Zatrata poczucia grzechu

Zakres moralnych zasad uznawanych za trwałe oraz niezmienne kurczy się. Wszystko jest umowne i zależne, kształtowane przez powszechną zgodę (…). Brak pewnego kryterium, stałego punktu odniesienia (według którego uważamy coś za dobre lub złe) prowadzi do sytuacji, w której być może grzech istnieje, ale nie wiadomo, kto go popełnia. (…) To wszystko prowadzi do zamazania różnicy pomiędzy dobrem a złem: To jest dobre, co mi się podoba; to jest złe, na co nie mam ochoty.



Pojęcie grzechu zawiera odniesienie do Boga, ma więc znamię religijne. Bez odniesienia do Boga możemy odczuwać co najwyżej poczucie winy. Choć także i ono – zdaniem wielu – powinno zniknąć ze słownika.


W modlitwie kończącej tekst encykliki „Veritatis splendor" Św. Jan Paweł II zwracał się do Maryi z modlitewną prośbą, aby pomogła uchronić Chrystusowy krzyż przed uczynieniem go daremnym: O Maryjo, Matko Miłosierdzia, czuwaj nad wszystkimi, aby nie był daremny Krzyż Chrystusa, aby człowiek nie zagubił drogi dobra, nie utracił świadomości grzechu i umiał głębiej ufać Bogu „bogatemu w miłosierdzie”, by z własnej woli spełniał dobre czyny, które Bóg z góry przygotował i w ten sposób żył „ku chwale Jego majestatu".


Daremny stałby się krzyż Chrystusa, gdyby człowiek zagubił drogi dobra i zatracił świadomość grzechu. Owszem, nie do grzechu należy centralne miejsce w Ewangelii. Jej centrum stanowi prawda o Bogu, który w Chrystusie zbawia człowieka. Ale zatrata świadomości grzechu czyni daremnym dzieło Odkupienia. Skoro nie ma grzechu, to Jezusowe Odkupienie mnie nie dotyczy, ponieważ stałoby się dla mnie czymś zbędnym.


Może z tego względu już ponad 70 lat temu papież Pius XII dopatrywał się grzechu minionego wieku w utracie poczucia grzechu. U schyłku minionego stulecia, w 1999 r., św. Jan Paweł II potwierdził tę diagnozę: Spoglądając dziś na współczesny świat, musimy stwierdzić, że osłabła w nim znacznie świadomość grzechu.


A jak jest dzisiaj? Słowa „grzech” nie wypowiadamy już w mowie codziennej. To, co do niedawna było grzechem, dziś nazywane jest kłopotem, niedogodnością, błędem lub pomyłką. Język kształtuje obyczaj. Ludzie dzisiaj już nie kłamią, tylko „rozmijają się z prawdą”. Kradzież została zastąpiona ,,kombinowaniem”, a w najgorszym razie „przywłaszczeniem mienia”, „narażeniem na straty”. Nawet zabijanie nienarodzonych określa się niebudzącym niepokoju „zabiegiem” bądź „prawem kobiety”. Także stosunki pozamałżeńskie nie są już cudzołóstwem, ale „kochaniem się”. Pojęcie miłości również padło ofiarą inżynierii językowej.


Słowa „grzech” dziś się już nie używa. Stało się ono czymś archaicznym, niepoważnym. Grzech jest raczej przedmiotem zabawy. Mówi się, że „coś (ktoś) jest warte grzechu”. Grzech stał się czymś ponętnym, bardziej atrakcyjnym od dobra, które bywa ukazywane jako nudne i niewarte zainteresowania. To wszystko prowadzi do zamazania różnicy pomiędzy dobrem a złem: To jest dobre, co mi się podoba; to jest złe, na co nie mam ochoty.


Jeśli człowiek utracił poczucie grzechu, oznacza to, że wcześniej je miał. Ono jawi się jako coś pierwotnego w stosunku do zatraty wrażliwości na grzech. Poczucie grzechu jest równoległe do wrażliwości moralnej człowieka. Towarzyszy jej i ją określa, tak jak termometr określa temperaturę. Jej źródłem jest poczucie Boga, którego nie da się tak zwyczajnie wymazać. Także sumienie należy do tych rzeczywistości, których nie da się całkowicie zagłuszyć, choć można je przytłumić. Poczucia grzechu też nie da się całkowicie zatracić, choć można je znacznie osłabić.


Jest wiele przyczyn tego zjawiska. Święty Jan Paweł II na pierwszym miejscu sytuuje zaćmienie sumień. Wypaczeniu sumienia, osłabieniu świadomości moralnej towarzyszy zaćmienie poczucia Boga. Zagubienie tego punktu odniesienia do moralnej wrażliwości prowadzi do zatraty poczucia grzechu.


Żyjemy w świecie, do którego można odnieść pełne smutku słowa modlitwy proroka Izajasza: Nikt nie wzywał Twego imienia, nikt się nie zbudził, by uchwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy (Iz 64, 6).


Ten stan rzeczy określamy mianem zeświecczenia. Na horyzoncie spraw, którymi żyje człowiek, zaczyna brakować miejsca dla Boga. Bóg wydaje się być nieobecny, a rolę gospodarza, twórcy i organizatora wszystkiego przejął człowiek tak, że myślimy niekiedy, iż Bóg się wycofał, jakby pozostawił nas samych sobie. A tak naprawdę rzeczywistym „gospodarzem” świata nie jest człowiek, a Bóg (Benedykt XVI).


(...)


Temu kryzysowi poczucia Boga i wynikającego z niego poczucia Bożego synostwa nie może nie towarzyszyć kryzys poczucia grzechu. Grzech, który przestał być obrazą wyrządzaną Bogu, traci miano grzechu. Staje się błędem, pomyłką, nietaktem, ale nie grzechem, któremu zawsze towarzyszy perspektywa odniesienia do Boga.


Jednakże brak odniesienia do Boga skutkuje odczuciem winy. Obciążanie winą prowadzić może do poczucia frustracji, hamuje wolność. Stąd lepiej jest żyć w złudzeniu braku poczucia winy. Jeśli nawet dochodzi do jakiegoś uchybienia, to lepiej winą obciążyć struktury, wpływ środowiska, ale nie człowieka.


Tu widać, że nie do końca udała się duchowa i socjologiczna ,,inżynieria". Dlaczego? Poczucia winy nie dało się całkowicie wymazać - pozostaje ono zjawiskiem dręczącym każdego człowieka, który dopuścił się nieprawości.


Temu sposobowi myślenia towarzyszy zjawisko inflacji wartości i norm moralnych. Zakres moralnych zasad uznawanych za trwałe oraz niezmienne kurczy się. Wszystko jest umowne i zależne, kształtowane przez powszechną zgodę (przecież wszyscy tak robią) lub zwyczaj (w takim świecie żyjemy, przyszły nowe czasy). Brak pewnego kryterium, stałego punktu odniesienia (według którego uważamy coś za dobre lub złe) prowadzi do sytuacji, w której być może grzech istnieje, ale nie wiadomo, kto go popełnia (św. Jan Paweł II).


Towarzyszące współczesnej dobie osłabienie poczucia grzechu może być też efektem wychylenia „wahadła” w drugą stronę w stosunku do sytuacji występującej w przeszłości. Od dostrzegania grzechu wszędzie dochodzimy do niedostrzegania go nigdzie. Osłabienie poczucia grzechu może być również pochodną przesadnego akcentowania lęku przed karą wiecznego potępienia w przeszłości. Doprowadziło to do traktowania miłosierdzia jako pobłażliwości dla grzechu i wykluczenia wszelkiej kary za grzechy. Jan Paweł II wskazuje także na zjawisko braku spójności w nauczaniu moralnym teologii, katechezie, a także w przepowiadaniu. Doprowadziło to do powstania zamętu w sumieniach wiernych i obniżenia prawdziwego poczucia grzechu.


Ten zamęt może mieć postać traktowania grzechu jako czegoś wyłącznie indywidualnego. Grzech jest tylko wtedy, gdy szkodzę innym. Jeśli nie wyrządzam szkody drugiemu, nie grzeszę. Owszem, ostrze grzechu wymierzone jest najczęściej przeciw bliźniemu, ale z równą siłą uderza on w samego grzeszącego. Dewastacyjne skutki grzechu dosięgają przede wszystkim osoby, która go popełnia. Każdy grzech w jakiś sposób pomniejsza bowiem człowieka i prowadzi do powolnej samodegradacji osoby.


