz gniewają, spierają i targują; radzi by choć powąchać zakazanego im owocu i zazdroszczą tym, co go jedzą, uważając to za wielkie szczęście. Tak ci pokutnicy, co jeszcze są słabi i małego serca, chociaż na jakiś czas wystrzegają się grzechu, czynią to z żalem i chętnie by grzeszyli, gdyby za grzech nie groziła im kara śmierci wiecznej. Mówią oni o grzechu z chętką i z upodobaniem i za szczęśliwych mają wszystkich, którzy tym grzechem grzeszą".


Św. Franciszek mówi, że przypomina to osobę, która zemściłaby się na kimś, „gdyby nie bojaźń Boża" albo kobietę, która nie zamierza popełniać cudzołóstwa, ale wciąż pragnie flirtować. Takie dusze są w niebezpieczeństwie. Oprócz prawdziwego niebezpieczeństwa ponownego popadnięcia w grzech ciężki, posiadanie takiego podzielonego serca sprawia, że życie duchowe staje się męczące, a „pobożne” życie, którego cechą jest szybka, gorliwa i częsta reakcja na wolę i natchnienie Boże, staje się praktycznie niemożliwe.


Św. Bernard podobnie przypomina nam, że odczuwanie takiego przywiązania do grzechu nie jest koniecznie grzechem samym w sobie. Odczuwanie zazdrości bez poddawania się jej nie jest grzechem, ale „namiętnością, którą czas uleczy". Ostrzega nas, że jeśli będziemy „pielęgnować" takie uczucia albo nieuporządkowane namiętności, to podążymy w złym kierunku. Mówi nam również, że powinniśmy walczyć, by wyeliminować albo zmniejszyć takie przywiązanie do grzechu, poprzez spowiedź, łzy i modlitwę. Nawet jeśli nam się nie uda, przynajmniej będziemy mogli wzrastać w łagodności i pokorze, znosząc brzemię takiej stałej walki.


Co proponuje św. Franciszek jako lekarstwo na takie uporczywe przywiązanie do grzechu? Odkrycie biblijnego światopoglądu!


Sam św. Franciszek prowadzi czytelnika Drogi do życia pobożnego poprzez dziesięć medytacji o tych podstawowych prawdach: poprzez skupienie się na wszystkim, co otrzymaliśmy od Boga i długu wdzięczności, jaki Mu jesteśmy winni, brzydocie i grozie grzechu, rzeczywistości sądu i piekła, wielkim miłosierdziu i dobroci Jezusowego dzieła odkupienia, krótkości życia i wielkim pięknie i chwale Nieba. Św. Franciszek i wszyscy święci, których tu uwzględniamy, wierzą, że faktycznie w Słowie Bożym jest moc i że medytowanie nad tą prawdą może stopniowo uwolnić nas od uporczywego przywiązania do grzechu. (…)


Święci mają cudowny sposób doprowadzania do spotkania się mądrości Pisma Świętego z okolicznościami naszego życia. Św. Teresa z Avila wyraża to następująco:


Bardzo skuteczną pomocą do oderwania serca od ziemi a utwierdzenia go mocno w tym, co trwa wiecznie, jest ciągła pamięć na marność rzeczy ziemskich i jak wszystko szybko przemija. Sposób to może na pozór słaby, ale dziwnie umacnia duszę i pobudza do pilnego czuwania nad sobą choćby w rzeczach najmniejszych. Czuwając nad sobą, gdy spostrzeżesz w sobie zbytnią jaką skłonność i przywiązanie do tej lub owej, nie zatrzymuj się myślą przy niej, ale całą swoją myśl zwracaj ku Bogu, a On ci dopomoże.

Musimy uczynić modlitwę Pisma Świętego swoją własną modlitwą:


Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca (Ps 90,12).

Rozważanie męki Chrystusa jest często zalecane jako szczególnie wartościowe. Tak pisze o tym św. Bernard:


Jakaż może być lepsza recepta na rany sumienia i na oczyszczenie umysłu niż trwanie w medytacji nad ranami Chrystusa?

Św. Franciszek wie, że dopóki żyjemy w tym ciele, rany grzechu pierworodnego i nasze rzeczywiste grzechy z przeszłości nie przestaną powodować, iż nasze przywiązanie do grzechu będzie się pojawiać wciąż na nowo. Jednak to nasza reakcja na tę skłonność ludzkiej natury do grzechu jest czynnikiem decydującym dla dalszych postępów w duchowej podróży. Musimy wzrastać w nienawiści do grzechu, abyśmy mogli stawić mu opór, gdy nas kusi. Św. Katarzyna ze Sieny opowiada o obosiecznym mieczu, którym walczymy w bitwie duchowej: jedna jego strona to nienawiść grzechu, druga to umiłowanie cnoty.


Św. Bernard mówi o tym, jak nędzne jest ponowne zwrócenie się ku niewoli naszych nieuporządkowanych namiętności, gdy już skosztowaliśmy łaski Boga. Taka osoba jest skazana na nieustanną. frustrację, ponieważ rzeczy tego świata nie mogą po prostu zadowolić naszego głodu i „wygłodniałej ciekawości”, gdyż formy tego świata przemijają. Opłakuje on los duszy, „która niegdyś jadała przysmaki, a teraz ma leże w gnoju" (Lm 4,5).


Energiczne próby walki z grzechem, do których nakłaniają nas święci, mają mocne oparcie w Piśmie Świętym.


Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie serca ludzie chwiejni! (...) Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was (Jk 4,7-10).

Musimy postanowić, z pomocą łaski, by nigdy dobrowolnie nie wybierać obrażania Boga. Franciszek jasno daje do zrozumienia, że takie oczyszczenie zamiłowania do grzechu musi obejmować również grzechy lekkie.


Grzech lekki


Św. Teresa, św. Bernard i św. Franciszek – wszyscy oni przyznają, że zapewne zawsze zdarzy się nam popełnić jakiś lekki grzech, bez pełnego namysłu lub wyboru. Jak ujął to św. Bernard:


Kto z nas potrafi żyć uczciwie i doskonale chociaż przez jedną godzinę, jedną godzinę wolną od bezowocnej gadaniny i niestarannej pracy?

Mimo to bardzo wyraźnie i zdecydowanie uczą nas oni, że dopóki leży to w naszej mocy, musimy postanowić, aby nigdy nie wybierać dobrowolnie obrażania Boga, nawet w małych sprawach, jeśli mamy czynić postępy w życiu duchowym.


Zarówno św. Franciszek, jak i św. Teresa z Avila zwracają uwagę, że powiedzieć jakieś mimowolne kłamstwo, na przykład z powodu zażenowania, to jedno, zaś trwanie w przywiązaniu do mówienia małych kłamstewek albo dobrowolna decyzja, by tak czynić, są znaczną przeszkodą w postępach i są naprawdę obraźliwe dla Pana.


Przywiązanie do grzechu lekkiego, tak jak przywiązanie do grzechu śmiertelnego, musi, wraz z postępami w podróży duchowej stopniowo znikać z naszego życia.


Albowiem nigdy nie możemy być zupełnie wolni od grzechów powszednich, a przynajmniej w takiej czystości długo się zachować; możemy natomiast nie mieć żadnego, choćby najmniejszego upodobania w żadnym grzechu powszednim. (...)
(...) nie należy utrzymywać w sobie dobrowolnie woli powtarzania jakiegokolwiek grzechu powszedniego albo w nim trwania. I byłoby też nazbyt wielką niecnotą umyślnie chować w naszym sumieniu rzecz tak bardzo nie podobająca się Bogu, jaką jest nasza dobrowolna wola niepodobania się Mu.
Grzech powszedni, chociażby najmniejszy, nie podoba się Bogu (...)

Św. Bernard żyjący w zamkniętym kręgu wspólnoty mnichów, jest szczególnie wyczulony na to, jak nieuprzejmość w mowie i postawie może niszczyć relacje i ranić duszę.


Nie wystarczy, powiadam, pilnować własnego języka przed tymi i podobnymi rodzajami złośliwości [publicznym obrażaniem i znęcaniem się, jadowitym oszczerstwem w tajemnicy]. Należy unikać nawet drobnych przewinień, jeśli w ogóle cokolwiek można nazwać drobnym, co jest wymierzone przeciwko bratu w celu ranienia go, gdyż sama złość na brata sprawia, że stajemy się podlegli sądowi Bożemu.

Św. Bernard doradza nam również, byśmy byli ostrożni, kiedy wyrządzono nam zło.


Tak więc, gdy ktoś popełni wykroczenie przeciwko wam, czego trudno uniknąć we wspólnotach nam podobnych, nie śpieszcie się od razu, jak mogłaby to uczynić osoba światowa, by wziąć haniebnie odwet na waszym bracie; ani pod pozorem zastosowania środków wychowawczych nie ważcie się przeszywać ostrymi i palącymi słowami tego, za którego Chrystus pozwolił się ukrzyżować; nie rozmawiajcie też z nim urażonym głosem, nie mamrotajcie i nie mruczcie pod nosem narzekań, nie przyjmujcie szyderczego tonu, nie pozwalajcie sobie na głośny śmiech pogardy, ani nie ściągajcie brwi w złowieszczym gniewie. Pozwólcie, by wasza namiętność zgasła tam, gdzie się narodziła; nosicielce śmierci nie wolno dać ujścia, aby nie spowodowała zniszczeń, a wówczas będziecie mogli powiedzieć za prorokiem: „Dokuczano mi i nie przemówiłem".

Przywiązanie do grzechów lekkich – jak wskazuje św. Franciszek Salezy – osłabia moce naszego ducha, przeszkadza Bożym pociechom i otwiera drzwi pokusom. Święty nie chce przyczynić się jednak do chorobliwej skrupulatności wobec niezliczonych pokus i czasami nieumyślnych grzechów lekkich, które są częścią życia w tym świecie. Zapewnia nas, że nieumyślne grzechy lekkie i błędy niewiele duszy „przynoszą szkody", jeśli tak szybko, jak tylko się pojawią, zostaną odrzucone i odmówi się żywienia jakiegokolwiek przywiązania do nich.

Św. Franciszek jasno stwierdza, że proces oczyszczenia będzie trwać całe nasze życie, „niech więc nie trwożą nas nasze niedoskonałości, bo doskonałość polega właśnie na tym, by przeciw niedoskonałościom walczyć".


Nienawiść grzechu jest ważna. Zaufanie miłosierdziu Bożemu jest jeszcze ważniejsze.


Panie, w dobroci swej racz przebaczyć tym wszystkim, którzy szczerym sercem szukali Pana, Boga swych ojców, choć nie odznaczali się czystością wymaganą do [spożywania] rzeczy świętych. (2 Krn 30,186–19).

Św. Teresa z Lisieux wyraźnie zaznacza, że wzrost w życiu duchowym musi być procesem stopniowym. Jezus jest wobec nas cierpliwy, „ponieważ nie lubi On odsłaniać duszom wszystkiego od razu. Zwykle udziela On swego światła stopniowo".


Teresa mówi także o „radosnym pogodzeniu się" z trwającą całe życie walką z wadami:


Na początku mego życia wewnętrznego, w wieku lat trzynastu i czternastu, zadawałam sobie pytanie, w czym mogłabym jeszcze postąpić, sądziłam bowiem, że nie można już lepiej pojmować doskonałości; wkrótce jednak zrozumiałam, że na tej drodze im kto dalej postąpi, tym cel wydaje mu się bardziej odległy. Obecnie pogodziłam się z myślą, że zawsze będę się widzieć niedoskonałą i w tym znajduję radość…

Pogodzenie się Teresy nie wiązało się jednak wcale z rozpaczą; zniechęceniem, biernością lub brakiem wysiłku, lecz z pokorną akceptacją swojej niedoskonałości jako stworzenia, mimo podejmowanych trudów, akceptacją przepełnioną radością, wywołaną ufnością w przemieniającą moc Bożej miłości, która w końcu doprowadzi ją do doskonałości.


W ostatnich dniach swojego życia, kiedy praktycznie dusiła się z powodu gruźlicy, św. Teresa została skarcona za niecierpliwą uwagę pod adresem siostry, którą uznała za „męczącą”. Jaka była jej reakcja?


Och, jakże szczęśliwa jestem widząc siebie niedoskonałą i potrzebującą miłosierdzia Bożego tak bardzo, nawet w chwili mojej śmierci.

Realnie rzecz biorąc, mówi św. Franciszek Salezy, prawdopodobnie po drodze przydarzą się upadki, ale Bóg może wykorzystać nawet je, by pogłębić naszą pokorę.


Same zaś niedoskonałości i grzechy powszednie życia duszy jeszcze nie odbierają – odbiera je dopiero grzech śmiertelny. (...)
Szczęśliwy jest nasz udział w tej walce, skoro jak długo walczymy, zawsze zwyciężamy.

Św. Franciszek, podobnie jak wielu świętych, pragnie nas pokrzepić w naszej podróży duchowej. Jest to podróż, do której podjęcia zostaliśmy wszyscy powołani. A Bóg da nam łaskę robienia postępów w tej podróży, jeśli tylko będziemy mieli wolę wytrwania – wzięcia udziału w dobrej walce.


W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydaje owoc przez swą wytrwałość (Łk 8,15).

Św. Bernard chce, byśmy wiedzieli, że nawet pośród zmagań – obojętnie czy będzie to zmaganie się z grzechem śmiertelnym czy lekkim, światowością czy pokusą, brakiem wytrwałości w modlitwie lub wzrastania w cnocie, brakiem miłości lub przebaczenia – mamy głęboką potrzebę „oparcia się na Oblubieńcu".


Św. Bernard wie także, iż „walka przeciwko sobie bez wytchnienia, w nieustannym i ciężkim zmaganiu się oraz wyrzeczenie się zakorzenionych nawyków i wrodzonych skłonności” są bardzo ciężkie, niemal nie do zniesienia bez pomocy Pana.


Ale to ciężka sprawa. Jeśli spróbujesz tego swoimi siłami, to będzie to tak, jakbyś próbował zatrzymać rozszalały potok albo próbował zawrócić wody Jordanu (Ps 114,3). Cóż wobec tego można zrobić? Musisz szukać Słowa. (...) Potrzeba ci siły, i to nie po prostu siły, ale mocy czerpanej z wysoka (Łk 24,49).

(...)


Podróż na szczyt góry Boga (lub inaczej Góry Karmel, jak nazywa ją św. Jan od Krzyża) jest trudna. Jan, Bernard, Katarzyna, Teresa z Lisieux, Teresa z Avila, Augustyn oraz Franciszek wiedzą, że niemożliwością jest osiągnięcie szczytu – duchowych zaślubin w tym życiu, wizji uszczęśliwiającej w przyszłym – bez mocnego oparcia się na Oblubieńcu.


Jak wyjaśnia to św. Bernard, w zgodzie z nauką innych doktorów Kościoła:


„Któż wejdzie na górę Pana?" (Ps 23,3) Jeśli ktoś dąży do wejścia na szczyt tej góry (Wj 24,17), to znaczy dąży do doskonalenia cnoty, przekona się jak ciężka to wspinaczka i że próba ta skazana jest na klęskę bez pomocy Słowa. Szczęśliwa dusza, która sprawia, że aniołowie patrzą na nią z radością i podziwem i która słyszy, jak oni mówią: „Kim jest ta przychodząca z pustkowia, bogata w łaskę i piękno, wsparta na swym Oblubieńcu?" (Pnp 8,5). Inaczej, jeśli nie oprze się na Nim, toczy zmagania na darmo. Ale zyska moc zmagając się z sobą samą i stając się silniejszą nakłoni wszystko ku rozumowi (...) doprowadzając każdy cielesny afekt do niewoli (2 Kor 10,5) oraz każdy zmysł pod kontrolę rozumu w zgodzie z cnotą. Z pewnością wszystko jest możliwe dla kogoś, kto wspiera się na Tym, kto może wszystko. Jakaż ufność jest w zawołaniu: „Mogę uczynić wszystko w Tym, który mnie wzmacnia!” (Flp 4,13) (...) „Stąd jeśli umysł nie polega na sobie samym, ale umocniony jest Słowem, wówczas może zyskać taką władzę nad sobą, że żadna nieprawość nie będzie miała na nim władzy" (Ps 118,133).

Dobra nowina jest taka, że Oblubieniec uwielbia, gdy wspieramy się na Nim.



Źródło: Spełnienie wszystkich pragnień, Ralph Martin, wyd. AA, Kraków 2013

Fot. unsplash

385 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg