top of page

Październik – listopad 2022



Dwumiesięczne zestawienie wybranych materiałów publikowanych na profilu facebookowym.




30 listopada

Po co ten Glas jedzie do tego Boboli?


Ks. Piotr Glas opowiada o wydarzeniu poprzedzającym jego przyjazd do Strachociny w lipcu 2022 r., gdzie podczas wieczornego nabożeństwa odmówił modlitwę za Ojczyznę ‒ tę samą, którą wypowiedział podczas Wielkiej Pokuty w Częstochowie w 2016 r.


Ks. Piotr Glas: Zadzwonił do mnie mój przyjaciel i zostawił wiadomość, która autentycznie mną wstrząsnęła. Zjawiła się u niego kobieta z poważnymi problemami duchowymi. Człowiek ten, dobrze zorientowany w sprawach walki duchowej, zaczął się z nią modlić. W pewnym momencie doszło do demonicznej manifestacji, rozległ się piekielny ryk. Padło tam moje nazwisko. „Po co ten Glas jedzie do tego Boboli? Po co on tam jedzie? Co on tam będzie robił? Zostawcie tego Bobolę w spokoju!” – wył demon. Wydaje się zatem, że to, co robi ks. Niżnik, i to, co wydarzyło się 23 lipca w Strachocinie, nie jest piekłu obojętne. Powiem nawet więcej: jest dla szatana poważnym problemem. To dało mi do myślenia, że św. Andrzej Bobola jest rzeczywiście patronem na nasze czasy. Uwierzyłem wtedy całkowicie, że modlitwa w jego sanktuarium będzie miała pozytywne konsekwencje duchowe dla naszej Ojczyzny i dla Polaków, jednak pod warunkiem, że odpowiemy na wezwanie, jakie daje nam Bóg poprzez św. Andrzeja. Teraz pozostaje się nadal modlić, pokutować i błagać Boga na kolanach w postach i uniżeniu, by On miał nas w swojej wszechmocnej opiece i prowadził Polskę bezpiecznie przez coraz większe wyzwania czasów, w których żyjemy.



Źródło: "Noc bluźnierstw. W oczekiwaniu na świt", ks. Piotr Glas w rozmowie z Krzysztofem Gędłkiem, wyd. Esprit

 

23 listopada

To się musi stać, zanim przyjdzie nowe


Ks. Piotr Glas: Błogosławiony ks. Jan Macha, męczennik zamordowany przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej, powiedział kiedyś takie słowa: „A może jest tak, że Bóg pozwala dzisiaj, aby tak potężna burza szalała wokół drzewa, jakim jest Kościół, aby spróchniałe gałęzie opadły, a drzewo po prostu głębiej zapuściło korzenie w ziemię? Nie będziemy umieli dostrzec żadnego głębszego znaczenia w nieszczęśliwych zrządzeniach, które dotykają dziś chrześcijaństwo, jeśli nie usłyszymy w nich Bożego głosu wzywającego do opamiętania i szczerego rachunku sumienia”. Wydaje mi się, że tu jest odpowiedź na pytanie, po co to wszystko. Kryzys, w którym tkwi dzisiaj Kościół, służy jego oczyszczeniu i tego trzeba być świadomym. Bóg na to pozwala, bo chce, by Jego Kościół na powrót stał się taki, jakim ten powinien być. Ten czas musiał nadejść i właśnie się rozpoczął. Zdaję sobie sprawę, że jako katolicy przechodzimy przez trudny okres i wielu ma już tego wszystkiego powyżej uszu. Sami wiemy, jakie są dzisiaj owoce ostatnich kilkudziesięciu lat „odnowy” Kościoła. W świątyniach nie ma ludzi, młodzież masowo dokonuje apostazji, chrześcijanie nie żyją wiarą i przykazaniami, wielu duchownych potraciło sens swojej misji i stało się funkcjonariuszami kultu, managerami zachowania i utrzymania budynków kościelnych lub pracownikami socjalnymi jak tu, na Zachodzie. Sami księża czasami się zastanawiają, o co chodziło w jakiejś wypowiedzi jednego czy drugiego biskupa, kardynała czy nawet samego papieża. Nie wiemy nawet do końca, kto stoi u steru tej łodzi Piotrowej, bo nieustannie zmienia ona kierunek i tylko boskim cudem nie uderza w skały. Produkowanych jest mnóstwo dokumentów, które potem trzeba wyjaśniać – i okazuje się, że sens tego czy innego sformułowania był w rzeczywistości inny, niż wynikało to z zapisanych czy wypowiedzianych słów. W sensie duchowym to jest dla wielu gorliwych katolików wielki dramat. Z jednej strony zalewa nas brud europejskiej demoralizacji, wartości europejskie wypierają szybko chrześcijańskie, a z drugiej nie ma wielu pasterzy, którzy powiedzieliby z odwagą i determinacją oraz w autorytecie Chrystusa: non possumus. Dalej tak nie można! Brakuje dzisiaj oficjalnego potępienia wielu szokujących modernistycznych poglądów na sprawy moralne czy materię grzechu, innymi słowy – zdecydowanego opowiedzenia się ludzi u steru Kościoła przeciwko tej moralnej zgniliźnie. Dlatego wszystkim, którzy czują się dzisiaj zagubieni, chciałbym powiedzieć za ks. Machą: nie bójcie się, Bóg wie wszystko o swoim Kościele. Nie wolno nam panikować. To się musi stać, zanim przyjdzie nowe. Tak jak Jezus przygotowywał swoich uczniów do zgorszenia krzyża i swojej śmierci, tak dzisiaj przygotowuje nas poprzez słowa prawdy prawowitych i wierzących pasterzy. Kościół jest dzisiaj sparaliżowany strachem, o czym mówił chociażby kard. Robert Sarah, wskazując, że jest to jedna z naszych największych bolączek. Oczywiście, nie powstrzymamy własnymi siłami całego tego zepsucia, ale powinniśmy robić to, co do nas należy, tak jak potrafimy najlepiej. Módlmy się i nie załamujmy rąk. To oczyszczenie musi się dokonać, bo czas wyboru Prawdy nadchodzi. Kościół przetrwa, bo jak powiedział św. Augustyn: „Poza Kościołem możemy wszystko uczynić poza zbawieniem duszy. Tylko w Kościele katolickim można odnaleźć zbawienie”.

(…) czas triumfu Maryi będzie jakby odrębną epoką. Chodzi więc tutaj nie o pokój polityczny, ale o Boży porządek. Nie będzie miejsca na grzech, a szatan przestanie działać na pewien czas. Oczywiście triumf Niepokalanego Serca będzie poprzedzał ponowne przyjście Chrystusa, co też jest dla nas ważne, dlatego że po czasach ucisku nadejdzie jeszcze tu, na ziemi, czas absolutnie wyjątkowy, gdy Maryja odniesienie zwycięstwo. Wydaje się, że będzie to jakiś rodzaj przedsionka nieba, naprawdę niezwykły okres ładu i odnowy Kościoła. Bo pamiętajmy, że Maryja jest Matką Kościoła, a zatem nie pozwoli, aby Jej Kościół zginął. Dzisiaj być może trudno nam jest sobie to wszystko wyobrazić, bo płyniemy statkiem po bardzo wzburzonym morzu, brakuje nawet kapitana, który by znał kierunek, w jakim należy płynąć, a wszystkie urządzenia nawigacyjne jakby przestały działać poprawnie. Krótko mówiąc – po ludzku nie mamy na kim się oprzeć, czemu zaufać. I dlatego właśnie teraz musimy mieć wielką mądrość i odwagę, by w tym zamęcie i chaosie spojrzeć w niebo i tam zobaczyć najjaśniejszą gwiazdę – Maryję, która nas pewnie przeprowadzi do bezpiecznego portu.



Źródło: "Noc bluźnierstw. W oczekiwaniu na świt", ks. Piotr Glas w rozmowie z Krzysztofem Gędłkiem, wyd. Esprit

 

28 listopada

Pięciokrotny znak Krzyża


Pan Jezus: Czyniąc znak krzyża, nie bądź rozproszona. Zawsze myśl o trzech Boskich Osobach. To, co ci teraz powiem, ogłoś publicznie. Znak krzyża czyń pięciokrotnie, aby upamiętnić moje święte Rany. Żegnając się, myśl o moich Ranach. Patrz w moje oczy zalane krwią od wielu ciosów, które i ty Mi wymierzałaś. (8 kwietnia 1962).

Matka Boża: Zwyczaj nabożnego, pięciokrotnego czynienia znaku Krzyża Świętego pielęgnujcie też codziennie rano, wieczorem i w ciągu dnia, polecając się przy tym miłosierdziu Ojca w niebie. Dzięki temu zbliżycie się do Ojca w niebie, a wasze serca zostaną napełnione łaskami. (13 kwietnia 1962).



Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

23 listopada

Czym jest Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi?


„Świat zaciemniony przez niewiarę będzie musiał przeżyć potężne wstrząsy, a po nich ożyje wiara!” ‒ te słowa przekazała Matka Boża Elżbiecie Kindelmann, węgierskiej mistyczce, która była jedną ze świadków Ostrzeżenia. Za jej pośrednictwem Jezus i Maryja zapoczątkowali ruch kościelny Płomień Miłości ‒ nazwa odnosi się do tej ogromnej i wiecznej miłości, jaką Maryja ma dla wszystkich swoich dzieci. Jezus i Maryja nauczali Elżbietę, a teraz poprzez jej dziennik duchowy udzielają wiernym wskazówek dotyczących Boskiej sztuki cierpienia dla zbawienia dusz.


Czym jest „Płomień Miłości”?


Ks. Dariusz Dąbrowski COr: Odpowiedzi na to pytanie jest kilka. Najpierw Maryja mówi: „jest to Płomień Miłości mojego Serca”, potem precyzuje, że to „promień światła”, który sprawi, że „będzie wielki cud, którego blask oślepi szatana. Płomień ten jest ogniem miłości i zgody, który wyprosiłam u Ojca Przedwiecznego dzięki zasługom świętych Ran mojego Boskiego Syna”. W innym miejscu Maryja powie wprost, że Płomień Miłości to Jej Syn ‒ Jezus Chrystus, pierwsza miłość Jej Serca, którego poczęła za sprawą Ducha Świętego. Chodzi więc o dzielenie się z innymi ludźmi miłością do Chrystusa, o pobłogosławioną łaską Ducha Świętego skuteczną ewangelizację, która zapali cały świat.


Jakie znaczenie dla świata ma orędzie Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi? Dlaczego przesłanie Płomienia Miłości jest tak ważne dla Kościoła?


Ks. D.D.: Ponieważ łączy i pozwala pełniej nam zrozumieć orędzie fatimskie. Punktem szczytowym orędzia fatimskiego jest wezwanie do modlitwy i wynagrodzenia przez Niepokalane Serce Maryi. Już w czasie drugiego objawienia się 13 czerwca 1917 roku Matka Boża podała powód, dla którego Łucja musi „przez jakiś czas zostać” na ziemi. „Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali”. Elżbieta Kindelmann zapyta potem Maryję: „Dlaczego nie dokonujesz takich cudów jak w Fatimie, by Ci uwierzono? Córko ‒ padła odpowiedź ‒ im większe byłyby dokonywane przeze Mnie cuda, tym mniej by Mi wierzono. Moja karmelitanko, prosiłam was przecież o to, byście obchodzi pierwszą sobotę miesiąca, a Mnie nie po słuchaliście”.


W jaki sposób możemy korzystać z dziennika Elżbiety Kindelmann?