„Katechizm Kościoła katolickiego” wylicza poszczególne przejawy niszczących skutków grzechu w odniesieniu do osoby, która go popełnia: Grzech powoduje skłonność do grzechu; rodzi wadę wskutek powtarzania tych samych czynów. Wynikają z tego niewłaściwe skłonności, które zaciemniają sumienie i zniekształcają konkretną ocenę dobra i zła. W ten sposób grzech rozwija się i umacnia, ale nie może całkowicie zniszczyć zmysłu moralnego (nr 1865).


Zatrata poczucia grzechu rodzi się z zatraty wrażliwości na zło grzechu niszczące powoli człowieka od wewnątrz. Nie ma grzechów banalnych, są tylko grzechy banalnie przeżywane. Cóż zależy od tego – mawiał św. Augustyn

czy zmiażdży cię ołów (grzech śmiertelny), czy piasek (grzech lekki) ? Ołów jest zwartą masą, a piasek – to niezliczone malutkie ziarenka, ale miażdży cię ich liczba! Grzechy mogą być również jak krople. Nie widzisz, jak malutkie kropelki mogą zlać się w rzeki i zalewać wsie? Małe krople, ale jakże liczne!


Przychodzi na myśl zasada podana przez Chrystusa w Ewangelii: Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie (Łk 16, 10).


Święty Augustyn kontynuuje swoją myśl: Grzechy lekkie pojedynczo nie mają mocy zadać śmiertelnej rany, jak grzech zabójstwa, cudzołóstwo i inne podobne ciężkie przewiny. Jednak wszystkie naraz wzięte są czymś w rodzaju świerzbu. Można umrzeć nawet od lekkich chorób, jeśli przypadną wszystkie naraz.


Nie ma zatem grzechu, który byłby tylko i wyłącznie osobisty. Nawet najbardziej ukryty, najbardziej wewnętrzny grzech myśli czy pożądania czyni gorszym nie tylko samego człowieka. Jego niszczące skutki docierają niejako na zewnątrz i dotykają całej wspólnoty ludzkiej. Pisał o tym św. Papież Jan Paweł II: Ze względu na ludzką solidarność, również tajemniczą i niepojętą, co rzeczywistą i konkretną, grzech każdego człowieka w jakiś sposób dotyka innych. Tak jak każda dusza, która się podnosi, dźwiga świat. Dusza, która upada przez grzech, pociąga za sobą Kościół i w pewien sposób cały świat. Innymi słowy, nie ma grzechu, nawet najbardziej wewnętrznego i tajemnego, [...] który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia. Każdy grzech rzutuje z mniejszą lub większą gwałtownością, z mniejszą lub większą szkodą na całą strukturę kościelną i na całą ludzką rodzinę.


Potwierdzenie powagi grzechu i jego zgubnych konsekwencji znajdujemy w Piśmie Świętym. Jezus z całą surowością przestrzegał przed grzechem oraz jego skutkami. Konsekwencje grzechu są tak poważne, że dla uniknięcia samej okazji do jego popełnienia trzeba całego radykalizmu wyrażonego w ewangelicznych obrazach wyłupienia oka i odcięcia ręki (por. Mt 18, 8-9). Gra toczy się o zbawienie, dlatego lepiej wejść do nieba „z wyłupionym okiem” i „odciętą ręką”, jeśli te miałyby być okazją do grzechu sprowadzającego z drogi zbawienia.


Do udziału w swoim zwycięstwie nad śmiercią i złem poprzez władzę odpuszczania grzechów Jezus dopuszcza apostołów. On nie zostawia nas bezbronnych wobec niszczącej mocy grzechu: To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża (Kol 2, 14). Ponadto powierzył Kościołowi owoce dzieła Odkupienia, którego dokonał na krzyżu. Możemy z nich korzystać, uznając swój grzech i otrzymując przebaczenie w sakramencie pokuty.




Autor: Ks. dr Jarosław Wojtkun

Źródło: "Poradnik dobrej spowiedzi", wyd. Monumen, Poznań 2018

Ostatnie posty