Cierpienia oczyszczające duszę. Głębsze oczyszczenie

Kiedy czytamy opisy typów udręk oraz głębi oczyszczenia opisywanych przez św. Jana od Krzyża i innych mistyków, to warto pamiętać, że musimy je przejść, by móc w pełni zjednoczyć się z Bogiem, że to oczyszczenie nie jest nieobowiązkowe. Jest konieczne. Nie jest to kwestia „jeśli”, ale „kiedy”. Gdy do tego oczyszczenia nie dojdzie w tym życiu, to będzie musiało do niego dojść w czyśćcu, jeśli mamy mieć możliwość oglądania Boga. Powinniśmy także pamiętać, że im szybciej dojdzie do tego oczyszczenia, tym lepiej dla nas i dla każdego innego człowieka w naszym życiu. Korzeń całego naszego nieszczęścia tkwi w grzechu i jego skutkach. Im wcześniej zostaniemy uwolnieni od zniekształceń i okaleczeń grzechu, tym szybciej doświadczymy pełniejszej radości i wolności jako synowie i córki Boga oraz tym większym będziemy błogosławieństwem dla innych.

Św. Jan mówi: Oczyszczenie to bowiem jest takie samo; przez które musiałyby [dusze] przechodzić w otchłani. Stąd też dusza, która przeszła to cierpienie, albo do tego miejsca nie pójdzie, albo zatrzyma się tam bardzo krótko, gdyż większą ma wartość jedna godzina cierpienia w tym życiu, niż wiele godzin w przyszłym.

Poniższy tekst jest częścią cyklu artykułów traktujących o oczyszczających cierpieniach dotykających duszę. Linki do pozostałych części znajdują się na dole strony.



Widzieliśmy już, jak ważne jest oderwanie od nieuporządkowanej miłości rzeczy i ludzi tego świata, jeśli chcemy robić postępy w życiu duchowym. Egoistyczne chwytanie się stworzeń stanowi znaczącą przeszkodę w postępach ku zjednoczeniu z Bogiem. Jednak oczyszczenie, którego potrzebujemy, sięga głębiej niż nasze zmysłowe pożądania i przywiązania. Dociera w głąb naszej duszy i ducha, gdzie rany grzechu dotknęły najwyższej i najbardziej duchowej części naszej istoty. Konieczne jest gruntowne oczyszczenie naszego ducha, jak również głębsze oczyszczenie naszych zmysłów.


Nawet kiedy św. Jan od Krzyża omawia noc (oczyszczenie) bierną zmysłów poprzez pokusy, udręki i okresy oschłości, pokazuje, jak egoistyczna zmysłowość i to, co duchowe, są ze sobą splecione.


Wykorzystując swoje przenikliwe zrozumienie subtelnych i ukrytych przywiązań, unaocznia nam, że „wielkie” grzechy (pycha, pożądliwość albo inaczej chciwość, nieczystość, gniew, łakomstwo, zazdrość, lenistwo) nie tylko mają zmysłowe składniki, ale są również głęboko zakorzenione w otchłaniach ludzkiego ducha i mogą nawet skrywać się w oznakach życia duchowego. Chociaż z pewnymi poziomami tych zakorzenionych struktur grzechu uporano się na wcześniejszych etapach podróży duchowej, to ich najgłębsze korzenie wciąż mogą w nas tkwić.


Ważne jest, by przyjrzeć się raz jeszcze, jak głęboka musi być ta przemiana.


Pycha


Kiedy mówimy o pysze, to myślimy o wynoszeniu w górę własnego „ja" w swoich oczach lub w oczach innych. Św. Jan od Krzyża zauważa, że nawet nasze własne pragnienie doskonalenia się może skrywać głęboką pychę. Mówiąc o tych, którzy usiłują robić postępy w podróży duchowej, stwierdza:


Niektóre z tych dusz raz za nic mają sobie swoje błędy i upadki, a kiedy indziej zbytnio się smucą, że w nie popadły. W mniemaniu, że już powinny być święte, obruszają się przeciwko sobie z niecierpliwością, co znowu jest niedoskonałością.
Mają wielkie pragnienie, aby Bóg uwolnił je od wszystkich niedoskonałości i błędów, a to raczej dlatego, by bez utrapienia, jakie one sprawiają, żyły w pokoju, niż dla samego Boga. Nie zwracają uwagi na to, że gdyby Bóg uwolnił je od tych niedoskonałości, popadłyby może w większą jeszcze pychę i zarozumiałość.

