Boże Ciało największej czci i miłości najgodniejsze

W tym roku wybrałam się na procesję Bożego Ciała do Łowicza, spełniając swoje marzenie zrobienia fotoreportażu regionalnej procesji, pełnej kwiatów, pięknych sztandarów, feretronów, chorągwi i kolorowych ludowych strojów. Nie ukrywam, że kultura i pobożność ludowa są mi bardzo bliskie, jak i wszystkie jej widzialne przejawy, które są bardzo wdzięczne do pokazywania na zdjęciach. Cieszę się, że są ludzie, którzy pielęgnują polskie tradycje i mają umiłowanie do folkloru swojej małej ojczyzny. Poza tym sama uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa , to festum Eucharistiae ("święto Eucharystii"), jak kiedyś nazywano Boże Ciało, jest niezwykle piękną i ważną uroczystością w Kościele, gdy rozważamy tajemnicę Eucharystii, publiczne wyznajemy wiarę w obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, oddajemy Mu cześć i podziękowanie za łaski płynące przez ten sakrament. Przepraszamy także za zniewagi wyrządzone wobec Najświętszego Sakramentu przez słabość i oziębłość ludzką oraz bluźnierstwa niewiernych. Z taką też intencją jechałam, modląc się już podczas drogi, zwłaszcza mając na uwadze intencję wynagradzającą za zniewagi.


Nie zawiodłam się − wszystko to, czego się spodziewałam, zobaczyłam podczas łowickiej procesji, która cieszy się sławą jednej z najbardziej widowiskowych w kraju. Były piękne stroje i modlitwa. Były dziewczynki sypiące kwiaty przed Hostią ukrytą w monstrancji w kształcie pelikana. Ten symbol Chrystusa odkupiciela znajduje się w herbie miasta.


Jednak moje refleksje z tego wydarzenia nie będą jedynie słodkie i kolorowe, ponieważ − choć trudno mi o tym pisać wobec zdjęć tak pełnych życia i barw, jakie prezentuję, to – pośród tego wszystkiego wydaje mi się, że usłyszałam w głębi serca dwie ciche skargi Jezusa, nad którymi nie mogę przejść obojętnie…



Centralne obchody Uroczystości Bożego Ciała w Łowiczu rozpoczęły się Mszą św. o godz. 10:30 w Bazylice Katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja, której przewodził ksiądz biskup ordynariusz diecezji łowickiej. W wygłoszonej homilii, odnosząc się do czytanej tego dnia Ewangelii o rozmnożeniu chleba (Łk 9, 11b-17), mówił m.in o tym, aby dziękować za Boże dary i kształtować wrażliwość szacunku do tych dóbr, które się posiada, zwłaszcza w kontekście daru chleba powszedniego, a także, aby nie marnować żywności.


Słowa te być może nie wbiły by się tak bardzo w moją pamięć i nie przeniknęłyby do głębi serca rozdzierając je, gdyby nie były wypowiedziane w przepięknej skądinąd katedrze, w której Pan Jezus został usunięty z centralnego miejsca w prezbiterium i umieszczony w bocznej kaplicy. Na tym miejscu w centrum postanowiono natomiast krzesło, gdzie zasiadał biskup lub inny celebrans. Takie rozwiązane wprowadzono też niestety w wielu kościołach, nie wiem, czym to tłumacząc?


Kaplica z Najświętszym Sakramentem znajdowała się więc dokładnie po mojej lewej stronie. W ogóle jej nie zauważyłam wchodząc do kościoła i dopiero po jakimś czasie spytałam kogoś, czy tam jest tabernakulum? Spojrzałam tam teraz, szukając wzroku Jezusa. Stał w głębi swojej kaplicy pod ścianą, za ludźmi odwróconymi do Niego plecami, i słuchał razem z nimi o szacunku, z jakim powinno się traktować chleb, który spożywamy…


A kształtowanie wrażliwości szacunku do Chleba Eucharystycznego? – miałam ochotę zapytać głośno.



Drugiej skargi nie usłyszałam od razu. Byłam bardzo zajęta robieniem zdjęć… No tak, jak zawsze w takich chwilach, gdy robię reportaż z uroczystości kościelnych, mam pewne wyrzuty i przepraszam za to bardzo Pana Jezusa, że nie biorę tak na 100% udziału w modlitwie, tylko robię zdjęcia skupiając się na tym, aby jak najlepiej oddać te ważne chwile. Nie da się zrobić dobrze jednego i drugiego jednocześnie. Ale oddaję zawsze moją pracę Jemu i proszę, żeby przyjął to też jako formę modlitwy i świadczenia o Nim. Przecież nie robię zdjęć, aby mieć „na pamiątkę”, ale dla świadectwa i Ewangelizacji. Staram się mimo wszystko nie przeszkadzać innym w modlitwie i fotografować dyskretnie.


Dzień był bardzo upalny, pod koniec byłam już naprawdę wyczerpana i mocno spieczona przez ostre słońce, które zawsze mnie uczula, ale po powrocie do pokoju, przeglądając zdjęcia, stwierdziłam, że było warto się trudzić. Zdjęcia wyszły dobrze, byłam zadowolona.



I wtedy uderzyła mnie nagle druga skarga Pana Jezusa. To było jak przebłysk, który w jednej sekundzie pojawił się w mojej głowie, jakby została mi tam nagle zapalona jakaś lampka. Nie były to konkretne słowa, a raczej zrozumienie, że pewne gwiazdy na tej uroczystości błyszczały tak mocno, że przyćmiewały Jezusa. No tak… Spojrzałam na zapamiętany w mojej głowie obraz i na ten na zdjęciach – te piękne, umalowane młode dziewczyny w kolorowych spódnicach, które dodatkowo lekko unosiły, aby lepiej je zaprezentować, uśmiechnięte i przechadzające się niczym modelki na wybiegu. Oczywiście, to był uroczy widok i sycił oczy wszystkich. Bardzo wielu turystów, także tych niewierzących, przyjeżdża każdego roku do Łowicza w okresie Bożego Ciała właśnie po to, aby zobaczyć taki niecodzienny obrazek.


Przypomniałam sobie zwłaszcza postój przy ostatnim ołtarzu na rynku. Podczas gdy trwała homilia i gdy sztandary rozstawiły się wzdłuż ściany rynku, ubrani w tradycyjne stroje uczestnicy procesji zostali wręcz osaczeni przez turystów, którzy chcieli robić sobie z nimi zdjęcia. Ci oczywiście chętnie pozowali. Dziewczęta się wdzięczyły. Było sporo gwaru i śmiechu. Nikt z tych ludzi nie słuchał kapłana, ani nie zwracał uwagi na Jezusa wystawionego w monstrancji. Przyznam, że i ja dałam się temu w jakimś stopniu ponieść – myślę, że ostatni raz w taki sposób – nie żebym robiła sobie zdjęcia, ale dość intensywnie tam fotografowałam innych... Na szczęście było też bardzo wielu takich, którzy stali w tym wielkim skwarze słuchając z uwagą.



Później, gdy miałam zamiar spisać te moje spostrzeżenia, natrafiłam na jednym z blogów podróżniczych na notatkę napisaną przez kobietę, która wybrała się kiedyś na procesję do Łowicza właśnie jako turystka. Turystka zachwycona wydarzeniem, a jednak potrafiąca dojrzeć tu pewną niestosowność. Pisze tak: "To wydarzenia pełne folkloru, życia ludowego, które dotykają kultury naszych przodków. Tak pięknie i trochę dziwnie, bo myślisz, że przeniosłeś się w czasie, a jednocześnie więcej tu przypadkowych paparazzi z telefonami w ręku, którzy pragną uwiecznić tę chwilę polskości niż modlących się parafian. Młode dziewczyny i starsze panie wyglądają jak żywcem wyjęte z pokazu mody. Nie ma w tym żadnego obciachu – ludzie patrzą na ten spektakl z zachwytem. Polski styl ludowy ma w sobie coś cudnego, co potrafi człowieka oczarować".


I wróciła z jeszcze większą natarczywością ta skarga Jezusa: "Największy zachwyt należy się Mnie, a nie mojemu stworzeniu, którego jestem Stworzycielem. Otaczajcie szacunkiem chleb, który wam daję, bo jest to Mój dar, ale czyż nie powinniście tym większym szacunkiem otaczać jego Dawcę? Uroda stworzenia, natura, muzyka, słowo, piękno tradycji i w ogóle całe piękno i wszystkie moje dary są dla was, ale nie lubujcie się w nich bardziej aniżeli w ich Autorze, gdyż pełnią one jedynie funkcję służebną, aby oddawać chwałę Bogu i prowadzić was do Niego".



Nie chcę nikogo skrzywdzić swoimi uwagami i tym tekstem, nie lubię też zbędnego utyskiwania. To, co zauważyłam, to nie jest tylko problem, myślę, tej konkretnej procesji w Łowiczu. Jestem pewna, że jest ona przygotowywana każdego roku przez ludzi kierujących się największym zaangażowaniem i miłością wobec Jezusa Eucharystycznego, aby jak najpiękniej Go uczcić i pokazać, że tradycja ludowa jest tu nadal żywa. Cieszę się, że mamy jeszcze w Polsce tak uroczyste procesje, i że jeszcze tylu ludzi w nich uczestniczy – to naprawdę buduje wiarę, mam nadzieję, że także ludzi patrzących na to z zewnątrz. Piękna i żywa tradycja, która domaga się jednak równie żywych i kochających serc. Żywej wiary, której tradycja jest tylko nośnikiem, a nie istotą. Zachowujmy polskie tradycje i zwyczaje pobożnościowe, ponieważ wiara domaga się także widzialnych jej przejawów, ale oby nie była to tylko pobożność „święconkowo-procesyjna”, z tradycji właśnie i z przyzwyczajenia. Taka w obecnych czasach już nie wystarczy, aby się ostać.


Cieszę się mimo wszystko, że mogłam uczestniczyć w tej pięknej procesji i uwiecznić ją na zdjęciach. Moje „natchnienia” są tylko moje, nie trzeba ich brać na poważnie, ale być może kogoś jeszcze pobudzą do refleksji, co zrobić, aby kolejne procesje jeszcze bardziej radowały nie tylko oczy i serce każdego z nas, ale także i przede wszystkich radowały Serce Pana Jezusa, tak bardzo stęsknionego, abyśmy to Jemu okazywali największe serce i uwagę. Bo On tu jednak jest najważniejszy.



Autor: Dorota Porzucek

Fot. VICONA