Dziennik duchowy Elżbiet Kindelmann to kolejna w dziejach Kościoła historia działania Boga w duszy. Wpisuje się w takie dzieła jak „Księga życia” św. Teresy z Avili, „Dzieje duszy” św. Teresy od Dzieciątka Jezus, czy „Dzienniczek” św. Faustyny. W tym ostatnim dziele znajdujemy wiele punktów wspólnych z przesłaniem Płomienia Miłości. Myślę, że wiele osób może odnaleźć w tym dzienniku duchowym siebie: swoje rozterki, objawy słabości, życiowe niepowodzenia, choć nie każdy ‒ na szczęście ‒ przeszedł taką twardą szkołę życia jak Elżbieta, ale także wskazówki, jak rozpalić w sobie Płomień Miłości Bożej.


Warto też odmawiać piękną modlitwę Elżbiety Kindlemann:


„Ciebie, umiłowana Matko, prosimy z dziecięcą ufnością: spraw, aby nasze słabe serca rozgorzały zapalonym przez Ducha Świętego Płomieniem Miłości Twojego Niepokalanego Serca, napełniając się doskonałą miłością Boga i bliźniego, abyśmy zjednoczeni z Tobą mogli kochać naszego Stwórcę i innych ludzi”.

Źródło: „Katalog dobrych książek Wydawnictwa Esprit”, wydanie pełne, jesień 2022

 

21 listopada

Niszczyciele chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu


Ks. Stanisław Małkowski: (…) Koniec Zachodu, gdyby nastąpił, oznaczałby kres cywilizacji określanej mianem Christianitas, a zarazem kres Kościoła, co jak wiadomo nie jest możliwe („bramy piekła go nie przemogą”). Możliwa jest jednak lokalna zapaść cywilizacyjna w skali państw i narodów, a nawet całej Europy, która niegdyś budowała cywilizację chrześcijańską, a obecnie poganieje wchodząc na drogę samozniszczenia. O ile jednak dawne pogaństwo niosło ze sobą dobra kultury, pewien szacunek dla natury i prawdy obiektywnej (cywilizacja klasyczna została wchłonięta i przetworzona przez chrześcijaństwo), o tyle współczesne pogaństwo w swoim nihilizmie nie nawiązuje do klasyki, lecz chce wszystko co obiektywne, prawdziwe i dobre zniszczyć. Temu służy dyktatura relatywizmu.


Współcześnie pojawiają się w kręgu cywilizacji zachodniej nihilistyczne, nie tylko zakłamane, ale wręcz bezsensowne ideologie, które wmawiają w człowieka: stwarzasz i zbawiasz siebie sam. Wybieraj człowieku: możesz być podobny do zbuntowanego anioła albo do zwierzęcia, możesz budować globalistyczną cywilizację śmierci, albo od razu popełnić samobójstwo i pójść do piekła. Ponieważ diabeł woli sukcesy zbiorowe od indywidualnych zwycięstw, tworzy gigantyczne projekty superpaństwowe w rodzaju Unii Europejskiej lub światowego totalitarnego globalizmu. Temu służą diabelskie ideologie: pogański feminizm, gender, Green peace, „globcio”, „multikulti”, poprawność polityczna. Chodzi o odebranie ludziom rozumu, wolności, szacunku dla duszy i ciała, wszelkich darów Bożych poza istnieniem (ale jakie ono jest i jakie będzie?), wspólnoty i zdolności budowania na trwałym fundamencie.


Poprawność polityczna odrzuca pojęcie obiektywnej prawdy; sama prawda staje się uzurpacją i zniewoleniem, jej głoszenie „mową nienawiści”. Feminizm oznacza autokreację kobiety wyzwolonej z więzów małżeńskich i macierzyńskich, oznacza walkę z mężczyznami („szowinistycznymi samcami”) i z dziećmi traktowanymi jako niechciany (a czasami chciany i żądany) produkt. Gender oznacza totalną destrukcję męskości i kobiecości, małżeństwa i rodziny, ludzkiej natury; płeć albo nijakość ma być prawem wyboru. Green peace oznacza konflikt między ludźmi a resztą świata; człowiek uznany jest za niebezpiecznego i szkodliwego pasożyta; prawo do życia zwierząt, owadów i roślin jest ważniejsze od prawa do życia ludzi; należy ograniczać rozrodczość, propagować antykoncepcję, aborcję, homoseksualizm, po to aby ludzi ‒ szkodników było jak najmniej na świecie. „Głobcio” opiera się na irracjonalnej wierze w szkodliwość życia i działalności człowieka, który oddychając i produkując wytwarza szkodliwy gaz CO2, powoduje efekt klimatyczny i powinien być zmuszony do finansowania pakietu energetyczno-klimatycznego (co jak wiadomo dotyka niektórych, na przykład Polaków). „Multikulti” oznacza chaos kulturowy i cywilizacyjny rozumiany jako promocja wszystkiego co niszczy osobistą i społeczną tożsamość; jest to swojego rodzaju „Kulturkampf” przeciwko tradycji i społecznej, narodowej samoświadomości; chodzi o wykorzenienie człowieka z własnej kultury i historii.


Wdrażaniu tych ideologii służy edukacja, propaganda medialna, terror ustaw i przepisów sprzecznych z prawem naturalnym, z osobistym i wspólnym dobrem, działalność jawnych lub ukrytych ośrodków programowego ogłupiania i demoralizowania ludzi od przedszkola po starość. Granie na prymitywnych emocjach pożądania i strachu wyłącza stopniowo logiczne myślenie.


Ustawowa, propagandowa, państwowa i szkolna agresja może budzić sprzeciw aż do chwili, gdy nastąpi akceptacja zniewolenia. Stan apatii i poddania się tym, którzy odbierają wolność, własność i życie twierdząc, że tak właśnie trzeba, jest pożądany z punktu widzenia zwolenników cichej wojny zmieniającej mentalność. Otwarty i jawny rozlew krwi budzi reakcje obronne. Natomiast atrakcje cielesne i duchowe, takie jak konsumpcyjne i utylitarne traktowanie ciała (kult przyjemności i sukcesu za wszelką cenę), a z drugiej strony magia, spirytyzm, okultyzm, wróżbiarstwo, sekciarstwo (wtajemniczenie w perwersje ducha) dają wybór: chcesz się realizować cieleśnie czy duchowo? Wolisz egoizm czy wspólnictwo? Masz ambicje indywidualne czy polityczne?


Wielowymiarowość i perfidia niszczycieli chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu łączy się z obojętnością i biernością, niekonsekwencją i słabością ludzką. Dlatego ludzkie (społeczne i polityczne) formy obrony nie wystarczą. Trzeba sięgnąć po środki dane z wysoka ku zwycięstwu doczesnemu i wiecznemu. Takim środkiem historycznie wypróbowanym i skutecznym jest Krucjata różańcowa, a następnie intronizacja Jezusa na Króla państw i narodów, poczynając od Polski, wreszcie ofiarowanie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi zgodnie z wolą Matki Bożej Fatimskiej. Ponieważ bastionem cywilizacji chrześcijańskiej europejskiego Zachodu była i jest jeszcze Polska, trwa wojna toczona w różnych formach przeciwko naszej Ojczyźnie. Skoro Jezus Polskę szczególnie umiłował (Św. Faustyna, „Dzienniczek”), a zarazem wybrał, aby w niej dokonała się Jego królewska intronizacja (sługa Boża Rozalia Celakówna), zobowiązuje to nas do współdziałania w duchu: „ora et labora”.

Źródło: „Króluj nam Chryste”. Ks. Stanisław Małkowski, felieton opublikowany w „Gazecie Warszawskiej” 26. 03. 2013 r.

 

6 listopada

Idea królowania Chrystusa jako Króla Wszechświata, a idea królowania jako Króla państw i narodów (w pierwszym rzędzie Polski) poprzez Jego społeczne panowanie w wymiarze doczesnym



Fragmenty wypowiedzi i publikacji ks. Stanisława Małkowskiego


Cały przekaz [objawień przekazanych słudze Bożej Rozalii Celakównie ‒ przyp.] dotyczył życia doczesnego. Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata kieruje nasze myśli i serca ku życiu wiecznemu i ku Bożej sprawiedliwości, która się spełni, czy ktoś chce, czy nie chce (Boga wielbić i okazać Mu posłuszeństwo). Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, a Chrystusowi Królowi Wszechświata dana jest wszelka władza w niebie i na ziemi, czy się to komuś podoba, czy się nie podoba. Natomiast Intronizacja, tak jak ogłosił Pan Jezus, ma polegać, w odniesieniu do życia doczesnego, na oddaniu się osobistym i społecznym ‒ narodowym i państwowym – władzy Jezusa Chrystusa Króla. On sam, uznany najpierw za Króla Polski, a następnie tych narodów i państw, które zechcą wziąć z Polski wzór i przykład, będzie panował jako dobry, pełen miłości miłosiernej Władca, dla naszego dobra doczesnego, dla uniknięcia zła, którym jest zagłada państw i narodów (może ona nastąpić choćby w wyniku trzeciej wojny światowej, na którą się zanosi bądź innych wydarzeń). Pan Jezus zapowiadał te wydarzenia ukazując jako perspektywę w przypadku odrzucenia Jego woli. Chodzi o scenariusz drugiej wojny światowej, a następnie trzeciej, gorszej od poprzedniej, jeżeli Jego Intronizacja na Króla państw i narodów nie nastąpi. (źródło: Pch24 „Ksiądz Małkowski: przyjęcie Jezusa Chrystusa za Króla i Pana istotne lecz niewystarczające”)

Święto Chrystusa Króla wprowadzone w roku 1925 przez Piusa XI w ostatnią niedzielę października przed uroczystością Wszystkich Świętych oznaczało społeczne panowanie Chrystusa w czasie doczesnej walki ze złem w drodze do wiecznej ojczyzny — nieba. Reforma liturgiczna wprowadziła uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata w ostatnią niedzielę roku kościelnego, ukazując kosmiczny i eschatołogiczny sens królewskiej władzy Chrystusa. Poprzednie znaczenie święta było wezwaniem do intronizacji jako aktu państwowego i narodowego w miejsce powszechnej współcześnie detronizacji. Natomiast drugie znaczenie (po reformie) intronizacji nie potrzebuje, bo kosmos poddany jest Chrystusowi, czy ktoś tego chce, czy nie chce. Wszyscy zbawieni i w niebie i w czyśćcu, których wspominamy 1 i 2 listopada, poddani są w pełni władzy Chrystusa i modlą się o to, abyśmy w drodze do wieczności tę władzę już teraz uznali i jej się poddali dla naszego ocalenia i zbawienia. Bóg wydobywa kosmos z chaosu. Natomiast zbuntowany przeciwko Bogu człowiek pogrąża się w chaosie. Żyjemy w czasach myślowego chaosu, tzw. zapaści semantycznej, inaczej mówiąc bełkotu, gdy zło nazywa się dobre, a dobre złem, kłamstwo ‒ prawdą, a prawdę ‒ kłamstwem. (źródło: „Króluj nam Chryste”, ks. Stanisław Małkowski)

Wielowymiarowość i perfidia niszczycieli chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu łączy się z obojętnością i biernością, niekonsekwencją i słabością ludzką. Dlatego ludzkie (społeczne i polityczne) formy obrony nie wystarczą. Trzeba sięgnąć po środki dane z wysoka ku zwycięstwu doczesnemu i wiecznemu. Takim środkiem historycznie wypróbowanym i skutecznym jest Krucjata różańcowa, a następnie intronizacja Jezusa na Króla państw i narodów, poczynając od Polski, wreszcie ofiarowanie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi zgodnie z wolą Matki Bożej Fatimskiej. Ponieważ bastionem cywilizacji chrześcijańskiej europejskiego Zachodu była i jest jeszcze Polska, trwa wojna toczona w różnych formach przeciwko naszej Ojczyźnie. Skoro Jezus Polskę szczególnie umiłował (Św. Faustyna, „Dzienniczek”), a zarazem wybrał, aby w niej dokonała się Jego królewska intronizacja (sługa Boża Rozalia Celakówna), zobowiązuje to nas do współdziałania w duchu: „ora et labora”. (Źródło: „Króluj nam Chryste”, ks. Stanisław Małkowski)

Panowanie Boga nad człowiekiem ma również wymiar społeczny. Bóg w Chrystusie króluje nie tylko w każdym człowieku z osobna oddającym się indywidualnie temu panowaniu, ale również we wspólnotach i społecznościach, od małżeństwa i rodziny po naród, czy wspólnotę narodów Chrystusowego Kościoła. O ile Boże królowanie jest w Kościele nienaruszalne (Bramy piekielne go nie przemogą), pomimo ludzkiej słabości i grzeszności, o tyle trwa obecnie zacięta walka, której celem jest odebranie ludzi Bogu i Chrystusowi, przez pogrążenie w kłamstwie i nienawiści – mówił. Przed tą strategią diabła, twórcy podziałów ostrzega Chrystus Król i Maryja Królowa. Ponieważ moc szatana znacznie przewyższa moc człowieka, dla zwycięstwa konieczne jest odwołanie się do wszechmocy Chrystusa Króla i Wszechmocy błagającej – Maryi Królowej. Chodzi o akty indywidualne, jak i wspólnotowe – rodzinne i narodowe.

Tak jak poprzez śluby lwowskie Jana Kazimierza wypełniona została wola Maryi by ogłoszona została Królową Polski, tak bez naszej odpowiedzi pozostaje wyrażone w objawieniach Rozalii Celakówny w latach 30. XX wieku pragnienie Chrystusa, który powiedział: „Chcę być Królem Polski przez intronizację”. Choć obiektywnie jest On królem wszystkich narodów, to jako Król może być uznany albo nie. Ta wola Chrystusa czeka na spełnienie. Dobrowolne, zbiorowe, narodowe poddanie się władzy Chrystusa Króla prowadzi do ocalenia, odnowienia obrazu Bożego zawartego w ludziach i wspólnotach. (Ks. S. Małkowski, II Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, Warszawa, 24 maja 2014 r.)

 

18 listopada

Wyrzec się miłości stworzeń, aby tym większą ją odnaleźć w Bogu…


Nigdy nie pragnijcie, aby was szczególniej kochano. (…) Dusza, która już nie pragnie miłości stworzeń, ukryta w świętych ranach Zbawiciela, znajdzie w przenajchwalebniejszym sercu Jezusa niewymowne słodycze Boże, albowiem wspaniałomyślnie wyrzekłszy się dla Niego miłości ludzkiej, stanie się zdolną do pełnego rozpływania się w uciechach Bożych, których stałaby się pozbawioną, gdyby dała zachwycić się kłamliwym i zwodniczym słodyczom pociech ziemskich. Bowiem uciechy Boże są tak czyste i tak niepokalane, że nie znoszą żadnego przymieszania się uciech tego świata, i o tyle tylko nimi napełnieni być możemy, o ile nam tamte staną się ckliwymi. Nadto wasze dusze będą mogły z wielką wolnością zwracać się do Boga i rozmyślając o Jego obecności i o Jego nieskończonych doskonałościach, spoczywać i radować się w Nim. W końcu, ponieważ nie ma nic tak słodkiego, jak kochać i być kochanym, jeżeli sobie wzbronicie tej przyjemności przez miłość ku Bogu i aby Bóg posiadał cało wasze serce, nierozdwojone miłością stworzeń, złożycie przez to Bogu najbardziej pożądaną ofiarę, a dla was najpełniejszą w zasługi, i nie bójcie się, żeby się przez to oziębiła miłość wasza dla bliźnich, owszem będziecie ich kochali miłością czystszą i doskonalszą, bo będziecie ich kochać nie dla siebie, idąc za waszą skłonnością, ale jedynie, aby się Bogu podobać, robiąc to, co wiecie, że Jemu jest miłym.


Źródło: „Złota książeczka o praktyce pokory”, Dom Sans od św. Katarzyny

 

18 listopada

Za co cierpiał w czyśćcu ks. Dolindo?


Ks. Dolindo Ruotolo pojawił się po śmierci u pewnej kobiety, którą znał za życia i powiedział jej, że dostał pozwolenie, aby do niej przyjść i powiedzieć, co się stało z nim po śmierci. Przyznał się, że mimo całego naszego wyobrażenia o jego świętości, nie dostał się od razu do Nieba, tylko także on musiał przejść czyściec. Między innym ks. Dolindo powiedział:


„Wszechmogący Bóg, najsprawiedliwszy i najlepszy, pozwolił aby dusza moja jeszcze przez trzy dni pozostała na ziemi u stóp Tabernakulum. W ten sposób mogłem wynagrodzić za wszystkie uchybienia, jakie miały miejsce z powodu zbytniej koncentracji tłumnie gromadzących się ludzi na mojej osobie w świątyni Boga. Fakt, że pozostawałem przez trzy dni u stóp Tabernakulum, nie oznacza, że byłem ogołocony ze świętości, którą nieskończenie dobry Bóg zechciał mi udzielić. W chwili mojego przejścia na drugi świat, zrozumiałem w Bożym świetle, iż potrzeba abym podjął akt całkowitego wynagrodzenia za wszystkie te dusze, które przez wiele lat nie oddawały należnego szacunku Najświętszemu Sakramentowi z powodu mojej osoby”.

Źródło: https://youtu.be/bEfN7Y14o_M

 

13 listopada

Ważna uwaga co do tłumaczenia modlitwy o wylanie Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi


Dotychczas polskie tłumaczenia modlitwy o wylanie Płomienia Miłości używały słowa „rozlej” (Rozlej na całą ludzkość…), jednak najnowsze tłumaczenie dokonane przez wydawnictwo Esprit, zawarte w książce: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, dokładniej uwzględnia sens oryginalnego tekstu węgierskiego, który mówi o tym, że Płomień Serca Maryi JUŻ jest rozlewany na świat, a nie, że dopiero będzie. Dlatego użyto słowa „rozlewaj”, aby pokreślić, że modlimy się o rozlewanie tego Płomienia TERAZ i w PRZYSZŁOŚCI.


Jak wiemy, w orędziu przekazanym Elżbiecie Kindelmann, Matka Boża prosi o przekazywanie Jej Płomienia z serca do serca, tak, aby wszystkie ludzkie serca nim zapłonęły, co oślepi szatana i ostatecznie przygotuje Tryumf Jej Niepokalanego Serca, zapowiedzianego w Fatimie. Być może wielu się wydaje, że stanie się to kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przyszłości, ale de facto ten Tryumf przygotowuje się już dziś, na naszych oczach, w cichości kochających serc, które odpowiadają na wezwanie Maryi. Jesteśmy tego świadkami i możemy w tym Tryumfie czynnie uczestniczyć!


A więc poprawne brzmienie tej modlitwy to: „Matko Boża, rozlewaj na całą ludzkość działanie łaski Twojego Płomienia Miłości, teraz i w godzinę śmierci naszej”.

 

9 listopada

Chciejcie mieć udział w moim dziele odkupienia!


Pan Jezus powiedział:


– Córeczko, czy wiesz, jak wielka jest rzesza moich czytelników? Moją świętą naukę czyta się często i z nabożeństwem, ale do niczego to nie prowadzi. Światło lampy i słońca oświetla tylko litery. Ich prawdziwy sens odkrywają jedynie ci, którzy do Mnie przychodzą. Daję w niego wejrzeć tylko duszy, która z pokorą padnie przede Mną na kolana. Tylko dzięki temu pozna ona moje odwieczne pragnienie: pragnienie ocalenia dusz. Chciejcie mieć udział w moim dziele odkupienia! Niech będzie to celem, największym darem waszego życia, który mi przyniesiecie. Wykorzystujcie każdą okazję, każdy środek ratowania dusz! Dbajcie o to! Pamiętasz, co kiedyś przeczytałaś? „Gdyby każdy chrześcijan uratował choć jedną duszę, nie byłoby potępionych”.


Gdy Pan Jezus skończył do mnie mówić, odezwała się Najświętsza Dziewica:


– Córko! Nie chcę, by choć jedna dusza została potępiona. I wy tego nie chciejcie! Dlatego daję ci do ręki promień światła – Płomień mojej miłości.


Wypowiedziawszy te słowa, Maryja wzmogła w mojej duszy ból swojego Serca.


Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

7 listopada

Nowy kompromis historyczny po 1989 r.


Ks. Stanisław Małkowski: Ponieważ w roku 1989 ‒ roku Okrągłego Stołu ‒ doszło do kolejnych morderstw na kapłanach, dokonanych przez tak zwanych „nieznanych sprawców”, wydawało mi się, że to jest ciąg nieprzerwany od lat 40., kiedy to komuniści opanowali Polskę. I te morderstwa były dla mnie jak jakaś komunistyczna krwawa pieczęć pod tym nowym kompromisem historycznym, który zarysował się w Polsce, a potem i w Związku Sowieckim. Polska stała się elementem gry, w której chodzi o utrwalenie pewnych założeń ideologii marksistowskiej, tyle że w łagodniejszym wydaniu włoskiego marksistowskiego filozofa Antonia Gramsciego: bez ostrej walki klas, jaka była prowadzona przez bolszewików. Chodzi o to, by wejść w instytucje, zdeformować kulturę, mentalność, świadomość. Nie udało się stworzyć „nowego człowieka” przy pomocy terroru i ostrej propagandy kłamstwa, z jaką mieliśmy wcześniej do czynienia, więc teraz mamy do czynienia z bardziej subtelną propagandą kłamstwa i wejściem do wszelkich możliwych instytucji, by ideologię quasi-marksistowską pod nazwą poprawności politycznej wbijać ludziom do głów, robić wodę z mózgu. Kiedy większość zostanie już zmanipulowana i zobojętniała na wszystko, totalitaryzm będzie można wprowadzić bardzo gładko, a wobec marginesu posłużyć się także przemocą, o ile oczywiście będzie taka potrzeba. To scenariusz przygotowywany na naszych oczach, tu i teraz, dla większości w sposób niezauważalny, kawałek po kawałku. Uderzenie w rodzinę, w szkolnictwo, w służbę zdrowia. Ale przecież to jest pewna całość! To nie jest tylko ciąg incydentalnych szaleństw, tylko jedno wielkie szaleństwo zmierzające do wprowadzenia nowego porządku w Polsce, w Europie, stopniowo na świecie. Trzeba to widzieć całościowo. Jan Paweł II był tego świadom, kiedy mówił o konfrontacji cywilizacji śmierci z cywilizacją życia, o wręcz metafizycznej, demonicznej sile, która chce przemienić świat na swoją modłę. O konfrontacji Ewangelii z antyewangelią, ewangelizacji z antyewangelizacją. Są środowiska napędzające ten mechanizm przemian i są środowiska działające na zasadzie „pożytecznych idiotów”. Środowiskiem szczególnie obfitym w „pożytecznych idiotów” jest tak zwana katolewica, która hołubi „Gazetę Wyborczą” i sadowi się w „Tygodniku Powszechnym”, współtworzy tak zwany Salon i dobrze odnajduje się w tej postpeerelowskiej rzeczywistości. Prawie od początku ukazywania się „Gazety Wyborczej”, którą w pierwszym okresie jej ukazywania się na rynku czytałem ‒ potem przestałem ‒ zauważyłem, że konsekwentnie popiera różne formy tego, co z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego uważane jest za sprzeczne z Dekalogiem i niemoralne, a zarazem zachowuje pozory przychylności wobec katolicyzmu czy Kościoła. Ma choćby swego nadwornego teologa Jana Turnaua i zamieszcza artykuły na tematy kościelne, katolickie, niekiedy bardzo ostro krytyczne, niekiedy w miarę przyjazne, w duchu katolewicy. Oferuje katolickie gadżety, na przykład płyty z kolędami czy dodatki związane z osobą i nauczaniem Jana Pawła II, ma dużo nekrologów i starsi ludzie nieraz się na te nekrologi „łapią”, a młodzi przyciągani są mnogością ogłoszeń. Myślę o tym, że gdy podważany jest w Polsce szacunek dla życia i wspólnego dobra, gdy lekceważona jest solidarność, gdy zagrożona jest niepodległość i suwerenność Ojczyzny, trzeba na nowo w świetle Ducha Świętego z odwagą i męstwem złu powiedzieć „nie”, a dobru ‒ „tak”. Trzeba tworzyć i utrzymywać wspólnoty, organizacje i instytucje, w których ludzie odpowiedzialni za Polskę, kochający Ojczyznę, służący Polakom i polskiej racji stanu mogliby działać jako znak sprzeciwu wobec zła w duchu słów świętego Pawła, które powtarzał błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko: „Nie daj się złu zwyciężyć, ale zło dobrem zwyciężaj”. Oto przesłanie dla nas, które nie straciło na aktualności. I nigdy nie straci.


Źródło: „Ksiądz. Historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”, Wojciech Sumliński

 

6 listopada

A czy ten wujek Stalin jest wierzący? Czy on wierzy w Pana Jezusa?


Ze wspomnień ks. Stanisława Małkowskiego


Z innych wydarzeń z tamtego okresu ‒ a był to rok 1953 ‒ zapamiętałem szkolną „imprezę”, urządzoną z przepychem. Przygotowano szereg pokoi, a w każdym jakieś atrakcje. Dzieci mogły wybierać: włączyć się w improwizowany teatrzyk, w jakąś grę, zabawę czy może po prostu siąść sobie przy stoliku, coś zjeść i wypić. W pewnym momencie, gdy zabawa rozkręciła się na dobre i gdy zacząłem już nawet dobrze się tam czuć, pojawili się członkowie Związku Młodzieży Polskiej, przystojni młodzieńcy i ładne dziewczęta w białych koszulach i czerwonych krawatach ‒ i wszystkie dzieci zapędzili do jednej dużej sali. Na „politagitkę”. Mówili o wielu rzeczach, których nie spamiętałem, ale przede wszystkim o Stalinie, jaki to z niego geniusz i dobry człowiek, kochający wszystkie dzieci. Oczywiście wcześniej coś tam obijało mi się o uszy, że jest jakiś Stalin, ale że ani w domu, ani wcześniej w przedszkolu u sióstr nie było o tym mowy, więc tak naprawdę nie wiedziałem, kto to taki. A tu nagle w szkole mówią, że generalissimus, że wielki przywódca, przyjaciel dzieci i w ogóle anioł wcielony, który chyba tylko przypadkiem sfrunął na ziemię. Zrobiło mi się trochę głupio, że nic nie wiem o tak świetlanej postaci, ale że nie chciałem tego po sobie dać znać, więc postanowiłem wyczekać okazji, by zaplusować. Okazja nadarzyła się szybciej, niż mógłbym to sobie wymarzyć. Gdy już zatem przystojna młodzież w czerwonych krawatach powiedziała nam wszystko, co miała do powiedzenia i przyszedł czas na pytania, wystrzeliłem z miejsca jak z procy i wypaliłem:


‒ A czy ten wujek Stalin jest wierzący? Czy on wierzy w Pana Jezusa? ‒ zapytałem. Było dla mnie oczywistą oczywistością, że odpowiedź może być wyłącznie twierdząca, bo przecież ‒ myślałem ‒ taki dobry człowiek musi wierzyć w Boga. Oczekiwałem zatem potwierdzenia i pochwały za mądre pytanie. Tymczasem w sali zapadło takie milczenie, że można było usłyszeć przelatującą muchę. Spojrzałem na naszych prelegentów i zamarłem. Jeden rzut oka i już wiedziałem, że trafiłem kulą w płot. Młodzi chłopcy i dziewczęta w większości lustrowali sufit, jakby chcieli sprawdzić, czy za chwilę nie zwali im się na głowy, niektórzy przyglądali się swoim butom, a pozostali patrzyli na mnie tak, jakbym zabił im rodziców harmonią, bądź ‒ o zgrozo ‒ chichotali ukradkiem. Niewiele z tego wszystkiego rozumiejąc popatrzyłem z kolei na naszych nauczycieli i tu spostrzegłem zachowania ambiwalentne: od szerokich uśmiechów od ucha do ucha, które mogły oznaczać absolutnie wszystko, po twarze czerwone z gniewu, a kto wie, czy i nie z braku tchu. Zrozumiałem, że palnąłem jakąś gafę, i że bynajmniej nie polegała ona wcale na tym, iż spytałem o rzecz oczywistą. A gdybym miał w tym zakresie jeszcze jakieś wątpliwości, to musiałbym je szybko stracić po tym, gdy jedna z nauczycielek przerwała ciszę, mówiąc krótko: „Nie wierzy”. Powiedziała to ledwie dosłyszalnym szeptem, zapewne na poły do siebie, ale w tej pełnej napięcia ciszy jej słowa wydały się głośniejsze niż dźwięk kościelnego dzwonu. Szybka analiza i już wiedziałem, co robić.


‒ No to ja się za niego pomodlę, żeby nie poszedł do piekła ‒ zadeklarowałem ochoczo, sądząc, że jeśli tak dobry człowiek z nieznanych mi powodów nie wierzy w Boga, to trzeba mu pomóc i modlić się za niego. Byłem przekonany, że tym razem to już na pewno moje dobre intencje zostaną docenione, ale najwyraźniej znów się pomyliłem, bo gdzieś z głębi sali dobiegł głos: „to prowokacja”. Zrobiło się z tego niezłe zamieszanie zakończone potężną awanturą, która omal nie miała naprawdę poważnych konsekwencji, ale ostatecznie staraniem kilku życzliwych osób całą rzecz udało się wyciszyć. Konsekwencją tej historii było jednak to, że musiałem rodzicom obiecać, że nic już o Stalinie mówić nie będę.


‒ I obiecał ksiądz?


‒ Tak. Ale wciąż chyba jeszcze niewiele z tego wszystkiego rozumiałem, bo akurat w maju 1953 wypadała moja pierwsza komunia święta i tak sobie wtedy pomyślałem... No, mówiono nam na lekcjach religii, że dziecko z okazji pierwszej komunii może bardzo wiele wyprosić u Pana Boga, więc pomyślałem sobie, że pomodlę się za tego dobrego człowieka, który pomimo całej swej dobroci nie wierzy w Boga, żeby się nawrócił i nie poszedł do piekła. Później, gdy już zacząłem „dojrzewać politycznie”, zastanawiałem się, jaki był efekt tej modlitwy i kto z niej skorzystał. Wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że prędzej jakaś ofiara Stalina, aniżeli on sam...

Źródło: „Ksiądz. Historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”, Wojciech Sumliński

 

6 listopada

Gdzie byłby ksiądz Jerzy Popiełuszko dziś, gdyby żył?


Niewiele osób wiedziało, że nie tylko ksiądz Małkowski, ale także ksiądz Jerzy miał zakaz odprawiania Mszy Świętych ‒ a wiedziało o tym niewielu, bo zakaz ten został wprowadzony w ostatniej chwili, tuż przed śmiercią księdza Popiełuszki. Świadczy o tym szereg relacji, w tym wypowiedź Hanny Grabińskiej, profesor zaprzyjaźnionej z księdzem Jerzym Popiełuszką, z którą rozmawiałem w 2014:


„ (…) Ostatni raz widziałam księdza Jerzego w środę 17 października 1984 roku po Mszy Świętej o godzinie siódmej. Jechałam do pracy na ósmą i nie mogłam długo rozmawiać, ale tę rozmowę zapamiętam do końca życia. Ksiądz Jerzy powiedział mi, że miał spotkanie, podczas którego powiedziano mu, że nie będzie już więcej odprawiał Mszy Świętych za Ojczyznę ani w ogóle głosił więcej homilii. «Moi przełożeni powiedzieli mi, że wszystko, co miałem do powiedzenia na Mszach za Ojczyznę, już powiedziałem i więcej nic już nie powiem, a Mszy tych nie będę odprawiał. Dano mi też do zrozumienia, że w ogóle nie powinienem więcej głosić homilii i kazań», powiedział smutno. Byłam w szoku i zastanawiałam się, kto mógł wydać taki zakaz, no bo przecież nie ksiądz prałat Teofil Bogucki. Ksiądz prałat był wtedy w szpitalu i ksiądz Jerzy był bardzo osamotniony, codziennie jeździł do szpitala. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ktoś z przełożonych miałby wydać zakazać księdzu Jerzemu głoszenia homilii i powiedzieć mu, że wszystko, co miał do powiedzenia, już powiedział. Chyba dlatego, że byłam tak zaskoczona, nie dopytałam wtedy księdza Jerzego, kto mógł być osobą, która wydała ten absurdalny zakaz. Chciałam później wrócić do tej rozmowy, ale to nie nastąpiło już nigdy, bo dwa dni później księdza Jerzego uprowadzono. Ale te jego ostatnie słowa, jakie do mnie skierował: «powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia i nic już więcej mówić nie będę», zapamiętam do końca życia. Nie wiem, czy autorem tego zakazu był ksiądz prymas Józef Glemp, ale tak wtedy te słowa odebrałam. Wiem, że na skutek różnych sugestii i podszeptów w tamtym czasie ksiądz prymas odnosił się do księdza Jerzego niezwykle krytycznie, a raz nawet zrobił mu awanturę na ulicy twierdząc, że ksiądz zaniedbuje swoje obowiązki w stosunku do studentów medycyny. Ksiądz Jerzy w odpowiedzi napisał wielkie pismo, bo poczuł się tym zarzutem i także innymi zarzutami, strasznie skrzywdzony. Była wtedy straszna nagonka na księdza Jerzego ze strony wielu osób, które pomawiały go o różne rzeczy. Później okazało się, że wiele z tych osób było do tych strasznych pomówień „inspirowanych” przez SB t jej agenturę. Gdy dowiedzieliśmy się, że uprowadzono księdza Jerzego, niektórzy na początku przekonywali, by o tym nie mówić i to też byto bardzo dziwne, ale wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Poszłam do Seweryna Jaworskiego i mówię mu: «Porwali księdza, a ja ze wszystkich stron słyszę, że nie wolno o tym mówić». Seweryn Jaworski się zerwał i mówi: «Jedziemy do prymasa». Ubrał się i pojechaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce, ja zostałam w samochodzie. Jaworski po bardzo krótkiej chwili wyszedł strasznie zdenerwowany i powiedział: «Nie chcieli w ogóle ze mną rozmawiać». Prymasa nie ma i w ogóle nie ma tu z kim rozmawiać. Mieliśmy wtedy wielkie poczucie osamotnienia i to przez te wszystkie lata właściwie się nie zmieniło, bo prawda o tej zbrodni ukrywana jest do dziś”.


