Kto wytrwa do końca… Wyznania potępionego kapłana





Historia potępionego kapłana, Verdi Garandieu, żyjącego w XVII w. w diecezji Tarbes w Pirenejach, który za pośrednictwem opętanej, na rozkaz Trójcy Świętej i Najświętszej Maryi Panny zmuszony był zwrócić się do swoich braci w kapłaństwie, z dramatycznym ostrzeżeniem, aby powrócili na wąską drogę Ewangelii dla uniknięcia straszliwego losu jaki jego spotkał z powodu sprzeniewierzenia się łasce. Będąc początkowo gorliwym, popadł wkrótce w letniość, a następnie w stan permanentnego grzechu śmiertelnego. Żyjąc w tym stanie, wykonywał jedynie powierzchownie swoje obowiązki kapłańskie, a zaniedbywanie modlitwy brewiarzowej spowodowało, że nie był już w stanie się podnieść. Ostatecznie ‒ jak sam mówi ‒ Pan wyrzucił go ze swoich ust i przez całą wieczność musi cierpieć tym straszniejsze męki jako potępiony kapłan, ponieważ święcenia kapłańskie pozostawiają na duszy niezatarty ślad, nawet w piekle.


Opętana, przez którą mówił demon, to 41-letnia wówczas kobieta, bardzo pobożna, matka czwórki dzieci, która od czternastego roku życia dręczona była demonicznie z niewiadomych przyczyn. Kobieta była poddawana wielu egzorcyzmom, które tylko na chwilę przynosiły je ulgę. Po wielu pobytach w szpitalach psychiatrycznych, gdzie nie udało się odkryć źródła jej udręk ani stwierdzić choroby psychicznej, egzorcyści, którzy zajęli się jej przypadkiem, rozpoznali u niej tzw. opętanie ekspiacyjne, czyli nie powstałe z jej winy, ale dopuszczone przez Boga dla wynagrodzenia za grzechy innych. Podczas jej egzorcyzmów ujawniało się wiele demonów, zarówno anielskich, jak i ludzkich, które, przymuszone, dawały ostrzeżenia i upomnienia dla współczesnego świata i Kościoła. Ich wypowiedzi zostały spisane w książce "Ostrzeżenie z zaświatów", Bonawentura Meyer.



Egzorcyzm, podczas którego przemówił potępiony kapłan Verdi Garandieu, miał miejsce 5 kwietnia 1978 r., w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego (przeniesioną w tamtym roku z Wielkiej Soboty) oraz we wspomnienie św. Wincentego Ferreriusza, wielkiego misjonarza dominikańskiego, Hiszpana żyjącego na przełomie XIV i XV w., pogromcy demonów, którym wyrwał wiele dusz przez swoje życie pełne miłości, pokuty oraz płomienne kazania.


 

Egzorcyzm z 5 kwietnia 1978 r.


Ex ‒ O. Ernest Fischer, egzorcysta

Ve ‒ Verdi Garandieu, demon ludzki



Ex: Musisz mówić na chwałę Boga i dla zbawienia dusz, nakazuje ci św. Wincenty Ferreriusz, ten wielki łowca dusz, który wyrwał ci ich tak wiele!


Ve: Nie mnie, nie mnie, ale staruszkowi, (= Lucyferowi) (śmieje się kpiąco), nie mnie, nie mnie...


Ex: Wyrwał je z piekła. Swoją gorliwością wyrywał dusze piekłu.


Ve: Ja jestem tylko jednym z wielu (śmiech), jednym nędznikiem wśród wielu.


Co za głupotę, (donośnym głosem), co za głupotę popełniłem! Jakie błędne życie prowadziłem! Dlaczego nie żyłem lepiej? Dlaczego nie byłem kapłanem według woli TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę)? Dlaczego nie odpowiedziałem na Jego łaskę? Dlaczego w ogóle wszedłem na drogę kapłaństwa (mówi głośno i płacze z rozpaczy)... kiedy nie byłem do tego zdolny lub nie okazałem się w pełni zdolny do pełnienia tak ciężkiej, odpowiedzialnej funkcji (płacze rozpaczliwie)?.


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, w imię Jezusa Chrystusa, wszystko na chwałę samego Boga!


Ve: Grzeszyłem, dając zły przykład. Dawałem zły przykład, podobnie jak i dzisiaj robi to tysiące kapłanów. Ja (oddycha ciężko) nie dawałem dobrych nauk.


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawdę, w imię Jezusa Chrystusa!


Odrzucony za letniość


Ve: Bardziej oglądałem się za spódnicami niż patrzyłem na przykazania Boże. Zostałem potępiony, ponieważ byłem letni. TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) powiedział dosłownie: „Skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”.


Ex: Mów, Verdi Garandieu, na chwałę Bożą, wszystko, co masz do powiedzenia o swoim życiu!


Ve: Moje życie było... W młodości byłem jeszcze dobry (prawie płacze). Żyłem (gorzko płacząc) wtedy w łasce (płacze z rozpaczy). W młodości odpowiadałem jeszcze na głos łaski, ale potem stałem się letni. Szedłem coraz dalej szeroką drogą. Opuściłem ścieżkę cnoty i nie odpowiadałem już na głos łaski. Potem upadałem coraz niżej. Z początku, od czasu do czasu jeszcze się spowiadałem, jeszcze chciałem się nawrócić. Nie raz chciałem zawrócić ze złej drogi i walczyć ze swoimi grzechami (mocnym głosem), ale...


Ex: Mów prawdę w imię Jezusa Chrystusa, na chwałę Bożą, tylko prawdę!


Ve: ... ale nie mogłem, bo za mało się modliłem... Mało się modliłem i nie współpracowałem dostatecznie z łaską. Byłem, jak mówią, letni. Letni jest już właściwie zimny – od letniego do zimnego jest już tylko mały krok. Trzeba być gorącym, gorącym, gorącym, żeby to, co stało się ze mną, nie przydarzyło się innym. Ale jest dziś tysiące, dziesiątki tysięcy kapłanów, a nawet więcej, którzy są tacy, jak ja byłem – letni i nie… (krzyczy)


Ex: Mów prawdę!


Ve: … i już nie współpracują z łaską. Nie spotka ich lepszy los niż mnie spotkał, jeśli się nie nawrócą, nie przyjmą w pełni ognia Ducha Świętego i nie pozwolą Mu działać. Jakże strasznym losem jest dla mnie piekło! Ach, bodaj żebym się nigdy nie narodził! A gdybym mógł żyć na nowo, przede wszystkim chciałbym lepiej wykonywać swoje obowiązki! Jak robiłbym wszystko lepiej! Jak spędzałbym dzień i noc na kolanach i modlił się do TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę) prosząc o litość! Wzywałbym na pomoc wszystkich Aniołów i wszystkich Świętych, żeby nie pójść znowu drogą zatracenia! Ale (mocnym głosem) JA, JA (jęcząc) NIE MOGĘ WRÓCIĆ... NIE MOGĘ WRÓCIĆ (krzyczy przerażającym głosem). JESTEM POTĘPIONY!


Jezus Chrystus dał przykład umiarkowania


Kapłani nie wiedzą, co to znaczy być potępionym. Oni (z desperacją) nie widzą, czym jest piekło! Prawie wszyscy w tej chwili podążają drogą najmniejszego oporu. Uważają, że powinni cieszyć się życiem i korzystać z jego uroków. Wierzą, że humanizm i modernizm to coś, czego nie można już dziś zatrzymać, więc trzeba iść z duchem czasu. Przełożeni, biskupi i kardynałowie nie dają lepszego przykładu. Czyż oni żyją w prostocie, którą Chrystus praktykował w swoich posiłkach? Oczywiście Chrystus, jak wspomina Pismo Święte, zasiadał przy stole i jadał podczas przyjęć, takich jak śluby, czy niektóre święta, ale robił to tylko...


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę, Verdi, mów prawdę i tylko prawdę, w imię Jezusa Chrystusa!


Ve: …robił to z miłości, ale nigdy nie jadał wiele. Zawsze jadł skromnie i nie mówię nawet o czasie, kiedy nie chodził na uczty. CHRYSTUS CIERPIAŁ GŁÓD DUŻO BARDZIEJ, NIŻ SIĘ MYŚLI. Święta Rodzina i Apostołowie też cierpieli głód i dużo pościli, inaczej nigdy nie otrzymaliby tylu łask.


Oczywiście Chrystus miał w sobie pełnię łask, nie potrzebował ich zdobywać, zwłaszcza nie musiał o nie prosić w modlitwie. On sam był dawcą łask i światłem. Ale chciał dać dobry przykład Apostołom i wszystkim ludziom, zwłaszcza (donośnym głosem) kapłanom, biskupom, zwierzchnikom kościelnym, kardynałom i papieżowi.


Dał przykład cnoty wstrzemięźliwości w najdoskonalszej mierze, ale jaki dziś z tego pożytek?


Zdecydowana większość duchowieństwa siedzi dziś z powrotem przy suto zastawionym stole – z deserem, winem i wszelkimi dodatkami. Czasami nawet jedzą więcej niż jest to dobre dla ich zdrowia, a nawet uważają, że to normalne, gdy jest się biskupem i zajmuje wysoką pozycję.


Gospodynie, które gotują dla tych dostojników, a także dla niektórych księży, sądzą, w dobrej wierze, że trzeba suto zastawić stół, gdyż to odpowiada ich wysokiej godności. Ale zapominają, że to nie jest naśladowanie Chrystusa.


Byłoby lepiej, gdyby te gospodynie uświadomiły biskupom, księżom czy kardynałom, że Chrystus dał przykład ubóstwa. Ubóstwa i cnoty. TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) chce, aby praktykowano naśladowanie Chrystusa (donośnym głosem), a to, co praktykuje się dzisiaj jest tego zupełnym przeciwieństwem.


To pompa, przepych, obżarstwo i luksus aż po grzech. Grzech zaczyna się nie tylko tam, gdzie jest już oczywisty. Grzech zaczyna się już wtedy, gdy nie naucza się wyrzeczenia i nie praktykuje się go. Grzech zaczyna się już wtedy, gdy człowiek mógłby sobie czegoś odmówić, ale tego nie robi.


Oczywiście, nie chodzi o grzech w dosłownym tego słowa znaczeniu, który się wówczas popełnia. Ale ścieżka, która do niego prowadzi, zaczyna się już wtedy, gdy przestaje się praktykować wyrzeczenie, kiedy jest brak ducha poświęcenia i podążanie ścieżką najmniejszego oporu. Wtedy droga, która prowadzi do pierwszego grzechu, czy to powszedniego, czy ciężkiego, nie jest już odległa, ponieważ my na dole (wskazuje w dół) robimy, co możemy ‒ jesteśmy w tym szkoleni – by chwytać ludzi tam, gdzie można ich najłatwiej złapać. Ale jeśli ktoś nigdy naprawdę dobrze nie...


Etapy upadku


Ex: Mów prawdę w imię Jezusa Chrystusa, tylko prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawdę!


Ve: ...jeśli ktoś nigdy naprawdę dobrze, doskonale nie podążał drogą Chrystusa – drogą ubóstwa i cnoty, drogą modlitwy, krzyża, wyrzeczenia i ofiary lub jeśli nie robi lub zaniedbuje tylko jedną z tych rzeczy – wtedy próbujemy złapać go w tym słabym punkcie. Nawet jeśli jest to tylko włókno jego szaty, to już coś. Z czasem możemy zedrzeć z niego całą szatę (jęczy). Nie chcę już mówić nic więcej!


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, na chwałę Bożą, o swoim życiu, o życiu kapłana takim, jakie powinno być! Mów prawdę na chwałę Boga!


Ve: Moje kapłaństwo... Być może myślałem wtedy, że mam powołanie i chciałem... Oczywiście chciałem zostać dobrym księdzem, ale kapłanom nie wolno nigdy zapominać, że są bardziej niż świeccy zagrożeni zwiedzeniem przez nas z dołu [przez piekło]. Oczywiście zagrożeni są również świeccy, zwłaszcza dusze uprzywilejowane lub ci, którzy piastują ważne stanowiska. Ale ponieważ kapłan jest kimś szczególnym przez swoją konsekrację, przez co może wyrządzić nam, tam na dole, ogromne szkody (wskazuje w dół), atakujemy go silniejszymi pokusami. Tak się stało też ze mną (płacze). Myślałem...


Ex: Mów prawdę, Verdi, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa, na chwałę Bożą, tylko prawdę o swoim życiu!


Zaniedbywanie modlitwy


Ve: Myślałem: teraz jestem księdzem. Osiągnąłem swój cel. Na początku wykonywałem swoją posługę kapłańską całkiem dobrze, ale nagle okazało się, że to zbyt monotonne. Zacząłem zaniedbywać modlitwę brewiarzową. Na początku tylko ją skracałem. Potem, gdy miałem ciężki dzień – a przynajmniej tak mi się wydawało – nie odmawiałem jej w ogóle lub odkładałem, a potem nagle... nie chcę już mówić.


Ex: Mów prawdę, Verdi, w imię Jezusa Chrystusa, na chwałę Bożą! Mów prawdę o swoim życiu, aby ostrzec kapłanów! Mów prawdę, tylko prawdę!


Ve: ...a potem nagle pomyślałem: „Ach! Te nudne modlitwy brewiarzowe! Są takie długie i zabierają tyle czasu”. Ale nie powinienem był tak myśleć, ponieważ to zaniedbanie modlitwy brewiarzowej było dla mnie fatalne w skutkach.


Kiedy przestałem się modlić, stopniowo popadałem w grzech. A kiedy popadłem w grzech – w grzech nieczystości – oczywiście przestałem odprawiać Mszę z właściwą gorliwością i skupieniem, gdyż nie byłem już w stanie łaski. Pismo Święte i wszystko co w nim zawarte, było dla mnie wyrzutem. Dziesięć Przykazań i Nowy Testament były dla mnie przywoływaniem do porządku, ponieważ nie żyłem już nimi tak, jak powinienem. Ponieważ to wszystko było dla mnie wyrzutem, nie chciałem już właściwie i dogłębnie nauczać tego dzieci. Jak miałem wpajać im dobro, skoro sam już nim nie żyłem, i dlatego muszę powiedzieć... nie chcę mówić!


Ex: W imię Jezusa Chrystusa, w imię Najświętszego Sakramentu Ołtarza, mów prawdę i tylko prawdę o życiu i postępowaniu kapłanów!


Ve: ...dlatego muszę powiedzieć, że ci moderniści i humaniści, czy jakkolwiek się ich obecnie nazywa, są tacy sami lub podobni do mnie. Jak mogą przekazywać innym coś, czym sami już nie żyją? Musieliby kłamać (jęczy). Nie chcę...


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa, w imię Trójcy Przenajświętszej, Ojca, Syna i Ducha Świętego, Najświętszego Sakramentu Ołtarza, tylko prawdę na chwałę Bożą i dla pouczenia kapłanów!


Ve: Ich serca stały się jaskinią zbójców, bardziej niż się to wydaje. A jeśli jeszcze się takie nie stały, są już co najmniej robaczywe. Ale jak jabłko, w którym już zamieszkuje robak, może pozostać soczystym i nietkniętym, i roznosić przyjemny zapach przez długi czas?!


Może tylko kapłan, który żyje cnotą i daje jej przykład innym. Gdyby dzisiejsi kapłani, tak jak powinni, nadal byli przykładem cnoty dla młodzieży i świata, mielibyście świat tysiąc razy lepszy niż macie teraz. Jak mam szerzyć dobro, jeśli nie mam go w sobie? Jak mam mówić o Duchu Świętym, jeśli sam Go nie słyszę...


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa, Verdi Garandieu!


Obojętność wobec Najświętszej Ofiary Mszy


Ve: ...bo już zszedłem z drogi, którą Duch Święty mi wyznaczył! To straszna tragedia, o wiele większa, niż możecie to pojąć. Jest to tym bardziej tragiczne, że ​​kapłan (płacze), który nie daje już dobrego przykładu i porzuca drogę cnoty, ciągnie za sobą masę ludzi, a przynajmniej kilka osób, i to również zaczyna się od Mszy Świętej. Kapłan nie będzie celebrował Mszy Świętej z głębią i pobożnością, jeśli jego postępowanie jako kapłana jest też niewłaściwe. Zajdzie tak daleko, że… w każdym razie mi się tak przydarzyło (prawie płacze)…


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa i Najświętszej Dziewicy...!


Ve: ... dojdzie do tego, że poczuje odrazę do Mszy Świętej, do tego stopnia, że wolałby, żeby jej nie było. A jednak ponieważ jest księdzem, musi ją sprawować przed ludźmi. Ale nawet będąc w takim stanie, mogłem dokonywać Przeistoczenia. Tak jest też w przypadku kapłanów, którzy wypełniają ku temu warunki, bo Bóg jest miłosierny, a ludzie przychodzą w dobrej wierze i nie mogą znać głębi serca kapłana, ale, ale (przynaglającym głosem) biada, biada...


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę, Verdi Garandieu, w imię Jezusa Chrystusa, tylko prawdę!


Nauczanie idące z duchem czasu


Ve: ...biada (poważnym głosem), biada kapłanom, którzy nie mówią tego, co powinni mówić, którzy nie żyją tym, czym powinni żyć i swoją nauką sprowadzają wiernych na fałszywe ścieżki. Byłoby lepiej... byłoby lepiej, gdyby każdy z nich powiedział publicznie na ambonie przed wszystkimi: „Wybaczcie mi, zgrzeszyłem! Nie jestem już na ścieżce cnoty! Módlcie się za mnie, abym mógł na nią wrócić i znów nauczać was właściwego postępowania w prawdziwym tego słowa znaczeniu”.


Oto, co powinien powiedzieć. Byłby to akt pokory i wtedy nie mielibyśmy już nad nim takiej władzy. Nawet gdyby niektórzy ludzie początkowo wzgardzili takim kapłanem, ostatecznie w głębi serca mieliby wielki szacunek do niego. Byłoby to o wiele lepsze niż pozostawanie na drodze kłamstwa i hipokryzji (z trudem wydobywa słowa).


Jaki sens jest stawać przy ołtarzu, odprawiać Mszę Świętą przed ludźmi i i mówić: „Bóg ci przebaczy (oddycha z trudem), po prostu idź do Niego. On cię zrozumie, idź do Ojca. On jest Ojcem świateł, jeśli jesteś w ciemności, zrozumie cię i przyjmie z powrotem w łasce i miłości”.


Wszyscy ci księża zapominają, że potrzeba pewnych rzeczy, aby ten Ojciec świateł znów wziął w ramiona upadłych. Oczywiście, przyjmuje ich z powrotem, ale potrzeba żalu za grzechy, spowiedzi i postanowienia poprawy, a także zadośćuczynienia. Jeśli mam się nawrócić, najpierw muszę zejść z tych dróg grzechu, które prowadzą mnie do zguby.


Najpierw muszę zacząć od siebie, a dopiero potem mogę być wzorem do naśladowania dla innych. Tylko wtedy będę mógł głosić w świetle Ducha Świętego to, co mam obowiązek głosić (mówi z trudem).


Mówi się tylko o miłości bliźniego, ale już nie mówi się o miłości Boga


Za dużo mówi o miłości bliźniego, a zapomina się, że miłość bliźniego bierze się tylko z doskonałej miłości Boga. Jakże można mówić o miłości bliźniego, pojednaniu i wzajemnym zrozumieniu, jeśli zapomina się o pierwszym przykazaniu: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił”…


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa!


Ve: (jęczy) …a dopiero potem jest: „a bliźniego swego, jak siebie samego”. Gdyby ci kapłani żyli zjednoczeni Z TYM NA GÓRZE (wskazuje do góry), jak powinni żyć, jeśli chcą Go kochać, to automatycznym rezultatem byłaby też miłość bliźniego, która by z tej miłości Boga czerpała. To jest… Nie chcę więcej mówić!


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, w imię... na chwałę Bożą, w imię Jezusa Chrystusa, Trójcy Przenajświętszej, Ojca, Syna i Ducha Świętego, prawdę i tylko prawdę!


Ve: …to jest prawdziwie masońska szopka, żeby mówić stale: kochajcie bliźniego, bądźcie miłosierni, przebaczajcie, wspierajcie się nawzajem. I jaki rezultat tego wspierania i pojednywania? Spójrzcie tylko na wskaźnik samobójstw!


Gdyby zobaczyli, gdzie naprawdę leży główne przykazanie!


Oczywiście, pierwsze i największe przykazanie mówi: „A bliźniego swego jak siebie samego”, ale to zdanie następuje dopiero po tym: „Będziesz miłował Pana Boga swego”. Nie można tak naprawdę nazwać miłością tego, czym ci kapłani żyją od lat, a nigdy nie żyli tak źle, jak teraz. A od tego powinno się zacząć. Należy bezwzględnie zacząć ponownie praktykować pierwsze i główne przykazanie i jego pierwszą część.


Wówczas druga, dotycząca miłości bliźniego, natychmiast zostanie zachowana. Wszystkie przykazania w sposób ogólny są zawarte w tym pierwszym przykazaniu. Gdyby brano to pod uwagę, nie trzeba by ciągle mówić o miłosierdziu, miłości bliźniego, pojednaniu i tym podobnych. Dyskutuje się o tym tylko i debatuje przez cały czas na zgromadzeniach kościelnych i konferencjach biskupów, nawet na samym szczycie, w Rzymie.


Nie może tak być dłużej! TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) nie jest tylko miłosierdziem, ale także nieskończoną sprawiedliwością. Ja (mówi rozpaczliwie), ja, Verdi, Verdi, sam musiałem tego doświadczyć na własnej skórze. Gdybym tylko…


Ex: Garandieu, mów prawdę, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny!


Prawdziwa miłość bliźniego polega na wyrywaniu dusz piekłu przez ofiarę


Ve: … gdybym tylko żył lepiej! Gdybym praktykował cnoty! Gdybym więcej się modlił! Gdybym pokutował! Gdybym próbował kochać TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę)! Gdybym potrafił powiedzieć: „Idę z Tobą na krzyż! Daj mi krzyże za moje owce, tyle ile mogę unieść, abym mógł Cię naśladować!”. O tym wszystkim zapomniałem. Zapomniałem o tym, gdyż już nie chciałem o tym nawet mówić! I także większość dzisiejszych księży nie chce mówić o naśladowaniu Chrystusa, o drodze krzyżowej, o tym, że trzeba czynić pokutę i zadośćuczynienie za innych, żeby się nie zatracili. O tym się nie mówi. Powinni krzyczeć z ambon: „Ludzie, czyńcie pokutę, pokutujcie za innych, kiedy widzicie, jak toną w błocie grzechu!”. To byłaby największa miłość bliźniego. Każda inna miłość bliźniego, jak zapewnianie jedzenia, ubrania, domu...


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę! Mów prawdę w imię Jezusa Chrystusa!


Ve: ...to tylko proch i marność. Oczywiście, jest to konieczne do utrzymania życia, ale normalnie to sam Bóg zapewnia te rzeczy, zwłaszcza w dzisiejszym świecie i w Europie, gdzie większość ludzi ma dosyć jedzenia, a zarobki i standard życia są tak wysokie, że każdy mniej lub gorzej może sobie poradzić.


Nie należy chełpić się tym, że się sobie wzajemnie pomaga, wspiera, odwiedza. Oczywiście należy pomagać potrzebującym, ale jest na to kładziony zdecydowanie zbyt duży nacisk. Należy raczej krzyczeć z ambon: „Ofiarujcie się i poświęcajcie za tę czy tamtą duszę, bo jest zagrożona upadkiem. Módlcie się za nią, zapalcie poświęcone świece. Uczyńcie znak krzyża nad tą duszą”.


Świeccy też mogą to zrobić. Nie mają mocy błogosławieństwa kapłańskiego, ale każdy świecki może zrobić znak krzyża nad innymi. Najlepiej, aby użyli do tego krucyfiksu lub różańca. Można też na odległość pokropić taką duszę wodą święconą. To nie przesada. Każdy świecki może to zrobić. To także przynosi pewne błogosławieństwo. Nie musi od razu mówić: „Jestem kimś, mogę błogosławić”, można to zrobić po cichu. Takie akty miłosierdzia przynoszą pewne błogosławieństwo, a my na dole [w piekle] musimy się wycofać. Powinno się nauczać... (podniesionym głosem) Nie chcę mówić.


Ex: W imię Jezusa Chrystusa, Trójcy Przenajświętszej, Ojca, Syna i Ducha Świętego, Verdi Garandieu, mów prawdę i tylko prawdę na chwałę Bożą!


Ve: ... powinno się z ambon nauczać: „Wy, którzy chcecie nazywać się dziećmi Bożymi, którzy jesteście w Kościele, traktujcie rzeczy poważnie, czyńcie pokutę i poświęcajcie się za bliźniego, który jest w niebezpieczeństwie! Módlcie się za siebie nawzajem, abyście się nie pogubili, abyście wytrwali do końca i kroczyli drogą cnoty! Świeccy, módlcie się też dużo za kapłanów i wszystkie władze kościelne, aby Zły nie mógł ich zwyciężyć, atakując ich, i aby was właściwie prowadzili”. Bo i wy kapłani… mnie już nie ma na ziemi, ale zachowałem niezatarty znak kapłaństwa... I za to muszę strasznie cierpieć (oddycha ciężko).


Ex: Mów Garandieu, mów prawdę i tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa!


Musimy modlić się i ofiarować za kapłanów


Ve: …bo i wy, kapłani, potrzebujecie modlitwy.


Kapłani nie powinni wstydzić się powiedzieć świeckim: „Módlcie się także za mnie, abym prowadził was właściwą drogą. Módlcie się stale za nas, kapłanów, bo piekło atakuje nas bardziej niż to sobie wyobrażacie. Módlcie się, abyśmy wytrwali do godziny naszej śmierci i módlcie się za siebie, abyście kroczyli drogą cnoty aż do śmierci, nie tylko przez kilka tygodni, kilka lat czy tylko chwilowo". To straszny tragizm losu, muszę to powiedzieć, Verdi Garandieu...


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa, Krzyża Świętego...


Ve: … że jest wielu kapłanów i ​​wielu świeckich, którzy szli drogą cnoty, byli dobrymi kapłanami i dobrymi wiernymi i wzrośli dochodząc do punktu, o którym Jezus mówi w przypowieści o siewcy, który wyszedł na pole siać ziarno.


Niektóre ziarno padło między ciernie, a te je zadusiły, ale inne zakiełkowało w płytkiej glebie. Sądzono, że dobrze wyrosło. To samo można powiedzieć o tych, którzy do tej pory szli drogą cnoty, ale kiedy pojawiają się pokusy lub kiedy sami duchowni nawet mówią im: teraz trzeba iść inną drogą, teraz ta droga jest ważna... nie droga Boża – nie mówi się dosłownie, aby nie iść drogą Bożą, ale jest to w pewnym sensie to samo w oczach Nieba, ponieważ nie jest to droga, którą zawsze podążano, a która dziś stała się już nieaktualna – wtedy zaczynają wątpić. W chwili pokusy upadają… i gdy wzeszło słońce, spalili się i uschli. Dzieje się tak dzisiaj z dziesiątkami tysięcy księży i ​​świeckich, którzy nie stoją mocno. Wcześniej nie byli w stanie praktykować wielkich cnót i dlatego upadają i nie są silni, gdy przychodzi im wykazać się prawdziwą cnotą siły.


Módl się o wytrwałość


Dlatego dzisiaj powinno się dużo modlić o wytrwałość, aby wytrwać do końca. Dzisiaj księża powinni głosić z ambon przynajmniej dwa lub trzy razy w miesiącu: „Wytrwaj, idź drogą krzyża do końca! Czy Chrystus miał lepiej niż ty?”


Powinni nawet zawołać: „Wy, którzy jesteście biedni i nie macie wiele, znoście to cierpliwie, bo wasza zapłata będzie w niebie”. Święci praktykowali cnoty w jeszcze w większym stopniu, jak na przykład święty proboszcz z Ars, który modlił się i pościł aż do granic możliwości. Do żyjących w ubóstwie należałoby powiedzieć: „Dziękujcie Panu i wychwalajcie Go, bo dał wam dar ubóstwa, abyście mogli naśladować Chrystusa, tak jak i Apostołowie Go naśladowali. Dziękujcie Panu, bo żyjąc w biedzie macie znacznie mniej czasu na bezczynność, gdyż musicie ciężko pracować na chleb powszedni”. Bezczynność jest zawsze matką wszystkich wad.


Ubóstwo rodzin wielodzietnych to wielkie błogosławieństwo


Cierpiącym na braki materialne, którzy mają wiele dzieci i pracują tak ciężko, że nie mają czasu na zbytki, rozpustę czy inne przyjemności, należy powiedzieć: „Trzy razy dziennie na kolanach chwalcie Pana i dziękujcie Mu za to, że dał wam tyle zajęć przy dzieciach. Dał wam dzieci, abyście wychowywali je na kolejnych mieszkańców Nieba, a przez każde z nich wy sami zdobywacie wielkie zasługi i łaski”. Zamiast tego mówi się im, a nawet czasem kapłani mówią im, że… Nie chcę mówić!


Ex: W imię Jezusa Chrystusa mów prawdę, tylko prawdę, Verdi Garandieu, na chwałę Bożą, o kapłaństwie!


Ve: ...Zamiast tego, gdy przychodzi kobieta lub mężczyzna i mówi: „Nie powodzi nam się zbyt dobrze, mamy już trójkę lub czwórkę dzieci... albo nawet dwójkę, mamy problemy mieszkaniowe, mamy taki lub inny problem...”, to ksiądz zamiast powiedzieć: „Wytrwajcie dzięki łasce Bożej (płacze), zostańcie w tym mieszkaniu, módlcie się codziennie i dziękujcie Bogu za to, co macie!”,… zamiast tego (płacze)... Nie chcę mówić!


Ex: W imię Jezusa Chrystusa kontynuuj, Verdi Garandieu, mów prawdę i tylko prawdę na chwałę Bożą!


Pigułka prowadzi do aborcji


Ve: ..Zamiast tego ci kapłani stają się zwodzicielami i krzywdzą tych biednych ludzi. Ale w zasadzie ci ludzie nie są biedni, nie żyją w nędzy, nie są w tak tragicznej sytuacji...



Kiedy mówię „biedni”, mam na myśli to, że są biedni, ponieważ popadają w grzech bo kapłan udziela im złych rad, mówiąc, że w ich konkretnym przypadku nie muszą postępować w pełni według przykazań Bożych. Mówi im, że w ich przypadku mogą stosować pigułkę lub inne środki zapobiegania ciąży. Radzi im się udać do lekarza po taki czy inny środek, a lekarze przepisują go oczywiście bez mrugnięcia okiem.


Ludzie nie zdają sobie sprawy z nieszczęścia, w jakie popadają, ponieważ od pigułki i prezerwatywy droga do aborcji jest już niedaleka, a aborcja to już morderstwo (krzyczy) i grzech śmiertelny. Być może ci kapłani o tym zapominają, a może niektórzy o tym wiedzą, ale w czasach modernizmu i masowych apostazji nie chcą już przypominać o tym, że to, co było ważne tysiąc lat temu i wcześniej, nadal jest aktualne.


Oczywiście dziś już Bóg nie każe natychmiastową śmiercią, jak ukarał Onana za jego grzech, ale każdy, kto stosuje środki antykoncepcyjne także poniesie tego konsekwencje. Takie nieuporządkowanie nie jest w Bożym planie zbawienia. I muszę...


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, i tylko prawdę na chwałę Bożą, w imię Jezusa Chrystusa!


Ve: ...i muszę powiedzieć, ja, Verdi, który byłem księdzem, że kapłani i nie tylko kapłani, ale także biskupi i oczywiście kardynałowie, powinni wołać z ambon: „Znoś swoje cierpienia cierpliwie, bo życie na ziemi nie jest dane po to, aby tylko jeść i pić, pławić się rozpuście i luksusie, ale aby iść za Panem i praktykować naśladowanie Chrystusa”.


Bo tam, gdzie jest jeszcze wyrzeczenie i ofiara – tak powinni mówić – jest także łaska, a tam gdzie nie ma wyrzeczenia, nie ma ofiary i nie ma już modlitwy, tam też znika łaska. A tam, gdzie nie ma już łaski, my już wsadzamy nos... wystarczy mała szczelina. Jeśli pęknięcie jest otwarte, to szybko staje się szersze i wkrótce całe drzwi stoją przed nami otworem. W końcu cały dom się zawala, tak jak dzieje się to teraz w waszych kościołach. Trzeba...


Ex: Mów prawdę, Verdi, tylko prawdę, tylko prawdę!


Ve: ...Trzeba by zacząć niejako wszystko od początku, od głoszenie misji ludowych. Powinniście to czynić przede wszystkim z wysokości ambon, a nie stojąc na dole przed ludźmi, gdzie wkrótce wasz autorytet również upadnie. Są kościoły zbudowane w ten sposób, że schodzisz po schodach w kierunku ołtarza zamiast iść w górę… Co sobie myślisz, kiedy musisz zejść i musisz prawie… nie we wszystkich kościołach, ale są też takie, że trzeba prawie patrzeć z góry na księdza – jak wielkie jest wtedy rozproszenie wśród wiernych! Nie sądzisz, że lepiej byłoby patrzeć w górę? Ambona w pewnym sensie symbolizuje Niebo i są tam schody, po których trzeba się wspiąć...


Ex: Mów prawdę, Verdi, i tylko prawdę w imię Jezusa!


Kapłan musi dawać przykład cnoty


Ve: ...Ale teraz wszystko się zrównuje. Teraz nie trzeba już patrzeć w górę. Teraz w najlepszym razie patrzysz prosto przed siebie lub już w dół na nas [piekło], gdzie próbujemy cię ściągnąć. Charyzma dobrego kapłana, która oddziałuje na ludzi, powinna być tak wielka – byłaby wielka, gdyby nadal kroczył drogą cnoty – żeby porywała całe rzesze ludzi.


Jak myślisz, jak to było ze świętym proboszczem z Ars?


Jego parafia była moralnie w bardzo złym stanie, a jak wiele on sam tam dokonał! Jak to zrobił? Czy dokonał tego może spędzając czas na zabawach, przed telewizorem, w podróżach czy też tylko słowami przez ciekawe konferencje?


Nie. Dokonał tego w ciszy swojego pokoju lub przed tabernakulum w kościele, co też ja, Verdi Garandieu powinienem był czynić. Zamiast tego zaniedbałem swoją parafię i nie zrobiłem nic poza ciągnięciem jej za sobą w nieszczęście. W dzisiejszym świecie potrzeba tysięcy takich proboszczów z Ars, ale jeśli ich nie ma, to należy przynajmniej starać się go naśladować, najlepiej jak to możliwe.


Muszę również powiedzieć i to, ponieważ ja, Verdi, popełniłem ten błąd: kapłan powinien unikać towarzystwa kobiet (płacze) i powinien codziennie odmawiać cały Brewiarz, bo inaczej trudno mu będzie ich unikać. Jeśli kapłan, zwłaszcza ten zmagający się ze swoją naturą, odmawia codziennie Brewiarz i stara się to czynić jak najlepiej, to z pewnością TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) da mu łaskę, aby nie uległ pokusie. Jeśli mimo to ulegnie, a będzie odmawiał codziennie Brewiarz, TEN NA GÓRZE podniesie go ponownie, a za łaską Ducha Świętego, Świętych Aniołów, Trójcy Przenajświętszej i Świętej Dziewicy wskaże mu właściwą drogę i będzie mógł nadal wykonywać swoją posługę zgodnie z wolą TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę).


Przede wszystkim, jak powiedziałem, należy wszystkim ubogim i cierpiącym powiedzieć: „Znoś swoje cierpienia w duchu zadośćuczynienia. Wtedy będziesz miał wiele łask i wiele zasług. Bóg będzie blisko ciebie i poprowadzi cię”, oraz: „Kogo Bóg kocha, tego karci!” Powinno się to głosić z ambon.


Byłoby lepiej, żeby niektórych organizacji dobroczynnych nie było, ponieważ pieniądze, którymi się tam obraca doprowadziły już wielu do zguby, nawet wielu duchownych. Jeśli ktoś rzeczywiście jest w takiej nędzy, że umiera z głodu, to z pewnością Bóg zainterweniuje − jeśli będzie to konieczne dla zbawienia jego duszy − i otrzyma od kogoś pomoc.


Inaczej – a jest to dzieło masonerii na upadek Kościoła – nie ma potrzeby, aby cały czas głosić miłość bliźniego, braterstwo i nie wiem co jeszcze… (z trudem wydobywa słowa), do dia… do diabła z tym wszystkim, bo to na zgubę wielu. To zgubne dla wielu, bo kiedy widzą, jak ich kapłani nie podążają drogą cnoty, ale biegną za przyjemnościami (nawet biskupi doszli już dziś do tego), jak coraz mniej zależy im na duszach, mniej się modlą i nie praktykują wyrzeczeń, to nie mają już żadnego przykładu, który by pokazywał, jak należy żyć.


Kiedy kapłan głosi fałszywe miłosierdzie Boga, który wszystko przebacza i kocha ludzi takimi, jakimi są, to wiernym wydaje się, że prowadzą prawe życie, że żyją łasce Bożej, podczas gdy od dawna trwają w grzechu śmiertelnym. Jak zatem jeszcze łaska Ducha Świętego może działać, jeśli nie jest głoszona i przeżywana w pełni przez kapłana! Ach! (jęczy), że też muszę o tym mówić!


Ex: Mów, Verdi Garandieu, to, co jeszcze masz do powiedzenia o kapłaństwie, tylko to, co jest prawdą i tylko prawdą!


Ve: Trzeba głosić na dachach i z wszystkich ambon, że droga krzyża jest przez Niebo pożądana i że prawdziwa miłość bliźniego jest tam, gdzie jest cnota. Mam na myśli to, że prawdziwa miłość bliźniego polega na podążaniu za krzyżem, a w podążaniu za krzyżem zawarte jest także przebłaganie za innych. To jest najwyższa i najprawdziwsza miłość bliźniego, a można ją praktykować tylko wtedy, gdy w najwyższym i najpełniejszym stopniu, a przynajmniej najlepiej jak to tylko możliwe, praktykuje się pierwsze i najważniejsze przykazanie, czyli miłość do Boga. Gdzie jest zatem miłość Boża w dzisiejszych kapłanach, skoro nie mają już czci, skoro odprawiają Mszę Świętą twarzą do ludu, a nie w stronę TEGO NA GÓRZE? (wskazuje w górę)


Ex: Prawda i tylko prawda, Verdi!


Ve: Powinni głosić a także odprawiać Mszę tylko po to, aby czcić i wielbić TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę). Wszystko inne będzie im dodane. Dużo, za dużo głoszą o sprawach życia codziennego i mało istotnych rzeczach, a zapominają o pierwszej i najważniejszej rzeczy: o naśladowaniu Chrystusa, które – jak już powiedziałem – obejmuje także pokutę i wyrzeczenie, a przede wszystkim przebłaganie za innych. Wtedy nie ginęłoby tyle tysięcy dusz, które jak płatki śniegu spadają do piekła, jak to TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) powiedział już przez dusze wybrane.


Ex: Verdi Garandieu, mów prawdę, tylko prawdę o tym, co Matka Boża ma nam do powiedzenia o kapłaństwie!


Ve: Jeśli kapłani i władze kościelne nie otworzą oczu, tysiące kościołów nie będą już kościołami i już nimi nie są. Dla tysięcy dusz kazania wygłaszane przez ich kapłanów są już bardziej okazją do upadku i utraty cnót niż do wznoszenia się do Nieba i ku dobru... Główną tego przyczyną jest to, że sam kapłan nie praktykuje już pierwszego przykazania, ponieważ sam stał się robaczywy w środku i nie postępuje już tak, jak powinien. Nie chcę już mówić!

Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, i tylko prawdę, tylko prawdę, w imię Jezusa Chrystusa!


Ve: Gdyby księża, biskupi i przełożeni nadal żyli właściwie, nie mielibyście teraz tego chaosu w Rzymie. BÓG NIE POZWOLIŁBY, ŻEBY WIĘCEJ NIŻ JEDEN PAPIEŻ MÓGŁ BYĆ U WŁADZY (chodzi sprawę sobowtóra papieża Pawła VI – przyp. tł.) Mogło to przeniknąć… i było dziełem masonerii. Gdyby tysiące wiernych, prowadzonych przez swoich pasterzy przez dobre kazania i Msze, modliło się i podejmowało nabożeństwa pokutne, noce wynagrodzeń, albo przynajmniej godziny czuwań i adoracji nocnych, zwłaszcza w niedzielę, Rzym nie byłby tym, czym jest. Rzym byłby przynajmniej nadal Rzymem. Ja, Verdi Garandieu, muszę to powiedzieć.


Ex: Verdi Garandieu, mów prawdę, tylko prawdę, to, co Matka Boża nakazuje mówić, tylko prawdę, w imię Jezusa Chrystusa!


Codzienne odmawianie Brewiarza ratuje kapłanów


Ve: Muszę też powiedzieć, że kobiety są dziś zgubą dla bardzo wielu kapłanów. Nie działoby się tak, gdyby kapłani nadal modlili się tak, jak powinni, gdyby codziennie brali swój Brewiarz i wierzyli w to, czego nauczali kiedyś Ojcowie Kościoła, a czego z pewnością nie wyssali sobie z palca. Gdyby to było zachowywane, to nie mielibyście tej tragedii, że tysiące kapłanów, ponad milion… nie żyje, nie żyje, nie żyje…

E: Prawda i tylko prawda! V.: ... nie żyje już w łasce, muszę to powiedzieć. Tysiące nie żyją już w łasce, bo nie odmawiają już Brewiarza... Tak jak i ja przestałem to robić. Gdybym się modlił (okrzyki rozpaczy, łzy), gdybym się modlił, pozostałbym na ścieżce cnoty. Mój Anioł Stróż chciał mi pomagać, ale ja już się do niego nie modliłam. Zaniedbałam i odpuściłam wszystko. Zaniedbywałem też młodzież, która była mi powierzona, jak czynią to też dzisiejsi kapłani. Ale mogę też śmiało powiedzieć, że nie były to takie zaniedbania, jakich wielu dzisiaj się dopuszcza. Nie dopuszczałem się aż takich zaniedbań.


Bez dusz ofiarnych wielu kapłanów poszłoby do piekła


Ma to posłużyć wam jako ostrzeżenie, którzy jeszcze żyjecie na ziemi. Jako potężne ostrzeżenie dla dzisiejszych kapłanów, którzy nie idą właściwą drogą. Do niedawna wielu z nich, tak jak ja, było jeszcze dobrymi kapłanami lub całkiem dobrymi kapłanami, ale teraz idą szeroką drogą prowadzącą na zatracenie. Jeśli nie dostaną specjalnej łaski przez pomoc jakiejś duszy ofiarnej, która będzie się za nich modlić i podejmie pokutę, wtedy będą zgubieni.


Ta sytuacja jest strasznie, przerażająca tragiczna. Nie mogę nic zrobić. Muszę mówić o rzeczach, takimi jakie są i jakie mi się przydarzyły. TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) nie jest jakąś cukierkowatą kukiełką, która nagle zmienia wszystkie prawa, tak, jak chcieliby tego dzisiejsi ludzie. Nie daje im cukierków, kiedy mają ochotę na cukierki On zawsze pozostaje taki sam. Od początku był taki sam. Był zawsze taki sam i zawsze będzie taki sam.


To przerażająco tragicznie. Nie da się tego zmienić, mimo wielkiego pragnienia dzisiejszych ludzi, a zwłaszcza duchowieństwa, by to zmienić. Jest to bezsporny fakt, że prawa Bożego nie można zmienić, to sam człowiek musi się zmienić, nawrócić się bez zwłoki. Musi zacząć od samego siebie, od najgłębszej części swojej istoty. Czy Chrystus nie powiedział: „Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je” (płacze).


Ex: W imię Jezusa, mów prawdę i tylko prawdę!


Ve: To nie były słowa rzucone na wiatr. To jest najprawdziwsza prawda. Dla wielu kapłanów oczy stały się przyczyną zguby. Chcieli widzieć za dużo i przyjmować zbyt dużo obrazów, patrzeć na to, czego nie powinni oglądać. To się zaczyna się od telewizji a kończy na...


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę, Verdi Garandieu!


Ve: …na kobietach, które dziś mają też prawo być na chórze. Dotyczy to też wszystkiego, co może służyć pokusie i jest szczególnie aktualne dzisiaj. W przeszłości kobiety miały zakryte głowy, zwłaszcza podczas nabożeństw. Teraz nie. Powinny nadal mieć, a jeśli nie, to na pewno ołtarz nie powinien być skierowany naprzeciw ludzi. Ja, Verdi Garandieu, odprawiałem Mszę tyłem do ludzi, a mimo to uległem pokusie. O ileż bardziej dzisiejsi kapłani, których… których…


Ex: Mów prawdę, Garandieu, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa!


Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją


Ve: ... których oczy są wystawione na wszystko i chłoną wszystko, co nie powinni. Chrystus powiedział także: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła (rozpaczliwym głosem) w ogień nieugaszony”.


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę w imieniu Jezusa Chrystusa!


Ve: Muszę to powiedzieć. Czy dzisiejsi kapłani myślą, że Ewangelia już nie obowiązuje, że Ewangelię można modyfikować lub interpretować tak, jak im odpowiada!? Czy myślą, że TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) mówił to tylko do swoich Apostołów i do tych, którzy żyli w tamtych czasach?


Wtedy nosili jeszcze długie szaty. Czy nie wiedzą, że ON mówił to o wiele bardziej do dzisiejszego świata, który jest tak bardzo zagrożony zgubą, narażony na ogromne pokusy przez współczesną technologię, styl życia i nowe obyczaje, i gdzie nie ma nikogo, kto by powstrzymał to wszystko? To jak potężna eksplozja bomby, można by powiedzieć, która rozrzuca wokół siebie morze ognia. Ognia, którego nie jest już w stanie ugasić ta odrobina wody, którą wciąż wylewają dobrzy kapłani.


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa, na chwałę Bożą, tylko prawdę w imię Trójcy Przenajświętszej!


Ve: Sam diabeł musiałby się im pokazać, żeby uwierzyli. TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) dopuszcza pewne rzeczy, ale każdy dostaję łaskę, każdy ma swój czas łaski, lecz jeśli się ją odrzuca… każdy ma wolną wolę. Powinno się więcej czytać Biblię i Ewangelią w duchu Bożym. To, co jeszcze trzeba powiedzieć: w obecnych czasach jest wam dane wiele objawień, które jak można sądzić, pochodzą z GÓRY (wskazuje w górę), ale jeśli nie bierze się ich w ogóle pod uwagę i do tego interpretuje się Ewangelię jak komu pasuje, to nawet Niebo nie może… nawet… (oddycha ciężko).


Ex: Verdi, tylko prawda, tylko prawda! Mów dalej w imię Jezusa Chrystusa, prawdę i tylko prawdę!


Ve: ...nawet Niebo nie może już pomóc. Zrobił wszystko, co mógł i sprawił, by Jego miłosierdzie zstąpiło na ludzkość. Ale jeśli się je odrzuca i wszystkie te łaski, które TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) w swojej wielkiej łaskawości chce wam ofiarować, to cóż może wtedy...


Ex. Mów prawdę, Verdi Garandieu, prawdę w imię Jezusa Chrystusa, w imię Świętego Krzyża! Mów prawdę i tylko prawdę o kapłaństwie!


Bóg chce, aby każdy dźwigał swój krzyż, nawet w trudnym małżeństwie


Ve: ...co jeszcze może zdziałać łaska, jeśli nie czyta się już pism świętych, na przykład proboszcza z Ars albo Katarzyny Emmerich. Ojciec Pio również prowadził wspaniałe, święte życie. Wszyscy oni są do siebie podobni w tym, że spalali się w ofierze za innych jako prawdziwe ofiary całopalne dla TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę). Ich cierpienia i zadośćuczynienia zostały przyjęte. Zostałyby również przyjęte od każdego człowieka, gdyby był gotowy zadośćuczynić. Często Bóg czeka tylko na człowieka, który mu powie: „Chcę… Możesz mi zesłać cierpienia, jeśli uznasz to za stosowne… Chcę to znieść za tego lub tego człowieka. Umocnij mnie tylko swoją łaską, abym to zniósł”. Niestety, to bardzo smutne, że kiedy ON (wskazuje w górę) chce kogoś doświadczyć i zsyła cierpienie, człowiek odrzuca je ze zgrozą i ze wszystkich sił. Robi wszystko, co może, żeby nie cierpieć, a jeśli... Nie chcę już mówić.


Ex: Mów, Verdi Garandieu, mów prawdę o kapłaństwie, na chwałę Bożą i dla zbawienia dusz, tylko prawdę, tylko prawdę!

Ve: Oczywiście kapłani powinni przede wszystkim sami dawać przykład i według tego nauczać, to byłby podstawowy warunek. Kiedy człowiek zmaga się ze swoim cierpieniem, o którym mówiłem, które Bóg na niego dopuszcza, a człowiek chce je odrzucić każdą komórką swojego ciała... to już nie jest cierpienie doskonałe według pierwszego głównego przykazania, doskonałe zgodnie z wolą Ojca. Powinno się powiedzieć: „Nie moja wola, ale Twoja niech się stanie”, jak Chrystus na Górze Oliwnej. Trzeba to cierpienie połączyć z wolą Bożą, wtedy miałoby ono wielką wartość.


Ale kiedy nie można zrobić nic innego, jak tylko znosić cierpienie, i to tylko ze wstrętem... Z pewnością są cierpienia, które mogą powodować okropny lęk i niechęć, ale nawet wtedy należy jak najlepiej zjednoczyć się z wolą Bożą. Kiedy mówię o odrzucaniu cierpienia, mam na myśli tych ludzi, którzy chcą uciec od cierpienia za wszelką cenę i na wszystkie możliwe sposoby. Dotyczy to również par małżeńskich, które nie mogą już znieść swojego współmałżonka i pragną za wszelką cenę od siebie uciec. Powinni znosić to cierpienie, gdyż jest to okazja do wielkiego zadośćuczynienia.


Miliony ludzi może cierpieć za miliony innych i w ten sposób uchronić ich przed potępieniem. Wydaje się, że w dzisiejszym Kościele zupełnie o tym zapomniano. Bardzo rzadko głosi się o tej rzeczywistości. Jest to najważniejsza rzecz, ponieważ jest to naśladowanie Chrystusa. Kiedy Chrystus powiedział: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, miał na myśli przede wszystkim nie tyle dobro ciała, choć to jest częścią tego, ale przede wszystkim miał na myśli duszę, aby była zbawiona (z rozpaczą i płaczem).


Ex: Mów prawdę Verdi Garandieu, tylko prawdę, tylko prawdę w imię Jezusa Chrystusa, w imię Najświętszej Maryi Panny, w imię św. Wincentego Ferriera, na chwałę Bożą i dla dobra kapłanów!


Ve: Gdyby Chrystus powrócił dziś na ziemię i głosił to samo, rzesze ludzi uznałoby go za agitatora i głupca, tak jak teraz całe rzesze ludzi myśli o dobrych kapłanach, cnotliwych duszach, ludziach, którzy wciąż mają dobre intencje i żyją zgodnie z przykazaniami – jako o szalonych, pogubionymi na fałszywych ścieżkach lub którzy wyszli z szeregu. Zamiast iść w górę, schodzą w dół – bo tak jest łatwiej. Wielu kapłanów, jak już powiedziałem, nie głosi głębokich kazań, nie zagłębia się w sprawy, tylko dlatego, że byłoby to dla nich wyrzutem, bo wtedy powinni zacząć od siebie, a nie chcą tego robić i myślą, że nie mogą.


Gdyby sami podążali drogą cnoty, z pewnością mogliby w swoich naukach wypłynąć na głębię. Ale czym ja sam nie żyję i czego nie chcę, to myślę, że inni też – ani nie mogą, ani nie chcą. Jako kapłan nie mogę wymagać od wiernych więcej niż to, czym sam żyję i co robię. To, co macie dziś w waszym Kościele jest strasznie tragicznie. To idzie od zwykłych księży aż po kardynałów w Rzymie. Gdyby nadal żyli tak jak Chrystus i Apostołowie, daliby przykład i pokazywaliby wiernym także zupełnie inną drogę, znacznie głębszą, jaśniejszą, węższą, prowadzącą do Nieba. Tu jest przyczyna. To jest tragedia, bo oni sami nie czynią pokuty i nie chcą się nawracać, jak głosił Jan Chrzciciel i sam Jezus w wielu mowach zarówno do ludu, jak i do Apostołów (oddycha ciężko).


Ex: Mów prawdę, tylko prawdę, Garandieu, w imię Jezusa Chrystusa, tylko prawdę!


Ve: (oddycha ciężko).


Ex: W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Verdi Garandieu, mów prawdę i tylko prawdę o kapłaństwie, o ile jest to z woli Bożej!


Zwracaj uwagę kapłanom taktownie


Ve: Większość dzisiejszych kapłanów, którzy walczą z tym, co głębokie, autentyczne i dobre, robi to, ponieważ sami już tym nie żyją. Robią to, ponieważ ich serca stały się jaskinią zbójców lub dlatego, że idą już szeroką drogą. Powinno się mieć odwagę… (cichym głosem). Nie chcę mówić.


Ex: Mów prawdę, tylko na chwałę Bożą, w imię Jezusa Chrystusa, w imię Najświętszej Maryi Panny, Niepokalanego Poczęcia, prawdę o kapłaństwie!


Ve: ...Byłoby dobrze, gdyby ludzie mieli odwagę wyrazić wprost swój sprzeciwić wobec tych, którzy burzą, choć nie w sposób, który być może byłby obraźliwy, ale w taki sposób, aby ich zbudować i pokazać, że chce im się pomóc, zgodnie z zasadami psychologii.


Ex: Mów prawdę, tylko prawdę!


Ve: To znaczy… dzisiejsza psychologia nie jest już dobra, bo wielu prowadzi na zgubę, ale kiedy mówię o psychologii, to mam na myśli zdrową psychologię, w której nie mówi się wprost „Jesteś zły, jesteś beznadziejny, bo nie robisz tego czy tamtego…”.


Należy raczej wywiedzieć się, czy dlatego, że nie żyją już głębią wiary – nie głoszą jej, czy też nie odważają się głosić? Czy nie żyją już w łasce? Wiemy, jak wielkie jest dzisiaj działanie demonów na ziemi. Może potrzebują modlitwy… i czy sami się modlą? Muszą wrócić na prawdziwą i nieskażoną głębię, aby później móc prowadzić swoje stado. Z tymi, którzy mogliby to znieść i którzy sami są szorstcy z natury, można by postąpić nawet ostrzej. Natury ludzkie są różne. Nawet ojciec Pio trafiał do ludzi na różne sposoby. Ale w każdym razie trzeba mieć odwagę, by chwycić ich tak, jak to konieczne. Jest bardzo niewielu, którzy działają z niewiedzy, ale większość głosiłaby inaczej i prowadziłaby swoją trzodę inaczej, gdyby sami byli gotowi żyć lepiej i kroczyć drogą wyrzeczenia. To jest prawda, której – chociaż jestem już zgubiony i w piekle – nie mogę ukryć, bo TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) nakazuje mi to mówić. Nigdy nie myślałem... (nie może wydobyć słów).


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu!


Tysiące kapłanów podąża szeroką drogą wiodącą na zatracenie


Ve: ...(z desperacją, płacząc i wyjąc) nigdy nie myślałam, że tak się ze mną stanie. Jak bym żył inaczej, gdybym mógł wrócić! Jak bym dzień i noc spędzał na kolanach i modlił się do TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę) za moją trzodę! Nic nie byłoby dla mnie za dużo, choćbym z tego powodu miał ponieść wielokrotną męczeńską śmierć! Zrobiłbym (płacze z rozpaczy)... Chętnie i ochoczo wziąłbym to na siebie, gdybym jeszcze mógł! Chętnie bym to przyjął, zgadzając się na ofiarę, gdyby TEN NA GÓRZE tego chciał, gdyby taka była Jego wola. Przede wszystkim starałbym się o pierwszą cnotę: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem”. Szukałbym, jak Go kochać, starał się poznać, co mogę dla Niego zrobić, czego w danym momencie ode mnie oczekuje, co by o tym powiedział, jakie zachowanie by mi zalecił? Istnieje zasada, która mówi: „W razie wątpliwości wybierz trudniejszą drogę”. Czy kapłani i świeccy żyją zgodnie z tą zasadą? To tylko proste powiedzenie, które nie zostało wypowiedziane przez samego Boga, ale jest prawdziwe. Powinno być stosowane także w sferze ducha, ponieważ tysiące kapłanów... Nie chcę mówić.


Ex: Verdi Garandieu, mów prawdę, tylko prawdę na chwałę Bożą, w imię Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny, tylko prawdę o kapłaństwie!


Ve: ...tysiące kapłanów podąża drogą zatracenia, ponieważ nie wybierają tego, co trudne, ale idą drogą najmniejszego oporu i wybierają to, co im się wydaje najlepsze i najbardziej odpowiednie dla nich. Ale nie zawsze to, co im się wydaje najlepsze, jest takie w oczach TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę). Trzeba nieustannie badać. Już św. Paweł powiedział: „Wszystko badajcie, a co szlachetne − zachowujcie!”. Dotyczy to również spraw wiary i rozumu. Trzeba, trzeba...


Ex: Prawda i tylko prawda, Verdi Garandieu!


Kapłan nie powinien zbytnio spoufalać się z ludźmi


Ve: Trzeba − jak mówili Judasz i Belzebub i inne demony przede mną − dużo i wytrwale modlić się do Ducha Świętego. Nie wystarczy powierzchowna modlitwa. Trzeba badać swoje serce, a rozpozna się drogę, jaką TEN NA GÓRZE (pokazuje w górę) chciał i wytyczył dla każdego.


Każdy człowiek ma wyznaczoną drogę i swoje wyjątkowe zadanie, w szczególności każdy kapłan, który ma wielką godność, zwłaszcza w oczach TEGO NA GÓRZE. Powinien także – również przez swój strój − stawać przed ludźmi z godnością. Nie powinien spoufalać się z ludźmi i zabiegać o ich przychylność, ale iść swoją drogą, którą musi iść, bo inaczej będzie to jego upadek.


Wierni nie mają do takiego kapłana szacunku, jeśli ten stara się z nimi bratać i chce wszystko z nimi robić (być jak jeden z nich). Między kapłanem a świeckim powinien być pewien, a nawet znaczny dystans. Bóg tego chce. Zawsze tego chciał i tak to ustanowił, ponieważ kapłan reprezentuje wielką Bożą moc i idzie drogą Chrystusa. Jeśli nią idzie, musi także ukazywać wiernym Najwyższego Kapłana jak najdoskonalej, a zwłaszcza musi… Nigdy za mało mówienia o czci wobec Boga, nigdy za mało ukazywania majestatu Boga. Jaka to tragedia nie kłaniać się nieustannie przed tym majestatem!


Szacunek dla Najświętszego Sakramentu musi być wpajany od małego


Tego szacunku należy uczyć już najmłodsze dzieci, nawet 2, 3-letnie. Powinny być prowadzone przed Najświętszy Sakrament z wielkim szacunkiem. Trzeba iść z nimi do kościoła. Tam należy je zachęcić, aby przy każdym przyklęknięciu mówiły przynajmniej: „Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”. Niech wzywają wszystkich Aniołów i z nimi wychwalają majestat Boga (wskazuje w górę). Czym byłby Kościół, gdyby już nie wielbił Trójcy Przenajświętszej! Co to za Kościół, który by nie stawiał Boga daleko, daleko ponad człowieka i nie pamiętał o świętości i wielkości tej Trójcy, nie pamiętał, że wszystko zależy od jednego: od naszych modlitw do Boga,, który triumfuje tam (wskazuje w górę) w wielkiej mocy i chwale!


Jeśli kapłani nie mówią już tego w Kościele, to przynajmniej rodzice powinni stale powtarzać to swoim dzieciom. Nigdy dosyć mówienia dzieciom, jak bardzo należy wychwalać i błogosławić Boga, nawet kiedy nie powodzi ci się dobrze lub wydaje ci się, że ON (wskazuje w górę) cię nie kocha. A nawet tym bardziej w cierpieniu, które jest źródłem tylu łask… powinno się dziękować Bogu i czcić Go na kolanach za to cierpienie, które zesłał, bo cierpienie oczyszcza duszę i prowadzi na drogę cnoty.


Tam, gdzie chce się uniknąć wszelkiego cierpienia i usunąć z drogi każdy kamień, droga cnoty również bardzo szybko znika. Spójrz na kapłanów z minionych wieków i niektórych nielicznych współczesnych, spójrz na to, jak żyją, często w najskromniejszych warunkach, ale jednocześnie noszą w sobie pokój Boży, który dalece przewyższa wszystko inne, wszelką wspaniałość tego świata. Chrystus powiedział: „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?”.


Prawdziwa miłość bliźniego zaczyna się od duszy


Tak więc ja, Verdi, muszę powiedzieć, że waszej epoce naprawdę brakuje światła – i tym duchownym, którzy nakazują ludziom praktykować miłosierdzie, podczas gdy w rzeczywistości nie ma tam miłości bliźniego. Prawdziwa miłość bliźniego zaczyna się w duszy, a nie w ciele. Czy nie jest lepiej, aby ludzie umierali z wycieńczenia, zarazy, wojny lub jakiejkolwiek choroby i musieli znosić wielkie, bardzo wielkie cierpienia, ale zdobywali chwałę nieba i nie zatracali duszy?


Natomiast ludziom żyjącym w luksusie, zniewolonym przez ten świat i nadmiernie dbającym o ziemskie dobra, grozi wielkie, bardzo wielkie niebezpieczeństwo utraty duszy. Miłosierdzie świadczone na sposób masoński jest bardzo szkodliwe dla Kościoła i dla was, ludzi. W rzeczywistości to nie jest miłość bliźniego. To hipokryzja i zgnilizna. To ruina dusz. (ciężko oddycha).


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawdę!


Ve: Gdyby tylko wiedzieli, do jakiej ruiny prowadzą swoje owce tą tak zwaną miłością bliźniego, powstrzymywaliby się od takich mów, mówiliby zupełnie inaczej. Oczywiście należy pomagać i służyć sobie nawzajem oraz wspomagać finansowo, gdy ktoś jest w wielkiej potrzebie, ale to nie wszystko i nie najważniejsze. Najważniejsze to pozostać wiernym sobie i nie sprzedawać swojej duszy. Miłość bliźniego to sprowadzać drugiego z powrotem na właściwą ścieżkę i na lepszą ścieżkę, to wiedzieć, jak go tam poprowadzić, na tę dobrą drogę i W GÓRĘ (pokazuje w górę). To bardzo smutne, że wielu kapłanów, biskupów i kardynałów skłania się dzisiaj… Nie chcę mówić.


Ex: Mów prawdę i tylko prawdę, Verdi Garandieu, w imię Jezusa Chrystusa i Świętego Krzyża!


Ve: ... do głoszenia miłości bliźniego pod pretekstem "miłości bliźniego" i głoszenia jej w taki sposób, aby wydawała się ona w duchu Kościoła i pochodziła od Boga. Ale w rzeczywistości jest to początek upadku i utraty cnót, ponieważ prawdziwą miłością bliźniego nie jest nigdy to, co nie pomaga innym osiągnąć zbawienia (jęczy).


Ex: Verdi Garandieu, mów prawdę, tylko prawdę, co Matka Boża nakazuje ci powiedzieć o kapłaństwie!


Musimy być surowi z miłości do bliźniego, bo piekło istnieje


Ve: Z miłość bliźniego trzeba czasami zadać ból drugiemu; zranić przez to, co trzeba mu powiedzieć. Prędzej czy później osoba ta zrozumie, że to, co w tamtym momencie wydawało jej się batem, było w rzeczywistości lekarstwem. Kapłani powinni dużo częściej używać bata i stanowczych słów na ambonie, ponieważ sprawiedliwość i wieczność naprawdę istnieją (głośno) i piekło też istnieje!


Ale wielu już tego nie robi, ponieważ sami nie wierzą już w piekło, a nawet w Niebo w całej jego głębi i prawdzie. Gdyby mieli prawdziwą wiarę, jak mogliby wprowadzać ludzi w błąd, podczas gdy powinni ich TAM prowadzić (wskazuje w górę). Cóż to za kapłani? Nawet ja, choć nie mam czym się chwalić, nie robiłem tego i nie mówiłem tak tchórzliwie jak wielu dzisiaj. Sami szykują sobie zgubę. Dla wielu z nich − muszę to powiedzieć, nawet jeśli w to nie wierzą − miejsce na dole (w piekle), do którego zmierzają, jest już przygotowane... (krzyki, płacz w ogromnej rozpaczy).


Ex: Mów prawdę, Verdi Garandieu, tylko prawda, o czym Matka Boża...


Ve: (przerywa mu)... dotyczy to w równym stopniu biskupów, kardynałów i ​​świeckich. Gdyby zobaczyli zaledwie jedną setną tego, do czego zmierzają, powiedzieliby tysiąc tysięcy razy: „mea culpa”, sami wzięliby się za kołnierz i wyrwaliby te robaki, które drążą ich dusze.


Nie przestaliby ich wytępiać, aż te nie przestałyby składać jaj. Wyrwaliby każdy zarazek szczypcami, gdyby wiedzieli, co z czasem może w nich zrobić. Przede wszystkim najpierw praktykowaliby miłość do TEGO NA GÓRZE (wskazuje w górę), miłość Boga, pierwsze przykazanie, a potem prawdziwą miłość bliźniego, która nakazuje: „… a bliźniego swego jak siebie samego”. Prawdziwą miłość bliźniego, która nie mówi: „Daj drugiemu wszystko, czego potrzebuje, a wszystko będzie dobrze”. Nie można "mieć", gdy ktoś inny żyje w ubóstwie. Musi żyć lepiej itd. itp. To mu często nie pomaga, a tylko toruje drogę do zguby (rozpaczliwie płacze).


Oto co, ja Verdi Garandieu, musiałem dzisiaj powiedzieć... Nie chciałem tego mówić. Dlatego tak długo nie chciałem wyjawiać swojego imienia. Ale TEN NA GÓRZE (wskazuje w górę) kazał mi mówić, bo sam zgotowałem sobie mój los, ponieważ moje kapłaństwo nie było takie, jakie powinno być.


Na koniec powiem jeszcze jedno: grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu i życie w zbytku stają się zgubą wielu dzisiejszych kapłanów (mówi z płaczem i rozpaczą). Gdyby zdali sobie sprawę z tej przerażającej tragedii, zrobiliby wszystko... poświęciliby się aż do ostatniej kropli krwi, zaczynając od nowa dążenie do doskonałości. Błagaliby wszystkich Świętych i Aniołów, aby pomogli im się nawrócić, PONIEWAŻ KRÓLESTWO ŚMIERCI I CIEMNOŚCI JEST BARDZO REALNE! JEGO ROBAK NIE GINIE, A JEGO UDRĘKA JEST STRASZLIWA I TRWA WIECZNIE (z rozpaczą). Byłem zmuszony to powiedzieć! Skończyłem mówić, skończyłem mówić!





Źródło: "Verdi Garandieu, un prete dannato mette in guardia contro l'inferno", Bonaventura Meyer, wyd. Segno

Tłumaczenie i wstęp: Dorota Porzucek