Hiszpański mistyk zauważa również, że ta ukryta pycha może objawiać się także poprzez próbę wywołania wrażenia na naszym spowiedniku (można wręcz chodzić do innego spowiednika, by wyznawać poważne grzechy), przez rywalizację, by przewyższyć naszych duchowych „konkurentów”, przez mówienie o sprawach duchowych w taki sposób, aby spotkać się z pochwałą albo przez potępianie w naszym sercu innych ludzi, którzy nie wydają się przejawiać takiej samej pobożności, jak my.


Św. Bernard zwraca uwagę na to, jak pyszna samowola może być głęboko spleciona z wszelkimi rodzajami duchowych praktyk i przywołuje na potwierdzenie słowa Jezusa z Kazania na Górze.


Jeśli mój post odzwierciedla moją samowolę (Iz 58,3-5), i wówczas On go nie przyjmie i nie znajdzie żadnego zadowolenia w moim poście, gdyż jego woń nie jest wonią lilii posłuszeństwa, ale chwastem samowoli. I to samo, jak myślę, musi dotyczyć nie tylko postu, ale milczenia, czuwania, modlitwy, lektury duchowej, prac ręcznych i w istocie każdego szczegółu życia mnicha, w którym skrywa się samowola zamiast posłuszeństwa. (...) Samowola jest wielkim złem, a przez nią wasze dobre uczynki stają się dla was niedobre.

Duchowa chciwość (zachłanność, pożądliwość)


Kiedy myślimy o chciwości albo zachłanności, wówczas mamy na myśli pragnienie posiadania rzeczy, które nie należą do nas albo posiadania wciąż więcej tych rzeczy, które już mamy, w stopniu wręcz chorobliwym. To smutne, ale naszą zachłanność albo pożądliwość możemy skupić również na rzeczach duchowych! Św. Jan od Krzyża przenikliwie zauważa, że wielu nigdy nie ma dosyć pogoni za „duchowym wkładem" poprzez słuchanie wykładów, szukanie porad albo czytanie książek. Stają się oni poirytowani i „niezadowoleni”, jeśli nie odnajdują pociechy w tych rzeczach. Próba „posiadania" albo gromadzenia rzeczy duchowych – zauważa św. Jan – jest, jak na ironię, prostym przeciwieństwem ubóstwa ducha, koniecznego, by wejść do królestwa. Prawdziwa pobożność, w duchu i prawdzie, jest czasami psuta przez „religianctwo”, ślepe na sens podróży duchowej, która jest samoogołacającym się posłuszeństwem w miłości Boga i bliźniego.


Nadto jeszcze gromadzą osobliwe obrazy i różańce, (...) przywiązują się do tego krzyża, bo jest odmienny od innych. Ujrzycie ich obwieszonych agnuskami, relikwiami, imionami świętych (...).
Najwięcej potępiam w tym usposobienie i skłonność serca, dążącą do posiadania wielu nadzwyczajnych przedmiotów pobożności, gdyż jest to przeciwne ubóstwu duchowemu. Ubogi duchem patrzy tylko na istotę pobożności, używa tego, co jest konieczne do jej rozbudzenia, zaś zbyt wielka liczba i różnorodność przedmiotów pobożnych męczy go i nuży. Prawdziwa pobożność wypływa z serca i korzysta tylko z tego, co jest w przedmiotach duchowych prawdziwe i istotne. Wszystko zaś inne jest przywiązaniem i oznaką niedoskonałości. By więc postąpić nieco w doskonałości, potrzeba, by wygasło to pożądanie.

Św. Bernard również dostrzega, że „zaborczość" w rzeczywistości powoduje utratę darów Bożych. Mówiąc o utracie przez szatana jego mądrości, piękna oraz miejsca w Niebie, stwierdza:


Ale szatan utracił ją, kiedy przywłaszczył ją sobie jako swoją własną, aby nie było to czym innym w swym pięknie, jak tym, że mądrość utracił w swojej mądrości. Zaborczość powoduje utratę. Stało się tak, ponieważ był mądry w swoich własnych oczach (Prz 26,5), nie oddając Bogu chwały ani nie oddając łaski za łaskę (J 1,16) i nie postępując w łasce za prawdą (2 J 4), ale zniekształcając ją dla swoich własnych celów, aż ją utracił. W istocie posiąść, oznacza stracić. (...) Cokolwiek posiadam wobec Boga, to straciłem. Można utracić tylko to, co znajduje się poza obecnością Boga.

Duchowa nieczystość


Kiedy mówimy o nieczystości, to myślimy o pragnieniu zaspokojenia żądz seksualnych w sposób, który narusza Boży zamysł. Św. Jan zauważa zaskakujące, ale powszechne pojawianie się pożądliwych pragnień nawet w samym środku ćwiczeń duchowych. Z powodu bliskiego powiązania tego, co duchowe z tym, co zmysłowe, radość i zachwyt w sprawach duchowych może wywołać działanie zmysłowe.


Zdarza się bowiem często, że w samych ćwiczeniach duchowych bez winy duszy budzą się i podnoszą poruszenia zmysłowości i nieczyste podniety. Zdarza się to nawet wówczas, gdy dusza zatopiona jest głęboko w modlitwie lub przystępuje do sakramentu pokuty czy Eucharystii. (...)
Bywa więc nieraz, że gdy dusza pogrążona jest w modlitwie i zjednoczona duchowo z Bogiem, równocześnie, w swej niższej części, w zmysłach odczuwa podniety, poruszenia i odczucia zmysłowe biernie i nie bez głębokiej odrazy. Zdarza się to często przy przyjmowaniu Komunii świętej. Jak bowiem dusza w tym akcie miłości doznaje radości i pociechy udzielonej przez Pana, który w tym przecież celu przychodzi do nas, tak również zmysłowość szuka tu na swój sposób pociechy (...). Dopiero wówczas, gdy część zmysłowa człowieka zostanie udoskonalona przez oczyszczenie nocy ciemnej, o którym mówić będziemy, nie będzie podlegała tym słabościom.

Chociaż generalnie może być tak, że to niepokojące pojawienie się pokus seksualnych w połączeniu z aktywnością duchową zmniejsza się, gdy duchowość zaczyna panować nad tym, co zmysłowe, to jednak na podstawie świadectw innych świętych wiemy, że silna pokusa seksualna może nieoczekiwanie pojawić się na nowo nawet na wyższych etapach zjednoczenia z Bogiem.


Czasami także – zauważa św. Jan – diabeł wykorzystuje nasz lęk i dezorientację, gdy doświadczamy pożądliwych pokus w świętych chwilach, by kusić nas do porzucenia modlitwy.


I rzeczywiście tak bywa, że właśnie w czasie modlitwy rozbudza je szatan bardziej niż kiedy indziej, by dusza porzuciła to ćwiczenie. Nie ograniczając się do tego, z całą wyrazistością przedstawia im szatan rzeczy brzydkie i nieczyste, kojarząc je z ćwiczeniami duchowymi i z osobami, które są dla tych dusz pomocą. Czyni to w tym celu, by zrazić i onieśmielić duszę.

Nieczyste pożądanie nie tylko może pojawić się pośród czynności duchowych, ale także stać się czynnikiem wpływającym na to, jak odnosimy się do innych pod względem duchowym.


Niektóre osoby duchowe, tak w rozmowie jak i w ćwiczeniach duchowych, na wspomnienie osób, które mają przed sobą i z którymi rozmawiają z pewnego rodzaju próżnym upodobaniem, odczuwają zbytni zapał i podniecenie. Usposobienie takie wypływa również z nieczystości duchowej (...).

Św. Jan, podobnie jak św. Katarzyna ze Sieny, zwraca uwagę, że nasz „pociąg" do kogoś może być powodowany bardziej przez nieczyste pożądanie – nawet jeśli nie jest ono wprost seksualne, ale po prostu „zaborcze" – niż przez ducha.


Pod pokrywką spraw duchowych nawiązują one z pewnymi osobami przyjaźń, która niejednokrotnie wypływa nie z ducha, lecz z nieczystości. Taką przyjaźń poznaje się po tym, że ze wspomnieniem jej nie wzrasta pamięć i miłość ku Bogu, lecz wyrzuty sumienia. Uczucie czysto duchowe bowiem pomnaża miłość ku Bogu i im więcej wzrasta w duszy, tym więcej przypomina Boga i pragnienie Jego miłości, a także w miarę, jak ono wzrasta, wzrasta i miłość Boża. (...) ze wzrostem miłości Bożej w duszy oziębia się miłość zmysłowa i przychodzi zapomnienie o niej.

Prawdziwe jest także coś przeciwnego: jeśli nieczyste uczucia wzrastają, miłość do Boga oziębia się i zazwyczaj znika, nie bez wyrzutów sumienia.


Silne – i pełne miłosierdzia – lekarstwo jest konieczne, by wprowadzić porządek w nasze miłości i umożliwić Duchowi Świętemu prawdziwe kierowanie naszym życiem. To właśnie lekarstwo dostarcza Pan w różnych oczyszczających i uzdrawiających środkach, przez które działa w nas.


Gniew


Kiedy myślimy o gniewie, mamy na myśli utratę panowania nad sobą, gdy ktoś zajeżdża nam drogę na ulicy albo robi coś, co nas bardzo obraża. Gniew również może się wyrazić w sprawach duchowych. Św. Jan od Krzyża mówi, że wady związane ze złością, są powszechne. Na przykład zazwyczaj ludzie robiący postępy w podróży duchowej wpadają w gniew z powodu grzechów i wad innych, „jak gdyby byli panami cnoty", ale – jak mówi hiszpański mistyk – jest to przeciwieństwo duchowej łagodności i musi ulec oczyszczeniu poprzez oschłości i udręki biernej ciemnej nocy zmysłów.


Niecierpliwa złość na samego siebie jest także niedoskonałością, z którą Pan również pragnie się uporać, prowadząc nas ku większej łagodności.


Są jeszcze inne dusze, które na widok własnych niedoskonałości gniewają się same na siebie z niecierpliwością daleką od pokory. (...) chciałyby w jednym dniu osiągnąć świętość. Wiele z tych dusz snuje wielkie zamiary i czyni liczne postanowienia. Ponieważ jednak nie ma w tym pokory, lecz zbytnie zaufanie w sobie, im więcej czynią postanowień, tym bardziej upadają i tym więcej się gniewają, nie mając cierpliwości spodziewać się, że Bóg użyczy im tego wówczas, gdy będzie potrzeba.

Utrzymywanie wszystkiego we właściwych proporcjach i równowadze jest dużym wyzwaniem. Św. Jan szybko dodaje, że „zdarzają się dusze, które odznaczają się taką pobłażliwością w pragnieniu postępu, iż Bóg nie chciałby widzieć ich takimi”.


Oprócz niepokornego i niecierpliwego gniewu na innych i na siebie samego, może w nas istnieć ogólna złość lub „drażliwość", która wpływa na nasze usposobienie. Wyraża się wówczas, kiedy pociechy i rozkosze w modlitwie mijają, a dusza zostaje pozbawiona smaku i żarliwości.


Tacy niezadowoleni z siebie początkujący stają się w swoich działaniach rozdrażnieni i niekiedy łatwo z błahej przyczyny popadają w gniew. W rezultacie takie dusze bardzo często bywają nieznośne dla otoczenia.

To również – mówi św. Jan – spotka się z oczyszczeniem, które Bóg wywołuje w duszy w dużej mierze poprzez tę samą oschłość, która początkowo jest przyczyną nieznośnej skłonności do irytacji lub drażliwości.


Łakomstwo duchowe


Kiedy myślimy o łakomstwie, mamy na myśli objadanie się i opijanie, nadmierne zaspakajanie tego, co jest uprawnioną chęcią zadowolenia apetytu. Św. Jan pokazuje nam, jak to łakomstwo może się objawić także w sprawach duchowych. „Własna zmysłowość" (jak często nazywa to św. Katarzyna) może się wyrażać w życiu duchowym w zaskakujący sposób. Przejawem duchowego łakomstwa może być pragnienie czynienia pobożnych praktyk, które wolimy zamiast tego, co jest najbardziej pomocne i w szczególnej zgodzie z naszym stanem życia albo posłuszeństwem wobec kierownika duchowego. Czy to będzie post, modlitwa albo lektura duchowa, nabożeństwa albo konkretne posługi, podstawowym motywem może okazać się pragnienie duchowego zadowolenia, nie zaś pragnienie dostosowania się do woli Bożej. Jak wyraził to św. Jan: „do wypełniania ich skłania je tylko własna chęć i upodobanie, a nie posłuszeństwo. (...) Sądzą bowiem, że zaspokojenie upodobań jest służbą Bogu i spełnieniem jego woli".


Św. Franciszek Salezy robi podobne spostrzeżenia, kiedy uczy, że powinniśmy dążyć do rozwinięcia tych cnót, które są najbardziej potrzebne do wypełnienia obowiązków naszego stanu w życiu, a nie tych cnót, które wydają się nam szczególnie atrakcyjne albo szczególnie odpowiednie dla naszych upodobań.


Nauczyć się podążać za Duchem Świętym, a nie kierować się własnymi chęciami – to główny motyw podróży duchowej. Św. Jan maluje żywy obraz tej często ukrytej i subtelnej walki.


Dlatego też, byle tylko móc przyjąć Komunię, spowiadają się powierzchownie, gdyż bardziej pożądają spożywania niż spożywania czystego i doskonałego. (...)
(...) przy przyjmowaniu Komunii świętej starają się raczej o wywołanie uczuć i smaków duchowych, niż o cześć i pokorne uwielbienie w sobie Boga (...). Nie rozumieją te dusze, że to, co zmysły odczuwają przy Komunii świętej jest najmniejszą łaską, największą zaś jest łaska niewidzialna, której udziela Najświętszy Sakrament. By dusza zwróciła na tę łaskę oczy wiary, Bóg pozbawia ją często smaku i odczuwalnego zadowolenia. Dusze łakome chciałyby odczuwać i kosztować Boga nie tylko przy Komunii świętej, ale i w innych ćwiczeniach duchowych (...).

Jeśli zaczynamy poszukiwać lub dążyć do pewnego uczucia czy doznania w naszych duchowych działaniach – zamiast poszukiwać samego Boga, to schodzimy z prostej ścieżki wiary i rozpoczynamy raczej poszukiwania samych siebie niż Boga. Św. Jan i wielu innych świętych zauważa, że Bóg może wówczas wycofać uczucia i doznania, początkowo mające nas zachęcić, aby dać nam sposobność dojrzalszego, głębszego i czystszego szukania Go i pójścia za Nim w wierze, ze względu na Niego, a nie na nasze zadowolenie. Bóg czyni to, oczywiście, z wielką mądrością i miłością.


Bóg zaś odmawia im tych uczuć słusznie, sprawiedliwie i z miłości. Gdyby bowiem nie odmawiał im tego, ich łakomstwo duchowe i chciwość wzrastałyby bez końca. Dla takich dusz konieczną jest rzeczą, jak to wykażemy, wejście w noc ciemną, ażeby się mogły oczyścić z tych dziecinnych przywar.
Dusze łakome tych pobożnych smaków podlegają jeszcze innej, większej niedoskonałości. Są słabe i leniwe w postępowaniu twardą drogą krzyża, ponieważ dusza łaknąca słodyczy, unika tym samym wszelkiego niesmaku przezwyciężania siebie.
Istnieje jeszcze wiele innych niedoskonałości wypływających z tego źródła. We właściwym czasie uleczy je Pan pokusami, oschłością i innymi utrapieniami, które wszystkie należą do nocy ciemnej.

Św. Teresa z Avila, jak już zauważyliśmy, ma dokładnie taką samą radę: w podróży duchowej należy szukać krzyża, a nie swojej własnej przyjemności.


Zabawna to rzecz, że tak od razu, nosząc w sobie jeszcze niezliczone niedoskonałości i cnoty tak wątłe, że się jeszcze nie trzymają na nogach, bo ledwo poczynają wyrastać, a dałby Bóg, by już naprawdę zaczynały, mamy śmiałość żądać pociech na modlitwie i żalić się na oschłości! Oby was to nigdy nie spotkało, siostry! Chwyćcie się oburącz tego krzyża, który na świętych barkach swoich nosił wasz Oblubieniec i powiedzcie sobie, że to ma być wasz sztandar.

Zazdrość duchowa


Kiedy myślimy o zazdrości, możemy mieć na uwadze zazdroszczenie komuś samochodu albo domu, ładnego wyglądu, pracy albo jakości życia. Św. Jan pokazuje, jak zazdrość może wyrażać się również w sprawach duchowych. Określa on zazdrość duchową jako szczególne przeciwieństwo cech miłości wskazanych w 13 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian.


W materii zazdrości wielu z nich doznaje udręczenia, widząc dobro duchowe innych. Jest to dla nich bolesne, że inni wyprzedzają ich na drodze doskonałości. Nie chcą, by tamtych chwalono, gdyż smucą się widząc cnoty innych. Niejednokrotnie, nie mogąc znieść tych pochwał, zaprzeczają im, ile mogą, i umniejszają ich znaczenie. Solą, jak się to mówi, w oku jest im i dręczy ich to, że nie ich chwali się, lecz innych. Chcieliby bowiem znaleźć uznanie we wszystkim. Usposobienie takie nie jest zgodne z miłością (...).

Dochodząc do tego punktu, św. Jan zdaje sobie sprawę, że jego analiza wad może stawać się nieco przytłaczająca, a więc stwierdza, że omówi szybko ostatnie grzechy główne i to, jak przejawiają się one w sprawach duchowych.


Lenistwo duchowe


Kiedy myślimy o lenistwie, chodzi nam o gnuśność. Podobnie jak gnuśność jest problemem w przypadku wykonywania obowiązków, realizowania przedsięwzięć w pracy lub rodzinie, tak również gnuśność jest wielką przeszkodą w postępach duchowych, w duchowej podróży.


W materii lenistwa duchowego osoby takie odczuwają, pewną odrazę do rzeczy czysto duchowych i stronią od nich, gdyż one nie odpowiadają ich zmysłowym upodobaniom. Rozmiłowane w odczuwaniu rzeczy duchowych, gdy nie znajdują tego smaku, obrzydzają je sobie i jeśli raz nie znalazły w modlitwie smaku i zadowolenia (...), nie chcą wracać do niej, opuszczają ją lub się jej oddają niechętnie. Lenistwo więc sprawia, że lekceważą drogę doskonałości, polegającą na zaparciu się swej woli i swego upodobania z miłości ku Bogu i przedkładają nad nią własne upodobanie i własną wolę. Tym sposobem szukają raczej siebie niż Boga.
Wiele z nich by chciało, żeby Bóg chciał tego, czego chcą one, a przeciwnie, pragnienie tego, czego Bóg pragnie, napawa je smutkiem i odrazą do uzgodnienia swej woli z wolą Boga. Stąd też często sądzą błędnie, że to, co nie odpowiada ich upodobaniom i woli, nie jest wolą Bożą, a to, co ich zadowala, zadowala również i Boga. Mierzą więc Boga swoją miarą, a nie siebie Bożą. Jest to zupełnie sprzeczne z tym, czego Pan nauczał w Ewangelii (Mt. 16,25). „Kto by stracił swoją wolę dla Mnie, znajdzie ją, a kto by chciał zachować wolę swoją, straci ją”.
Dusze te odczuwają wstręt, do poleceń, które są im niemiłe. Szukając jedynie zadowolenia w smakach duchowych, są tym samym słabe i niezdolne do wysiłku i trudu nad zdobywaniem doskonałości. Podobne są do ludzi, którzy wzrośli wśród zbytków i boją się wszelkiej przykrości i trudów. Niemiły jest im krzyż, w którym przecież zawarte są rozkosze duchowe. Im coś jest bardziej duchowe, tym większą odrazę do niego odczuwają, gdyż pragną kosztować rzeczy duchowych według swego upodobania i smaku. Trudne jest dla nich i niemiłe wstępowanie wąską drogą życia, którą wskazuje Chrystus Pan (Mt 7,14).

Nie każdy doświadcza tych problemów na podobnym stopniu trudności, ale wszyscy z nas mają do czynienia z jakimiś niedoskonałościami, z którymi muszą sobie poradzić.


Te niedoskonałości stają się źródłem wielu innych, o wiele gorszych. Początkujący ulegają tym niedoskonałościom w większym lub mniejszym stopniu, u niektórych są one tylko pierwszymi poruszeniami. Mało jest jednak takich, którzy by w tym okresie gorliwości nie popełniali wspomnianych błędów.

We wszystkich tego typu analizach pojawia się przekonanie, że grzech naprawdę w nas namieszał; bardzo głęboki egoizm i niedoskonałości przenikają całe nasze życie. Św. Bernard wskazuje, że ta wielka zdolność duszy do osiągnięcia wieczności często nie jest realizowana, ponieważ dusza „przygarbiła się" albo jest kaleka i „kuleje". Dobra nowina jest tu taka, że Bóg ma odpowiednie środki, dzięki którym może doprowadzić do uzdrowienia i przemiany, spowodować, że odpowiemy na nasze przeznaczenie, jakim jest przebywanie z Nim w chwale na wieki. Tym środkiem jest przede wszystkim, oczywiście, wyzwalająca prawda Ewangelii i nauczania Chrystusa oraz Jego Kościoła, sakramenty, moc i obecność Jego Osoby, moc Ducha Świętego oraz miłość Ojca, która oświeca i pociąga nas. W poprzednim rozdziale badaliśmy cały wachlarz różnych sposobów, przez które Pan komunikuje nam swoją miłość, zmieniając nas poprzez sam kontakt ze sobą. Jednak jest to moc i obecność, która czasami, ze względu na naturę zranień, musi działać poprzez różnego rodzaju udręki, by wywołać konieczne zmiany.


Św. Jan od Krzyża wyraźnie daje do zrozumienia, że chociaż musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by zaprzeć się samych siebie we wszystkich przejawach naszego egoizmu i grzechu, to nasze wysiłki zostaną skazane na niepowodzenie, jeśli sam Pan nie zadziała przez „ciemność" wiary, która pozostaje prawdziwa i nie przestaje się pogłębiać w oschłej kontemplacji, pośród takich udręk.


Początkowe oczyszczenie występuje na wcześniejszych etapach podróży duchowej (czynna i bierna noc zmysłów u św. Jana od Krzyża, pierwsze, drugie i trzecie mieszkanie u św. Teresy z Avila, etap „oczyszczenia" u św. Katarzyny ze Sieny), poddając te żądze rozsądnej kontroli i „zaprowadzając ład" wśród tych różnych miłości.


Św. Jan stwierdza, że na głębszym poziomie wciąż istnieją korzenie tego przemożnego egoizmu, tego „przygarbienia"; wraz z postępami w podróży duchowej konieczne jest głębsze oczyszczenie. W poprzednich rozdziałach badaliśmy, co możemy uczynić dzięki swoim własnym wysiłkom (czynna noc zmysłów i ducha), by oczyścić nasze zmysły, umysł, pamięć oraz wolę – z różnych przywiązań, nawet do rzeczy duchowych, które są jednak mniejsze od samego Boga. Jak zawsze, nasze własne wysiłki są konieczne, ale niewystarczające. Nasze własne wysiłki skłaniają nas ku Bogu, ale nie są zdolne same z siebie osiągnąć dla nas zjednoczenia z Nim. Sam Bóg musi działać i tak czyni – poprzez wlanie miłości i światła – co badaliśmy w poprzednim rozdziale – ale także poprzez łaski wlane, które działają przez oschłość i jałowość, a jednak przynoszą owoce. Św. Jan nazywa to głębsze oczyszczenie biernym oczyszczeniem ciemnej nocy ducha.



Artykuły z cyklu "Cierpienia oczyszczające duszę":


  1. Wczesne etapy podróży

  2. Oderwanie się od nieuporządkowanych przywiązań

  3. Oderwanie się od siebie

  4. Pokusy

  5. Oschłość w modlitwie

  6. Głębsze oczyszczenie

  7. Noc ciemna



Artykuł powstał na podstawie książki Spełnienie wszystkich pragnień, Ralph Martin, wyd. AA, Kraków 2013

Opracowanie: Dorota Porzucek / CC BY-NC-ND 4.0

Grafika: VICONA (unsplash, pixabay) / CC BY-NC-ND 4.0

0 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg