Grudzień 2021



Miesięczne zestawienie wybranych materiałów publikowanych na profilu facebookowym.



28 grudnia

Kiedy będziesz przesiewany przez szatana


Ks. Dominik Chmielewski: Chciałbym was zaprosić do tego, co będzie szczególnie związane z tym, co Słowo Boże nazywa „przesianiem”, ponieważ jestem przekonany o tym, że przychodzi bardzo, bardzo trudny czas wielkiego ucisku, jaki Jezus zapowiada w Słowie Bożym. Ucisku, jakiego nie było od początku. Trudno nam będzie porównywać to, co ma przyjść z tym, z tym, co już było, bo Jezus mówi, że takiego ucisku nigdy nie było. On będzie szczególny. I w tym wielkim ucisku my chrześcijanie, będziemy szczególnie powołani do tego, aby świecić Jezusem Chrystusem, aby objawiała się w nas Ewangelia. To pokolenie wielkiego ucisku będzie (…) charakteryzować się tym, że będą (…) zdolni do oddania swojego życia za wierność Jezusowi do końca.


Wierzę całym sercem, że dzisiaj, to co Duch mówi do Kościoła, w sposób szczególny jest związane z formowaniem pokolenia Niewiasty, które będzie objawiać światu Kościół i Ewangelię na poziomie takim, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie widzieliśmy. (…) To będzie związane z przesianiem każdego z nas. Czym jest przesianie? Przesianie jest krótkim, intensywnym działaniem szatana w naszym życiu, którego celem będzie zniszczenie naszej wiary w Jezusa Chrystusa. To nie są te różnego rodzaju próby i doświadczenia każdego dnia, które przechodzimy. To jest coś bardzo gwałtownego, bardzo intensywnego, gdzie cała moc piekła skoncentruje się na tym, aby wydrzeć z twojego serca wiarę w Jezusa Chrystusa.

Przesianie w szczególny sposób jest pokazane tuż przed męką i śmiercią Jezusa. Jezus zapowiada to przesianie, w kontekście św. Piotra szczególnie i dwunastu Apostołów. (…) Sytuacje przesiania pokazują nam, co my tak naprawdę do Niego czujemy, kim On dla nas jest. (…)


Nie wiem, jakie będzie wasze przesianie, ale każdy z nas będzie miał godzinę krzyża, gdzie przybiją cię do krzyża, czasami najbliżsi i stracisz wszystko. I być może okaże się, że twoi najbliżsi stali się twoimi największymi wrogami, którzy cię krzyżują teraz, i zawiśniesz na krzyżu sam i wszyscy odwrócą się od ciebie. (…) Modlę się o to, że kiedy będę przesiewany, żebym nie stracił wiary, że Bóg jest dobry, że jest nieskończenie dobry dla mnie, że to wszystko ma sens. Że może ja teraz tego nie rozumiem, i to wszystko bardzo, bardzo boli, ale kiedy stanę przed Nim, On mi objawi niesamowitą chwałę tego pozornego przekleństwa. (…) Najważniejsza walka będzie się toczyć o to, żeby nie zwątpić, że On jest dobry i to wszystko, co się dzieje w moim życiu, szczególnie kiedy jestem przesiewany, ma wielki sens. Jedna z mistyczek bardzo płakała z powodu prześladowań przez hierarchię kościelną, mnóstwa kłamstw, które o niej były rozgłaszane. I kiedy Jezus przychodzi do niej kolejny raz, ona Mu wypłakuje swój ból, cierpienie z powodu prześladowania, a Jezus zdumiony jej odpowiada: „Gdybyś wiedziała, jaką chwałę przygotowuję ci w niebie, nigdy byś Mnie nie poprosiła, żebym choć rąbek tego cierpienia ci zabrał”.

Źródło: https://youtu.be/lGSUlsJ72Ks

 

28 grudnia

Uległość


Fragment książki: „Ogień w Kościele”, ks. Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim


Ks. Robert Skrzypczak: Religijność stała się dla ludzi czymś opcjonalnym: jeden lubi gonitwy koni, inny piłkę nożną, jeszcze inny muzykę rockową, a ktoś może akurat lubić religijność. Antychryst jest w stanie zrobić wszystko, byle nas przekonać, że istnieje tylko ten świat, że nie ma innego, nie ma żadnej obietnicy ani żadnego misterium. Przekonuje nas, że w życiu najważniejsze jest być szczęśliwym tutaj, na ziemi, a w związku z tym ‒ walczmy o jak najwięcej wygody dla siebie i dla swoich najbliższych! Właściwie nie potrzeba już systemu policyjnego ani aparatu przemocy, by zmusić nas do uległości. Michel Houellebecq, autor francuskich powieści, które w lekturze są bardzo nieprzyjemne, pełne moralnej degrengolady i pustki, napisał w pewnym momencie książkę natchnioną, odmienną od poprzednich, pod tytułem „Uległość”. To powieść profetyczna. Houellebecq wyobraził sobie, że współcześni Francuzi zgodzą się przyjąć islam oraz szariat, przekształcą nawet Sorbonę w uniwersytet islamistyczny, o ile tylko nie stracą dostępu do przyjemności i nabytej wygody życia. Antychryst przychodzi w postaci miękkiego totalitaryzmu, nie tylko we Francji. To samo dzieje się choćby w Ameryce. Jeszcze do niedawna patrzyliśmy na Amerykę z podziwem: wydawało się, że to kraj potrafiący łączyć szacunek do Boga z nowoczesnością. To się jednak zmienia. Ludzie tracą wolność w imię dyktatury świętego spokoju. Gwałcone są reguły wolności religijnej, ludzie z powodu swojej wiary są zwalniani z pracy, poddawani marginalizacji. Gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę, że dokonuje się to w epoce dominacji sztucznej inteligencji i technologii kontrolowania użytkowników smartfonów i sieci, w dobie powszechnych rządów algorytmów, nietrudno domyślić się, że wkrótce światowym ideałem może stać się model funkcjonowania społeczeństwa w Chinach. Najbardziej niepokojący jest fakt, że wielu ludzi Kościoła, zamiast przestrzegać przed nadchodzącą dyktaturą i nawoływać do powrotu do Chrystusa, wpada w pułapkę świętego spokoju i martwi się tym, czy w epoce niepokojów nie straci zbyt wiele z uzyskanych przywilejów. Pozwalamy, by fale brudnej wody Antychrysta wypłukiwały z nas katolicką tożsamość. Nieraz zastanawiałem się, czy dzisiaj my, księża, potrafilibyśmy stanąć na wysokości zadania i przejść, dajmy na to, przez próbę obozu Dachau, przez próbę więzień i gułagów, jaką przechodzili nasi poprzednicy żyjący pod nazistowską i sowiecką tyranią. Byli bici, przypalani, brudni, wychłodzeni, chorzy... Czy potrafilibyśmy wytrzymać tak, jak wytrzymywał przesłuchania abp Baraniak, na którym gaszono papierosy i którego podtapiano, chcąc zmusić go do złożenia fałszywych zeznań, pogrążających prymasa Wyszyńskiego? To, czy jutro będziemy gotowi cierpieć dla prawdy, zależy od tego, jak żyjemy dziś.



Źródło: „Ogień w Kościele”, ks. Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim

 

27 grudnia

Prześladowania księdza Dolindo


Fragment książki: „Ogień w Kościele”, ks. Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim


Paweł Chmielewski: Ksiądz Dolindo miał trudne życie. Wspomniał ksiądz, że neapolitański kapłan był suspendowany. Dlaczego spotykał się z tyloma przeciwnościami, dlaczego był prześladowany także w samym Kościele?


Ks. Robert Skrzypczak: Dwa lata po święceniach został oskarżony o wspieranie herezji. Przypisano mu absurdalne stwierdzenia, których nigdy nie wypowiedział. Posądzono go o cichą współpracę z pewną wizjonerką z Sycylii. Ksiądz Dolindo trafił do więzienia dla księży heretyków w wieku dwudziestu sześciu lat. Został pozbawiony wszystkiego. Stracił możliwość głoszenia słowa, spowiadania, odprawiania Mszy Świętej. W trakcie procesu zakazano mu nawet przyjmowania Komunii Świętej. Wszystkie te gorzkie utrapienia akceptował z wielką pokorą. Są świadkowie, którzy mówili, że nieraz ukradkiem otwierał tabernakulum z Najświętszym Sakramentem, klękał przed nim i płakał z wyciągniętymi rękami, powtarzając: „Perche?” [Dlaczego?]. Nigdy się nie skarżył, nikogo nie osądzał. Nie pozwalał, by z jego powodu kogokolwiek obwiniano lub obgadywano. Zawsze mówił dobrze o ludziach, którzy życzyli mu źle i go krzywdzili. A na takich natrafiał ciągle. W 1921 roku został ponownie oskarżony przez dwie swoje córki duchowe z duszpasterstwa młodzieżowego, którym się zajmował. Pisały w donosach o potwornych, bardzo plugawych rzeczach, których miał się rzekomo ks. Dolindo względem nich dopuszczać. Konfabulowały, bo czuły się przez niego zmarginalizowane. Nie czując się w centrum zainteresowania, sięgnęły po zemstę. Ksiądz Dolindo wspominał, że gdy się o tym dowiedział, odczuł ból w całych wnętrznościach. Wtedy pojął, jaki ból zadajemy Bogu, gdy Go zawodzimy i uderzamy w Niego grzechem śmiertelnym. Czuł zarazem wielką miłość do tych córek. Modlił się za nie. Gdy wyszedł potem z więzienia, pozbawiony wszystkiego, z nałożonymi karami suspensy i niesławy, pierwszą rzeczą, jaką zrobił po opuszczeniu stacji kolejowej w Neapolu, było pójście do nich i poproszenie ich o przebaczenie. Tak postępował wobec wszystkich, którzy go skrzywdzili. Wyprzedzał ich. Robił to, co powinni zrobić tamci ‒ tak żeby nie zostawić w sercu nawet minimum powodu, by o kimś źle myśleć lub go osądzać. Bardzo go bolało, że ktoś ze znajomych kapłanów czy świeckich, widząc go, przechodził na drugą stronę ulicy. Mieli go za wariata, za pomylonego. Został poddany przymusowym egzorcyzmom. Pewnego razu przyszło do niego czterech mężczyzn, wykręcili mu ręce. „Nie szarp się, będziemy wyrzucać z ciebie złego ducha” ‒ powiedzieli. Odparł: „Nie musicie mnie przymuszać, ja bardzo chętnie poddam się każdej modlitwie, każdemu błogosławieństwu Kościoła”.


Trudne doświadczenia, które mogą złamać. Jak Don Dolindo, w księdza ocenie, był w stanie to wytrzymać?


Ks. R. S.: Dzięki pokorze. Pokorze, która, powiedziałbym, przyniosła też wielkie owoce duchowe.


To znaczy?


Ks. R. S.: Te wszystkie akty uniżenia, o których tutaj mówiłem, cała jego wielka ufność wobec Boga, pozwoliły wyłonić się pewnemu darowi, który nazywa się lokucją. Po pierwszym aresztowaniu ks. Dolindo zaczął na modlitwie słyszeć głos Chrystusa i Maryi. W 1910 roku usłyszał od Pana: „Ty jesteś Dolindo, Ja jestem Jezus. Słuchaj Mnie uważnie. Ja jestem Jezus Dolindo, Jezus Ból, a ty jesteś Dolindo Jezus”. Należy tu dodać, że Dolindo jest we Włoszech rzadkim imieniem. Znaczy ono w dialekcie neapolitańskim właśnie „ból”. Wtedy Dolindo zaczął rozumieć, że Chrystus chce się posłużyć jego kapłaństwem, żeby docierać do innych ludzi. Jezus wyjaśnił mu kapłaństwo jako sposób głębokiego utożsamienia się Zbawiciela ze swym sługą. Później ks. Dolindo usłyszał też Matkę Bożą. Maryja zapytała go, czy może z nim rozmawiać, czy zechce on przyjąć to, co będzie do niego mówiła. (…)


Po prawie dwudziestu latach, gdy zdjęto z niego karę suspensy a divinis (od czynności kapłańskich), Dolindo miał mieszane uczucia. Cieszył się z pełnej rehabilitacji, a jednocześnie towarzyszyły mu też ogromne obawy. Bał się, czy będzie pamiętał, jak należy odprawiać Mszę Świętą. Potem okazało się, że kapłan ten dysponuje charyzmatami podobnymi do tych, którymi posługiwał o. Pio. Otrzymał dar rozeznania, czytania w ludzkich sercach, dar przewidywania, proroctwa. Kościół, w którym pracował do końca życia, znajduje się przy spadzistej, wąskiej uliczce, która zawija i dochodzi do wielkiego skrzyżowania. „Widzisz, padre, tę ulicę i ten zakręt?” ‒ pytali mnie neapolitańczycy. „Tam, przy tym skrzyżowaniu mniej więcej, kończyła się kolejka osób, które czekały, by móc się wyspowiadać u ks. Dolindo”.


Źródło: „Ogień w Kościele”, ks. Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim

 

27 grudnia

Proroctwo św. Jana Pawła II na temat islamizacji Europy


Fragment książki: „Ogień w Kościele”, ks. Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim


Ks. Robert Skrzypczak: To proroctwo św. Jana Pawła II dotyczy przyszłości Kościoła w Europie. Karol Wojtyła od momentu święceń cieszył się darem modlitwy wlanej. Potrafił tak mocno wejść w modlitwę, że świat jakby przestawał dla niego istnieć. Wychodził z niej nieraz z bardzo głębokimi inspiracjami i przemyśleniami, miewał wręcz mistyczne, duchowe wizje. O tym darze papieża opowiadał jego przyjaciel z seminarium, późniejszy kardynał Andrzej Deskur, bardzo silnie związany z posługą Jana Pawła II w Kościele. Na kilka dni przed wyborem Karola Wojtyły na papieża został sparaliżowany i do końca życia był przykuty do wózka; ofiarowywał te cierpienia za pontyfikat swego przyjaciela z seminarium. Opowieść o wizji Jana Pawła II odnośnie do islamu w Europie pochodzi od ks. Mauro Longoniego. Jak wiemy, Karol Wojtyła, także jako papież, bardzo lubił chodzić po górach; nieraz w ukryciu odbywał takie wycieczki. To właśnie ks. Longoni przygotowywał Janowi Pawłowi II trasy wędrówek. Kiedy papież i ks. Mauro wybierali się na wycieczki z kilkoma jeszcze towarzyszami, zwykle wyprzedzali tamtych i wykorzystywali czasową przewagę nad pozostałymi, by zatrzymać się na jakichś skałkach i coś zjeść. Właśnie na jednej z takich wypraw papież Wojtyła podzielił się z ks. Longonim wizją, którą otrzymał na modlitwie. Miał go zarazem upoważnić do opowiedzenia o tym „dzieciom Kościoła trzeciego tysiąclecia”. To był rok 1993. Jan Paweł II powiedział ks. Mauro, że Kościół w trzecim tysiącleciu zostanie poddany kolejnej próbie. Jak się wyraził dokładnie, dozna kolejnej rany ‒ rany dotkliwszej niż te zadawane mu przez totalitaryzmy niemiecki i sowiecki. Miało to przyjść wraz z islamizacją świata zachodniego. Papież mówił, że świat Zachodu zostanie opanowany przez islam. Podkreślił, że inwazja będzie szła z zachodu na wschód, rozpoczynając się od Maroka, a potem przemieszczając się przez Libię i Egipt. Europa będzie tymczasem całkowicie bezbronna, bo będzie przypominać zasnutą pajęczynami mroczną piwnicę pełną porzuconych gratów. Przedstawił obraz duchowego nihilizmu, wędrówki Europy w stronę pustki ‒ w przeciwieństwie do żywotnego i nastawionego na podbój islamu. Zaproponował, by przeciwstawić się tej inwazji, wyjaśnił jednak, że nie chodzi o rozwiązanie militarne, ale o opór zakorzeniony w silnej wierze w Chrystusa. Oczywiście w ten sposób papież nie chciał znieważać muzułmanów. Wielokrotnie przecież dawał wyraz swojemu przekonaniu o prymacie godności osoby ludzkiej, zależnie od wyznania czy światopoglądu. Wiedział też, że są płaszczyzny, na których można się porozumieć. Świadczą o tym choćby konferencje ONZ w Kairze i w Pekinie, gdzie delegacja Stolicy Apostolskiej mogła liczyć na wsparcie ze strony delegacji krajów muzułmańskich, gdy szło o obronę dzieci nienarodzonych oraz walkę z tym, co wówczas dopiero zaczęto wprowadzać, a co dzisiaj określamy jako ideologię gender. Podobnych inicjatyw można wymieniać o wiele więcej. Biorąc to wszystko pod uwagę, gdy pierwszy raz usłyszałem relację ks. Longoniego, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Oczywiście, możemy ten epizod, opowiedziany gdzieś na zboczu Gran Sasso, zlekceważyć i uznać za niegodny zaufania strzęp pamięci włoskiego prałata. Możemy jednak postąpić inaczej. Jan Paweł II ostatnie lata swojego pontyfikatu przeżywał w cieniu ogromnej troski. Wiedział, że idą trudne czasy. Z jednej strony jest zagrożenie rozzuchwalonym, żądnym rewanżu islamem, z drugiej ‒ wielka słabość cywilizacji zachodniej. Muzułmanie będą chcieli zawładnąć Europą, tymczasem nasz kontynent chwieje się, zaczyna przypominać stare muzeum z wadliwym systemem alarmowym.


(…) Relacje ks. Longoniego rozpaliły media jak przelatująca kometa i szybko zostały zapomniane. Co jakiś czas tylko włącza się w nas niepokój, gdy słyszymy o wjechaniu ciężarówką w ludzi robiących zakupy na jarmarku świątecznym w Berlinie, o staranowaniu innych przez muzułmańskiego kierowcę na Lazurowym Wybrzeżu, o morderstwach dokonywanych na katolickich kapłanach lub nauczycielach przez islamskich terrorystów, o osobach zmasakrowanych podczas modlitwy w kościele, o podpaleniach tychże kościołów... Chrześcijanie w Europie znajdują się obecnie pomiędzy radykalnym i natarczywym atakiem na dwóch frontach: jednym, który chce zniszczyć ich korzenie i stworzyć czysto indywidualistyczne społeczeństwo bez Boga, oraz drugim, który został zradykalizowany i chce siłą narzucić islamski fundamentalizm, siejąc terror i przemoc. (…)


Źródło: „Ogień w Kościele”, ks. Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim

 

23 grudnia

Masoneria kościelna


Fragment książki: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" ks. Stefano Gobbiego


Czarna Bestia, podobna do pantery, oznacza masonerię. Bestia o dwóch rogach, podobna do baranka, oznacza masonerię, która wniknęła w łono Kościoła. Symbolizuje masonerię kościelną, która rozszerzyła się zwłaszcza wśród członków Hierarchii. To przeniknięcie masonerii do wnętrza Kościoła przepowiedziałam wam już w Fatimie ogłaszając, że szatan wejdzie na sam szczyt Kościoła.


Zadaniem masonerii jest prowadzenie dusz na zatracenie – przez doprowadzanie ich do kultu fałszywych bogów. Celem zaś masonerii kościelnej jest zniszczenie Chrystusa i Jego Kościoła, przez utworzenie nowego bożka, to znaczy fałszywego Chrystusa i fałszywego Kościoła. (…)


Jezus jest Prawdą, ponieważ jako Żywe Słowo, On sam jest źródłem i przypieczętowaniem całego Bożego Objawienia. Masoneria kościelna usiłuje więc zaciemnić Jego Boskie Słowo przez interpretacje naturalistyczne i racjonalistyczne. Poprzez próby uczynienia Go rzekomo bardziej zrozumiałym i lepiej słuchanym, pozbawia Je całej nadprzyrodzonej zawartości. Przez to szerzą się coraz bardziej błędy w Kościele katolickim. Z powodu rozpowszechniania się tych błędów wielu oddala się dziś od prawdziwej wiary, realizując w ten sposób proroctwo, które dałam wam w Fatimie:


«Przyjdą czasy, gdy wielu ludzi utraci prawdziwą wiarę.»


Utrata wiary to odstępstwo. Masoneria kościelna działa w podstępny i diabelski sposób, aby wszystkich ludzi doprowadzić do odstępstwa.


Jezus jest Życiem, ponieważ daje Łaskę. Celem masonerii kościelnej jest usprawiedliwianie grzechu, przedstawianie go nie jako zła, lecz jako wartości i dobra. Doradza się popełnianie go jako sposób zaspokajania wymagań własnej natury i niszczy się przez to korzeń, z którego mogłaby wyrosnąć skrucha. Mówi się, że spowiedź nie jest już konieczna. Zgubny owoc tego przeklętego raka – który rozszerzył się w całym Kościele – to powszechny zanik spowiedzi indywidualnej. Dusze stale żyją w grzechu, odrzucając dar Życia, ofiarowanego nam przez Jezusa.


Jezus jest Drogą prowadzącą do Ojca za pomocą Ewangelii. Masoneria kościelna popiera egzegezę, która – doszukując się w Ewangelii najróżniejszych gatunków literackich – daje wyjaśnienia racjonalistyczne i naturalistyczne. Przez to cała Ewangelia jest ciągle rozrywana. Dochodzi się w końcu do zaprzeczania historycznej rzeczywistości cudów i zmartwychwstania Chrystusa, a nawet poddaje się w wątpliwość samą Boskość Jezusa i Jego zbawczą misję.


Po zniszczeniu Chrystusa historycznego Bestia o dwóch rogach, podobna do baranka, usiłuje zniszczyć Chrystusa Mistycznego, którym jest Kościół. Ten założony przez Chrystusa Kościół jest jedyny: to Kościół święty, powszechny, apostolski, jeden – zbudowany na Piotrze. Jak Jezus tak i Kościół – przez Niego założony i będący Jego Mistycznym Ciałem – jest prawdą, życiem i drogą.


Kościół jest prawdą, gdyż to jedynie jemu Jezus powierzył strzeżenie całego nienaruszalnego depozytu wiary. Powierzył to Kościołowi hierarchicznemu, czyli Papieżowi i zjednoczonym z nim Biskupom. Masoneria kościelna usiłuje zniszczyć tę rzeczywistość przez fałszywy ekumenizm, skłaniający od przyjęcia wszystkich Kościołów chrześcijańskich jako posiadających część prawdy. Masoneria kościelna opracowuje plan założenia jednego powszechnego Kościoła ekumenicznego, utworzonego przez zmieszanie wszystkich wyznań chrześcijańskich – w tym i Kościoła katolickiego.


Kościół jest życiem, ponieważ daje Łaskę i jedynie on posiada skuteczne środki udzielania łaski – siedem sakramentów. Jest on życiem zwłaszcza dlatego, że jedynie jemu została udzielona moc sprawowania Eucharystii – dzięki kapłaństwu służebnemu, hierarchicznemu. W Eucharystii Jezus Chrystus jest rzeczywiście obecny ze Swoim chwalebnym Ciałem i Swoim Bóstwem.


Masoneria kościelna usiłuje na wiele podstępnych sposobów zaatakować w Kościele kult sakramentu Eucharystii. Uznaje w niej jedynie aspekt Uczty, a usiłuje pomniejszyć jej wartość jako Ofiary i zanegować rzeczywistą i osobową obecność Jezusa w konsekrowanych Hostiach. W tym celu stopniowo zostały zniesione wszelkie zewnętrzne oznaki wyrażające wiarę w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii, np. przyklękanie, godziny publicznej adoracji, święty zwyczaj otaczania Tabernakulum światłami i kwiatami.



Źródło: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" , ks. Stefano Gobbi Więcej: https://www.vicona.pl/.../symbolika-apokalipsy-sw-jana-z...

 

20 grudnia

Myśli ks. Franciszka Blachnickiego


Są sytuacje, w których katolicy, duchowni i świeccy, muszą podejmować decyzje na własną odpowiedzialność w oparciu o swoje chrześcijańskie sumienie i swoje eklezjalne „my”.


Tylko lęk czyni nas niewolnikami. Kto się nie boi, ten jest wolny.


Żaden program polityczny, społeczny, żaden światopogląd, żadna filozofia ostatecznie nie potrafi dokonać dzieła przemiany i stworzyć nowego człowieka, który by wewnętrznie był inny, nastawiony na przezwyciężanie swego egoizmu i na podporządkowanie swego życia dobru ogólnemu, dobru innych ludzi. Tej przemiany może dokonać tylko Duch Święty, bo właśnie Duch Święty wlewa w nasze serca tę miłość, którą Pismo święte nazywa agape.


Pan Bóg ma swoje sposoby na nas i pozwala nam próbować, żebyśmy doświadczyli swojej niemocy, żebyśmy się upokorzyli, żebyśmy namacalnie poznali, że bez Pana Boga nic nie zrobimy. Dlatego też niepowodzenia w życiu wewnętrznym, w naszej pracy nad sobą wcale nie są takim wielkim nieszczęściem, jak nam się czasem wydaje.


Modlitwa jest przede wszystkim przyjęciem w wierze myśli Bożych wobec mnie.


Nie chodzi w modlitwie o to, aby Boga zająć sobą i swoimi sprawami, ale aby siebie zająć Bogiem.


Droga do człowieka doskonałego prowadzi przez ciemność, w której Pan Bóg oczyszcza nas z subiektywnych wyobrażeń o sobie i pozbawia nas fałszywego światła, stwarzającego pozory, że znamy siebie i wolę Boga wobec nas. Na tej trudnej drodze, którą musi przejść każdy, kto pogłębia swoje życie wewnętrzne przez modlitwę, doskonali się nasza wiara, nadzieja i miłość. One zaś – przez coraz głębsze nawrócenie – prowadzą do zjednoczenia z Tym, którego pragnie nasza dusza, za którym tęskni nasze ciało.


Poprzez niepowodzenia, słabości, oschłości, cierpienia – jak w piecu ognistym z bezkształtnej i brudnej bryły kruszca wytapia się złoto – coraz czystsza i coraz silniejsza staje się moja wiara i nadzieja sprawiająca, że potrafię ufać wbrew nadziei w każdym doświadczeniu, że się nie załamuję i tak właśnie oddaję chwałę Bogu.


Największą przeszkodą w naszym stosunku do Boga jest uczucie samowystarczalności. Chcemy oprzeć się na samym sobie i niczego od Boga nie potrzebujemy.


Człowiek wierzący to człowiek, który całą swoją nadzieję opiera na Bogu.


Stwierdzenie swojej niemocy pozwala odkryć moc Boga.


Dopiero poznanie własnej niemocy i nędzy pozwala zrozumieć bliźniego.


Bóg nie żąda od nas niczego więcej, jak spełnienia zadania bieżącego, jak wytrwania w obowiązku chwili obecnej. A na tę chwilę obecną zawsze daje wystarczającą łaskę.


Bóg, jako jedyny, może zaspokoić najbardziej podstawową potrzebę twojego serca – potrzebę bycia kochanym bez względu na to kim jesteś, jaką wartość masz w swoich oczach i oczach innych.


Miłość nie może nigdy pozostać bez owoców.


Chrystus nie oczekuje od nas anielskiej świętości, ale wiary i ufności, bo wtedy zwyciężamy w sobie pychę.


Jeśli zdobędziemy się na pokorę, to znaczy na uznanie prawdy wewnętrznej o sobie, jeśli zrezygnujemy z wysiłku dokonania tego, co dla nas jest niemożliwe i pozostawimy Bogu troskę o to, żeby nas przemienił – znajdziemy wewnętrzny spokój.


Życie doczesne jest czasem próby, czasem wyboru. Odpoczynek będzie w przyszłym życiu.


Prawdziwe dzieła Boże rosną powoli.

 

16 grudnia

Teraz i w godzinę śmierci


Fragment książki: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" ks. Stefano Gobbiego


Ileż razy – odmawiając Różaniec Święty – powtarzaliście Mi tę modlitwę: «Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami, grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej». Słucham tego wezwania z wielką radością i zawsze wysłuchuję. Jako Mama czuwam w godzinie śmierci blisko każdego z Moich dzieci. Szczególnie blisko jestem przy was, którzy – przez wasze poświęcenie się – zawsze żyliście w bezpiecznym schronieniu Mego Niepokalanego Serca.


W godzinie waszej śmierci będę przy was, w blasku Mojego chwalebnego Ciała. Przyjmę wasze dusze w Moje matczyne ramiona i zaprowadzę je przed Mojego Syna Jezusa, na Jego szczegółowy sąd. Pomyślcie, jak radosne będzie spotkanie z Jezusem dla tych dusz, które zostaną Mu przedstawione przez Jego Matkę!


Okrywam je Moim pięknem, daję im zapach Mojej świętości, jasność Mojej czystości, białą szatę Mojej miłości. Jeśli pozostała gdzieś jakaś plama, zbliżam Moją matczyną rękę, aby ją zetrzeć i udzielić wam blasku, który umożliwia wejście do wiecznej szczęśliwości Raju.


Błogosławieni, którzy umierają przy boku swej Niebieskiej Mamy! Tak, błogosławieni, bo umierają w Panu. Znajdą więc odpoczynek po swoich trudach i dobro, które uczynili, będzie im towarzyszyć.

Moi najmilsi synowie i dzieci poświęcone Mojemu Niepokalanemu Sercu, zapraszam was dziś do głębokiej zażyłości ze Mną w ciągu waszego życia. Doświadczycie dzięki temu wielkiej radości w godzinie waszej śmierci. Zobaczycie, że jestem blisko was, aby przyjąć wasze dusze w Moje matczyne ramiona.



Źródło: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" 481, ks. Stefano Gobbi

 

16 grudnia

Anioł niosący klucz i łańcuch


Fragment książki: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" ks. Stefano Gobbiego


Czcicie Mnie jako Dziewicę Różańca Świętego.


Różaniec jest Moją modlitwą. Jest to modlitwa, o którą przyszłam was prosić z Nieba. Chodzi o broń, jakiej powinniście używać w tych czasach wielkiej bitwy. Broń ta jest znakiem Mego zwycięstwa.


Moje zwycięstwo dokona się, gdy szatan – wraz ze swoją potężną armią wszystkich duchów piekielnych – zostanie zamknięty w swym królestwie ciemności i śmierci. Nie będzie już mógł stamtąd wyjść, aby szkodzić światu.


Dlatego też zstąpi z Nieba Anioł, któremu zostanie dany klucz do Czeluści i łańcuch. Zwiąże on wielkiego Smoka, starodawnego węża, szatana, i wszystkich jego popleczników.


Anioł jest Duchem, którego Bóg wysyła w celu wypełnienia szczególnej misji.


Ja jestem Królową Aniołów. Plan odnoszący się do Mnie obejmuje także to, że jestem wysłana przez Pana, aby zrealizować największe i najważniejsze zadanie: zwyciężyć szatana. Już od początku jestem przedstawiana jako nieprzyjaciółka węża, która z nim walczy i w końcu zmiażdży mu głowę.


«Położę nieprzyjaźń między ciebie a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej. Ono zmiażdży ci głowę, a ty czyhać będziesz na jego piętę.»


Moim potomstwem jest Chrystus. On was odkupił i wyzwolił z niewoli grzechu. W Nim też dokona się Moje całkowite zwycięstwo. Został Mi powierzony klucz, którym można otwierać i zamykać bramy Czeluści.


Klucz jest znakiem władzy posiadanej przez kogoś, kto jest panem i właścicielem jakiegoś miejsca. W tym sensie Posiadającym klucz stworzenia jest jedynie Wcielone Słowo, ponieważ przez Nie wszystko się stało. Jezus Chrystus jest Panem i Królem całego wszechświata, to znaczy – Nieba, Ziemi i Czeluści. Jedynie Mój Syn posiada klucz Czeluści.


On Sam jest tym Kluczem Dawida, który otwiera i nikt nie może zamknąć, który zamyka i nikt nie może otworzyć. Jezus przekazuje Mi ten klucz symbolizujący Jego Boską władzę. Mnie bowiem – Jego Matce i Pośredniczce pomiędzy wami a Moim Synem – zostało powierzone zadanie zwyciężenia szatana i całej jego potężnej armii zła. Tym właśnie kluczem mogę otworzyć i zamknąć bramę Czeluści.


Łańcuch, którym ma być związany Smok, jest utworzony z modlitwy zanoszonej ze Mną i przeze Mnie. Tą modlitwą jest Różaniec Święty. Pierwszym celem zastosowania łańcucha jest ograniczenie działania, a następnie uwięzienie i w końcu udaremnienie wszelkiej działalności tego, kto zostanie nim związany.


– Łańcuch Różańca Świętego ma przede wszystkim ograniczyć działania Mojego przeciwnika. Każdy odmawiany ze Mną Różaniec ogranicza działanie szatana, broni dusze przed jego złym wpływem i udziela większej siły dobru, aby rozszerzało się w życiu wielu Moich dzieci.


– Skutkiem odmawiania Różańca Świętego jest także uwięzienie szatana, to znaczy uniemożliwianie mu działania, zmniejszanie i coraz większe osłabianie siły jego diabelskiej władzy. Dobrze odmawiany Różaniec zadaje potężny cios potędze zła i powoduje zawalenie się części jego królestwa.


– Łańcuch Różańca czyni szatana zupełnie nieszkodliwym. Jego wielka władza właśnie się kończy. Wszystkie złe duchy zostaną strącone do jeziora ognia i siarki. Zamknę jego bramy kluczem Mocy Chrystusa i dzięki temu nie będą już mogły wychodzić na świat, by szkodzić duszom.


Teraz rozumiecie, najmilsi synowie, dlaczego w tych ostatnich czasach walki pomiędzy Mną, Niewiastą obleczoną w słońce, a wielkim Smokiem, powołuję was do mnożenia wszędzie Wieczerników modlitwy. Wzywam do odmawiania w nich Różańca Świętego, rozmyślania nad Moimi słowami i do waszego poświęcenia się Memu Niepokalanemu Sercu. Przez to dajecie Niebieskiej Mamie możliwość działania w celu związania szatana łańcuchem. Dzięki temu będę mogła wypełnić Moje zadanie i zmiażdżyć mu głowę, to znaczy pokonać go na zawsze, zamykając go w jego czeluści ognia i siarki.


Skromny i delikatny sznurek Różańca Świętego tworzy silny łańcuch. Dzięki niemu uczynię Moim więźniem mrocznego władcę tego świata, nieprzyjaciela Boga i Jego wiernych sług.


W ten sposób pycha szatana zostanie na nowo pokonana mocą małych, pokornych i ubogich.


Dziś zapowiadam wam bliskość Mojego wielkiego zwycięstwa, które zapewni wam wyzwolenie. Udzielam wam pociechy Mojej matczynej obecności między wami i błogosławię wam.


Źródło: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" 478, ks. Stefano Gobbi

 

16 grudnia

Zapowiedź trzech Aniołów


Fragment książki: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" ks. Stefano Gobbiego


W tym ostatecznym okresie oczyszczenia i wielkiego ucisku szczególnie i mocno ujawniają się Aniołowie Pana.


Weszliście w najboleśniejszą i najtrudniejszą fazę walki pomiędzy duchami dobra i duchami zła, pomiędzy Aniołami i demonami. To straszna walka, tocząca się wokół was i ponad wami.


Wy, biedne ziemskie stworzenia, jesteście w nią wciągnięte i dlatego odczuwacie szczególnie silnie zasadzki, zastawiane na was przez złe duchy, które pragną sprowadzić was na drogi grzechu i zła. W tych czasach działanie Aniołów Stróżów musi więc stać się jeszcze silniejsze i stałe. Módlcie się często, słuchajcie ich z uległością, idźcie za nimi w każdym momencie.


Oddawanie czci i chwały Aniołom Pańskim powinno się rozszerzać w Kościele i stawać bardziej uroczyste. Oni mają zapowiedzieć wasze bliskie wyzwolenie. To ich zadanie. Czekajcie z ufnością na zapowiedź trzech Aniołów, przyjmijcie ją z radością i idźcie za nią z miłością.


– Wasze wyzwolenie zbiegnie się z końcem nieprawości, z zupełnym wyzwoleniem całego stworzenia z niewoli grzechu i zła.


To, co nadejdzie, będzie nadzwyczajne. Nic podobnego nie zdarzyło się od początku świata. Będzie to jakby sąd w pomniejszeniu i każdy zobaczy – w Świetle samego Boga – swe własne życie oraz wszystkie swoje czyny.


Pierwszy Anioł ma za zadanie ogłosić wszystkim:


«Ulęknijcie się Boga i dajcie Mu chwałę, bo godzina sądu Jego nadeszła. Oddajcie pokłon Temu, co niebo uczynił i ziemię, i morze, i źródła wód!»


– Wasze wyzwolenie zbiegnie się z upadkiem szatana i wszystkich duchów diabelskich. Wszystkie demony i duchy potępionych – które rozproszyły się w tych latach po wszystkich stronach świata na upadek i potępienie dusz – zostaną zepchnięte do piekła, skąd wyszły. Nie będą już mogły szkodzić. Cała władza szatana zostanie zniszczona.


Drugi Anioł ma za zadanie ogłosić:


«Upadł, upadł wielki Babilon, co winem zapalczywości swego nierządu napoił wszystkie narody!»


– Wasze wyzwolenie zbiegnie się przede wszystkim z nagrodą udzieloną tym wszystkim, którzy w wielkiej próbie pozostali wierni. Zbiegnie się ono także z wielką karą dla tych, którzy pozwolili się pociągnąć przez grzech i zło, przez niewierność i bezbożność, przez pieniądz i przyjemności, przez egoizm i nieczystość.


Trzeci Anioł ma zapowiedzieć wielką karę:


«Jeśli kto wielbi Bestię i obraz jej i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę, ten również będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nie rozcieńczone, w kielichu Jego gniewu; i będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka. A dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi i nie mają spoczynku we dnie i w nocy czciciele Bestii i jej obrazu, i ten, kto bierze znamię jej imienia.»


W końcowym okresie wielkiego ucisku – zapowiedzianego jako koniec nieprawości, upadek szatana i kara na bezbożnych – zostanie wystawiona na ciężką próbę wytrwałość tych, którzy należą do Pana, wypełniają przykazania Boże i pozostają wierni Jezusowi.


Dlatego właśnie zapraszam was dziś do pozostawania w szczególnym zjednoczeniu z waszymi Aniołami Stróżami poprzez modlitwę, nasłuchiwanie ich głosów oraz przez uległe przyjmowanie ich misji. Polega ona na bezpiecznym prowadzeniu was po drodze dobra i świętości.


W tych czasach szatan z wściekłością panuje całą swą mroczną mocą, dlatego Aniołom Światłości Mego Niepokalanego Serca przypadło prowadzenie was po drodze wytrwałości i wierności Jezusowi, zachowywania przykazań Bożych i praktykowania wszystkich cnót.


Z radością Mamy – pocieszonej przez was i coraz bardziej otaczanej chwałą – błogosławię was, zjednoczonych dziś z waszymi Aniołami Stróżami.


Źródło: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" 478, ks. Stefano Gobbi

 

16 grudnia

Odnowienie całego stworzenia przez bolesne oczyszczenie dla „nowych niebios i nowej ziemi


Fragment książki: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" ks. Stefano Gobbiego


Jezus Chrystus jest Królem, którego misja polega na ponownym doprowadzeniu świata do doskonałego uwielbienia Ojca. W tym celu oczyści go palącym Ogniem Ducha Świętego w taki sposób, że zostanie on całkowicie wyzwolony z mocy złego ducha, z wszelkiego cienia grzechu i otworzy się na niewypowiedzianą radość nowego ziemskiego Raju. Ojciec zostanie wtedy uwielbiony, a Jego Imię – uświęcone przez całe Stworzenie. W tym Stworzeniu – odnowionym przez doskonałą wspólnotę życia z Ojcem – Jezus Chrystus ustanowi Królestwo chwały, aby dzieło Jego Boskiego Odkupienia mogło się zrealizować w całej doskonałości.


Duch Święty otworzy serca i umysły w taki sposób, że wszyscy będą mogli doskonale wypełniać wolę Ojca i Syna, aby – jak w Niebie tak i na ziemi – doskonale wypełniana była Boża wola. Dla osiągnięcia nowych niebios i nowej ziemi, trzeba przejść przez bolesne i krwawe doświadczenie oczyszczenia, wielkiego ucisku i kary.


Moi najmilsi synowie i dzieci poświęcone Mojemu Niepokalanemu Sercu, posłuchajcie słów waszej Niebieskiej Mamy. Ona łagodnie was przygotowuje i prowadzi do przeżycia tych wydarzeń. Nadeszły właśnie czasy przepowiedziane wam przez proroka Zachariasza: «Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada...», «bo prawicę moją zwrócę przeciwko słabym. W całym kraju – wyrocznia Pana – dwie części zginą i śmierć poniosą, trzecia część tylko ocaleje. I tę trzecią część poprowadzę przez ogień, oczyszczę ją, jak oczyszcza się srebro, i wypróbuję tak, jak złoto próbują. I wzywać będzie mego imienia – a Ja wysłucham, i będę mówił: Oto mój lud, a on powie: Pan moim Bogiem.» (…)


Uważajcie! Oto Jezus Chrystus nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. l «Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący.»


Źródło: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej" 482, ks. Stefano Gobbi

 

11 grudnia

Drugie przyjście Chrystusa w chwale a Jego przyjścia na sąd ostateczny


Drugie przyjście Chrystusa w chwale nie jest tym samym co Jego przyjście na sąd ostateczny przy końcu świata. Mówi o tym m.in. Matka Boża w orędziach skierowanych do ks. Stefano Gobbi.


W drugim przyjściu Chrystusa wypełnią się słowa modlitwy Ojcze nasz – „przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Maryja mówi: „Zmartwychwstały Chrystus doprowadzi obecnie do doskonałego wypełnienia woli Ojca. Uczyni to przez drugie przyjście w chwale, dla ustanowienia Swego Królestwa, w którym wszyscy na ziemi będą spełniać Bożą wolę”. „Zbliża się moment drugiego przyjścia Jezusa, powrotu Chrystusa w chwale dla odbudowania wśród was Królestwa łaski, świętości, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Ogłaszajcie wszystkim Jego powrót w chwale, aby na świecie zakwitła nadzieja i aby serca ludzkie otwarły się na przyjęcie Go”.


Zanim się to jednak stanie, musi nastać wielki ucisk i godzina Kalwarii dla Kościoła: „Godzina Kalwarii nadeszła dla Kościoła. Jest on wezwany do złożenia siebie w ofierze całopalnej, ma być złożony w ofierze na Krzyżu krwawego męczeństwa. Godzina Kalwarii nadeszła dla tej biednej ludzkości, która zaczyna już przeżywać bolesne godziny swej kary. Godzina Kalwarii nadeszła dla was, Moich umiłowanych, ponieważ weszliście już w decydujący czas wielkiego ucisku”.


Musi też nastąpić wielkie odstępstwo i pojawić się Antychryst: „Niegodziwiec wejdzie do Kościoła, aby spowodować ohydę spustoszenia, która znajdzie swój szczyt w straszliwym świętokradztwie. Wielkie odstępstwo rozszerzy się wszędzie. Wtedy Moje Niepokalane Serce zgromadzi małą resztę, która pozostała wierna i która ‒ w cierpieniu, na modlitwie i w nadziei ‒ będzie czekać na powrót Mojego Syna Jezusa w chwale”.


Jest też zapowiedź tzw. Ostrzeżenia (małego sądu sumienia), aby móc poznać prawdę o sobie i o zwiedzeniu i aby w pełni świadomie opowiedzieć się za lub przeciw Chrystusowi. Wielu się nawróci lub stanie się jeszcze bardziej gorący (ale też wielu nie przyjmie tej prawdy i stanie się jeszcze bardziej zatwardziałym w złu). „Języki ognia zstąpią na was wszystkich, Moje biedne dzieci, tak zwiedzione i oszukane przez szatana i przez wszystkie złe duchy, które w tych latach odniosły swój największy tryumf. Zostaniecie oświeceni tym Bożym światłem i ujrzycie samych siebie w zwierciadle Bożej prawdy i świętości. Będzie to jakby sąd w pomniejszeniu, który otworzy wasze serca na przyjęcie wielkiego daru Bożego Miłosierdzia. Wtedy Duch Święty dokona nowego cudu powszechnej przemiany w sercach i w życiu wszystkich: grzesznicy się nawrócą, słabi zostaną podtrzymani, chorzy zostaną uzdrowieni, oddaleni powrócą do domu Ojca, ofiary podziału i rozdzielenia odnajdą pełnię jedności”.


W końcu nastąpi odnowienie oblicza ziemi i całego Kościoła w Duchu Świętym, w niewidzianej dotąd czystości i świętości: „Misja Ducha Świętego polega na przemienianiu całej ludzkości i odnawianiu oblicza ziemi, aby stała się nowym ziemskim Rajem, w którym Bóg – kochany i uwielbiany przez wszystkich – będzie radością każdego.” „Przyjdzie Duch Święty – jak niebiańska rosa łaski i ognia – i odnowi cały świat. Pod Jego działaniem miłości nie do odparcia Kościół otworzy się na życie nowej epoki swej największej świętości i rozbłyśnie tak mocnym światłem, że przyciągnie do siebie wszystkie narody ziemi”.



Źródło: "Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej", ks.Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016

 

9 grudnia

Zmusić do milczenia przez lęk


Stefan Kardynał Wyszyński: Największym brakiem apostoła jest lęk. Bo on budzi nieufność do potęgi Mistrza, ściska serce i kurczy gardło. Apostoł już nie wyznaje. Czyż jest jeszcze apostołem? Uczniowie, którzy opuścili Mistrza, już Go nie wyznawali. Dodali odwagi oprawcom. Każdy, kto milknie wobec nieprzyjaciół sprawy, rozzuchwala ich. Lęk apostoła jest pierwszym sprzymierzeńcem nieprzyjaciół sprawy. „Zmusić do milczenia przez lęk” – to pierwsze zadanie strategii bezbożniczej. Terror, stosowany przez wszystkie dyktatury, obliczony jest na lękliwość apostołów. Milczenie tylko wtedy ma swoją apostolską wymowę, gdy nie odwracam oblicza swego od bijących. Tak czynił milczący Chrystus. Ale w tym znaku okazał swoje męstwo. Chrystus nie dał się sterroryzować ludziom. Gdy wyszedł na spotkanie hałastry, odważnie powiedział: „Jam jest”.


Źródło: „Zapiski więzienne”, Stefan Kardynał Wyszyński, wyd. SOLI DEO

 

7 grudnia

Wasze sprawy nie są najważniejsze nawet dla mojego Niepokalanego Serca


"Nie jesteście tacy ważni. Wasze sprawy nie są najważniejsze nawet dla mojego Niepokalanego Serca” – zdaje się mówić dziś Maryja. Ale to słowa – świadomie – wyrwane z kontekstu z jednej z konferencji pana Wincentego Łaszewskiego po to, aby zwrócić uwagę na ważną rzecz w kontekście tzw. Godziny Łaski, ale nie tylko – także większości objawień maryjnych. Owszem, Maryja obiecuje, że w tej godzinie ześle dla nas samych liczne łaski „dla duszy i ciała” ‒ i tak też na pewno będzie, ale zależy Jej przede wszystkim na naszej modlitwie za tych, którzy giną, a nie tylko na szukaniu pocieszenia dla siebie.


Pan Wincenty Łaszewski mówi, parafrazując słowa Maryi: „Nie jesteście tacy ważni. Wasze sprawy nie są najważniejsze nawet dla mojego Niepokalanego Serca. Łódź Piotrowa się przewraca. Kościół może stanąć stępką do góry. Ludzie tracą wiarę. Jak mówiłam w Fatimie ‒ tysiące tysięcy idzie do piekła. Wasze zmartwienia, wasze cierpienia, wasz codzienny ból, wasze zmęczenie na tym świecie nie są tak ważne jak to, że ludzie inni idą do piekła. Tam jest prawdziwy ból, prawdziwe zmartwienie, prawdziwa udręka. Przychodzę do was po to, by was błagać, byście wy ‒ moje dzieci, które jak wierzę, rozumiecie, co mówię ‒ pomogli mi ratować świat. Nie, żeby na tym świecie było więcej zdrowego powietrza i mniej rzeźni. Nie. Żeby ten świat nie staczał się ku przepaści piekielnej. Żeby ludzie, którzy na tym świecie żyją ‒ także wokół nas, najbliżsi sąsiedzi, znajomi z pracy, ze szkoły ‒ żeby oni wszyscy mieli wpisane w swoje przeznaczenie zbawienie. Nie ma nic ważniejszego”.


Podobne słowa skierował Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej: „O, żebyś wiedziała, jak wielki bój się toczy, jak zacięta walka o każde serce ludzkie... Nie myśl o sobie, o takich czy innych odczuciach twoich. One nieważne wobec ogromu zagrożenia piekłem zalewającym świat. Promienie Mojej Miłości nie mogą dotrzeć na ziemię, jeśli nie ma serc, które są bramą łączącą Niebo z ziemią” (SP 424).


Nie myśl więc (zbytnio) o sobie, o swoich rozterkach, chorobach, bólach serca, poranieniach. Nie rozczulaj się nad swoją krzywdą, brakiem czegoś… Swoją modlitwę przekieruj na błaganie za świat, który ginie, a sam Bóg pomyśli wtedy o tobie i zadba o to, czego ci brak.



Źródło: https://youtu.be/lwYsEkc-dTA

 

5 grudnia

Nie ma takiej krzywdy, której nie można by przebaczyć!


Uwięzienie było dla Stefana Wyszyńskiego rodzajem wielkiej próby. 31 grudnia 1953 roku, robiąc rachunek sumienia z „przewodniej cnoty – miłości”, zapisał: „Pragnę być jasny. Mam głębokie poczucie wyrządzonej mi przez rząd krzywdy. (…) Pomimo tego nie czuję uczuć nieprzyjaznych do nikogo z tych ludzi. Nie umiałbym zrobić im najmniejszej nawet przykrości. Wydaje mi się, że jestem w pełnej prawdzie, że nadal jestem w miłości, że jestem chrześcijaninem i dzieckiem mojego Kościoła, który nauczył mnie miłować ludzi i nawet tych, którzy chcą uważać mnie za swoich nieprzyjaciół, zamieniać w uczuciach na braci”. Następnego dnia, 1 stycznia 1954 roku, dodał zaś: „Odnawiam najlepsze swoje uczucia dla wszystkich ludzi. Dla tych, co mnie teraz otaczają najbliżej. I dla tych dalekich, którym się wydaje, że decydują o moich losach, które są całkowicie w rękach mego Ojca Niebieskiego. Do nikogo nie mam w sercu niechęci, nienawiści czy ducha odwetu. Pragnę się bronić przed tymi uczuciami całym wysiłkiem woli i pomocą łaski Bożej. Dopiero z takim usposobieniem i z takim uczuciem mam prawo żyć. Bo tylko wtedy życie moje będzie budowało Królestwo Boże na ziemi”.


Prymas uważał, że „nie ma takiej krzywdy, której nie można by przebaczyć!”. Jest to oznaką zwycięstwa „mądrości, rozsądku i miłości”. Bo miłować nieprzyjaciół to „jest szczyt chrześcijaństwa i szczyt postępu ludzkości”. Kochać i „umieć modlić się za nich. O co? – O miłość dla nich! Jest to rzecz trudna, nawet bardzo trudna, ale najważniejsza”. Notował: „Jak szczytem prawdy chrześcijańskiej jest nauka o Trójcy Świętej, tak szczytem miłości chrześcijańskiej jest nauka o miłości nieprzyjaciół. »Zło dobrem zwyciężaj«”.


W czasie uwięzienia na okładkach brewiarza miał zapisaną intencję: „za Ojczyznę i Jej Prezydenta”, i za tych, „co z Kościołem walczą”. Modlił się więc za Bolesława Bieruta, odpowiedzialnego za stalinowskie zbrodnie w Polsce i za jego internowanie, nie mając do niego żalu, uważał jedynie, że „nie wypełnił [on] obowiązku obrony obywatela pozbawionego wbrew prawu wolności...



Źródło: „Prymas Wyszyński, Wiara, nadzieja, miłość”, Ewa K. Czaczkowska,

 

Fot. VICONA / CC BY-NC-ND 4.0