Cierpienia oczyszczające duszę. Pokusy

Kiedy czytamy opisy typów udręk oraz głębi oczyszczenia opisywanych przez św. Jana od Krzyża i innych mistyków, to warto pamiętać, że musimy je przejść, by móc w pełni zjednoczyć się z Bogiem, że to oczyszczenie nie jest nieobowiązkowe. Jest konieczne. Nie jest to kwestia „jeśli”, ale „kiedy”. Gdy do tego oczyszczenia nie dojdzie w tym życiu, to będzie musiało do niego dojść w czyśćcu, jeśli mamy mieć możliwość oglądania Boga. Powinniśmy także pamiętać, że im szybciej dojdzie do tego oczyszczenia, tym lepiej dla nas i dla każdego innego człowieka w naszym życiu. Korzeń całego naszego nieszczęścia tkwi w grzechu i jego skutkach. Im wcześniej zostaniemy uwolnieni od zniekształceń i okaleczeń grzechu, tym szybciej doświadczymy pełniejszej radości i wolności jako synowie i córki Boga oraz tym większym będziemy błogosławieństwem dla innych.

Św. Jan mówi: Oczyszczenie to bowiem jest takie samo; przez które musiałyby [dusze] przechodzić w otchłani. Stąd też dusza, która przeszła to cierpienie, albo do tego miejsca nie pójdzie, albo zatrzyma się tam bardzo krótko, gdyż większą ma wartość jedna godzina cierpienia w tym życiu, niż wiele godzin w przyszłym.

Poniższy tekst jest częścią cyklu artykułów traktujących o oczyszczających cierpieniach dotykających duszę. Linki do pozostałych części znajdują się na dole strony.



Radzenie sobie z pokusami


Św. Franciszek Salezy służy nam pomocą w sprecyzowaniu, jak działają pokusy dotyczące poszczególnych grzechów i jak się im pomyślnie przeciwstawić.


Zauważa on istnienie trzystopniowego procesu pokusy. Po pierwsze, grzech zostaje przedstawiony duszy. Następnie albo nam się ta propozycja podoba; albo nie. W końcu zgadzamy się na nią lub odrzucamy pokusę do grzechu.


Chociaż wszystkim nam dobrze znane jest podstawowe pojęcie bycia kuszonym i poddawania się pokusie lub nie, to św. Franciszek podkreśla, że kluczowa decyzja zapada w rzeczywistości tuż po tym, jak pokusa się nam przedstawi, na etapie, gdy albo jesteśmy z niej początkowo zadowoleni, albo niezadowoleni. Zwraca on uwagę, że nawet jeśli nie mamy zamiaru poddać się pokusie, to już sama decyzja, by znajdować przyjemność w myśleniu o niej choćby przez chwilę przed jej odrzuceniem, jest zarówno niebezpieczna, jak i sama w sobie niszcząca. Choć może się okazać, że pokusa sprawia nam prawie mimowolną przyjemność lub radość, to gdy tylko sobie to uświadomimy, musimy natychmiast odrzucić zarówno przyjemność, jak i pokusę. Na przykład, chociaż możemy odczuć niemal automatyczną przyjemność, kiedy pojawi się pokusa zemsty lub pożądania, to bardzo ważne jest natychmiast odrzucić jakąkolwiek dobrowolną radość z niej. Trwanie w pokusie, dobrowolne czerpanie z niej przyjemności – nawet jeśli nie zamierzamy podjąć grzesznego działania – może samo w sobie być grzeszne i z pewnością zamula duchowe wody naszej duszy.


Ociąganie się wobec pokusy oznacza ryzyko osłabienia naszej determinacji i sprawia, że bardziej prawdopodobne stanie się, że w danej chwili lub w przyszłości jej ulegniemy. Niszczy to również „czystość serca”, która jest konieczna, by „zobaczyć Boga" i czynić stałe postępy w podróży ku zjednoczeniu.


Katarzyna ze Sieny mówi o udziale w bitwie duchowej, o walce z obosiecznym mieczem w naszych rękach, którego jedno ostrze stanowi nienawiść do grzechu, a drugim umiłowanie cnoty. Właściwą i konieczną rzeczą jest nienawiść do grzechu. Grzech jest obrzydliwy. Grzech zawsze rani nas i innych. Grzech jest obrazą Boga. Dojrzewanie nie tylko do intelektualnego zrozumienia brzydoty grzechu, ale również do naszej reakcji uczuciowej na grzech, jest pomocne w przeciwstawieniu się pokusie.


Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! (Rz. 12,9)
Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość, dlatego namaścił Cię, Boże, Bóg Twój olejkiem radości bardziej niż Twych towarzyszy (Hbr 1,9).

Oczywiście zarówno św. Franciszek, jak i św. Teresa z Avila zgodnie akcentują znaczenie unikania okazji, które mogą doprowadzić nas do grzechu. Oboje podkreślają, jak istotne jest unikanie tych ludzi, miejsc, sytuacji, czynności i procesów myślowych, które kuszą nas do popełnienia konkretnego grzechu. Jeśli na przykład zauważymy, że istnieje związek pomiędzy upijaniem się, a wstępowaniem do baru po pracy, pierwszym krokiem na drodze do unikania grzechu jest unikanie okazji do pokusy, którą jest zaglądanie do baru. Jeśli widzimy, że oglądanie pewnych programów telewizyjnych albo filmów budzi w nas pożądliwość, musimy unikać tych programów i filmów.


Dobrowolne stawianie się w sytuacjach, w których wiemy, że doświadczymy przyjemnych pokus – nawet jeśli nie zamierzamy poddać się podsuwanym propozycjom – może być grzeszne samo w sobie.


Nawet jeśli mamy się na baczności, by unikać bliskich okazji do pokus i grzechu, mimo wszystko napotkamy na pokusy i możemy odczuć przyjemność, gdy tak się stanie. Św. Franciszek Salezy mówi o tym, że „niższa" część duszy może odczuwać przyjemność, podczas gdy „wyższa" część duszy pokusę odrzuca.


(...) i choćby to upodobanie [w pokusie] było wokół naszej woli, byleby nie było w tej woli głębi, będzie to niewątpliwy znak, że upodobanie owo jest mimowolne, a jako takie, nie może być grzechem.

Nawet jeśli mamy niewielką kontrolę albo wręcz nie mamy żadnej kontroli nad „mimowolnymi” popędami naszej grzesznej natury, to jednak wciąż mamy faktyczną władzę nad tym, czy z nimi „flirtujemy", czy też nie.


Niekiedy upodobanie, idące tuż za pokusą, chwyci nas, zanim zdołamy się opamiętać; takie upodobanie, prawie niespodziewane, mogłoby być zaledwie bardzo drobnym grzechem powszednim, który by się jednak powiększył, gdybyśmy, spostrzegłszy się, zabawiali się jeszcze, przez niedbalstwo, tym upodobaniem, targując się niejako, czy mamy je przyjąć, czy odrzucić. A grzech ten zwiększyłby się jeszcze bardziej, jeżeli, spostrzegłszy się w tym upodobaniu, trwałoby się w nim jeszcze przez jakiś czas najniedbalej i bez zamiaru nawet odrzucenia go. Ale jeżeli dobrowolnie i z namysłem przyzwalamy na grzeszne upodobanie, to takie przyzwolenie jest grzechem wielkim, ilekroć to zło, w którym sobie tak upodobamy, jest wielkie.

Św. Franciszek Salezy podkreśla, że pokusa jest najzwyczajniej w świecie elementem życia, z którym będziemy musieli się zmierzyć. Zauważa on, że wielcy święci często byli poddawani gwałtownym i natarczywym pokusom i czasami musieli tłumić niektóre z nich przez całe swoje życie. Wspomina on Apostoła Pawła, Anielę z Foligno, Franciszka z Asyżu, Benedykta z Nursji i Katarzynę ze Sieny jako tych spośród wielkich świętych, którzy musieli walczyć z gwałtownymi pokusami.


Św. Katarzyna zdaje nam jasną relację o tym, jak pewnego razu miotały nią najgorsze pokusy popełnienia grzechu seksualnego. Kiedy się skończyły, poskarżyła się przed Bogiem, że Ten najwidoczniej był nieobecny w trakcie tej pokusy. Pan odpowiedział, że chociaż św. Katarzyna była w tamtej chwili świadoma jedynie nieokiełznanych pokus, to On był w istocie w samym ich centrum, dodając jej sił, by je pokonała. Św. Franciszek przypomina nam, że doświadczanie wielkich pokus przy jednoczesnej odmowie poddania się im, w żaden sposób nie czyni nas niemiłymi Panu, ale wprost przeciwnie. Bóg raduje się, kiedy opieramy się pokusom, nawet jeśli moglibyśmy czuć się „ubrudzeni” po ich przetrwaniu.


Choćby pokusa do jakiegokolwiek grzechu trwała w nas przez całe nasze życie, jeszcze by nas przez to nie czyniła niemiłymi Bogu, bylebyśmy tylko nie upodobali sobie w niej i nie zgodzili się na nią. (...)
Wśród pokus trzeba być bardzo mężnym i nigdy nie uważać się za zwyciężonego przez nie, dopóki mamy do nich obrzydzenie. Wielka bowiem zachodzi różnica między doznawaniem pokusy, a na pokusę zezwoleniem.

Opieranie się pokusom: sposób na dojrzewanie


W rzeczywistości, oprócz podstawowych praktyk gorliwego życia chrześcijańskiego, stawianie oporu pokusom i przechodzenie udręk jest jednym z podstawowych środków duchowego dojrzewania. Bóg wykorzystuje rzeczywistość świata, ciała, a nawet diabła jako środki popychające nas do jedności z Nim, jeśli tylko będziemy umacniać się w determinacji, by się im przeciwstawiać. Same ataki, mając nas pokonać, faktycznie stają się środkami wiodącymi do zwycięstwa, jeśli zastosujemy mądrość świętych w radzeniu sobie z nimi.


Ostrzegam cię o tym, ażebyś, kiedy będziesz doświadczana wielkimi pokusami, wiedziała dobrze, że Bóg nawiedza cię osobliwszą łaską i chce cię wywyższyć przed Swoim obliczem. Mimo to jednak trwaj zawsze w pokorze i trwodze i nie czuj się nigdy bezpieczna w obliczu pokus drobnych dlatego, że zwalczyłaś wielkie; pokonać je możesz tylko przez to, że będziesz pragnęła być we wszystkim wierna względem Boga.
Jakkolwiek by więc pokusy na ciebie nie uderzały, jakichkolwiek nie zostawiałyby po sobie upodobań dopóki twoja wola będzie je stale odrzucać i nie zezwoli ani na te pokusy ani na te upodobania, nie bój się niczego, bo nie ma tam obrazy Bożej.

Św. Teresa z Lisieux mówi nam o tym, jak pomocne jest – gdy dręczą nas wielkie pokusy – wydobyć je na światło dzienne, szukając pomocy i porady u duchowego kierownika, spowiednika, dojrzałego przyjaciela duchowego. Opowiada o nocy przed swoją profesją, do której tak bardzo tęskniła: „podniosła się w mojej duszy zawierucha, jakiej dotąd nie przechodziłam”. Nigdy nie mając przedtem wątpliwości co do swojego powołania, nagle poczuła, że nie jest to właściwa dla niej droga i że oszukiwała przełożone, by myślały, że tak jest. Wspomina o wielkiej ciemności i bólu w duszy. Kiedy odciągnęła mistrzynię nowicjatu od wspólnej modlitwy, by zwierzyć się jej ze swojego wielkiego cierpienia, mistrzyni upewniła ją o jej powołaniu i ciemność znikła. Jak wyjaśnia św. Teresa:


(...) spełniony przeze mnie akt pokory spowodował ucieczkę szatana, który być może spodziewał się, że nie odważę się wyznać mej pokusy. Moje wątpliwości znikły w momencie, gdy skończyłam mówić.

Następnego poranka stwierdziła: „zalewa mnie rzeka pokoju".


Błogosławiony Rajmund z Kapui, duchowy kierownik i biograf św. Katarzyny ze Sieny, opowiada o jej gwałtownych pokusach – do nieczystości, do porzucenia swojego powołania, do pychy, do rozpaczy – które atakowały świętą aż do końca jej życia, nawet na łożu śmierci, i wspomina o tym, jak ważna w stawianiu im oporu była jej otwartość wobec duchowego kierownika oraz częsta spowiedź.


Św. Jan od Krzyża podkreśla, że przechodzenie przez pokusy jest zasadniczą częścią oczyszczenia, jakiego Bóg w nas dokonuje. Mówi o tym jako o „biernej nocy zmysłów”. Dla tych, którzy pragną przejść całą drogę do pełnego zjednoczenia, z tą ciemną nocą zmysłów „łączą się wielkie udręki i pokusy zmysłowe. Trwają one zazwyczaj długo, choć nie u wszystkich jednakowo". Sygnalizuje on, że mogą nas dręczyć pokusy najbardziej przygnębiającego rodzaju, takie, jak silne pokusy do seksualnej niemoralności, szokujące i niepokojące pokusy do bluźnierstwa albo do przynoszącej ból skrupulatności. Przypomina nam jednak, że „dusza zostaje przez te kary naprawdę upokorzona, aby dzięki temu była godna wyniesienia, jakie ją czeka”.


Jak długo potrwa oczyszczenie?


Normalną rzeczą jest zastanawianie się, jak długo mogą trwać różne fazy lub etapy podróży duchowej. Zarówno św. Jan od Krzyża, jak i św. Teresa z Avila często podkreślają, że podróż zazwyczaj jest długa; oczyszczenie jest stopniowe, a każdy etap może trwać latami. Przypominają nam jednak również o tym, że Bóg jest niezawisły i prowadzi każdą duszę w sposób dla niej najlepszy. Odpowiedź św. Jana na pytanie o to, jak długo trwają pokusy i jałowość w modlitwie w trakcie „ciemnej nocy zmysłów”, jest bardzo użyteczna.


Trudno oznaczyć, przez jaki okres czasu muszą dusze i trwać w tym poście i pokucie zmysłów. Okres ten nie jest jednakowy u wszystkich, jak również nie wszystkie dusze przechodzą jednakowe pokusy. Wszystkim kieruje tutaj wola Boga odpowiednio do niedoskonałości, z jakich się muszą dusze oczyścić. Doświadczenia te i upokorzenia, większe lub mniejsze, dłuższe lub krótsze, zależne są również od stopnia miłości zjednoczenia, do którego Bóg chce podnieść duszę. Jeśli dusza jest podatna i wytrwała w cierpieniu, oczyszcza ją Bóg intensywniej i szybciej. Dusze słabe oczyszcza zaś mniejszymi pokusami, ale za to wolniej, nieraz przez bardzo długi czas. Daje im również pewne pokrzepienie zmysłowe, aby się nie cofały. Dusze tego rodzaju późno dochodzą do czystości doskonałej w tym życiu (...). Takie dusze nie czują się dobrze w nocy ani poza nią, chociaż bowiem nie postępują naprzód, Pan Bóg, aby je nauczyć pokory i dać im poznanie siebie, zsyła na nie od czasu do czasu pokusy i oschłości.

Nasz poziom współpracy także określa to, jak długo mogą potrwać różne etapy podróży. Św. Jan czyni poważną, ale jednocześnie zabawną obserwację, że często modlimy się do Boga, by uczynił nas świętymi, a następnie uciekamy przed odpowiedzią, kiedy przychodzi ona pod postacią udręk i zwykłego cierpienia.


Trzeba się nam zastanowić, jaka jest przyczyna, że tak mała jest liczba tych, którzy dochodzą do tego wysokiego stopnia doskonałości zjednoczenia z Bogiem? Czyżby dlatego, że Bóg chce, by tak mało było dusz wzniosłych? Bynajmniej: Bóg chce, by wszyscy byli doskonałymi. Mało jednak znajduje naczyń, które by mogły znieść tak wzniosłe działanie. Gdy bowiem doświadcza je w małych rzeczach, okazują się słabymi, wnet uciekają od pracy, nie chcą znieść najmniejszej przykrości czy zmartwienia. A gdyby w tych małych rzeczach, przez które zaczynał je Bóg podnosić i zaznaczać pierwsze rysy doskonałości, nie znalazł w nich męstwa ani wierności, wie dobrze, że tym mniej wierne będą w wielkich, i dlatego nie postępuje już dalej w oczyszczaniu ich i podnoszeniu z prochu ziemskiego przez wysiłek umartwienia, gdyż do tego potrzebna była większa stałość i męstwo, niż one okazały.
Tak więc jest wielu, którzy pragną postępować naprzód i proszą Boga, by ich pociągał i prowadził do tego stanu doskonałości. A gdy Bóg zaczyna podnosić ich przez pierwsze niezbędne trudy i umartwienia, nie chcą ich przyjmować. Chronią swoje ciało, schodząc z wąskiej „drogi życia” (Mt 7,14), a szukając ku własnej zgubie pociech na drodze zatracenia (Mt 7,13). Więc gdy im Bóg zaczyna dawać to, o co Go prosili, nie chcą tego przyjąć. (...) nie tylko nie chcieli podążać drogą trudów, lecz nawet nie chcieli wejść na nią przez przyjęcie tego, co było mniejsze, tj. codziennych przykrości.

Pokonywanie pokus: bardziej pomocne rady


Parę dodatkowych rad udzielonych przez św. Franciszka Salezego, które są zarówno pomocne, jak i inspirujące:


• Przeciwstawiaj się małym, błahym pokusom, nie tylko dużym.


Pokusy do złości, podejrzliwości, zazdrości, zawiści, kokieterii, lekkomyślności, próżności, niestosownych uczuć, chytrości i złych myśli atakują każdego, nawet tych, „którzy są pobożniejsi i mężniejsi w dobrych postanowieniach". Należy stawić im opór.


• Nie prowadź „dialogu” z pokusą, ale dokonaj przeciwstawnego aktu cnoty. „(...) tak dusza pobożna, napadnięta jakąkolwiek pokusą, nie powinna się z nią spierać i rozprawiać, ale powinna się od niej natychmiast odwrócić, a sercem spojrzeć na swego Oblubieńca, Jezusa, i na nowo zaprzysiąc Mu wierność, oświadczając, że cała, na zawsze i wyłącznie chce należeć do Niego”.


• Wydobądź pokusę na światło dzienne w rozmowie ze swoim kierownikiem duchowym lub dojrzałym duchowym przyjacielem. „Wielkim lekarstwem przeciwko wszelkim pokusom, i wielkim i małym, jest otwieranie naszego serca przed spowiednikiem i nietajenie przed nim żadnych uczuć i pokus, których doświadczamy”.


• Po prostu powiedz: „Nie!”. „A gdyby po tym wszystkim pokusa nadal uporczywie nas prześladowała i męczyła, my z naszej strony z uporem ją odrzucajmy i trwajmy w oświadczaniu się przed Bogiem, że nie chcemy na nią zezwolić. Bo jak dziewica nie może być poślubiona mężowi, póki odpowiada «nie», tak samo dusza, jakkolwiek nie byłaby ścigana pokusami, póki odpowiada «nie», będzie niepokonana".


• Najlepszym lekarstwem w czasie pokusy, kiedy ją odrzucimy, jest ucieczka do krzyża Chrystusa i prośba o pomoc. To lekarstwo „jest zarazem dla szatana tak straszne, że ten, gdy tylko ujrzy, że jego pokusy pobudzają nas do aktów miłości Bożej, przestaje nas kusić".


Św. Bernard we wspaniałych słowach mówi natomiast o przywoływaniu imienia i obecności Jezusa, kiedy stajemy w obliczu nie tylko pokusy, ale wszelkiego rodzaju trudności.

To jest lekarstwo. Czuje ktoś z nas smutek? Niech imię Jezus pojawi się w jego sercu (...) Ktoś popadł w grzech? Rozpacz skłania go wręcz do samobójstwa? Niech tylko przywoła to życiodajne imię, a wola życia natychmiast powróci. Zatwardziałość serca będąca powszechnym naszym doświadczeniem, apatia żywiąca gnuśność, zgorzknienie umysłu, odraza do spraw ducha – czy kiedykolwiek nie ustąpiły w obecności tego zbawczego imienia? Łzy powstrzymane zaporą naszej pychy – jakże miałyby nie trysnąć ponownie w słodkiej obfitości na myśl o imieniu Jezusa? (...)
Jako potwierdzenie mamy ni mniej, ni więcej tylko Jego obietnicę: „wtedy wzywaj Mnie w dniu utrapienia: Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz” (Ps 49,15).


Artykuły z cyklu "Cierpienia oczyszczające duszę":


  1. Wczesne etapy podróży

  2. Oderwanie się od nieuporządkowanych przywiązań

  3. Oderwanie się od siebie

  4. Pokusy

  5. Oschłość w modlitwie

  6. Głębsze oczyszczenie

  7. Noc ciemna



Artykuł powstał na podstawie książki Spełnienie wszystkich pragnień, Ralph Martin, wyd. AA, Kraków 2013

Opracowanie: Dorota Porzucek / CC BY-NC-ND 4.0

Grafika: VICONA (unsplash, pixabay) / CC BY-NC-ND 4.0

344 wyświetlenia
Ostatnie posty
SYGNET-SZARY.png
  • Facebook - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg