Powołanie na czasy ostateczne


Wy macie być świętymi nowych czasów i mistrzami duchowymi czasów ostatnich – powiedział Pan Jezus do Ludmiły Krakowieckiej, odkrywając drogę do świętości, jaką Bóg daje człowiekowi na dzisiejsze czasy. To odmienna droga, niż ta, jaką wyznaczali święci przed wiekami, choć cel nasz jest wspólny...

Fot. VICONA


Czy żyjemy w czasach ostatecznych?

Wiele się słyszy o tym, że mamy czasy ostateczne, że żyjemy u schyłku jakiejś epoki (nie koniecznie końca świata). Wielu jednocześnie przypomina, że czasy ostateczne zostały ogłoszone w dniu zesłania Ducha Świętego (Dz 2,17). Jest to prawda jak i prawdą jest to, że już Apostołowie zastanawiali się kiedy nastąpi powtórne przyjście Chrystusa przy końcu czasów (por. Mt 24,3) wierząc, że stanie się to jeszcze za ich życia. Już wtedy powiedziano „Czas jest krótki” (1 Kor 7,29).

Nie do końca jesteśmy więc w stanie przewidzieć, czy stanie się to za naszego życia, czy za sto lub tysiąc kolejnych lat. Możemy jedynie próbować odczytywać znaki czasów, jakie według tekstów biblijnych, wypowiedzi Jezusa i Jego uczniów mają towarzyszyć powtórnemu przyjściu Chrystusa. A jedyne, czego możemy być pewni to to, że dzień Pański przyjdzie niespodziewanie, jak złodziej w nocy (por 1 Tes 5,2-4). Mamy też polecenie od Jezusa, aby być gotowymi i czuwać (por. Mt 24,43).

Nie jest zatem celem tego artykułu próba odpowiedzi na pytanie, CZY żyjemy w czasach ostatecznych, ale próba podpowiedzi JAK żyć w tych czasach. Nie jest to też analiza i interpretacja znaków czasów (to zostawiam bardziej wybitnym umysłom), ale skupienie uwagi na tym jak czuwać, jak być gotowym, jak wypełnić to, czego oczekuje od nas dziś Pan Bóg? Myślę, że taka wiedza jest dla nas o wiele bardziej cenna niż dociekanie daty i szczegółów zapowiadanych nam wydarzeń związanych z końcem czasów. Jest to w końcu postawienie pytania o tytułowe powołanie, jakie wyznacza dziś człowiekowi Pan Bóg.

Tym artykułem pragnę także przybliżyć trzy polskie mistyczki XX w.; dwie świeckie i jedną zakonną, którym Pan Jezus szczególnie ukazał tę drogę. Pierwszą z nich jest Alicja Lenczewska, szczecińska nauczycielka, drugą – Ludmiła Krakowiecka, założycielka wspólnoty Rodziny Serca Miłości Ukrzyżowanej, do której później Alicja przynależała. Trzecia to Służebnica Boża s. Leonia Nastał, zakonnica ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, współczesna s. Faustynie Kowalskiej.

O jakim szczególnym powołaniu mowa?

Czy jest to jakaś inna droga niż ta, którą do tej pory człowiek miał dążyć do świętości? I tak, i nie. Nie, ponieważ cały depozyt wiary, a więc i wszystkie odpowiedzi o naszą drogę do świętości, zostały już zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła.Tak, ponieważ Duch Święty cały czas prowadzi Kościół pozwalając mu na przestrzeni wieków odkryć na nowo lub lepiej zrozumieć Prawdę zawartą już w Objawieniu Bożym. Już św. Jan od Krzyża mówił: Zawsze Bóg odkrywał przed ludźmi skarby swej mądrości i ducha, lecz teraz, gdy zło więcej odsłania oblicze, On hojniej je odkrywa.

Pomocą ku temu są również uznane przez Kościół objawienia prywatne, które choć same nic nowego nie wnoszą do depozytu wiary (o czym nigdy nie wolno zapominać!), to jednak zwracają często uwagę na te zapomniane aspekty wiary i Ewangelii.

Podobno nawet św. Teresa od Dzieciątka Jezus, znana z odkrycia tzw. „małej drogi” była przekonana o jej oryginalności i nowości. Tymczasem trudno znaleźć jakikolwiek punkt tej duchowej doktryny, który nie byłby znany w chrześcijaństwie.