Chyba dopiero po tej rozmowie, którą za zgodą profesor Grabińskiej zarejestrowałem, zrozumiałem słowa Stasia, gdy kiedyś spytałem: gdzie byłby ksiądz Jerzy dziś, gdyby żył?


Odpowiedź była równie krótka, co konkretna: odprawiałby Msze na Wólce Węglowej* ‒ i tyle. Żadnych wyjaśnień. Dopiero później zrozumiałem, co miał na myśli ksiądz Stanisław, ale czego nie chciał wyrazić wprost, bo w takim wypadku musiałby oceniać swoją postawę, jednoznacznie pozytywną, a tego zawsze starał się unikać. Zrozumiałem, że ksiądz Jerzy był człowiekiem z tej samej gliny, co ksiądz Staś, niewchodzącym w żadne układy, niepodlegającym żadnym naciskom, mówiącym zawsze i wszystkim prawdę prosto w oczy i uczciwym do szpiku kości ‒ a tacy ludzie prawie nigdy nie robią tego, co nazywamy „karierą”, a już na pewno nie w III RP.

*Wólka Węglowa ‒ potoczna nazwa cmentarza komunalnego w Warszawie, gdzie w 1983 r. ks. Małkowski został skierowany do posługi kapelana, którą pełnił tam przez 35 lat.


Źródło: „Ksiądz. Historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”, Wojciech Sumliński

 

4 listopada

Świadectwo byłej satanistki, która powróciła na łono wiary katolickiej, na temat bluźnierczych kradzieży Eucharystii


Zezwolenie wiernym na przyjmowanie komunii na rękę stanowiło dla sekt satanistycznych prawdziwy punkt zwrotny. Jak dowiedziałam się później, przyjęcie tego obyczaju było żywo dyskutowane w Kościele. Paweł VI, przyjmując opinię większości biskupów, z którymi się konsultował, opowiedział się po stronie komunii na język. Przyznał wolność wyboru jedynie konferencjom episkopatów tych krajów, w których obyczaj ten już się rozwinął, czyli w praktyce Holandii i Belgii. We Włoszech wielokrotnie proponowano tę praktykę, lecz natrafiała ona na silny sprzeciw, któremu przewodził arcybiskup Genui Giuseppe Siri. Pewien ekspert wyjaśnił mi potem, że kilka dni po śmierci kard. Siriego (2 maja 1989 roku) odbyło się tradycyjne doroczne zgromadzenie biskupów włoskich (15-19 maja 1989 roku). Zaledwie jednym głosem, korzystając z nieobecności wielu biskupów, została przegłosowana decyzja dająca możliwość udzielania Eucharystii na rękę również w diecezjach włoskich. Nowość ta zaczęła być wprowadzana w kościołach, począwszy od 3 grudnia 1989 roku, i od tamtej pory kradzież Hostii to bułka z masłem. Dzisiaj często myślę, że gdyby katolicy wierzyli w realną obecność Jezusa Chrystusa w poświęconej Hostii, tak jak wierzą w nią sataniści, świat z pewnością byłby dużo prężniej ewangelizowany.



Źródło: „O godnym przyjmowaniu Komunii Świętej”, ks. Marcello Stanzione, wyd. Esprit

 

4 listopada

Jesteśmy tak mali i nieważni, a jednocześnie jedyni i bezcenni w oczach Boga. Refleksje umierających


Po raz pierwszy spotkaliśmy się na cmentarzu kilka lat temu, zaledwie tydzień po tym, jak poznaliśmy się przy grobie księdza Jerzego Popiełuszki. Pamiętałem o czym wtedy mówiliśmy, każde słowo, jakby to było wczoraj. Ksiądz Stanisław [Małkowski] z pietyzmem i nieomal z zachwytem opowiadał mi, jak bardzo ceni sobie posługę na cmentarzu i możliwość służenia ludziom.


‒ Uroczystości pogrzebowe tutaj i służba w hospicjum dla umierających „Res Sacra Miser” na Krakowskim Przedmieściu, to wszystko razem wzięte daje zupełnie niespotykaną perspektywę patrzenia na świat. Wie pan, odprowadziłem na drugą stronę bez mała dwa tysiące osób i nie było wśród nich niewierzących. To znaczy oczywiście byli ludzie, którzy wcześniej Boga negowali, nie wierzyli, a nawet sobie z niego kpili, ale gdy było już wiadomo, że spotkanie z wiecznością jest kwestią dni, nawet godzin, przeżywali coś, czego nie potrafili wyrazić słowami, bo są takie sytuacje, na wyrażenie których po prostu brakuje odpowiednich słów. Mówili, że przeżywali coś, co na zawsze ich odmieniało i tylko żałowali, że to „na zawsze” przychodziło tak późno, że nie dane im było doświadczyć tego wcześniej: obrazu świata uświadamiającego, jak jesteśmy mali i nieważni, a jednocześnie jedyni i bezcenni. Chcieli się tym podzielić, by także ci, którzy pozostawali, choćby przez chwilę mogli poczuć ten lęk, pokorę i nadzieję ‒ i wtedy zaczynali mówić o Bogu... ‒ spostrzegłem, że głos księdza Stanisława drży, ale brzmiała w nim pieśń tryumfalna. ‒ Byli wśród nich nawet funkcjonariusze dawnej Służby Bezpieczeństwa ‒ podjął po chwili przerwany wątek ‒ i proszę sobie wyobrazić, że na te dwa tysiące osób tylko jeden jedyny raz usłyszałem: „ksiądz chce mnie nawrócić? To się księdzu nie uda, bo mnie z Panem Bogiem nie jest po drodze”. Nieszczęśnik w tym swoim postanowieniu wytrwał. To był właśnie oficer SB, jedyny znany mi pacjent tego hospicjum, który odszedł bez pojednania z Bogiem. Ale poza nim, w obliczu śmierci ludzi niewierzących ja nie spotkałem ‒ relacjonował ksiądz podczas naszego pierwszego spaceru po cmentarzu.


Pamiętam, że słuchałem jak zaczarowany i wydawało mi się, że nawet ptaki zamilkły, przysłuchując się temu, co miał do powiedzenia ten niezwykły kapłan. ‒ A czy pan wie, o czym mówili ci wszyscy odchodzący ludzie? ‒ zaczął po chwili na nowo. Chciałem zastanowić się nad jego słowami, ale nie miałem czasu na rozmyślania, bo, nie czekając na moją odpowiedź, ponownie podjął przerwany wątek.


‒ Mówili wyłącznie o tym, że za mało czasu poświęcili bliskim: żonom, mężom, dzieciom, matkom, krewnym bliższym i dalszym, przyjaciołom ‒ generalnie, że za mało czasu poświęcili innym ludziom. Ale ani jeden z tych dwóch tysięcy odchodzących na moich oczach ludzi, proszę mi wierzyć, ani jeden nie powiedział: proszę księdza, żałuję, że za mało pracowałem. Ani jeden! ‒ podniósł głos o oktawę, co nie zdarzało mu się prawie nigdy. ‒ Wszyscy za to, jak jeden mąż, żałowali źle ustawionych priorytetów i tego czasu, którego nie można już cofnąć, a który zmarnotrawili w pogoni za karierą i innymi bzdurami, nie wykorzystując tego jedynego w swoim rodzaju daru, jakim jest czas, na to, co naprawdę istotne: autentyczną obecność ‒ jedyną rzecz, która buduje relacje ‒ i prawdziwe rozmowy z innymi ludźmi. To ta najważniejsza prawda, którą rozumieli w perspektywie wieczności.


Obserwując ukradkiem twarz księdza, zastanawiałem się, co czuł ten dobry, wrażliwy człowiek, który był świadkiem lub uczestnikiem tak wielu niezwykłych zdarzeń i który doświadczył w swoim życiu tak wielu niezwykłych przeżyć. Ale jego twarz nie zdradzała teraz żadnych emocji, jak zazwyczaj, jak prawie zawsze, kryjąc wszystko za warstwą opanowania.


Uderzyły mnie zwłaszcza jego słowa o nawracających się w obliczu śmierci funkcjonariuszach SB. Wcisnął te słowa we mnie i wbił głęboko. Czy mógł przewidzieć, że niedługo później przyjdzie mu być świadkiem i w jakiejś mierze także współuczestnikiem jeszcze jednego i jeszcze bardziej niezwykłego, takiego nawrócenia?


Było tak.


Podczas dyżuru księdza Małkowskiego na Wólce Węglowej przyszło doń kilkoro starszych ludzi.


‒ Chcielibyśmy katolickiego pogrzebu naszego krewnego ‒ rzucili krótko. ‒ Był ochrzczony, był dobrym katolikiem i spowiadał się przed śmiercią, a w swoim czasie zajmował ważne stanowiska państwowe. Nazywał się Zenon Płatek... (…)

Źródło: „Ksiądz. Historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”, Wojciech Sumliński

 

3 listopada

Cierp odważnie, wytrwale, w szczerym oddaniu!


24 lipca 1963


Odpoczywałam w ogrodzie, myśląc o cierpieniu wciąż przenikającym moje ciało i duszę. Nagle Pan Jezus zaskoczył mnie dobrotliwymi, pokrzepiającymi słowami:


– Cierp, cierp odważnie, wytrwale, w szczerym oddaniu! Nie zastanawiaj się, czy twoje cierpienie jest wielkie czy małe. Zasługi przyniesie ci tylko takie cierpienie, które będziesz potrafiła ofiarować Mi jeszcze tu na ziemi. Czas jest krótki, siostrzyczko, i nigdy się nie cofnie. Jeżeli coś odrzucisz, nigdy więcej cię do tego nie wezwę, bo będę musiał uznać, że nie chcesz tego dźwigać. Na każdej drobnej ofierze odciskaj znak swojej miłości – jakby pieczęć twojej decyzji – przyjmując wyrzeczenie w miłosnym oddaniu, abym mógł cię nająć jako współpracowniczkę mojego dzieła odkupienia. […] Każda drobna udręka, którą zniesiesz za cenę czystej ofiary i miłości, zwiększy rozkosz doznawaną przez Trójcę Świętą. Będziesz mogła się tym cieszyć wraz ze Mną, bo otrzymasz nagrodę, która nie jest z tego świata.


26 lipca 1963


– Muszę ci się znowu poskarżyć! – powiedział Pan Jezus. – Posłuchaj Mnie tylko! Moja dusza tak bardzo cierpi! Dusze stworzone na obraz i podobieństwo Boże, które dostają się w szpony szatana, pochłania wieczny ogień. Cierpienie mojej duszy może złagodzić Płomień Miłości mojej Matki. I ty możesz zmniejszyć te straszne męki, córko! Dlatego proszę cię, przyjmuj wszystkie cierpienia, które dla ciebie przeznaczam.


Po Panu Jezusie przemówiła Najświętsza Dziewica:


– Moja karmelitanko, nie rezygnuj z walki, nawet gdybyś zmagała się z olbrzymimi trudnościami. Płomień mojej miłości, który ześlę teraz na ziemię, zapoczątkuje epokę nieznanych dotąd łask. Bądź moją pomocnicą!


28 lipca 1963


Muszę dźwigać straszliwe udręki duszy. Bardzo trudno mi je znosić bez odpoczynku w łóżku. Muszę cierpieć za umierających, żeby nie zostali potępieni. Pośród moich mąk Pan Jezus powiedział:


– Bardzo cierpisz, prawda? Chcę tego i wiem, że również ty tego chcesz. Tak, musisz cierpieć opuszczona, niedoceniona, niezrozumiana i pogardzana. Dzięki temu masz prawdziwy udział w moim dziele zbawienia, w ratunku dla wielu, wielu dusz. Dzięki obfitości moich łask twój ból pozwoli ci uzyskiwać coraz większe zasługi.


1 sierpnia 1963 – piątek Najświętszego Serca Pana Jezusa


Przeżywałam cierpienie duchowe i fizyczne. Kiedy zagniatałam ciasto, Pan Jezus powiedział do mnie:


– Przyjmuj te udręki, choć są tak bolesne! Wiesz, że otrzymasz tyle łask, ilu inni nie dostępują w ciągu całych dziesięcioleci. Bądź za to wdzięczna! Do udzielania tych łask zobowiązuje Mnie Płomień Miłości mojej Matki. Często podkreślam, że to Ona cię wybrała i zalicza cię do szczególnie uprzywilejowanych przez siebie dusz.

Podczas mojej pracy Zbawiciel powiedział jeszcze więcej. W pewnej chwili przyszły do mnie dzieci ze swoimi problemami. Pan Jezus zamilkł. O nieskończenie uważny Jezu! Za dwadzieścia trzecia spojrzałam odruchowo na zegarek, a wtedy pomyślałam o Jego konaniu. Pewnego razu wyjawił mi bowiem, że dokładnie w tym czasie cierpiał najstraszliwsze męki. Jeszcze tego samego dnia wieczorem Pan oświadczył:

– Prawda, że teraz nie wątpisz, iż wybrałem cię na współpracowniczkę w moim dziele odkupienia? Wielu misjonarzy nie może uczynić więcej niż ty. Ciągłe odnawianie przez ciebie ofiar i twoje nieustanne wysiłki bardzo Mi się podobają. Twoja żywa wiara zaś, którą Mnie obdarzasz, pozwala zachować twojej duszy świeżość i uzdalnia cię do przyjmowania obfitości moich łask. Tak, córko, służ tylko Mnie!


Tak mówi Pan Jezus wszystkim, którzy podejmują ofiary dla Jego dzieła odkupienia. Pierwszy czwartek i pierwszy piątek miesiąca są zawsze szczególnymi dniami cierpienia. W tych dniach Pan mocniej przenika moją duszę. Dziś powiedział do mnie:


– Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało, a najbardziej brakuje takich, którzy angażują się w pracę całym sercem i duszą. Rozumiesz to, prawda? Nie byle jak, ale gorliwie! Płońcie! Bądźcie jak krzew, który płonie, ale się nie spala, i którego buchający miłością płomień dociera do Mnie!


Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

1 listopada

W miesiącu dusz czyśćcowych – listopadzie – jedno "Zdrowaś Maryjo" wystarczy do uwolnienia z czyśćca dziesięciu dusz…


Prosiłam o dary łask Płomienia Miłości, również dla dusz czyśćcowych, i w pewnym momencie Pan dał mi odczuć, że jedna z tych dusz poszła do nieba. Odczułam w duszy nieopisaną ulgę. W jednej chwili moja dusza zatopiła się w bezgranicznym szczęściu duszy stającej przed obliczem Boga. Potem w największym skupieniu zaczęłam się modlić za umierających kapłanów. Nagle w moim wnętrzu doświadczyłam nieokreślonego strapienia. Były to cierpienia, które Pan Jezus dopuszcza, żebym razem z Nim zbierała. Pośród tych rozmyślań zaskoczyło mnie leciutkie, cichutkie westchnienie Dziewicy Matki:


– Córko, twoje współczucie dla dusz czyśćcowych poruszyło moje matczyne Serce. Wyprosiłam dla ciebie łaskę polegającą na tym, że ilekroć, powołując się na Płomień Miłości mojego Serca, trzy razy odmówicie ‘Zdrowaś Maryjo’, jedna dusza zostanie uwolniona z czyśćca. W miesiącu dusz czyśćcowych – listopadzie – jedno ‘Zdrowaś Maryjo’ wystarczy do uwolnienia z czyśćca dziesięciu dusz, aby i dusze czyśćcowe doświadczały działania łask Płomienia Miłości mojego matczynego Serca.

Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

28 października

Dla skrupulantów, którzy tracą pokój oraz dusz, które „dążą do większej doskonałości”


JAKIEGO LEKARSTWA POWINNA UŻYWAĆ DUSZA, ŻEBY WŁASNE UPADKI I NIEDOSKONAŁOŚCI NIE POZBAWIAŁY JEJ POKOJU


Jeśli przez wrodzoną ułomność przytrafi ci się, że zaniedbasz uczynić, co powinieneś, albo przez niedostateczne czuwanie nad sobą powiesz coś nierozważnie, albo się zniecierpliwisz czy też dopuścisz się obmowy, a przynajmniej chętnie jej będziesz słuchał, albo się poddasz ciekawości, podejrzliwości lub innym podobnym uczuciom, i winy takiej dopuścisz się nie raz, ale często, i nawet bardzo często i to po formalnych i uroczystych postanowieniach większego czuwania nad sobą – niech cię jednak to wszystko wcale nie trwoży. Nie rozbieraj ze strachem tego, co się już stało, nie trap się tym, nie wyprowadzaj sobie takich wniosków, że już wszystko stracone, że na nic nie zda się twoja usilna praca nad sobą, że musisz iść chyba niewłaściwą drogą, bo byś przecie tak często po tyle razy na dzień nie upadał, że to dowód wielkiej słabości i niestałości w tak silnych postanowieniach itp.


Wszystkie takie przypuszczenia rodzą tylko smutek i upadek na duchu i tysiączne próżne obawy, które mogą przywieźć duszę do rozpaczy, że już nigdy do wyższego stopnia doskonałości nie dopnie i to z przyczyny własnej gnuśności i zbyt słabych postanowień.


Nieraz i to ci przyjdzie na myśl, że Panu Bogu służysz jakby na żarty, i będziesz się tego wstydził przed Bogiem, nie śmiejąc się doń zwrócić ani odezwać.


Ileż to nieraz czasu tracą takie skrupulatne dusze na próżnym przemyśliwaniu i rachowaniu się ze sobą. Czy roztargnienia długo trwały? Jakiej natury był ten lub ów grzech? Czy wielki? Czy zupełne było przyzwolenie i dobrowolne w nim trwanie? Czy nie było przynajmniej życzenia, aby pokusa przyszła? Czy była gotowość natychmiastowego odparcia pokusy? Czy też nie było chęci, aby pokusa dłużej trwała? I te dusze skrupulatne im więcej nad tym rozmyślają, tym mniej same siebie rozumieją, w tym głębszy wpadają smutek. A potem jakież to zamieszanie i niepokój, gdy się gotują do spowiedzi! Po utracie czasu na bardzo długim rachunku sumienia przystępują nareszcie do konfesjonału, a po spowiedzi nie czują najmniejszej ulgi ani uspokojenia. Zdaje im się, że nie wszystko wyznały, a przynajmniej, że niedostatecznie wyjaśniły każdą okoliczność. I tak żyją wiecznie nieszczęśliwe, znużone i zaniepokojone, żadnego nie czyniąc postępu i tracąc prawie całą zasługę. A dlaczego? Po prostu dlatego, że nie poznały swojej własnej ułomności i nie umieją się właściwie obchodzić z Panem Bogiem. Nie wiedzą, że choćby ktoś dopuścił się tego wszystkiego, co tu już wymieniliśmy, i wiele, wiele więcej, to jedno potem miłosne zwrócenie się do Boga więcej znaczy i więcej duszy pomoże, niż te wszystkie smutki, refleksje, badania i rachowania się z sumieniem, zwłaszcza w kwestii zwykłych, powszednich grzechów. A w razach nadzwyczajnych upadków, najroztropniej jest udać się po radę do jakiej światłej osoby, a najlepiej do swego ojca duchownego.


Nie dość na tym. Ja się jeszcze dalej posuwam i twierdzę, że to miłosne i ufne nawrócenie do Boga, nie tylko w codziennych, powszednich grzechach mamy praktykować, ale i w ciężkich, jeśli Bóg dopuści, że w nie wpadniemy, choćby nie raz, ale często i nie z ułomności, ale ze złości. Bo i w takim razie skrucha i żal w tak zaniepokojonym i skrupulatnym sercu same nigdy nie podźwigną duszy i do doskonałości nie doprowadzą; ale do tego potrzeba koniecznie dodać ową miłość ufną i ufność miłosną w dobroć i miłosierdzie Boże. A to jest jeszcze niezbędniejsze dla tych, którzy nie tylko pragną wyjść ze stanu grzechowego, ale nadto dążą do cnoty i doskonałego zjednoczenia z Bogiem.


Ale to nie wszyscy zrozumieją i tak zaraz na duchu upadają, że żadnej pociechy ani nawet jaśniejszej myśli nie przypuszczają. A tak całe ich życie jest godne tylko litości, bo idą za własnymi urojeniami, a nie chcą przyjąć tej prawdziwej zdrowej nauki.


JAKIM SPOSOBEM DUSZA POWINNA SIĘ KAŻDORAZOWO USPOKAJAĆ, ŻEBY NADAREMNIE NIE TRACIĆ ANI CZASU, ANI POŻYTKU


Ile razy zdarzy ci się upaść, czy to w wielkiej, czy w małej rzeczy, choćbyś nawet dziesięć tysięcy razy na dzień tę samą zbrodnię popełnił i to nie przypadkowo, ale dobrowolnie i rozmyślnie, trzymaj się stale tej reguły i tego sposobu, który ci oto podaję: Jak się tylko poczujesz winnym, nie trwóż się, nie trać spokoju, ale uznając swoją wielką ułomność, z pokorą i ufnością zwróć natychmiast miłosne wejrzenie na Pana Boga i mów doń sercem i ustami: „Panie! To, co uczyniłem, jest do mnie podobne i niczego innego spodziewać się po mnie nie można, tylko takich i tym podobnych rzeczy. Żeby nie dobroć Twoja, która mnie tak miłosiernie podtrzymuje, to nie poprzestając na tym, zanurzyłbym się pewnie w przepaść złego. Dzięki Ci niech będą nieskończone, żeś mnie nie opuścił. Żałuję, o mój Boże, za to, co teraz uczyniłem. Przebacz mi, ze względu na Ciebie samego, na to czym Ty jesteś i udziel mi tej łaski, abym Cię już nigdy więcej nie obrażał. Wróć mi łaskę swoją i przyjaźń swoją”.


To uczyniwszy, nie trać już nad tym ani czasu, ani spokoju ducha; nie myśl już o tym, że ci może Pan Bóg nie odpuścił, ale z całym spokojem powróć do swoich ćwiczeń, tak jakbyś nie popełnił żadnej winy. I to nie raz, ale sto razy, a jeśli potrzeba, to co chwila i za każdym razem, z tą samą ufnością i spokojem jak po raz pierwszy.


Bo nie tylko Bóg ma z tego chwałę, ale i ty odnosisz tysiączne korzyści. Czasu się daremnie nie traci, postępowi dalszemu tamy się nie stawia, lecz owszem, nad grzechem odnosi się stanowcze i zupełne zwycięstwo.


Pragnąłbym jak najgłębiej zakorzenić to przekonanie w te dusze niespokojne i skrupulatne, a wtedy same by poznały, do jakiego to doprowadza spokoju, i litowałyby się nad zaślepieniem tych, którzy pomimo wielkiej straty duchownej dalej trwonią czas.


Dobrze to sobie rozważ, bo to jest klucz oraz najkrótsza droga do prawdziwego postępu duchowego.

Ćwiczenie to wymaga innych jeszcze niezbędnych wskazówek, ale brak czasu na nie. Może ci je kiedy indziej podam, lecz najpierw skorzystaj z tych. Czytaj je wolno, a pragnij i spodziewaj się dobrego z nich owocu. Miłosierdzie Boże udzieli ci więcej wskazówek, niż my biedni ludzie mamy o nich świadomości lub zrozumienia.


Pojmujesz dobrze, że piszę to wszystko dla tych, którzy dążą do większej doskonałości, a nie dla tych, którzy są jeszcze w stanie grzechu śmiertelnego. Lekarstwo to nie może działać w takich duszach, które przez niedbalstwo ciągle obrażają Boga i całe życie trwają w swych złościach. Takim zalecam raczej smutek i ciągłe obżałowywanie swoich grzechów i spowiedź, aby z własnej winy i z lenistwa nie pozbawiali się niezbędnego dla siebie lekarstwa.



Źródło: „Pokój duszy”, rozdz. XII-XIII, św. Piotr z Alkantary

 

28 października

Bóg zsyła takie pokusy dla naszego dobra


Wszyscyśmy z natury pyszni, ambitni, przywiązani upornie do naszego zdania i swego widzimisię; wszyscy się mamy za coś większego niż w istocie jesteśmy. To nasze samolubstwo tak dalece przeszkadza naszemu duchownemu postępowi, że to zaraźliwe tchnienie miłości własnej, gdy choć z daleka doleci, odbiera wszelką nadzieję doskonałości. Dlatego to Bóg w swojej nieskończonej dobroci stawia nas umyślnie w takich warunkach, abyśmy uniknęli tego strasznego niebezpieczeństwa i prawie przemocą przywodzi nas do jasnego poznania własnej nędzy. Tak postąpił Pan Jezus ze św. Piotrem, dopuszczając, żeby Książę Apostołów zaparł się swego Mistrza Boskiego, a tym sposobem siebie lepiej poznał, a poznawszy się, własnym siłom nadal nie ufał. I na drugiego wielkiego apostoła, na św. Pawła, dopuszczał Pan Bóg tak straszne pokusy cielesne dlatego, aby poznawszy swoją przyrodzoną nędzę, tym głębiej się upokarzał i (jak to sam uznaje) nie wynosił się z wielkości objawień i z otrzymanych nadzwyczajnych łask.


Dobroć Boża ze względu na naszą nędzę i na nasze przewrotne skłonności dopuszcza, aby i na nas uderzały najwstrętniejsze i najniedorzeczniejsze pokusy, które mają nas lepiej ugruntować w pokorze i w uznaniu naszej własnej nicości.


W tym się właśnie okazuje mądrość i dobroć Boga, kiedy to, co wydaje się najzgubniejszym, obraca się na nasz pożytek duchowny, bo nas utwierdza w pokorze, tej najpotrzebniejszej cnocie.


Zwykle tak się to dzieje: kogoś napastują szkaradne myśli albo oziębłość w modlitwie, albo pewna jałowość duchowna i oschłość, ten wszystko to przypisuje swojej strasznej niedoskonałości i dochodzi do przekonania, że dusza, która tak jest zagmatwana, tak Bogu ozięble służy, w takim ustawicznym rozprężeniu ducha zostaje, sama z siebie nic nie może, owszem zdaje się jej, że podobne myśli, jakich ona doznaje, mogą tylko powstać w głowie najnędzniejszej istoty, wyrzutka społeczeństwa! I on, co miał siebie za coś wielkiego, teraz pod działaniem tego zesłanego z nieba lekarstwa, uważa się za najnędzniejsze stworzenie pod słońcem, niegodne imienia chrześcijanina. A nigdy nie doszedłby do tak głębokiej pokory, gdyby nie te straszne pokusy, utrapienia i uciski wewnętrzne. O, cóż to za cudowna łaska, której Bóg udziela duszom, o których wie, że potrzebują takiej kuracji.


Pokusy i oschłości przynoszą duszy jeszcze wiele innych korzyści. Kto pracuje wśród takich ucisków, ten jakby z konieczności musi uciekać się do Pana Boga i starać się o nabycie cnót jako o jedyne lekarstwo na tę straszną chorobę.


A kto raz przez to męczeństwo przeszedł, ten odtąd pilnie wystrzega się wszelkich okazji do grzechu i wszelkich pozornych nawet niedoskonałości.


Ciężka więc owa próba, która ci się zrazu tak groźną i niebezpieczną wydała, stała ci się owszem bodźcem do postępu na drodze Bożej, do pilniejszego wystrzegania się tego, co się nie podoba Bogu.


Wreszcie te uciski i znoje duszy są dla niej jakby miłosnym czyśćcem. Kto potrafi cierpliwie je znieść, tego niemała czeka nagroda w niebie i gotowa korona w chwale wiekuistej.


Wyłożyłem ci to tak obszernie, abyś dobrze zrozumiał, że nie masz się trapić ani trwożyć, gdy cię Bóg pokusami doświadcza i że one nie powinny cię pozbawiać pokoju wewnętrznego. Osoby w tych rzeczach niedoświadczone kładą na karb szatana i własnych grzechów to, co wprost z ręki Bożej je spotyka i największy dowód Jego miłości biorą za dowód niełaski, a najcenniejsze Jego pieszczoty i dary za opuszczenie i zapomnienie. Trwają dobrowolnie w tym usposobieniu, wmawiając w siebie, że wszystko to, co kiedyś uczyniły, jest straconym i bezowocnym; że nie zdołają już ujść zgubie wiekuistej. W istocie jednak nie ma nic straconego, bo wszystko wypływa z najwyższej względem nas dobroci Bożej.


Gdyby te dusze chciały temu wierzyć, to nie tylko nie traciłyby pokoju wewnętrznego i pogody umysłu wśród ucisków, utrapień i trudności na modlitwie lub wśród innych pobożnych ćwiczeń, ale przeciwnie, upokorzywszy się w duchu przed Bogiem, z wytrwałą odwagą odnawiałyby ciągle postanowienie pełnienia woli Bożej, w taki sposób i w takich warunkach, jak się Panu Bogu podoba. A wtedy, jak ci, którzy przyjmują wszystko, co ich spotyka, jakby z miłościwej ręki najlepszego Ojca, nigdy pokoju duszy nie traciliby, i zamiast czuć w sercu żal lub gorycz, w każdej chwili składaliby Bogu gorące i serdeczne za wszystko dzięki. Trwając zaś w tym ćwiczeniu, doszliby do tego, że bez utraty czasu i bez utraty wewnętrznego pokoju, wszystko przyjdzie im z największą łatwością.


Źródło: „Pokój duszy” rozdz. XI, św. Piotr z Alkantary

 

28 października

Serce Jezusa mówi do twojego serca


«Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!» (2 Tm 4, 4-5)


Z gorliwością zabiegaj o moje królestwo w tobie. Chciej Mnie miłować ze wszystkich sił i wiernie podążaj za Mną. Pragnij także, abym był poznany i miłowany przez ludzi. Jako mój uczeń jesteś wezwany, aby nieść światło Ewangelii żyjącym w mroku niewiary. Jeśli twoje słowa wydają się bezskuteczne, a twoje działania bezowocne, nie znaczy to, że ziarno, które przez ciebie zasiewam, nie przynosi żadnego owocu. Nie wycofuj się ani nie rezygnuj z głoszenia mojej prawdy.

Żadne drgnienie ludzkiego serca, ożywionego moją miłością, żadne dobro uczynione ze względu na Mnie i żadne słowo wypowiedziane o Mnie, płynące z serca, w którym mieszka Duch Święty, nie pozostają bez echa. Wpatrzony we wzór moich pierwszych świadków, gotowych na trud i męczeństwo, głoś królestwo mego Serca: modlitwą, słowami i uczynkami zgodnymi z moją wolą. • Jezus rozpala twoją duszę gorliwością o chwałę Jego królestwa. Bądź Jego apostołem.


Źródło: „Serce Jezusa mówi do twojego serca”, s. Bożena Maria Hanusiak, wyd. Esprit

 

26 października

Powiększa się grupa kapłanów, którzy postanawiają wybrać życie pustelnicze


Jan Pospieszalski: „Mam taką informację z ostatnich chwil. Powiększa się grupa kapłanów, którzy postanawiają wybrać życie pustelnicze. Polscy księża na skutek jawnego konfliktu sumienia, jaki mają z respektowaniem posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej i niektórych biskupów, wybierają inkardynowanie się pod innym biskupem w sposób dyskretny i wychodzą ze struktur, obierając życie pustelnicze. Te pustelnie to są najczęściej prywatne domy, prywatne mieszkania, które zostają im udzielane po cichu, gdzie w sposób niejawny sprawują posługę duszpasterską, spowiadając, głosząc rekolekcje, głosząc prawdziwą naukę Kościoła katolickiego. Wiem o kilku takich przypadkach i wiem, że ten sposób pozostawania w wierności Ewangelii i Jezusowi Chrystusowi, w Polsce jest obecny”.



Źródło: https://youtu.be/Dm_spmGkarg

 

25 października

Moje główne dzieła to leczenie serc


«Nie możecie sobie wyobrazić ogromu zła, jakie człowiek może wyrządzić człowiekowi przez nieprzejednaną nienawiść. Proszę was, abyście pamiętali, że wasz Nauczyciel zawsze był życzliwy wobec chorych duchowo. Sądzicie, że Moje największe cuda i największa moc przejawia się w uzdrawianiu ciał. Nie, przyjaciele... Tak, podejdźcie także wy, którzy idziecie przede Mną i którzy jesteście za Mną. Droga jest szeroka i możemy iść w grupie.»


Wszyscy tłoczą się wokół Jezusa, który mówi dalej:


«Moje główne dzieła – te, które najbardziej świadczą o Mojej naturze i o Mojej misji, te, na które Ojciec patrzy z radością – to leczenie serc albo uzdrowienia z jakiejś wady lub licznych grzechów głównych; to również ustępowanie rozpaczy zrodzonej z przekonania, że jest się dotkniętym i opuszczonym przez Boga.


Jaka jest dusza, którą opuściła pewność pomocy Bożej? To słaby powój, który leży w pyle, nie potrafi się bowiem uchwycić myśli, która stanowiła jego siłę i radość. Życie bez nadziei jest straszne. Życie jest piękne pomimo swej surowości jedynie dlatego, że zalewa je [blaskiem] Boże Słońce. Celem życia jest to Słońce. Czy mroczny jest dzień człowieka, zalanego łzami, naznaczonego krwią? Tak. Jednak potem będzie miał Słońce: nigdy więcej boleści, nigdy więcej rozdzielenia, nigdy więcej przykrości, nigdy więcej nienawiści, nędzy, samotności pod chmurami, które przygniatają, lecz – jasność i śpiew, pogoda, pokój i Bóg – Bóg, Wieczne Słońce! Patrzcie, jak smutna jest ziemia, gdy przychodzi zaćmienie [słońca]. Gdyby człowiek musiał powiedzieć: “Słońce umarło”, czyż nie wydawałoby mu się, że żyje na zawsze w mrocznym grobie, zamurowany, pochowany, martwy przed śmiercią? Jednak człowiek wie, że poza tym ciałem niebieskim, zakrywającym słońce i nadającym światu wygląd posępny, zawsze znajduje się radosne słońce Boga. Tak samo jest z myślą o związku z Bogiem podczas tego życia. Ludzie ranią, kradną i oczerniają? Bóg leczy, oddaje, usprawiedliwia. I to bez miary. Ludzie mówią: “Bóg cię odrzucił”? Spokojna dusza myśli, musi myśleć: “Bóg jest sprawiedliwy i dobry. On to widzi i troszczy się o ludzi. On jest jeszcze bardziej życzliwy, niż może być człowiek. Jest [życzliwy] nieskończenie. I dlatego On mnie nie odrzuci, jeśli skłonię zalane łzami oblicze na Jego pierś i powiem Mu: “Ojcze. Ty jeden mi pozostajesz. Twoje dziecko jest zasmucone i załamane. Daj mi Twój pokój...»

Źródło: „Poemat Boga Człowieka”, Maria Valtorta

 

24 października

Dlaczego Pan Bóg dopuszcza choroby i cierpienie?


Moja córka jest chora. Wybierałam się z nią do lekarza, żeby zapytać, co mamy robić. Pan Jezus mnie jednak uspokoił:

– Nigdzie nie idź! – powiedział. – Twojej córce wyjdzie na dobre, jeśli nie wyzdrowieje.

(Słuchałam Jego słów z ciężkim sercem, bo córka ma męża i dziecko). Pan wyjaśnił, dlaczego chora miała nie wyzdrowieć.

– Twoja córka wciąż doświadcza ogromnych pokus. […] Poprzez ciężką chorobę obsypię ją obfitością moich łask. W ten sposób jej dusza zostanie oczyszczona z pokus i nauczy się przyjmować cierpienie z radością oraz cierpliwie je znosić.

Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

23 października

Odmowa Komunii św. na rękę


Niedawno będąc na Mszy św. sprawowanej przez pewnego rozpoznawalnego w Polsce księdza, zobaczyłam, jak przy rozdawaniu Komunii św., zachęca on osoby chcące przyjąć ją na ręką ‒ do przyjęcia do ust. A było to za granicą ‒ w kraju, gdzie ludzie jeszcze powszechniej niż w Polsce przyjmują Komunię na rękę. Żadna z tych osób nie „obraziła” się na to, ani nie odeszła zbulwersowana, ale posłusznie przyjęła do ust. Dziś zobaczyłam innego duchownego, także bardzo znanego (i cenionego) w Polsce, jak czyni podobnie. I w tym wypadku, osoba przyjęła bez problemu do ust. Trochę mnie to zdziwiło, pozytywnie oczywiście, bo nie wiedziałam, że i on ma tę odwagę. No właśnie ‒ odwagę, bo dziś trzeba mieć prawdziwą odwagę, aby promować postawę Komunii św. do ust, która jest przecież „główną formą przyjmowania Komunii w Polsce” (Wskazania KEP z 2005 r. nr 40). Oczywiście, nie jedyną ‒ nad czym trzeba ubolewać ‒ ale „jeśli mogłoby zachodzić niebezpieczeństwo profanacji, nie należy udzielać wiernym Komunii świętej na rękę” (Instrukcja Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny ‘Redemptionis sacramentum’ n 92), a takie niebezpieczeństwo w przypadku Komunii św. na rękę jest bardzo duże i świadomy tego kapłan sam musi to ocenić, inaczej ponosiłby winę.


Ojciec Św. Jan Paweł II w swoim liście o tajemnicy i kulcie Eucharystii ‘Dominicae Cenae’ pisze: „W niektórych krajach przyjęła się praktyka Komunii świętej na rękę. (…) Dały się jednak słyszeć głosy o rażących wypadkach nieposzanowania Najświętszych Postaci, co bardzo obciąża nie tylko osoby bezpośrednio winne takiego postępowania, ale również Pasterzy Kościoła, którzy jakby mniej czuwali nad zachowaniem się wiernych względem Eucharystii”. I dalej: „Nie należy jednakże zapominać o podstawowym urzędzie Kapłanów, którzy w czasie święceń zostali konsekrowani, aby reprezentowali Chrystusa Kapłana: dlatego też ich ręce, tak jak ich słowa i ich wola, stały się bezpośrednim narzędziem Chrystusa. Właśnie dlatego, tzn. jako szafarze Eucharystii, oni mają główną i całkowitą odpowiedzialność za Święte Postacie: ofiarują te Święte Postacie uczestnikom zgromadzenia, którzy pragną je przyjąć”.

 

22 października

Dewojtylizacja


Według ks. prof. Skrzypczaka, Jan Paweł II „odciągnął młode pokolenie od rewolucji seksualnej i od fascynacji neomarksizmem, liberalnym modelem świata oderwanego od Boga, Kościoła, rodziny i tradycji”. – Jan Paweł II poprowadził wielu młodych w stronę Chrystusa, tożsamości osobowej i rodziny. Tym samym – zdaniem wielu – popełnił zbrodnię, która z punktu widzenia walki cywilizacyjnej jest nie do przebaczenia. Dlatego od momentu, kiedy został ogłoszony świętym, zaczęła się tzw. dewojtylizacja – ocenił.

Zdaniem duchownego, co jakiś czas w mediach pojawiają się doniesienia o odpowiedzialności, jaką Jan Paweł II ma ponosić za różne przejawy zła w świecie i w Kościele. – Jest to próba zdyskredytowania papieża poprzez bombę, którą można określić mianem: „pedofilia”. Większość zarzutów opiera się na pomówieniach. Dowodów, jakoby Jan Paweł II był bezczynny i obojętny, nie ma żadnych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kiedy mamy do czynienia z postacią tak klarowną, tak jednoznaczną, świętą i wspaniałą, to trzeba ją obrzucić błotem – zaznaczył.


Ks. prof. Skrzypczak przypomniał, że już w latach 90., kiedy w USA pojawiły się pierwsze doniesienia o pedofilii wśród duchownych, to Jan Paweł II zwrócił się z apelem do biskupów amerykańskich, by rzetelnie zajęli się tym problemem. – To Jan Paweł II zmienił kościelne procedury, tak żeby wszystkie przypadki pedofilii wśród duchownych były rozpatrywane przez Kongregację Nauki Wiary. Więc mówienie, że był obojętny wobec problemu pedofilii, jest absurdem – ocenił».


– Obrzydzanie Jana Pawła II ma jeden cel. Chodzi o to, by młode pokolenie odwróciło się od niego, bo on ma im coś ważnego do powiedzenia – podkreślił.

Źródło: https://pch24.pl/ks-prof-skrzypczak-w-obrzydzaniu-jana...

 

22 października

Znaczenie sutanny kapłańskiej w przestrzeni publicznej


O. Leon Knabit OSB: Księża nie zdają sobie często sprawy z tego, że zdejmowanie sutanny przy byle okazji wspomaga laicyzację. Przecież polega ona między innymi na tym, żeby usuwać z przestrzeni zewnętrznej znaki religijne.

 

21 października

Ćwicz wiarę, która porusza góry, ale wiedz, że to Bóg je poruszy


Kiedyś pewnemu człowiekowi przyśnił się Bóg mówiący, że ma dla niego pracę. Pokazał mu ogromny kamień przed domem i wyjaśnił, że ma pchać ten kamień ze wszystkich sił. Człowiek zgodził się. Jednak po wielu miesiącach pracy kamień nie ruszył się ani o milimetr. Szatan próbował wmówić mu, że to nie ma sensu, a człowiek prawie się do tego przekonał. Jednak zapytał Boga:


‒ Co jest nie tak? Dlaczego mi się nie udaje?

Bóg odparł:


‒ Prosiłem cię, byś mi służył, a ty się zgodziłeś. Kazałem ci pchać kamień. Nie wspominałem, że masz go przesunąć.


Teraz myślisz, że zawiodłeś, ale spójrz: masz mocne ręce, masywne nogi, silne ramiona.


Poprzez wysiłek stałeś się silny i odporny. Nie przesunąłeś kamienia, ale twoim powołaniem było posłuszeństwo. To robiłeś, więc teraz Ja, mój przyjacielu, przesunę kamień.


Zwykle używamy intelektu, aby odgadnąć czego chce Pan. A On chce tylko służby. Ćwicz wiarę, która porusza góry, ale wiedz, że to Bóg je poruszy.


Kiedy wszystko zdaje się iść źle, po prostu pchaj.

 
20 października

Powstanie nowy świat


Podczas rekolekcji Pan Jezus odbył ze mną poważną rozmowę i poprosił, bym jak najszybciej przekazała biskupowi słowa, które polecił mi zapisać. […] Dużo mówił o czasie łaski i wylaniu Ducha Świętego, które – jak podkreślił – „będzie można porównać z pierwszą Pięćdziesiątnicą, gdyż na ziemię spłynie moc Pocieszyciela. Ten wielki cud wstrząśnie całą ludzkością. Stanie się to dzięki działaniu łask Płomienia Miłości naszej Najświętszej Matki. […]


Świat, który stopniowo spowija mrok niewiary, będzie musiał doznać potężnych wstrząsów, które wzbudzą w ludziach wiarę. Wzbudzona przez te wstrząsy siła wiary sprawi, że powstanie nowy świat. Moc Płomienia Miłości obudzi w duszach ufność umocnioną przez wiarę. Dzięki temu odnowi się oblicze ziemi. Takie wylanie łask jeszcze nie nastąpiło, odkąd Słowo stało się ciałem. Ta odnowa zalanej cierpieniem ziemi dokona się dzięki władzy i potędze orędownictwa Najświętszej Dziewicy”.

Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

19 października

Udział w Ofierze Mszy Świętej w najwyższym stopniu oślepia szatana


Pewnego razu Najświętsza Dziewica powiedziała do mnie:


– Jeżeli będziecie w stanie łaski uświęcającej i weźmiecie udział we Mszy Świętej, w której uczestnictwo nie jest dla was obowiązkowe, wyleją się na was tak wielkie łaski Płomienia Miłości mojego Serca, że w tym czasie oślepię szatana, a obfitość moich łask spłynie na tych, za których tę Mszę ofiarujecie. Udział w Ofierze Mszy Świętej w najwyższym stopniu oślepia szatana. Szatan dyszy z wściekłości, bo czuje, że zbliża się chwila jego oślepienia, i zsyłając swoje zwykłe udręki, walczy jeszcze wścieklej.

Źródło: „Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi”, Elżbieta Kindelmann, wyd. Esprit. Nihil obstat: Kuria Metropolitalna w Krakowie, 21 czerwca 2022 r.

 

17 października

Jak mam wami jeszcze potrząsnąć? Dostrzeżcie niebezpieczeństwo…


Pewnego dnia w sierpniu Pan Jezus powiedział do mnie:


– Wiesz, że powołałem cię do walki w moim szczególnym wojsku – powiedziawszy to, zaczął się do mnie zwracać w liczbie mnogiej: – Nie możecie ulegać urokowi świata z jego przemijającymi wygodami, niech celem waszego życia będzie przygotowanie się do nadejścia mojego królestwa. Słowa, które do ciebie wypowiadam, usłyszy wiele poświęconych Mi dusz. Ufajcie! Moja łaska będzie z wami, będę was wspomagał, i to w sposób nieomal cudowny.


Te słowa Pana odebrałam w duszy jako surowe. Byłam zdziwiona, gdyż dotąd w Jego głosie wyczuwałam wyłącznie łagodność.


– Córko, nie dziw się, że w głębi swojej duszy słyszysz surowe słowa – ciągnął Zbawiciel. – I one są wyrazem mojej miłości. Nie szukajcie wygód, nie traćcie ducha, nie pozwólcie sobie wmówić, że każdy czyn jest daremny i to wszystko nie ma sensu. Otóż ma! Cóż, łatwiej i wygodniej jest czekać, aż nawałnica minie, niż iść przez nią, ratując dusze. Nie muszę wam podawać przykładów, wiecie już wszystko, więc od razu zaczynajcie! Wasze zwlekanie jest pożywką dla szatana, dla grzechu. Jak mam wami jeszcze potrząsnąć? Dostrzeżcie niebezpieczeństwo, które czai się wszędzie! Zagraża ono i waszej duszy!