Myślę jednak, że odkrycie św. Tereski miało bardzo duże znaczenie, ponieważ ona jako jedna z pierwszych zaproszona została do postępowania tą drogą, do realizacji tego powołania, którego kontynuację możemy odnaleźć u tak wielu późniejszych świętych i mistyków. Zbieżność niektórych orędzi im przekazanych jest tak uderzająca – mimo specyfiki niektórych z nich danych konkretnemu świętemu (np. orędzie Bożego Miłosierdzia skierowane poprzez św. Faustynę) – że można stąd faktycznie wyciągnąć jakby pewną wspólną myśl, jedno przesłanie dla współczesnego człowieka. Jedna myśl, wyrażona często innym słowami, ale zawarta w tak wielu dziennikach, orędziach i pismach, która wręcz krzyczy do nas i prosi o jedno...

O co chodzi? Chodzi o ideę totalnego, ślepego wręcz – ODDANIA się Bogu i Jego Woli, jak dziecko ojcu oraz ZAUFANIA Mu we wszystkim, powierzeniu Mu siebie i swoich wszystkich spraw w taki sposób, aby to On, a nie my swoimi tylko ludzkimi siłami, kierował naszym życiem. Musimy oddać Mu siebie na własność (najlepiej przez ręce Maryi w tzw. "święte niewolnictwo") by On mógł rozporządzać nami i użyć do czego chce. Wtedy Bóg sam weźmie odpowiedzialność za nasz rozwój duchowy, za wyzbycie się naszych wad i słabości i poprowadzi nas do świętości najlepszą drogą, którą Sam dla nas wybierze. Zapewni nam też wszystkie środki niezbędne do życia. Jednym słowem: Bóg nas nakarmi, ubierze, wzmocni siły, pokieruje naszym sercem i myślami, będzie działać przez nas oraz... sam odbierze owoc zadośćuczynienia z naszego życia. Oddanie i zaufanie Mu są jednak dwoma podstawowymi warunkami do tego.

Ale to nic nowego, powie ktoś. Już Pan Jezus powiedział: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”. (Mt 6, 31-32). Zgadza się i jest to kolejny dowód na to, że droga ta jest zakorzeniona w Piśmie Świętym, lecz dzisiaj odkrywana na nowo.

Dużą popularnością w ostatnich latach cieszy się na przykład – chyba więc nie przypadkowo – postać Sługi Bożego, ks. Dolindo Ruotolo, kapłana z Neapolu, któremu Pan Jezus zostawił piękną modlitwę „Jezu, Ty się tym zajmij”. Uczy w niej nas On właśnie tego zawierzeniu Mu i oddania wszystkich swoich spraw i trosk (duchowych i doczesnych) z zaufaniem, że On się nimi najlepiej zajmie, co zawsze skutkuje pokojem i uporządkowaniem naszego życia. To też jakby nawet jeszcze pójście o krok dalej niż znane nam „Jezu, ufam Tobie”, przekazane nam przez św. Faustynę Kowalską. Ktoś zgrabnie spróbował to nawet połączyć: „Jezu, ufam Tobie, więc Ty się tym zajmij”.

W tym samym czasie gdy św. Faustyna, na prośbę Pana Jezusa każe wymalować te słowa na obrazie „Jezusa Miłosiernego”, inna polska zakonnica – s. Leonia Nastał także doznaje przeżyć mistycznych, w których Pan Jezus ukazuje jej drogę prowadzącą do świętości opartą na pokorze i nieograniczonej ufności Bogu. Droga ta, wzorowana na drodze św. Teresy z Lisieux, nazwana jest przez nią już nie tyle drogą dziecięctwa, ale niemowlęctwa duchowego. Mówi do niej Pan Jezus: Nade wszystko od dusz maleńkich domagam się ufności. Pragnę, by Mi zaufały, by Mi wszystko powierzyły swoje kłopoty i troski, radości i nadzieje. Czyż sama nie postępowałaś tak w domu wobec matki? Jeżeli czegoś nie umiałaś zrobić sama, biegłaś do matki z myślą - mamusia to umie. Jeżeli coś popsułaś, byłaś przekonana, [że] mamusia to naprawi. O, jak Ja lubię tego rodzaju zaufanie. Jeżeli dusza zna swoją nicość, musi sobie na każdym niemal kroku powiedzieć - nic nie umiem, niezdolna jestem do wykonania jakiegokolwiek dobra tylko niemowlęciem jestem, w którym tkwią energie życia, ale musi być ktoś, kto by dopomagał do rozwoju tego życia. Największą radość sprawia Mi dusza, jeżeli w takich chwilach naocznego poznania swej bezradności ufa, że Jezus to zrobi, bo umie, bo może, bo mnie kocha, więc uczyni to dla mnie. On chce to uczynić, bo jest dobry, chce wspierać nędzę, bo jest możny. Takie ślepe zaufanie Jezusowi podbija Jego Serce, bo zaufania zawieść nie może. A więc złóż całą twoją ufność w Panu Jezusie.

Jest więc to droga całkowitego uzależnienia się od Boga i Jego świętej woli. Pan Jezus mówi dalej: Świadome niemowlęctwo nauczy duszę prawdziwej i najgłębszej pokory. Będzie to jakby stan pokory i ustawiczna świadomość swojej niemocy, niezdolności do czegokolwiek w życiu wewnętrznym bez Boga, bez uprzedniego aktu Jego woli.

Droga na dzisiejsze czasy?

Dlaczego uważam, że dziś ta droga jest nam bardziej polecana niż jakaś inna? Bardzo jasno mówił o tym Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej: droga dziecięcego oddania jest tą drogą, którą teraz ukazał ludziom jako środek ich ocalenia, uchronienia przed agresją szatana. Podczas gdy dawniej ludzie nabywali doskonałość przez długotrwałe ćwiczenia ascetyczne, teraz nie ma na to ani czasu, ani warunków ze strony świata. Trzeba rzucić się w Moje ramiona – a Ja powoli będę przemieniał, chronił i prowadził. Nie ma czasu na własne o wiele wolniejsze wysiłki i ćwiczenia. Każda droga, jaką daję ludzkości, jest na określony czas. Potem daję inną, bardziej odpowiednią. Nie trzeba trzymać się kurczowo tego, co było doskonałe kiedyś. Lepiej rozpoznawać znaki czasu i poddawać się Moim aktualnym inspiracjom (Świadectwo 601, Alicja Lenczewska).

W bardzo podobnym duchu mówił Pan Jezus do Ludmiły Krakowieckiej: Pytasz o umartwienia dawnych świętych Moich (np. św. Piotr z Alkantary). I to była droga Moja, bo była też drogą Miłości. Moi synowie najmilsi, Franciszek i Piotr z Alkantary, mieli tak wiele miłości, prostoty i zaparcia się. Wszyscy święci, których znacie, wcześniej czy później spotkali się ze Mną na drodze miłości i oddania, bo nie ma świętości bez oddania i miłości. Cel wam wszystkim wspólny. Tym celem Ja jestem – Miłość wasza, ale droga wasza odmienna. Wy macie być świętymi nowych czasów i mistrzami duchowymi czasów ostatnich. Gdy świat dawniejszy był prostszy – droga stopniowego zdobywania doskonałości była tak różną od ówczesnych dróg świata. Gdy dziś świat jest tak złożony, tak zagmatwany w swej złożoności, tak zdobywczy, gdy chodzi o wiedzę ludzką, tak zakłamany i wielki – wielkością zła odwróconego od Prawdy – ten świat zbawić może tylko odmienna od niego prostota, naiwne w oczach świata oddanie się Ojcu (Dialogi 1123 – 1124, Ludmiła Krakowiecka).

Elementy powołania

Aby móc lepiej zrozumieć tę drogę, podjęłam próbę wyodrębnienia pewnych jej elementów. Z racji ograniczonej formy tego artykułu, każdy z nich został opisany dość skrótowo, choć w innym miejscu można by te zagadnienia omówić znacznie szerzej.

Najbardziej charakterystyczne elementy drogi oddania się i zaufania woli Bożej:

– pokora czyli stanięcie w prawdzie o sobie,

– dziecięca prostota,

– ślepe oddanie się i zaufanie woli Bożej,

– żywa wiara,

– walka duchowa, nie bierność,

– trwanie w obecności Boga w codzienności życia – tzw. kontemplacja stała,

– bycie narzędziem Boga dla ratowania dusz. Kapłani z ducha,

– zawierzenie Jezusowi przez Maryję.

Pokora czyli stanięcie w prawdzie o sobie

Podstawowym warunkiem do tego, aby Pan Bóg mógł zacząć działać w naszym życiu tak jak On tego pragnie – jest stanięcie w prawdzie o sobie samym, czyli przyznanie się do swojej niemocy i słabości polegającej na tym, że sami, własnym siłami nie możemy zrobić nic dobrego i osiągnąć świętości. Jest to nie tyle przyznanie się, ale też zgoda na własną niewystarczalność, a tym samym pozostawienie pola do działania w nas samemu Bogu. Jest to o tyle trudne, że człowiek ze swej natury chce być zawsze „kimś”, chce szczycić się swoimi osiągnięciami i talentami, także świętością, najczęściej stawiając się ponad innymi. Doświadczenia i świadectwa życia wielu świętych wskazują jednak na to, że to nie oni sami z siebie stali się świętymi, ale dlatego, że pozwolili po prostu Bogu na to, aby to On dokonał w nich wszystkiego, co nie znaczy, że przy ich całkowitej bierności.

Czy nie wiesz, jak mało, jak nic sama nie możesz? Wiem, że cię to nie dziwi, i nie upadasz pod tą prawdą, bo poznałaś już swą nędzę. Nie dziwisz się, że ci o tym mówię, bo chcę ci podać na twą nędzę jedyne lekarstwo, które ostatnio mało i źle stosujesz: ufne, całkowite, ślepe i dziecięce zdanie się na Mnie i złożenie, składanie na każdą chwilę swej nędzy w Moje ręce, bym ją [mógł] przetworzyć w Moją moc z wysoka. Nie bronię ci pracować nad tą czy inną wadą, którą w sobie dostrzegasz, ale nadto i przede wszystkim staraj się zrozumieć, co Ja chcę w tobie zmienić i wykorzenić, i temu się oddaj (Dialogi 1443, Ludmiła Krakowiecka).

Nie sądź, że ktokolwiek wypracował w sobie świętość. Owszem, wielu usiłowało, ćwicząc się czynach moralnych i cnotach, by osiągnąć świętość. Jeśli to czynili z miłości do Mnie i jeśli byli miłosierni wobec braci swoich, osiągnęli ją, bo Ja miałem otwarte drzwi ich duszy i mogłem budować w nich świętość (Słowo pouczenia 82, Alicja Lenczewska).

Szczerość i dziecięca prostota

Najlepiej o dziecięcej prostocie duszy oraz szczerości, jaką chce widzieć u nas Pan Jezus, mówi On do s. Leonii: I dusza – niemowlę duchowe – ma być szczera wobec Boga, otoczenia, wobec siebie samej. Wobec Boga – nie usprawiedliwiać się, nie wymawiać. Stanąć wobec Boga taką, jaka jest – niemocą i słabością, nicością zdolną do każdego grzechu. Odbiciem szczerości duszy wobec Boga jest jej szczerość wobec spowiednika. Tak mu się otwiera jak Bogu. I sobie samej przygląda się dusza z taką samą szczerością. Nie wmawia w siebie tego, czego nie ma. Jest tym, czym jest. Nie używa również dwuznaczności wobec otoczenia, bo nie zna się na sztuce [udawania] (Uwierzyłam Miłości 57, s. Leonia Nastał).

Ślepe oddanie się i zaufanie woli Bożej

Oddanie to istota tego powołania, ale jednocześnie coś, co nie tak łatwo zrozumieć, a tym bardziej tym żyć. Czym jest to oddanie w praktyce, zadajemy sobie pytanie? Oddanie się Panu Bogu to inaczej oddanie Mu swojej woli, ponieważ jest to jedyne co jest naprawdę nasze i co możemy Bogu od siebie dać. Oddanie się to zgoda na Jego wolę w naszym życiu, jakakolwiek by ona nie była, a więc i zgoda na krzyż. Zgoda na zmianę naszych planów, niepowodzenie i cierpienie, a także zgoda na to, że tej Bożej woli możemy nie rozumieć. Z oddaniem ma się więc wiązać zaufanie, że wola Boża nas nie skrzywdzi (nawet dopuszczając na nas cierpienie), ale chce tylko naszego dobra.

Wierzcie i ufajcie, cokolwiek bym z wami uczynił, nie dociekając dróg i zamiarów Moich. Niech wola wasza, wasze ‘chcę’ będzie na jedno skierowane – na oddanie, na oddanie wszystkiego, każdej chwili, i bez reszty, a Ja wszystkiego dokonam w was i przez was, najmilsze dzieci Moje (Dialogi 1434, Ludmiła Krakowiecka).

Nasze oddanie się jest procesem, który ciągle w nas trwa, którego się uczymy. Staje się i pogłębia w miarę naszego postępu na tej drodze. Będziemy je prawdopodobnie uskuteczniać do końca życia. Nie można dokonać jednorazowego aktu oddania i zapomnieć o tym. Powinien to być stan, w którym bez przerwy żyjemy, nawet o tym nie myśląc. Pan Jezus tłumaczy: Pojedyncze akty oddania to zbyt mało. Potrzeba, aby był stan oddania. Abyś tkwiła w nim ciągle.Tak, jak istnieje stan łaski albo stan grzechu, tak też może istnieć stan oddania (Słowo pouczenia 462, Alicja Lenczewska).

Pan Jezus obiecuje, że oddanie Mu wszystkiego już tu na ziemi przynosi nam przedsmak szczęścia i wolności, choć nie chroni przed trudem i wysiłkiem: Zjednoczenie ze Mną i oddanie Mi wszystkiego daje pokój w pełni i wolność w pełni, i radość wypływającą z tego (Świadectwo, Alicja Lenczewska 44).

Przeciwne oddaniu jest zamartwianie się i niepokojenie. Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie Mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje – powiedział Pan Jezus do ks. Dolindo. A do Ludmiły Krakowieckiej: Troska jest wrogiem pokoju i ciszy, więc jeszcze raz ci mówię: zdajcie na Mnie troskanie się wasze; bądźcie wolni w każdej okoliczności życia!

Żywa wiara

Pan Jezus pragnie od nas wiary na wzór dziecka, które oddaje swoje serce rodzicowi pragnącemu interesować się wszystkimi jego sprawami i pomagać mu w każdej chwili jego życia. Serc pragnę, żywych, żarliwych, pulsujących miłością i oddaniem Ojcu, który jest Miłością i Życiem. Dlatego przygotowuję do żywej wiary Moje dzieci. Dlatego uczę, jak żyć ze Mną w każdej chwili i wszędzie – powiedział do Alicji Lenczewskiej. W innym miejscu mówi do niej: Wiara jest źródłem wszystkiego. Nie intelektualne uznawanie – ono może być początkiem, choć też nie musi – ale dziecięca ufność: całkowita i bezwzględna (Świadectwo 100, Alicja Lenczewska).

Walka duchowa, nie bierność

Podczas gdy nasza natura pcha nas ku działaniu, planowaniu, obmyślaniu sposób walki, Pan Jezus każe nam niejako zostawić wszystkie nasze ludzkie dociekania i działania i zdać się we wszystkim na Niego, aby w ten sposób mógł się On nami posłużyć według Jego planu. Rodzi to zrozumiałe obawy o „spychologię” – Jezu, Ty się wszystkim zajmij, a ja sobie odpocznę! Także s. Leonia Nastał nie od razu zrozumiała tę drogę. Pisze w swoich dziennikach: Zawahałam się, słysząc to, czy wszedłszy na jakąś drogę niemowlęctwa, nic zabłąkam się na drogi biernego kwietyzmu (…). Pan Jezus wyjaśnia jej: Leoniu, niemowlęctwo duchowe nie polega na tym, aby większą część doby przesypiać, jak to czyni niemowlę ludzkie, ale na tym, by przez łaskę nabyć cech nadprzyrodzonych, które w niemowlęciu są naturalne. Do Ludmiły Krakowieckiej powiedział natomiast: Tej bierności boją się niektórzy – ale to tylko ludzka natura walczy o swoje, chce być ‘czymś, gdy Ja chcę, byście byli ‘niczym’ przez absolutne oddanie się, ślepe, dziecięce, ufne, całkowite, by was tam być nie mogło, gdzie Ja działał będę.

Bierność jest tylko pozorna, ponieważ droga ta nie zwalnia z wysiłku i walki wewnętrznej, którą jest stałe zapieranie się siebie w poddawaniu się Bożej woli. A to kosztuje bardzo wiele. Wyrzeczenie się siebie i ofiara z woli są o wiele trudniejsze niż jakiekolwiek wymyślone przez siebie zewnętrzne umartwienia czy posty. A największą pokutą jest po prostu odwrócenie swojej woli od grzechu.

Nie chcę żadnych specjalnych ‘ofiar’ czy ‘umartwień’, ani ‘pokut’. Ja chcę wszystkiego, całego życia przeżytego dla Mnie i tak, jak Ja chcę, Ja Sam zbiorę zeń owoc zadośćuczynienia” (Dialogi 1727, Ludmiła Krakowiecka).

Przyjmowanie trudów swojej codzienności, codziennego umęczenia i oddawanie tego Bogu jest też ofiarą, choć mało docenianą, która nas uświęca.

Świętość jest w codzienności, w znoszeniu tego, co małe i niepozorne. W dziękowaniu za to, co nudne i męczące. W znoszeniu ludzi: ich pędu ku dominowaniu, ich gadatliwości, ich małostkowości, ich nieopanowania (…) Największą ofiarą jest uczciwe i dobre wypełnianie codziennych obowiązków, uczynność i miłość w każdych okolicznościach (Świadectwo, Alicja Lenczewska 192).

Trwanie w obecności Boga w codzienności życia – tzw. kontemplacja stała

Pan Jezus uczy Alicję Lenczewską, a przez nią także i nas, życia z Nim w jej małej i szarej codzienności, dzielenia z Nim wszystkim spraw, które przez doskonałe zjednoczenie z Jezusem mogą stać się święte i przyczynić się do budowanie Jego Królestwa Miłości. Jezus chce uczestniczyć w naszej rzeczywistości i uświęcać ją. Pokazuje, że wszystko, nawet banalne rzeczy czynione z miłością i dla Niego mogą być święte, nie tylko sama modlitwa.

Chce On, abyśmy modlitwą uczynili całe nasze życie. Wewnętrzna rozmowa z Nim, nawet bez słów, niezależnie od tego, co człowiek robi zewnętrznie, szukanie Go w swojej duszy i jednoczenie się z Nim jest kontemplacją, do której nas zaprasza. Jak mówi do Alicji: aby żyć w takim stanie kontemplacji, nie trzeba żadnej techniki ani żadnych ćwiczeń, trzeba tylko kochać. A gdy bardzo kochasz, nic nie jest w stanie zakłócić ci przebywania ze Mną w duszy. I nie potrzeba nawet szukać odosobnienia, bo Miłość ogarniająca cię całą oddziela cię od świata. Do Ludmiły Krakowieckiej powiedział te słowa: Świętych Mych ongiś wywodziłem na pustynię, wam za pustynię daję świat, za pustelnię wasze domy, warsztaty pracy, ulicę, pola i lasy. Wszędzie Jam w was zamknięty, jak ongiś w pustelni czy celi zakonnika, sprawiam, że życie wasze jest tak wyłącznie Moje, że jest ono kontemplacją na równi z kontemplacją kartuzów i karmelitanek, a wyrzeczenie chcę mieć od was takie samo, bo całkowite, bo bezgraniczne, pozwalające Mi robić z wami, co zechcę (Dialogi 1126 – 1127, Ludmiła Krakowiecka).

Ludzką próbą stałego przypominania sobie o Bożej obecności w codziennym życiu są akty strzeliste. Pan Jezus chce natomiast jeszcze czegoś więcej – pełnego zjednoczenia z Nim w każdej chwili.

Nie chcę, byście kiedykolwiek byli sami beze Mnie, sami przeżywali każdy swój dzień pracy, wysiłku czy wypoczynku i rozrywki. Nie chcę być waszym Bogiem od ‘święta’. Chcę być waszym Przyjacielem i Ojcem, bez którego nic się w waszym życiu nie dzieje. Chcę być waszym Towarzyszem, Bratem, Przyjacielem i Doradcą. Chcę nie tylko waszych poważnych modlitw u stóp Mych ołtarzy, ale chcę z wami bawić się i żartować jak z Mymi małymi dziećmi, z którymi znajduję odpoczynek i radość. Nie chcę, byście mieli w stosunku do Mnie cień skrępowania albo uważali, że macie rozmawiać ze szczególnym namaszczeniem i skupieniem. Chwile takie są możliwe, ale nie można całego życia przeżyć w napięciu i namaszczeniu, a [więc żyjcie] ze swobodą i odprężeniem, zwyczajnie – jak byście powiedzieli (Dialogi 1824, Ludmiła Krakowiecka).

Bycie narzędziem Boga dla ratowania dusz. Kapłani z ducha

Pan Bóg pragnie, abyśmy nie tylko myśleli i starali się o nasze własne zbawienie, ale żebyśmy w tym pomagali innym. Chce nas widzieć jako Jego narzędzia i kanały łaski, przez które udziela się On innym. Nie wymaga od nas nadzwyczajnych dokonań ewangelizacyjnych, ale pragnie, abyśmy świadczyli o Nim swoim życiem w środowisku, w którym żyjemy.

Bądźcie ludźmi modlitwy, a zarazem naturalnie radosnymi towarzyszami życia, pracy i rozrywek braci waszych. Wiecie, dlaczego daję wam takie powołanie? Oto dawne powołania wyrywałem ze świata i tworzyłem ciche oazy modlitwy i ofiary za świat (…) Dziś chcę w was obecny wejść tam, dokąd dotąd [jeszcze] nie sięgnęło ani słowo Boże, ani sakramenty, ani modlitwa. Świątynie i kościoły zakładam właśnie wśród grzeszników, gdzie wniesiecie Mi sakramenty i Moją jedyną Ofiarę – Mszę św. – to wasi kapłani – i gdzie [wy] wniesiecie Mnie obecnego w sercach waszych jako Komunię duchową dla ich zbłąkanych dusz (…) Kapłani wasi, ukryci, obok ofiary własnego serca wniosą zbawczą Ofiarę Moją i otworzą krynicę łask przez sakramenty. Wy będziecie prostować im drogę Moją i dawać [Mnie] nie mniej prawdziwie przez Miłość – Ja-Miłość przez was im dawać się będę. Czy ci już jasnym powołanie na narzędzia i kanały Mej łaski” (Dialogi 1129 – 1131, Ludmiła Krakowiecka).

Pan Jezus mówił do Alicji Lenczewskiej, a także do Ludmiły Krakowieckiej o powołaniu na kapłanów z ducha jako owocu ofiarowania Bogu życia, wynikającego z kapłaństwa powszechnego (por. KAPŁAŃSTWO POWSZECHNE KKK 1546): Powołałem najwierniejsze i najbardziej uległe dzieci Moje na kapłanów z ducha na czas najtrudniejszy, jaki czeka ludzkość. I pragnę, aby przez nich Moja Miłość ocaliła i uzdrowiła świat (Świadectwo 903, Alicja Lenczewska).

Nie czynię was, siostry Moje, kapłankami ze święceniami na ziemi, ale niejedną znaczę świętym krzyżmem Mej Miłości i obmywam Krwią Swoją, dając wam pełny udział w Mym własnym kapłaństwie (Dialogi 1094, Ludmiła Krakowiecka).

Zawierzenie Jezusowi przez Maryję

Duch Święty, który cały czas prowadzi Kościół i dla każdych czasów odsłania, co na ten czas poznać i w życie wprowadzić mamy (Dialogi 1695, Ludmiła Krakowiecka), ukazuje nam dziś swoją Oblubienicę Maryję jako Tę, przez którą chce On działać, rozdawać łaski i nami kierować.

Dziś szczególnie Trójca Święta przez Nią działa, chcąc dzieci ludzkie zbawić przez ich Matkę, dlatego oddajcie się na ślepo, szczęśliwe dzieci, które żyjecie w czasach Maryi. Jej was oddaję, z Nią życiem waszym piszcie Mi pieśń chwały” (Dialogi 1697, Ludmiła Krakowiecka).

300 lat temu po tym jak św. Ludwig Grignion de Monfort napisał Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, w którym szeroko opisał i uzasadnił korzyści, jakie daje całkowite oddanie się Maryi, coraz więcej ludzi w naszym kraju dostrzega tego potrzebę i oddaje się Maryi w "niewolę miłości" w akcie zawierzenia według św. Ludwika.

Za mało jeszcze się Jej oddajecie – a Jej się oddając i Mnie oddajecie, bo jedno z Nią jestem w miłości, dzieci Moje.

Uczcie się być jak dzieci, nim staniecie w szranki jako Jej rycerze na ślepo oddani, rzucani przez Jej rozkazy na front walki o dusze. Teraz czas, byście wrośli w Maryję, z Nią się związali najściślej (Dialogi 1274 -1275, Ludmiła Krakowiecka).

Aby być doskonałym...

Wielu z moich znajomych, i ja także, którzy na co dzień staramy się żyć blisko Pana Boga i jak najlepiej Mu służyć, zastanawiamy się jednak jak jeszcze lepiej pełnić Jego wolę, oprócz oczywistych rzeczy, jak życie sakramentalne, przestrzeganie Bożych przykazań, jak najlepsze wypełnianie obowiązków stanu? Jeden kolega napisał mi tak: "Wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Chodzi mi o to... jak mam czuwać? Co robić aby się zbawić i innym w tym pomóc? Jakie kroki podjąć? Chodzę do Kościoła i przyjmuje Jezusa do serca. Ale wydaje mi się że brak mi tej głębi, brakuje mi Jezusa na co dzień".

Myślę, że jest to sedno tych rozterek, jakie przeżywa wielu ludzi w Kościele. Przypomina to trochę postawę bogatego młodzieńca z Ewangelii (por. Mt 19, 21-22), który przestrzegając już Bożych przykazań, czuje, że jest coś więcej, co mógłby zrobić. „Co czynić, aby osiągnąć życie wieczne, aby być doskonałym?” – pyta.

Ale czy szukanie „czegoś więcej” poza tym, co daje nam Kościół jako pewną drogę do zbawienia (przykazania, sakramenty, modlitwa) jest w ogóle potrzebne? Myślę, że odpowiedź Jezusa ”…idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!” – pozwala odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. Ale w takim razie, czy bogaty młodzieniec, który „tylko” przestrzega wszystkich przykazań nie ma szansy na zbawienie? Myślę, że ma, ale tu chodzi o doskonałość, o radykalny wybór życia z Bogiem i dla Boga, oddanie Mu całego siebie i swojego życia, nie koniecznie poprzez formę ślubów zakonnych, ale właśnie w świeckim życiu w świecie. I to jest droga, jaką proponuje nam Pan Jezus na te czasy.

Z drugiej strony droga dziecięcego oddania nie jest tylko dla ludzi świeckich. Przykładem może być tu s. Leonia Nastał oraz sł. Boży ks. Aleksander Woźny, który sam jako kapłan żyjąc tym powołaniem, uczył tej drogi swoich parafian.

Myślę jednak, że jest to też w dużej mierze dowartościowanie ludzi świeckich w tym, że ich życie może być równie święte, co zakonników żyjących za kratami klasztoru. Zakony są i będą nadal potrzebne, Pan Jezus powiedział do św. Faustyny, że one podtrzymują istnienie świata, jednak my, ludzie świeccy mamy tu równie ważną rolę do spełnienia, a wydaje się, że w przyszłości jeszcze większą.

Od 'młodzieńca', który chciał iść za Mną, zażądałem ofiary z bogactw, aby swobodny mógł iść za Mną. Odszedł. Dobroć Moja wybrała przecież najlepszy środek, ale on odszedł smutny. Wy nie odejdziecie, boście zrozumieli mądrość dróg Jezusa Ukrzyżowanego – Miłości Ukrzyżowanej i Ona was pociągnie, dokąd nawet dziś nie rozumiecie, i da wam, nad wasze ludzkie rozumienie, pokój i szczęście, którego inni zazdrościć wam będą, i was uczynię siewcami Mej miłości i dobroci, i pokoju Bożego na ziemi" (Dialogi 1499, Ludmiła Krakowiecka).

Autor: Dorota Porzucek / CC BY-NC-ND 4.0

Fot. VICONA / CC BY-NC-ND 4.0

1,984 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg